„Polski stolik” w Centrum Prasowym Majdanu

„Polski stolik” w Centrum Prasowym Majdanu

Wspomnienie Majdanu przywołuje liczne obrazy – barykady, uzbrojonych w tarcze protestujących, wolontariuszki rozdające gorącą herbatę. Z archiwum pamięci wyciągam także te najbardziej dramatyczne sceny, których z kolejnymi dniami trwania Majdanu przybywało.

Kulminacją ściągających uwagę całego świata wydarzeń była ofiara Niebiańskiej Sotni. Do historii przeszły również kadry płonącego Domu Związków Zawodowych, w którym na I piętrze znajdowało się Centrum Prasowe Majdanu. Wśród kilkunastu stołów, stał tam jeden szczególny. Opatrzony był maleńką polską flagą i nazywany był „polskim stolikiem”.

Misją Majdanu było, obok walki z reżimem, informowanie opinii publicznej. Działające w siedzibie związków zawodowych Centrum Prasowe odwiedzali liderzy trzech partii opozycyjnych, działacze Majdanu, Automajdanu, ofiary Berkutu. Odbywały się tam konferencje prasowe. Wśród stołów w Centrum Prasowym stał taki, przy którym rozmawiało się po polsku. Po kilkunastu dniach stanęła na nim polska flaga. Po sąsiedzku znajdowało się stanowisko radia Hołos Swobody, przez chwilę z drugiej strony funkcjonował „stół gruziński”, jednak naszym nowym bratankom zabrakło wytrwałości i ich stół nie przetrwał. Polski zaś trwał przez cały Majdan aż do pamiętnego pożaru budynku siedziby związków zawodowych.

Paweł Bobołowicz, korespondent Radia Wnet, tak wspomina pierwsze dni w Centrum Prasowym: „Na samym początku siedziałem przy schodach. Ale mnie pogonili, bo tam była ta sekretna komnata. Na początku byli głównie Ukraińcy. Siadłem w Centrum. Załatwiłem przedłużacz. Potem przysiadali się następni. Ja tam spałem od pierwszej nocy profspiłek”. Dawid Wildstein, wówczas z „Gazety Polskiej Codziennie”, nie ma wątpliwości – to Bobołowicz założył „polski stolik”. On był w Centrum Prasowym od samego początku. On przyniósł rekwizyt, który w dobie Internetu i laptopów był oprócz stołu właśnie narzędziem niezbędnym – przedłużacz.

W grudniu Piotr Apolinarski, mieszkający w Londynie fotoreporter agencji FORUM, powiedział, że trzeba oznaczyć nasze stanowisko. Tak też uczynił. W rocznicę wybuchu stanu wojennego w Polsce na stoliku pojawiła się biało-czerwona flaga. Tak Apolinarski wspomina początki: „Polski stół pojawił się mniej więcej na początku grudnia. To wyszło trochę na zasadzie instynktu stadnego, ale na pewno maczał w tym palce Paweł Bobołowicz. Natomiast nazwy „polski stolik” zaczęliśmy używać później. Nie pamiętam kto użył jej pierwszy. Wiem, że przez Andrzeja Gabrowa, z którym poznał mnie właśnie Bobo, załatwiłem dwa dodatkowe stoły i wtedy też pojawiła się flaga, którą zrobiłem w rocznicę stanu wojennego – 13 grudnia”. A sama flaga? „Flaga powstała z kartki A4, taśmy klejącej i kawałka wędki, którą dostałem w tzw. punkcie zaopatrzenia na dole profspiłek. Później, z tego co pamiętam, Agata Grzybowska postawiła na stole kartkę z napisem POLAND. To był już czas, kiedy każdy wiedział, że tam na końcu press center jest „polski stolik”. Agata Grzybowska, fotoreporter Gazety Wyborczej, nie pamięta, czy rzeczywiście tak było. Po chwili przyznała, że może faktycznie to ona wykonała ten napis. Po roku od początku Majdanu szczegóły ulatują już z pamięci.

