Polski orzeł, lew galicyjski i chińskie króliki na starych żydowskich cmentarzach Stary cmentarz w Satanowie. Pochówki XVIII w. Interesujące są wiewiórki, gryzące orzechy po bokach Drzewa Życia, fot. Dmytro Poluchowycz

Polski orzeł, lew galicyjski i chińskie króliki na starych żydowskich cmentarzach

I Rzeczpospolita była najbardziej tolerancyjnym państwem w Europie. Podwaliny ku temu zostały położone aktem warszawskiej konfederacji w roku 1573. Pod aktem podpisali się przedstawiciele najbardziej wpływowej arystokracji, katolicy, prawosławni i protestanci. Zobowiązali się oni do wzajemnej tolerancji i zachowywania pokoju pomiędzy wszystkimi chrześcijańskimi konfesjami. Niebawem pierwszym królem elekcyjnym został Henryk Walezy. Aby ten akt nabrał mocy prawnej potrzebny był podpis króla, a jego podpis był jednym z głównych warunków przejęcia polskiej korony.

Artykuły potwierdzone zostały królewską przysięgą:

A gdybyśmy my, nie daj Boże, uczynili coś sprzecznego z tymi artykułami… to wszystkich mieszkańców Królestwa i Wielkiego Księstwa Litewskiego ogłaszamy wolnymi od należnej nam pokory i wierności…

Następnie treść artykułów stała się częścią przysięgi koronacyjnej, wygłaszanej przez kolejnych królów Rzeczypospolitej. Ale, nawet wpadając w bezpodstawny optymizm, trudno było nazwać Rzeczpospolitą rajem dla nie-katolików. Wiara rzymskokatolicka dominowała absolutnie. Jedynie biskupi katoliccy automatycznie wchodzili do Senatu ze względu na pełnioną funkcję. Przełożony zakonu jezuitów był również obowiązkowym członkiem Senatu. Z czasem ta dyskryminacja odegrała negatywną rolę i była wykorzystana przez Moskwę, a potem przez Petersburg.

Zaznaczam jednak, że prześladowania nie-katolików i zmuszanie ich do zmiany wiary było zakazane prawem, podczas gdy np. w księstwie moskiewskim każda „herezja” karana była śmiercią lub dożywociem, a w „cywilizowanej” Francji – masowym wyniszczaniem hugenotów. Pomimo wszystko I Rzeczpospolita była najbardziej tolerancyjnym państwem Europy i nawet świata.

W aktach warszawskiej konfederacji i prawie Henryka Walezego mowa była jedynie o konfesjach chrześcijańskich, ale wiele wolności przypadało również Żydom, zamieszkującym tereny I Rzeczypospolitej. Znaleźli się oni też pod ochroną tych praw tolerancji.

Wywiadowcy z Kanaan. Złoto, emalia. XII w., Francja

Należy też podkreślić, że Żydom w Rzeczypospolitej stworzono najbardziej sprzyjające w Europie warunki bytowania. Członkowie „plemienia mojżeszowego” posiadali takie przywileje, o jakich w innych państwach Europy nie mogli nawet marzyć. Żydzi mieli prawo do noszenia broni, co bardzo dziwiło zachodnioeuropejskich podróżników. Biorąc pod uwagę nieustanne najazdy na tereny Podola, Wołynia, Galicji, Ziemi Bracławskiej i Kijowskiej – ten przywilej był całkiem logiczny. To właśnie na terenach Rzeczypospolitej pojawiła się i rozkwitła „kultur jidysz” – kultura małych żydowskich miasteczek, ze swoimi zwyczajami, tradycjami, folklorem i sztuką. Kultura ta przejęła wiele z kultury swych chrześcijańskich sąsiadów. Niestety, została całkowicie zniszczona podczas Holokaustu i pozostały po niej chyba jedynie resztki cmentarzy żydowskich i cudem ocalałe synagogi.

