Polacy w Kołomyi w okresie ZUNR – ZO UNR (1918–1919). Część 2 Kołomyja w czasie I wojny światowej, źródło: Sawczuk M., Hawryłenko W., Kołomyja. ZURL/ZO UNR, Album fotografii, Kołomyja 2018 r. s. 5

Polacy w Kołomyi w okresie ZUNR – ZO UNR (1918–1919). Część 2

Zdaniem Romana Kubickiego, tak Polacy z Kołomyi, jak i z całej Galicji Wschodniej w okresie ZUNR byli nieco rozczarowani postępowaniem władz polskich w Warszawie i początkową obojętnością na zaistniałą sytuację. Zwracano szczególną uwagę na to, że nikt nie stara się nawet zabezpieczyć finansowo egzystencji osób, które świadomie odmówiły współpracy z władzami ukraińskimi i tym samym zostały zwolnione z pracy. „Nie mogli zrozumieć tego, że zostało nam żyć bez pomocy materialnej, bo przez jakiś neutralny kraj polski rząd mógł przesyłać Polakom pieniądze i nie narażać ich na głód”.

W Kołomyi Polacy otrzymywali pomoc finansową z prywatnych pożyczek w wysokości częściowych pensji lub emerytur, które przy drastycznie szybko rosnących cenach nie wystarczały na życie. Na rynku kołomyjskim ukraińscy chłopi nie chcieli sprzedawać artykułów spożywczych „Lachom”. Najtrudniejszy dla kołomyjskich Polaków był rok 1919, a zwłaszcza dla byłych urzędników niepracujących. Potrawy przygotowane niemal wyłącznie z ziemniaków były często jedynym posiłkiem, który musiał wystarczyć na cały dzień. Chleb był trudny do zdobycia, a cukier stał się rzadkością w polskich rodzinach. Zdaniem cytowanego już Romana Kubickiego, z powodu niedożywienia wielu dawnych polskich urzędników „ledwo powłóczyło nogami”. Aby przeżyć, Polacy w Kołomyi za grosze wyprzedawali wyposażenie domów oraz co lepsze ubrania.

Jedynym periodykiem Polaków w Kołomyi była „Gazeta Kołomyjska”. Jej cenzorem był komendant miasta Stepan Halibej. Bez większych przeszkód docierała do Kołomyi także polskojęzyczna gazeta ze Stanisławowa pt. „Znicz”. W tym czasie Roman Kubicki pracował w redakcji „Gazety Kołomyjskiej” i nosił do komendanta scenariusz gazety do ocenzurowania. Nie dostarczał gotowych gazet, aby nie dochodziło do sytuacji, w której złożone już egzemplarze zawierały białe plamy po usuniętych fragmentach. Stepan Halibej dwukrotnie redagował scenariusz gazety, usuwając z niego m.in. tłumaczenie z oficjalnego „Pokuckiego Wisnyka” cen żywności na rynku kołomyjskim oraz artykuł o dymisji polskiego rządu Andrzeja Moraczewskiego i powołaniu rządu Ignacego Paderewskiego.

Na pytanie o przyczyny zakazu drugiego artykułu komendant odpowiedział zwięźle: „Bo wy myślicie tylko o Polsce, a nie chcecie być naszymi „obywatelami”. Roman Kubicki pozostawił po sobie ciekawe świadectwa dotyczące światopoglądu komendanta Kołomyi Stepana Halibeja na temat wojny ukraińsko-polskiej. W rozmowach z Kubickim zgodził się, że walka jest szkodliwa dla obu stron. Nie krył niechęci do polskiej „młodzieży lwowskiej”, która – zdaniem Halibeja – doprowadziła do konfrontacji, podczas gdy starsze pokolenie Polaków ze Lwowa zgodziłoby się oddać miasto Ukraińcom.

Koszary Landwehry w Kołomyi w czasie I wojny światowej, źródło: Österreichischen Nationalbibliothek, WK1/ALB104/31792

W Kołomyi polskim uczniom nie wolno było nosić na czapkach gimnazjalnych symboli narodowych. Zakaz ten powstał w wyniku apelu do komendanta Kołomyi Stepana Halibeja jednego z ukraińskich żołnierzy, który wrócił z frontu ukraińsko-polskiego i powiedział komendantowi: „To pod Lwowem Polacy nas torturują i szydzą z nas co krok, krzywdząc nas od tyłów, a tu, w regionie, pozwalacie im nosić narodowe symbole?”.

Początkowo Stepan Halibej ostrzegał Polaków z Kołomyi za pośrednictwem Romana Kubickiego, że licealiści nie powinni nosić symboli narodowych, bo to „irytuje Ukraińców”. Następnie komendant wydał pisemny rozkaz zakazujący noszenia takowych. Osobom, które nie zastosowały się do powyższego zakazu, żołnierze ukraińscy zrywali je z ubrań (znany jest co najmniej jeden przypadek zerwania takich symboli młodej dziewczynie z pękiem włosów). Pod rządami Ukrainy pewna część polskiej inteligencji z Kołomyi zmieniła obrządek z rzymskokatolickiego na greckokatolicki.

