Kościół rzymskokatolicki we Lwowie w latach 1945-1991. Część 1 Kościół św. Marii Magdaleny

Kościół rzymskokatolicki we Lwowie w latach 1945-1991. Część 1

Lwowski okres Kardynała Mariana Franciszka Jaworskiego

W 2021 roku minęła 30. rocznica odnowienia przez Jana Pawła II struktur Kościoła rzymskokatolickiego na Ukrainie oraz mianowanie pierwszego po II wojnie światowej metropolity lwowskiego arcybiskupa Mariana Jaworskiego. W br. przypada 30. rocznica pierwszej Konferencji Rzymskokatolickiego Episkopatu Ukrainy oraz otrzymania od św. Jana Pawła II i nałożenia paliusza (29.02.1992) abp. Marianowi Jaworskiemu przez nuncjusza abp. Francesco Colasuonno. Abp Jaworski wkroczył na tereny wyniszczone działaniami wojennymi oraz bezbożnym ateizmem, gdzie należało podjąć odbudowę Kościoła. Z tej racji istnieje potrzeba przypomnienia czasów, kiedy Kościół był zmuszony przetrwać w tych nielicznych ośrodkach parafialnych bez zarządu biskupa. W perspektywie tych wspomnień staje się bardziej zrozumiałym nawoływanie kardynała Mariana Jaworskiego do dziękczynienia za wszystko, co wydarzyło się na tych ziemiach po 1991 roku.

Wprowadzenie do tematu

Historia rzymskokatolickiego Kościoła we Lwowie w okresie rządów komunistycznych w odróżnieniu od innych regionów archidiecezji lwowskiej jest obecnie najbardziej znaną, choć i w tym zakresie nie brak białych plam, a badacze dostarczają coraz to nowych faktów w poznaniu dziejów przetrwania Kościoła katolickiego we Lwowie. Stało się to możliwe dzięki licznym opracowaniom ks. Józefa Wołczańskiego oraz takich badaczy jak Adam Hlebowicz, ks. Józef Krętosz czy też w ostatnich latach Piotr Olechowicz i wielu innych. Na polskich uczelniach coraz częściej powstają prace magisterskie i rozprawy doktorskie, traktujące o dziejach Polaków i Kościoła katolickiego we Lwowie w latach 1945-1991.

Temat ten i poznanie tych dziejów jest o tyle ważne, że Lwów jako stolica metropolii miał decydujący wpływ na przetrwanie Kościoła w innych regionach państwa. Mimo iż nie było widzialnych struktur hierarchii, nigdy jednak Lwów nie stracił świadomości bycia centralnym miastem. Okres wojenny miasto przerwało bez większych zniszczeń, toteż walka z Kościołem i duchowieństwem została rozwinięta dopiero po jej zakończeniu. W tym kontekście można wyszczególnić kilka etapów.

I – Lata depolonizacji Lwowa i masowe przesiedlenie ludności polskiej (1944-1946)

II – Okres stalinowski (1946–1953)

III – Walka o przetrwanie Kościoła katolickiego w latach 50-60. XX wieku

IV – Czas względnej stabilności (lata 70. XX wieku).

V – Zmiany w polityce religijnej w ramach tzw. pierestrojki do czasu oficjalnego odrodzenia Kościoła.

Z racji szerokiego zasięgu działalności Kościoła katolickiego we Lwowie w okresie komunistycznym autor nie ma na celu szczegółowego opracowania każdego aspektu, lecz zapoznanie czytelnika z podstawowymi aspektami tej historii, gdyż wiele z tych tematów znalazło już szczegółowe opracowanie w literaturze fachowej. Dokładniej zostaną poruszone jedynie tematy, które dotychczas nie były publikowane.

Depolonizacja Lwowa oraz areszty lwowskich kapłanów w latach 1945–1946

Po tzw. wyzwoleniu Lwowa 27 lipca 1944 roku rozpoczął się nowy etap w historii Kościoła w tym mieście trwający do 1991 roku. Nowa władza wszelkimi sposobami chciała utrwalić swe rządy. W tym też celu należało przeprowadzić depolonizację Lwowa, która przybrała charakter masowego wygnania tutejszej etnicznej ludności. Ale jak się okazało już na początku, masowe przesiedlenie ludności polskiej nie było jednak możliwe ponieważ lwowiacy nie wierzyli w trwałość nowych granic, traktując tę sytuację jako przejściową. Toteż ocaleni z wojennej pożogi Polacy postanowili konsekwentnie stać na stanowisku opierania się sowieckim naciskom, decydując się na pozostanie we Lwowie.