Stare żydowskie cmentarze, szczególnie ich części starsze niż te z pierwszej połowy XIX wieku, są interesującymi zabytkami historii. Pochodzące zaś z XVIII i I ćwierci XIX wieku są prawdziwymi muzeami sztuki pod otwartym niebem. Był to bowiem okres rozkwitu żydowskiej sztuki kamieniarskiej. Prawie każdy nagrobek (po żyd. macewa) z tego okresu jest prawdziwym dziełem sztuki, ozdobiony koronką ornamentów roślinnych, i zmyślnymi płaskorzeźbami, przedstawiającymi różne zwierzęta, ptaki i fantastyczne istoty – jednorogów czy gryfów. Ten kamienny zwierzyniec zawiera olbrzymi sens, sięgający korzeniami do Tory i innych świętych pism żydowskich.

Wyjaśnienie tego zoo-fenomenu jest proste: judaizm, jak późniejszy islam, zakazuje przedstawiania postaci ludzkich. Dlatego w przedstawieniu osoby nieboszczyka wykorzystywano alegoryczne postacie. Nie będziemy tłumaczyć tu każdą postać – nie starczyłoby całego numeru Kuriera Galicyjskiego. Przedstawię kilka przykładów, najbardziej, według mnie, interesujących.

Płaskorzeźba na grobie Szpryńci, 1754, fot. Dmytro Poluchowycz

Wyznanie miłości zastygłe w kamieniu

Przykładem tego, jak płaskorzeźby przedstawiają całą opowieść, może być nagrobek „kobiety ważnej i skromnej, sprytnej, mądrej i śmiałej pani Szprynci, córki Jakuba”, która zmarła w 1754 roku:

W centrum na górze widzimy niedźwiedzia – symbol nieśmiertelności i zmartwychwstania. Po jego bokach – para „totemowych” dla Żydów lwów, podtrzymujących niewielką koronę, co wskazuje na wysoką pozycję zmarłej. W dolnym lewym rogu przedstawiono wilka z koźlęciem łani w paszczy (przedwczesna, a możliwe, że gwałtowna śmierć). Po przeciwnej prawej stronie widzimy jelenia, drapiącego swój nos kopytkiem tylnej nogi– symbol piękna, czystości i raju. W górnych częściach płaskorzeźby przedstawione są kwiaty i gołąbki. Jedno i drugie symbolizuje piękne oczy zmarłej (porównanie zaczerpnięte z biblijnej „Pieśni nad pieśniami”). Gdy przypatrzymy się lepiej, to pośród koronki ornamentu roślinnego, symbolizującego rajski ogród, zobaczymy maleńkiego króliczka – duszę w raju.

Ta macewa przedstawia zamkniętą w kamieniu opowieść o pięknej, sprawiedliwej kobiecie, która niespodziewanie zeszła z tego świata (może zginęła?) i uwiecznione na stulecia tęskne wyznanie miłości.

Heraldyczny orzeł na macewie córki Minci, Gródek Podolski, fot. Dmytro Poluchowycz

Najczęściej spotykaną postacią na macewach jest lew. Są takie, które spokojnie odpoczywają, ale zdarzają się z groźnie rozwartymi paszczami, lub przedstawione w odruchu chęci chwycenia swego ogona. Najwięcej jednak tych „heraldycznych”, które, jak twierdzą historycy, zapożyczone są z europejskiej tradycji.

Heraldyczny orzeł na macewie Szabtaja, Gródek Podolski, fot. Dmytro Poluchowycz

Aby zrozumieć znaczenie lwa, warto zacytować fragment Tory, gdzie mowa o tym, jak praojciec Jakub na łożu śmierci błaga synów: „Judo, młody lwie! / Dzięki zdobytym łupom / stałeś się potężny, mój synu. / Czai się, jest gotowy zawsze do skoku jak lew, / jak rozdrażniona lwica. / Któż odważy się jeszcze go drażnić? / Berła nikt Judy nie pozbawi / nikt nie zabierze laski pasterskiej / spomiędzy jego kolan… (Rdz:49 9-10). Juda porównywany jest tu do lwa. W ten sposób lew stał się swego rodzaju „totemem” pokoleń Judy. Dlatego współcześni Żydzi uważają Judę za swego przodka, a lew jest symbolem całego narodu żydowskiego.