Dużą pomoc finansową dla internowanych w Kołomyi udzielił asesor Patkowski, który przy pomocy członków polskiego oddziału Towarzystwa Zaliczkowego Spólnickiego i Piskozuba dokonał selekcji pożyczek pieniężnych dla Stanisławy Sozańskiej, która je rozdawała zwolnionym internowanym w obozie w Kosaczowie. Zdaniem Romana Kubickiego „Komitet Opieki polskich kobiet nad jeńcami wojennymi i internowanymi w Kołomyi”, choć powstał w oparciu o działalność Polskiej Organizacji Powiatowej, to jednak przede wszystkim był efektem spontanicznego odruchu mieszkańców chcących nieść pomoc internowanym i jeńcom wojennym przybywającym do Kołomyi. Zarządzeniem władz ukraińskich „Komitet Opieki polskich kobiet nad jeńcami wojennymi i internowanymi” został wyodrębniony z Polskiej Organizacji Powiatowej i działał jako odrębna organizacja publiczna. Mimo to Polska Organizacja Powiatowa aktywnie pomagała Komitetowi finansowo i miała przy nim tajnego przedstawiciela.

Wśród części Polaków w Kołomyi przedstawiciele miejscowych władz ukraińskich cieszyli się pewnym autorytetem (m.in. komendant miasta Stepan Halibej i komisarz miasta – przewodniczący UNR okręgu kołomyjskiego Zachar Skwarkо (27.09.1870 – 8.02.1925). Roman Kubiсki napisał o nich w następujących słowach: „W każdym razie pan Skwarko i pan Halibej byli ludźmi”. Ale Polacy z Kołomyi najbardziej obawiali się komendanta okręgu Teodora Primaka (23 marca 1876–1934 r.) i jego zastępcy komendanta Sztabu Generalnego Wołodymyra Bemka (16 września 1889 – 15 sierpnia 1965 r.). Ostre słowa na temat kołomyjskich Polaków wypowiedział także komisarz okręgowy Iwan Stryjski (30.04.1884 – 1935 r.), komisarz miejski Roman Zajączkowski (1881–1949), komendant żandarmerii państwowej chorąży Iwan Wasiliszyn, naczelnik stacji kolejowej Kołomyi Wołodymyr Kobryński (16.10.1873 – 10.07.1958), lekarz powiatowy Wołodymyr Kobryński (1858–1942), redaktor rządowej gazety „Pokucki Wisnyk” Emilian Karaszkewicz.

Na terenie Kołomyi działała także POW, zrzeszająca polskich działaczy podziemia niepodległościowego. Według wspomnień Jana Śliwy powstała w październiku 1918 r. na rozkaz „Głównego Zespołu Polskiej Organizacji Wojskowej” jako „Zespół IV Okręgu i Okręgu Kołomyjskiego”, na której czele 17 listopada 1918 r. stanął – zgodnie z rozkazem płk. Michała Tokarzewskiego – kpt. Jan Śliwa. W jej skład wchodzili przedstawiciele wszystkich polskich warstw społecznych: dawni oficerowie i żołnierze armii austrowęgierskiej, robotnicy, kolejarze, intelektualiści, uczniowie gimnazjów i szkół przemysłowych, harcerze. Na początku grudnia 1918 r. POW liczyła ok. 240 osób i była podzielona na sekcje i plutony. Konspiracja działała na tyle skrycie, że w Kołomyi istniała kolejna POW pod dowództwem por. Edwarda Wołanowskiego, której zdecydowaną większość członków stanowili byli żołnierze. Dopiero pod koniec lutego 1919 r. obie organizacje połączyły się w jedną pod kierownictwem kpt. Jana Śliwy. Konspiracja była potrzebna, bo ukraińskie służby specjalne aktywnie poszukiwały polskich działaczy podziemia, wiedząc o istnieniu organizacji. Nawet naczelnik Polskiej Organizacji Powiatowej Stanisław Łążyński dowiedział się o tym od Jana Śliwy dopiero w drugiej połowie stycznia 1919 r., co świadczy o dobrym jej zakonspirowaniu. Później, w maju 1919 r., Stanisław Łążyński przeznaczył 25 000 koron austriackich z kasy Polskiej Organizacji Powiatowej na działalność POW.