Z tej racji władze posłużyły się metodą totalnego zastraszania Polaków, co miało przekonać ich do szybkiego opuszczenia miasta. Rozpoczęto proces infiltracji Kościoła, z pomocą własnych informatorów. W trakcie przesłuchań zastraszeni aresztowani byli niekiedy gotowi mówić wszystko, nawet to, o co ich nie pytano. W ten sposób planowano uderzyć w pierwszej kolejności w inteligencję i duchowieństwo.

Władze zdecydowały się na ten krok, gdyż „w wypełnionych po brzegi świątyniach duchowni otwarcie nawoływali do pozostania na miejscu. Zdarzały się nawet ze strony księży otwarte słowa krytyki pod adresem Polaków chcących opuścić Lwów”. 20 grudnia 1944 roku wydano więc rozkaz masowych aresztów Polaków, do których przystąpiono 2 stycznia 1945 roku. Aresztowano wówczas według różnych danych od 772 do 3000 osób.

Ks. Zygmunt Hałuniewicz

W tej grupie było kilku księży. Byli to m.in.: ks. Stanisław Bizuń, ks. Ignacy Chwirut, ks. Zygmunt Truszkowski. W listopadzie 1945 roku we Lwowie został zatrzymany kanclerz kurii metropolitalnej ks. Zygmunt Hałuniewicz (1889–1974). Aresztowano również 2 stycznia 1945 roku gwardiana bernardynów o. Jeremiasza Bochenka OFM Bern, oraz o. Władysława Kielara OP (1912–1972), wikariusza parafii Bożego Ciała we Lwowie. O. Kielar był więziony we Lwowie w więzieniu na ul. Łąckiego, a po wyjściu, w maju 1945 roku wyjechał do Polski. Losy aresztowanych podzielił również lwowski dominikanin o. Władysław Łanocha OP, którego aresztowano 3 stycznia 1945 roku. Zdarzały się areszty również przed 1945 rokiem. Tak np. o. Rafał Władysław Kiernicki od września 1944 do marca 1948 roku przebywał w obozach Charkowa, Riazania, Czerepowca i Griazowca.

Jako jeden z pierwszych w nocy z 3 na 4 stycznia 1945 roku pod zarzutem kontrrewolucji został aresztowany ks. Stanisław Bizuń (1907–1991), o czym szczegółowo opowiadał w opublikowanych wspomnieniach pt. „Historia krzyżem znaczona”. Po przedłożeniu nakazu o aresztowaniu, dokładnym przeszukaniu mieszkania oraz sporządzeniu protokołu został przewieziony do lwowskiego więzienia przy ul. Łąckiego, w którym spędził pół roku. Został zwolniony dopiero dzięki staraniom abpa Eugeniusza Baziaka 7 czerwca 1945 roku i zmuszony do opuszczenia Lwowa.

Pod zarzutem antysowieckiej agitacji 4 stycznia 1945 roku został aresztowany we Lwowie ks. Ignacy Chwirut (1887–1973). Poprzez jego aresztowanie władze chciały skłonić do opuszczenia Lwowa pozostającego wciąż we Lwowie metropolity abpa Eugeniusza Baziaka, gdyż ks. Chwiruta i abpa Baziaka od czasów wspólnych studiów łączyły więzy przyjaźni. Podobnie aresztowanie 26 listopada 1945 roku ks. Hałuniewicza stało się pretekstem do zajęcia się osobą abpa Eugeniusza Baziaka, który wielokrotnie w porze nocnej był wzywany na przesłuchania do NKGB, podczas których urzędnicy nalegali na jego rychły wyjazd do Polski. Nastąpiło to w kwietniu 1946 roku. Brak zachowanych dokumentów z przesłuchań nie pozwala na określenie tematyki tych spotkań.