Przypomnijmy, że król Dawid również pochodził z pokolenia Judy, a jego potomek – zgodnie z Torą – będzie Mesjaszem. Oprócz postaci lwa widzimy w nim zapowiedź przyjścia Mesjasza. Stąd również wynikła popularność „heraldycznych” lwów w Europie, bo takie zapożyczenie od sąsiadów oznaczało najwyraźniej królewską godność Mesjasza.

Ze względu na wzajemne przenikanie kultur interesującym jest też przedstawianie dwóch niedźwiedzi, niosących na drągu olbrzymie grono winogron. Tak przedstawieni są wywiadowcy biblijni, którzy powracają do narodu żydowskiego na pustyni z dobrą wieścią o urodzajności ziemi Kanaan. Takim malowidłem często dekorowano synagogi, szczególnie drewniane, również przedstawiano tę scenę na macewach.

Spotykamy tu podwójną wymianę. Początkowo scena ze Starego Testamentu z wywiadowcami znalazła popularność w sakralnej sztuce chrześcijańskiej. W żydowskiej sztuce ta scena była drugorzędna lub ignorowana. Postać młodzieńca, jednego z wywiadowców symbolizuje tu Stary Testament, a drugiego – Nowy. Żerdź z zawieszonym gronem – Ukrzyżowanego Chrystusa, który swoją męczeńską śmiercią połączył oba Testamenty. Czasami jednego z młodzieńców przedstawiają z kijem ślepca w ręku – oznaką tego, że Żydzi nie rozpoznali w Chrystusie Mesjasza.

Z czasem ta scena z chrześcijańskiej kultury powróciła jednak do żydowskiej. Biorąc pod uwagę zakaz przedstawiania postaci ludzkich, młodzieńców zastąpiono niedźwiedziami z winogronem – przypomnieniem, że w lepszym świecie sprawiedliwego Żyda oczekuje należna mu cząstka dóbr (winogron). Oprócz tego niedźwiedzie postacie na nagrobkach symbolizują zmartwychwstanie. Jesienią to zwierzę schodzi do podziemnego barłogu (mogiły), a na wiosnę budzi się i wychodzi na świat.

Z punktu widzenia wymiany kulturowej bardziej wymowną jest scena, przedstawiająca trzech królików, goniących się w kole. Jest to scena-łamigłówka. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że każdy królik ma dwoje długich uszu, ale po przyjrzeniu się, dostrzegamy, że wszystkie zwierzęta są bez uszu!, uszy zaś każdego z nich są uszami sąsiada.

Zanim trusie trafiły na Wschód Europy, pokonały długą drogę. Swoją wędrówkę rozpoczęły w dalekim Dunchuaniu – mieście na pustyni Gobi w chińskiej prowincji Hansiu, skąd bierze swój początek Wielki Szlak Jedwabny. Na obrzeżach Dunchuaniu leży stary klasztor buddyjski Cianfodun, w którego pieczarach odnaleziono najstarszą scenę z trzema królikami, datowaną VI-X wiekami. Króliczki przedstawiają w tradycji buddyjskiej nieśmiertelność, nieskończoność i bieg czasu, jak również charakterystyczną dla tej religii reinkarnację duszy. Tak scena z buddyjskimi króliczkami trafiła do Japonii, Tybetu i Indii, a jednocześnie Szlakiem Jedwabnym dotarła na Zachód.

O jednym z „przystanków” tej łamigłówki mogą świadczyć monety, bite przez potomka Czingis Chana, Abaka Hana, w latach 1265-1282. Rządził on państwem Hulahidów na terenach dzisiejszego Iranu i Kaukazu. Dalej przez Bliski Wschód trafił do krajów arabskich.

Trzy króliki z „Biblia Sacra”. Rękopis na pergaminie z przełomu XIII-XIV w., Kantonsbibliothek, Vadianische Sammlung

Pod koniec XIII wieku skaczące trusie przybyły do Zachodniej Europy i tu stały się popularne. W chrześcijańskiej Europie buddyjski symbol uzyskał nowe znaczenie i stał się… symbolem Świętej Trójcy. Tu każdy królik jest sam, ale razem stanowią całość. Głównym duchowym zabytkiem Paderbornu jest wielka gotycka świątynia pw. Najświętszej Marii Panny, św. Liberiusa i Kiliana. Rodzynkiem świątyni jest „okno trzech królików”. Datowane jest początkiem XVI wieku.