Kołomyja w czasie I wojny światowej, źródło: Sawczuk M., Hawryłenko W., Kołomyja. ZURL/ZO UNR, Album fotografii, Kołomyja 2018 r. s. 5

Wśród polskiego podziemia nieustannie prowadzono tajne ćwiczenia z podstaw broni palnej, a część uzbrojenia dla organizacji pozyskiwano w dość oryginalny sposób. Podczas oficjalnego zajęcia broni od ludności cywilnej Kołomyi i powiatu polskie podziemie, rekrutowane przez ukraińskie patrole wojskowe, przejęło broń i amunicję od chłopów, a następnie ukryło ją w różnych częściach Kołomyi. Podziemie utrzymywało dobre stosunki z funkcjonariuszami ukraińskiej żandarmerii, co skutkowało tym, iż najczęściej z wyprzedzeniem wiadomo było o planowanych przez stronę ukraińską rewizjach. Pozwalało to na ukrycie broni i amunicji w bezpiecznym miejscu.

Głównym zadaniem POW w Kołomyi, o czym zdecydowanie szerzej w dalszej części, było przygotowanie i przeprowadzenie zbrojnego powstania przeciwko władzom ukraińskim. Pierwsze takie powstanie miało wybuchnąć spontanicznie na początku listopada 1918 r., ale opinie polskiej elity Kołomyi były podzielone, więc do powstania nie doszło. Ostra dyskusja na ten temat powstała na posiedzeniu Prezydium Polskiej Organizacji Powiatowej, które odbyło się 3 lub 4 listopada 1918 r., kiedy głównym tematem było wypracowanie stanowiska w sprawie stosunku Polaków do państwowości ukraińskiej. Powstanie miała rozpocząć polska młodzież z Kołomyi. Podczas dyskusji jeden z członków prezydium kategorycznie się temu sprzeciwił i zamierzał opowiedzieć przewodniczącemu Ukraińskiego Komitetu Wojskowego w Kołomyi Teodorowi Primakowi o zbliżającym się powstaniu, by zapobiec rozlewowi krwi. Podczas obrad przeforsowano odrzucenie pomysłu wybuchu powstania, a Jan Śliwa zapewnił prezydium, że młodzież jest pod jego komendą i nie podejmie żadnych kroków bez jego wyraźnego rozkazu.

W styczniu 1919 r. Polskiej Organizacji Wojskowej udało się nawiązać kontakty z przedstawicielami polskiej emigracji w Rumunii, a od marca do maja 1919 r. co miesiąc wysyłano z Kołomyi kuriera, który miał załatwić sprawę powstania. Plan opracowali Jan Śliwa, Jan Kamiński, Bazylii Rogowski oraz Karol Biskupski. Według niego polska dywizja gen. Luciana Żeligowskiego licząca od około 3000 do 4000 żołnierzy lub duża grupa wojsk rumuńskich z zapasem karabinów i amunicji miała wkroczyć z Rumunii na Pokucie, zaś POW równolegle miała rozpocząć zbrojne wystąpienie przeciwko władzom ukraińskim. Wiosną 1919 r. ukraińskie służby specjalne zintensyfikowały prace nad identyfikacją członków POW, co doprowadziło do licznych aresztowań. Powyższa sytuacja zmusiła polskie podziemie do przyśpieszenia początku powstania, co zostało zaplanowane na 30 kwietnia 1919 r. Plan działania był następujący: oddział POW, liczący 100 osób, uzbrojony w broń i nożyce do cięcia drutu kolczastego, miał zająć obóz internowanych i jeńców wojennych w Kosaczowie, uwolnić i uzbroić jeńców, którzy mieli przyjść z pomocą innym oddziałom walczącym w tym czasie w Kołomyi. Członkowie POW z polskich wsi Św. Józef i Św. Stanisław pod dowództwem por. Józefa Skowrońskiego mieli przyjść z pomocą Kołomyi i poprzez zajęcie linii kolejowej Kołomyja – Otynia uniemożliwić natarcie wojsk ukraińskich od strony Stanisławowa. Jednak plan ten stał się znany władzom ukraińskim przez zdradę jednego z internowanych Polaków, który go zdemaskował. W późniejszym okresie zarówno w obozie w Kosaczowie, jak i w Kołomyi wzmocniono bezpieczeństwo, dzięki czemu powstanie zostało odłożone do korzystniejszych warunków.