Aresztu ks. Chwiruta dokonali najprawdopodobniej ci sami funkcjonariusze co i dzień wcześniej ks. Bizunia – dwóch funkcjonariuszy i jedna kobieta: Swirydow, Gaszdra i Gotarowa. Po dokonaniu wszelkich formalności ks. Chwirut został doprowadzony do wewnętrznego więzienia NKGB we Lwowie, gdzie przez dwa miesiące znajdował się w izolatce. Dopiero w marcu 1945 roku przeniesiono go do celi nr 117 w więzieniu przy ul. Łąckiego we Lwowie. W tym czasie był wielokrotnie przesłuchiwany. Od wiosny 1946 roku przebywał w więzieniu w Złoczowie, gdzie 26 grudnia 1946 roku otrzymał ostateczny wyrok 5 lat poprawczego obozu pracy, pozbawienia praw publicznych na okres 5 lat bez konfiskaty mienia. Został zwolniony dopiero 4 stycznia 1950 roku. Ks. Chwirut mógł wówczas opuścić obóz i udać się do wybranego miejsca przeznaczenia. Pierwotnie miało to być miasto Złoczów, gdzie pracował ks. Jan Cieński. Po krótkim pobycie w Złoczowie ks. Chwirut dotarł jeszcze tego samego roku do Lwowa, znajdując gościnę na pozostałe lata życia w domu Marii Pokiziak na Sobieszczyźnie.

Ks. Zygmunt Hałuniewicz z tej liczby został aresztowany dopiero 26 listopada 1945 roku i pod strażą doprowadzony do wewnętrznego więzienia NKGB we Lwowie przy ul. Łąckiego. Po przesłuchaniach 19 czerwca 1946 ks. Hałuniewicz został skazany na 10 lat łagrów, pozbawienie praw publicznych na 5 lat oraz całkowitą konfiskatę mienia. Latem 1946 roku został wywieziony do zagłębia w Donbasie. Wiosną przeniesiony do Miedwieżjegorska, a 13 stycznia 1948 roku do Rybińska. Do Lwowa powrócił dopiero 2 maja 1955 roku.

Franciszkanin o. Rafał Kiernicki przebywał w charkowskim więzieniu od lutego do końca 1945 roku. Z Charkowa został przewieziony do kolejnych obozów w Riazaniu i Griazowcu, gdzie przebywał do 1948 roku. Do Lwowa powrócił w 1948 roku i osiadł na stałe przy katedrze lwowskiej, pełniąc posługę proboszcza.

o. Jan Mokrzycki SJ

Na wiosnę 1945 roku przyszła kolej na areszt lwowskich jezuitów o. Jana Mokrzyckiego (1908–1984), o. Jana Długosza (1901–1981) oraz o. Ludwika Seweryna (1906–1970). Aresztowania dokonano w godzinach wieczornych lub nocnych. Po przeszukaniu pomieszczenia i sporządzeniu protokołu zabierano oskarżonego, ogłaszając podejrzenie o działalność antysowiecką lub o kolaborację z okupantem niemieckim. Powodem takiej kolaboracji mógł być fakt posiadania zwykłego zatrudnienia w okresie okupacji niemieckiej. Z całego obszaru tzw. Ukrainy Zachodniej aresztowano wówczas 26 duchownych, z których 20 wymierzono wieloletnie wyroki łagrów.

Pierwszy został aresztowany 23 kwietnia 1945 roku o. Jan Mokrzycki. Następnie z 7 na 8 grudnia 1945 roku dokonano aresztu o. Jana Długosza oraz o. Ludwika Seweryna. Osadzeni w więzieniu jezuici zostali poddani serii przesłuchań. Jako pierwszym zajęto się o. Mokrzyckim, którego wiązano z osadzonym w więzieniu ks. Zygmuntem Truszkowskim – emerytowanym kapelanem Wojska Polskiego. Spośród całej trójki jezuitów najbardziej stanowczo bronił się o. Seweryn, odpowiadając negatywnie na wszystkie zadawane pytania, które miałyby zaszkodzić innym duchownym czy też świeckim.