Kiedy to buddyjsko-islamsko-chrześcijański wizerunek trzech królików przejął judaizm, powiedzieć trudno, ale od XVI wieku zajmuje już znaczące miejsce w kulturze żydowskiej. Tutaj, oprócz biegu czasu, nieskończoności i nieśmiertelności duszy te trzy króliczki symbolizują trzech patriarchów – Abrahama, Izaaka i Jakuba.

Na tereny obecnej Ukrainy trzy króliczki Żydzi przywieźli pod koniec XVI wieku – w czasie swej masowej wędrówki z Europy Zachodniej do Rzeczypospolitej. Medalion z trzema królikami obecnie jest używany w sztuce sakralnej – przede wszystkim jako dekoracja synagog. Na nagrobkach spotykany jest niezwykle rzadko. Można je zobaczyć jedynie w obw. chmielnickim na cmentarzach Satanowa, Gródka Podolskiego i Smotrycza. Te pochówki datowane są przełomem XVIII-XIX wieków.

Powracając do heraldyki, warto wspomnieć orły. W odróżnieniu od trzech królików te ptaki są bardzie popularne. W tradycji żydowskiej orzeł jest symbolem Boga, również symbolem Opatrzności: „Podobny do orła, co gniazda pilnuje, / krążąc nad pisklętami, / rozpostarł Jahwe swoje / skrzydła, uchwycił Izraela / i niósł go pod swymi skrzydłami. (Pwt, 32:11). W zdobnictwie trafiają się i dwugłowe orły, również symbolizujące Boga (a nie rosyjski czy austriacki- jak niektórzy uważają). Dwie głowy – to wcielenie Jego dwóch zasad sterowania światem: Sąd i jednocześnie Miłosierdzie, Srogość a jednocześnie Miłość, Kara i Przebaczenie

Te orły można zobaczyć na cmentarzu żydowskim w Gródku Podolskim na macewie rabina Szabtaja, syna rabina Józefa. Oprócz tradycyjnych dla judaizmu totemowych lwów, ten nagrobek dekoruje również niewielki medalion z orłem.

Heraldyczne lwy. Pochówek z początku XIX w., Satanów, fot. Dmytro Poluchowycz

Na grobie, gdzie pochowana jest „Mińcia, córka nauczyciela naszego rabbi Elizera” jest odwrotnie: ten drapieżny ptak jest ogromny – jest główną dekoracją macewy. Niestety, ponieważ te olbrzymie kamienie mocno osiadły w ziemi, trudno jest datować ten pochówek. Sądząc jednak z elementów zdobniczych i stylu, może on pochodzić z przełomu XVII-XIX wieków.

Orły interesujące są tym, że za ich wzór nieznani artyści brali orła z herbu polskiego. Przyczyna był podwójna – z jednej strony są po prostu ładne, bo jest to wizerunek sprawdzony przez czas. A z drugiej strony – jest to symbol królewski, co podkreślało znaczną pozycję zmarłego (rabin i córka nauczyciela). Wskazuje to też na to, że chociaż Rzeczypospolita w tym czasie już przeszła do historii, to pamięć o niej pozostała przynajmniej w tym chimerycznym wizerunku.

Dmytro Poluchowycz

Tekst ukazał się w nr 3 (391), 15 – 28 lutego 2022

Dmyto Poluchowycz. Za młodu chciał być biologiem i nawet rozpoczął studia na wydziale biologii. Okres studiów przypadał na okres rozpadu ZSRS. Został aktywistą Ukraińskiego Związku Studentów. Brał udział w Rewolucji na Granicie w styczniu 1991 roku. Był jednym z organizatorów grupy studentów, która broniła litewskiego Sejmu. W tym okresie rozpoczął pracę jako dziennikarz. Pierwsze publikacje drukował w antysowieckim drugim obiegu z okresu 1989-90. Pracował w telewizji, w prasie ukraińskiej i zagranicznej. Zainteresowania: historia, krajoznawstwo, podróże.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X