Polacy z Kołomyi otrzymali możliwość prowadzenia działań zbrojnych podczas wycofywania się oddziałów UHA z miasta i ewakuacji władz ukraińskich. Na posiedzeniu dowództwa POW 20 maja 1919 roku Jan Śliwa zaproponował Janowi Kamińskiemu, Karolowi Biskupskiemu, Edwardowi Wolanowskiemu i por. Grodzieńskiemu plan zdobycia Kołomyi w nocy z 24 na 25 maja. Plan został natychmiast uzgodniony. Po raz pierwszy polscy działacze podziemia poznali treść tego dokumentu, który Karol Biskupski ukrywał w złomie w swojej fabryce. Plan leżał tam ukryty, ponieważ istniało duże prawdopodobieństwo internowania Jana Śliwy i w takiej sytuacji dowódcy oddziałów POW wiedzieliby, jak postępować dalej. Według wspomnień Romana Kubickiego, przed wyjazdem wojsk ukraińskich z Kołomyi Ukraińcy planowali internować część miejscowej inteligencji polskiej i wywieźć te osoby do Buczacza, przy czym po drodze planowano zamordować Piotra Zaczka, Kazimierza Dobruckiego, Michała Kolbuszowskiego i p. Gończarczyka.

Dworzec kolejowy w Kołomyi, sierpień 1917 r., źródło: Österreichischen Nationalbibliothek, WK1/ALB088/25670

W nocy z 22 na 23 maja i z 23 na 24 maja 1919 r. wojsko ukraińskie pospiesznie wywoziło z Kołomyi amunicję i żywność, a ludności cywilnej w tę noc nie wolno było wychodzić z domów. 23 maja 1919 r. nad Kołomyją przeleciał rumuński samolot, rozrzucając po mieście ulotki zapowiadające zbliżające się wejście wojsk rumuńskich i wezwanie ludności do zachowania spokoju. Tego samego dnia Ukraińskie Dowództwo Okręgu nakazało swoim żołnierzom usunięcie broni i amunicji. W tej sytuacji, chcąc zachować zapasy broni i amunicji dla Polaków, Jan Śliwa zarządził rankiem 24 maja 1919 r. rozpoczęcie zbrojnego powstania przeciwko władzom ukraińskim. O godzinie 8.00 odwiedził zarówno komendanta miasta Stepana Halibeja, jak i komendanta okręgu Teodora Primaka z żądaniem osobistego poddania się i nakazania ukraińskim jednostkom wojskowym złożenia broni bez rozlewu krwi, na co Primak odpowiedział, że jego i tak już nikt nie słucha.

W tym samym czasie w Polskiej Organizacji Powiatowej odbyło się spotkanie, na którym wybrano burmistrzów miasta i powiatu oraz zapowiedziano przejęcie władzy. Szef organizacji Stanisław Łążyński poinformował zebranych, że władze rumuńskie wysłały władzom ukraińskim rozkaz złożenia broni i przekazania władzy poprzednio sprawującym urzędy. Komendant miasta Stepan Halibej zasugerował, aby Polska Organizacja Powiatowa zadbała o przestrzeganie prawa i porządku publicznego w mieście i powiecie. Na posiedzeniu komendantem Kołomyi wybrano Jana Śliwę, komendantem powiatu płk. Orzechowskiego, na starostę Stanisława Agopsowicza oraz burmistrzem został Michał Kolbuszowski. Zapowiedziano wprowadzenie godziny policyjnej od 20:00, przekazanie broni i amunicji oraz zmobilizowanie Polaków w wieku od 18 do 40 lat oraz zakazano przeszukiwań i rewizji w mieszkaniach bez zezwolenia komendy miasta. Już następnego dnia, 26 maja 1919 r. o godzinie 6.00 wojsko rumuńskie zaczęło wkraczać do Kołomyi. Wcześniej doszło do konfliktu zbrojnego między Polakami i Rumunami na moście na rzece Prut, kiedy w nocy obie strony postrzegły się jako Ukraińcy i zabito 13 rumuńskich żołnierzy i dwóch Polaków, kilku zostało także rannych. Następnego dnia POW została rozbrojona przez wojska rumuńskie.

Stosunek Polaków do władz ukraińskich był w zdecydowanej większości przypadków wrogi lub najwyżej obojętny. Nieliczni postanowili współpracować z władzami. Warto jednak dodać, że strona polska przez większość czasu stała na stanowisku, że o przynależności Kołomyi oraz Pokucia powinny zdecydować wielkie mocarstwa w ramach rokowań, nie powinno się to zaś dziać metodą faktów dokonanych. Stąd większość Polaków nie angażując się jakoś mocno w działalność konspiracyjną stanęła na stanowisku wyczekiwania przy jednoczesnej odmowie złożenia przysięgi na wierność państwu ukraińskiemu. Być może takie zachowanie oraz wcześniejsze dobre relacje pomiędzy Polakami i Ukraińcami w mieście spowodowały, że wszyscy dalecy byli od stosowania wobec siebie przemocy czy terroru. Jak pokazuje szereg przykładów, w przeciwieństwie do wielu innych miast, mieszkańcy Kołomyi starali się wypracować w tym trudnym okresie niezbędne modus vivendi, które pozwoliłoby wszystkim przetrwać.

Roman Czorneńki
Petro Hawryłyszyn

Tekst ukazał się w nr 19 (383), 15 – 28 października 2021

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X