Odmiennie, jak podawał Wołczański, „zachowywał się w trakcie śledztwa o. Mokrzycki, przejawiający niemal gotowość do udzielania wyczerpujących, wiarygodnych informacji sowietom. Jego zeznania miały o tyle większy ciężar gatunkowy od pozostałych jezuitów, że składane były o przeszło osiem miesięcy wcześniej od nich i prawdopodobnie spowodowały aresztowanie wielu osób”. Wszyscy trzej jezuici usłyszeli wyroki skazujące. O. Mokrzycki został przewieziony do Workuty, skąd w 1948 roku został przekazany władzom polskim. O. Długosz odbywał karę w Kazachstanie, po czym w 1952 roku przetransportowano go do obozu k. Krasnojarska. Zwolniony w 1955 roku, 2 stycznia 1956 roku powrócił do Polski. O. Seweryn po odbyciu wyroków na Syberii i w Kazachstanie w 1955 roku powrócił do Lwowa, osiadając przy parafii Szczerzec.

Jak „Lenin kościół św. Marii Magdaleny uratował”

Znacznie odmiennie potoczył się złoczowski proces sądowy ks. Zygmunta Truszkowskiego, którego jako jedynego wypuszczono z aresztu dzięki dość osobliwym okolicznościom. Ksiądz Truszkowski został aresztowany we Lwowie 18 lipca 1945 roku i został oskarżony o „współkierownictwo polską antysowiecką nacjonalistyczną organizacją Armii Krajowej”, utrzymywanie kontaktów z centralą AK w Warszawie, a także werbowanie kadry kapelanów wojskowych. Po wielu przesłuchaniach, które odbywały się w nocnej porze, postanowiono wnieść decyzję o oskarżeniu. Zaproponowano wymiar kary w wysokości 5 lat obozów pracy. Decyzję tę potwierdził śledczy Wydziału Śledczego NKGB w Kijowie. Czekano jedynie na decyzję z Moskwy.

W tym czasie ks. Truszkowski powołał się na dawną znajomość z Włodzimierzem Leninem. Chodziło o lata 1913–1914, kiedy ks. Truszkowski był w Poroninie, gdzie przebywał również Lenin. Wówczas to kapłan pełnił misję duszpasterską w pobliskiej parafii Olcza. Wielokrotnie wspominany badacz ks. Wołczański tak relacjonował o tych latach: „Owa znajomość nie ograniczała się bynajmniej do anonimowych spotkań, ale Lenin odwiedzał ks. Truszkowskiego, prowadząc z nim dyskusje światopoglądowe. Co więcej – pożyczył od duchownego 300 koron, zwracając pocztą dług po kilku tygodniach. Kiedy funkcjonariusze NKGB zażądali potwierdzenia autentyczności tych wydarzeń, ks. Truszkowski poprosił listownie swoich krewnych mieszkających wówczas w Polsce o dostarczenie mu oryginału przekazu pocztowego ze stemplami oraz autografem Lenina”. Ponadto duchowny miał podważyć „zarówno bezprawne aresztowanie go, jak i procedury sądowe stosowane wobec niego przez funkcjonariuszy”.

Po dostarczeniu dowodów „sowieccy funkcjonariusze aparatu bezpieczeństwa państwowego musieli radykalnie zmienić taktykę. Zachowując pozory dalszego procedowania Kolegium Specjalne przy NKWD w Moskwie decyzją z 25 lutego 1946 roku najpierw skazało ks. Truszkowskiego na trzy lata poprawczych obozów pracy, obniżając tym samym wyrok lwowski o dwa lata, a następnie w trakcie tego samego posiedzenia, powołując się na dekret Prezydium Rady Najwyższej ZSRS z 7 lipca 1945 roku, podjęło decyzję o przywróceniu pełnej wolności. W więzieniu pozostał jednak jeszcze do czerwca 1946 roku”.

Ks. Zygmuntowi Truszkowskiemu jako jedynemu kapłanowi nie tylko udało się opuścić więzienie, ale i pozwolono mu na objęcie funkcji proboszcza zamkniętego już, po wyjeździe w 1946 roku ks. Józefa Kłosa (1899–1978), kościoła św. Marii Magdaleny we Lwowie. Zapewniono go również o nietykalności do końca życia. Obowiązki duszpasterskie w tym kościele objął we wrześniu 1946 roku, a pod koniec tego miesiąca powołano komitet kościelny pod kierownictwem Adama Głażewskiego. Państwowa rejestracja duchownego nastąpiła 30 października 1947 roku.