Mijały tygodnie Majdanu. Wszyscy bywalcy Centrum Prasowego wiedzieli, gdzie znajduje się „polski stolik”, czasami przychodzili do nas z różnymi informacjami. Niektóre musieliśmy odrzucać, bo wydawały się podejrzane. To był czas grasujących „tituszek” i bijącego Berkutu. Oczywistym było to, że władza też prowadzi wojnę na polu informacyjnym i niektórzy mogą nie być tymi, za których się podają. Przy stoliku panowała serdeczna atmosfera – dziennikarze, świadkowie dramatycznych wydarzeń zaczęli odczuwać swoiste braterstwo broni. Niesnaski, a czasami poważne spory o podstawowe wartości, zostawały za drzwiami. Przedstawiciele nieprzyjaznych względem siebie na gruncie polskim mediów, tu nie robili sobie nawzajem żadnych wyrzutów. Znamiennym było np., że mój aparat fotograficzny, uszkodzony uderzeniem kamienia w czasie zdobywania Domu Ukraińskiego, wspólnie naprawiali Konrad Falęcki z Gazety Polskiej i wspomniana już Agata Grzybowska z Gazety Wyborczej.

Dobrym duchem polskiego stolika był Andrzej Gabrow z Samoobrony Majdanu. Przynosił kaski i hełmy, a gdy temperatura sięgała -20 stopni – ciepłe skarpety i buty. Stał się naszym opiekunem i często zwracaliśmy się do niego w ważnych sprawach. Przy stoliku pojawiali się kolejni dziennikarze, bywał również Paweł Kukiz i posłanka Prawa i Sprawiedliwości, Małgorzata Gosiewska. Dawid Wildstein wspomina, jak posłanka zapytała dziennikarzy, kto chce herbaty, po czym przyniosła siedzącym przy stoliku napoje: „Oni wszyscy zdębieli tam! Polityk, członek parlamentu przynosi herbatę dziennikarzom! Urośliśmy w ich oczach! Musieliśmy być synami jakichś oligarchów!”. Innym zabawnym momentem była pobudka Wildsteina obok… Rusłany. Polscy dziennikarze często spali obok polskiego stolika lub pod nim. Pewnego ranka Bobołowicz i Wildstein ujrzeli miedzy sobą właśnie piękną wokalistkę, która musiała nabrać sił po kolejnej wyczerpującej nocy na scenie Majdanu.

Stół przyciągał nie tylko Polaków. Pracowała tu z nami Ukrainka z Kanady, Marta Iwanek, której rodzice urodzili się w Bartoszycach. Najwidoczniej było w niej również coś polskiego, bo polubiła nasze towarzystwo. Wyjeżdżając do Kanady, zostawiła kartkę „Polska! Kocham was!”. Stolik przyciągnął też studentkę polonistyki, Ulianę Pereskocką, która później bardzo pomogła ekipie TV Republika. Dosiadali się Ukraińcy – polonofile, jak np. rozwieszający po całym Majdanie polskie flagi wszędobylski Wasyl Ponomariow z Charkowa. Tu dowiedzieliśmy się, że Paweł Bobołowicz z Radia Wnet i Bartłomiej Maślankiewicz z TV Republika dostali nagrodę Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich za korespondencje z Ukrainy. Przyznanie nagrody zostało uczczone w znajdującym się nieopodal Majdanu pubie „24h”.

Mebel, z którym polskich dziennikarzy na Majdanie łączy tyle wspomnień, podzielił los budynku związków zawodowych – spłonął w pożarze. Wcześniej stał się częścią barykady – osłony przed snajperami. Spłonął, tak jak wszystko, co było wewnątrz. Co się stało z papierową flagą? Dawid Wilsdstein uważa, że spłonęła. Marcin Fonfara, operator TV Republika, uważa, że mógł zabrać ją Wasyl Ponomariow. Inną flagę, która leżała złożona w skrzyni koło stolika, wyniósł z płonącego gmachu Marcin Fonfara. Miał do wyboru zabrać przywiezioną z Anglii butelkę whisky lub polską flagę. Wybrał biało-czerwony sztandar, który być może kiedyś stanie się muzealnym eksponatem.

Wojciech Jankowski
Tekst ukazał się w nr 23-24 (219-220) za 19 grudnia 2014 – 15 stycznia 2015

 

X