Polacy z Mińska po raz pierwszy we Lwowie

Polacy z Mińska po raz pierwszy we Lwowie

Niedawno, przedstawiciele mińskiego oddziału Związku Polaków na Białorusi, razem z panią prezes Heleną Marczukiewicz oraz młodzieżowy chór „Tęcza”, pod kierownictwem Tatiany Wołoszynej po raz pierwszy odwiedzili Lwów. Miasto sprawiło na gościach z Mińska wielkie wrażenie. Mówili, ze na zawsze zapamiętają przepiękne kościoły i… wąskie ulice.

– Pomysł przyjazdu do Lwowa podpowiedział nam konsul Tomasz Janik, który przedtem był konsulem generalnym RP w Łucku . Miński konsulat RP udzielił nam też wsparcia przy organizacji wyjazdu. Nigdy wcześniej nie byliśmy we Lwowie, a wiemy że mieszka tu sporo Polaków, dlatego chcieliśmy tu być – powiedziała Helena Marczukiewicz, prezes mińskiego oddziału Związku Polaków na Białorusi.

30 listopada, wczesnym rankiem, 40-osobowa grupa Polaków z Mińska przyjechała do Lwowa i zatrzymała się w „Domu Pielgrzyma” w pobliskich Brzuchowicach. Swoje pierwsze kroki goście z Mińska skierowali na Cmentarz Łyczakowski, który zachwycił ich swym ogromem, różnorodnością pomników i grobowców. Niesłychane wrażenie sprawił też Cmentarz Orląt Lwowskich, bo właśnie tu spoczywają lwowscy Polacy, którzy bronili swojej ziemi.

– Czegoś takiego, u nas, na Białorusi nie ma. To nie cmentarz, a całe muzeum. Znalazły tu wieczny spoczynek takie wybitne osoby jak Maria Konopnicka, Stefan Banach, Karol Baliński, Iwan Franko, Salomea Kruszelnicka i wielu innych. – opowiadała studentka Uniwersytetu Lingwistycznego w Mińsku Włada Niewierowicz. – Zwiedziliśmy Cmentarz Obrońców Lwowa, który przypomina nam, jak wielu Polaków, tu na Ukrainie i u nas na Białorusi zginęło broniąc swojej Ojczyzny.

Wieczorem w galerii „Własna Strzecha”, na ul. Rylejewa 9, odbyło się spotkanie z młodzieżą Lwowskiego Klubu Stypendystów „Semper Polonia”. Przy herbacie i ciastkach rozmawialiśmy o działalności organizacji polskich na Ukrainie i na Białorusi. Przykro było słyszeć, kiedy z żalem mówili, jak nam jest dobrze, że możemy się spotykać w swoim gronie i rozmawiać w języku polskim, a u nich dla zorganizowania takich spotkań trzeba wymyślać różne wymówki, żeby nie podpaść władzom.

 

Lucyna Botwina, Eugeniusz Sało i Helena Marczukiewicz (Fot. Włada Niewierowicz)– Nie możemy tak otwarcie działać, dlatego najczęściej działamy przez śpiew – powiedziała Helena Marczukiewicz, prezes mińskiego oddziału Związku Polaków na Białorusi. – Mamy dużo zespołów muzycznych i chórów. Jeden z nich usłyszeliście dzisiaj.

Wspólny piątkowy andrzejkowy wieczór umilał nam młodzieżowy chór „Tęcza” pod kierownictwem Tatiany Wołoszynej. Takiego wewnętrznego zadowolenia już dawno nie odczuwałem po koncercie. Pozytywna energia i szczerość przekazu po prostu wlały nowe życie w dobrze znane wszystkim piosenki „O mój rozmarynie”, „Szła dzieweczka do laseczka”, „Gdybym miał gitarę” i  inne. Zabrzmiały również ludowe piosenki białoruskie i rosyjskie.

Cały sobotni dzień był zapełniony wycieczkami po Lwowie. Polacy z Mińska zwiedzili katedrę św. Jura, Rynek, katedrę ormiańską, operę Lwowską. Zobaczyli katedrę łacińską i kaplicę Boimów. Ostatnim punktem wycieczki był pomnik Adama Mickiewicza.

W niedzielę rano, po Mszy św. w języku łacińskim, goście z Mińska, wąskimi uliczkami Lwowa, wyruszyli w kierunku Mińska.

Było to pierwsze spotkanie Polaków Mińska i Lwowa. Miejmy nadzieję, że nie ostatnie.

Eugeniusz Sało

X