Abp Eugeniusz Baziak

Złamanie oporu abpa Eugeniusza Baziaka

Mimo aresztowań obserwowano w kościołach pod koniec 1945 roku dużą frekwencję wiernych. W ogólnym sprawozdaniu „O praktycznej pracy nad religijnymi kultami z 1 października 1945 roku” pełnomocnik Wilchowyj wspominał, że w kościele kapucynów „codziennie można zobaczyć sporą grupę modlących się na kolanach Polaków i nawet dzieci”. Większość kościołów w tym czasie uległa już zamknięciu. Toteż postanowiono za wszelką cenę nakłonić arcybiskupa Eugeniusza Baziaka do wyjazdu ze Lwowa. Nie zdecydowano się na areszt i uwięzienie arcybiskupa w obawie przed reakcją pozostającej wciąż we Lwowie i okolicy sporej liczby Polaków.

Choć uniknął uwięzienia i zesłania do łagru, był wielokrotnie wzywany na nocne przesłuchania do siedziby specsłużb. „Duchowny długo zwlekał z decyzją o opuszczeniu miasta. Doskonale zdawał sobie sprawę, że pociągnie ona za sobą całą falę wyjazdów osób życia konsekrowanego”. Do wyjazdu ze Lwowa abpa Baziaka przekonywali również wiceprzewodniczący Krajowej Rady Narodowej prof. Stanisław Grabski oraz prymas Polski kard. August Hlond.

Na temat samego abpa Baziaka pełnomocnik P. Kuczeriawyj 24 kwietnia 1946 roku pisał: „Baziak większość czasu spędza w budynku przy ul. Korolenki 1, rzadko odwiedza klasztory, kościoły i bywa na nabożeństwach. Wśród duchowieństwa i wierzących cieszy się autorytetem, ostrożny w wykonaniu zarządzeń sowieckiej władzy. Według otrzymanych danych Baziak radzi i zachęca do wyjazdu do Polski, jedynie nieliczna grupa księży opornie odmawia wyjazdu i nawet namawia wiernych, by pozostali. Baziak ma zamiar wyjechać 26 kwietnia br. (…) Z powodu Baziaka nie zarejestrowało się na wyjazd do Polski jeszcze wielu Polaków, którzy chcą tu pozostać, co uważam za niedopuszczalne”. Przed wyjazdem arcybiskup nawiązał kontakt z ks. Janem Cieńskim ze Złoczowa, którego mianował potajemnie wikariuszem generalnym z pełnomocnictwami na całą archidiecezję lwowską.

Kościół św. Elżbiety we Lwowie bez centralnego krzyża

Według relacji służb arcybiskupowi nakazano opuścić Lwów do 15 czerwca 1946 roku. Sam metropolita zdecydował się na wyjazd ze Lwowa 26 kwietnia 1946 roku. O wyjeździe abpa Baziaka tak pisał P. Olechowski: „Naturalnie od początku był nadzorowany przez NKGB, które miało zamiar dostarczyć arcybiskupa na dworzec kolejowy. Chciano bowiem nadać temu zdarzeniu szczególny, wręcz symboliczny wymiar. Ostatecznie jednak Eugeniusz Baziak ukrył się na cały dzień w klasztorze józefitek, skąd pod wieczór dotarł na dworzec transportem Państwowego Urzędu Repatriacyjnego. Pokrzyżowało to plany NKGB związane z uroczystym charakterem odjazdu. Funkcjonariusze służb przejęli hierarchę dopiero na dworcu kolejowym, gdzie mieli mu nawet oświetlić drogę. Nie znając łacińskiej terminologii religijnej, zwracali się doń „archijereju”.

Pociąg, choć ruszył ze stacji, nie wyjechał ze Lwowa. Po przejechaniu kilku kilometrów stanął na jednym z podmiejskich przystanków. Nie wiadomo zatem do końca, jakie były plany służb specjalnych wobec polskiego hierarchy. Gdy jednak zobaczono tłumy wiernych na peronie, chcących poczęstować abp. Baziaka gorącym posiłkiem, wydano decyzję o odjeździe w kierunku Medyki i Przemyśla”.

Marian Skowyra

Tekst ukazał się w nr 3 (391), 15 – 28 lutego 2022

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X