Pokuckie impresje

Pokuckie impresje

Parę dni temu rankiem poderwał mnie dzwonek telefonu: „Przyjedź dziś koniecznie do szkoły, mamy coś, co powinno cię zainteresować” – odezwał się w słuchawce znany mi głos. Pojechałem.

Repatriacja
Stare, wielkie gmaszysko szkolne, wzniesione na początku XX wieku. Jeszcze za czasów miłościwie panującego cesarza Franciszka Józefa. Dawna pensja żeńska sióstr urszulanek. Dziś szkoła średnia ogólnokształcąca nr 3 w Stanisławowie z klasami z wykładowym językiem polskim.

(Fot. Marcin Romer)Niedawno szkoła otrzymała dar z Polski. Książki. Używane. Ze zbiórki społecznej. Podobno zbierało całe Opole. Posortowane książki trafiły do szkolnej biblioteki. Ale nie wszystkie. Przy sortowaniu zebrano cały karton „odrzutków”. Stare, bardzo zniszczone, z wypadającymi kartkami. Z pozoru nic ciekawego. W większości stare romanse i powieścidła. W Polsce nie były już nikomu potrzebne. Tu też. Większość wydana w dwudziestoleciu międzywojennym. Niektóre jeszcze wcześniej. Biorę do ręki kolejne egzemplarze. Jedna rzecz zwraca szczególną uwagę. Prawie na każdej są pieczątki. Bibliotek, organizacji społecznych i innych, wojska i policji.

Księgarnia i skład przyborów szkolnych „Wiedza” w Tłumaczu, Bibljoteka Funkcjonariuszy Policji Państwowej powiatu Śniatyńskiego, Biblioteka Drukarzy w Stanisławowie, a nawet Kasyno Powszechne w Samborze.

(Fot. Marcin Romer)Te książki są stąd! Razem ze swoimi właścicielami opuściły tę ziemię w pamiętnym roku 1945. Widać stanowiły wówczas dla nich dużą wartość. Tyle przecież zostawili. Teraz, niechciane przez nikogo, wróciły. Na marginesach niektórych zapiski mówiące coś tylko tym, którzy je pisali. L. Griminger 9 VIII 1932. Jakieś cyfry, rozliczenia, podpisy. Zwraca uwagę imię Stanisław zapisane do połowy cyrylicą, a dalej alfabetem łacińskim. Ktoś dużo później dopisał: fajny agent.

Trafiają się też zasuszone kwiatki. Może z zakodowaną w sobie pamięcią wąwozów dniestrowych z przed siedemdziesięciu lat?

Niektóre z książek obłożone są w szary, pakowy papier. Zdejmuję okładkę z popularnego wydania „Chłopów” Władysława Reymonta. Nakład Gebethnera i Wolfa Warszawa – Kraków – Lublin – Łódź – Paryż – Poznań – Wilno – Zakopane. Rok wydania 1932. Po drugiej stronie zdjętej okładki widać napisy. „Wielmożny Pan Władysław Sobolewski Horodenka, Małopolska”. I stempel nadawcy „Księgarnia D. Zalcsztajn Warszawa ul. Świętokrzyska 37”.Papier z przesyłki posłużył później jako okładka książki. Odbiorca był oszczędny. Nie marnował niczego.

Brat Starszy Młodszemu
Droga z Obertyna do wsi o niezwykłej nazwie Żabokruki to prawie same dziury. Napotkany patrol ukraińskiej milicji odradza dalszą jazdę. Szkoda samochodu… Mimo to jedziemy dalej. Pomni otrzymanych wskazówek, błotnistą drogą przejeżdżamy przez wieś. Zatrzymujemy się po jej drugiej stronie, gdzie na malowniczym wzgórzu stoi cerkiew. To pewnie tu. Ze wzgórza roztacza się widok na całą okolicę. Powoli obchodzimy teren wokół cerkwi. Jest. Ni to kapliczka, ni to nagrobek. Świeżo pobielony biało-niebieską farbą jak wszystko wokół. Świeże obróbki z ocynkowanej na „srebrno”, świecącej blachy z bogatym, typowym dla okolicy ornamentem.

Żabokruki (Fot. Marcin Romer)Widać ktoś o to dba, tak jak umie. Na frontonie dwie metalowe „klapy”. Coś jakby drzwiczki.

Nigdy nie widziałem czegoś podobnego. W asyście grupy miejscowej dzieciarni kolejno otwieram każde z nich. Jednak to nagrobek! Po otwarciu górnych „drzwiczek” na bardzo już zniszczonej emaliowanej tablicy ukazuje się rysunek szabli i „napoleońskiego” kapelusza. Na drugiej stronie otwartych „drzwiczek” widać rysunek urny, a może wazy. Po otwarciu dolnych, napis w języku polskim (podaję jak w oryginale):

Brat Starszy Młodszemu
Tu leży Leon Pnes wyższy,
Porucznik w Cesarskim Woysku. Przeżywszy lat 40 wieku, Dnia 22 Listopada 1829 Roku przeniósł się do wieczności

– dalej już nieczytelne. Zagadka goni zagadkę. Tajemnica tajemnicę. Kim był młodo zmarły porucznik Leon Pnes?

W jakiej armii służył? Austriackiej? To bardzo prawdopodobne, choć nie do końca pewne. Urodził się około roku 1789. W roku 1812 miał już 23 lata. Czy pochodził z tych terenów? W spisie mieszkańców Żabokruków, Obertyna, Godów nazwiska Pnes nie znalazłem. Prawda, spisy są niekompletne. Kim był ów „brat starszy”, który wystawił ten niekonwencjonalny nagrobek? Dlaczego w Żabokrukach? Czemu wreszcie na terenie cerkwi?

Ponoć w Żabokrukach nigdy nie było kościoła rzymskokatolickiego. Same znaki zapytania? Mnóstwo hipotez. Może jednak ktoś wie… Ziarnko do ziarnka… Każdy ułamek tej mozaiki może zaprowadzić do rozwiązania tej fascynującej zagadki.

Los
Sołotwino to miejscowość u bram Karpat. Dawniej mieszkali tu Żydzi, Polacy, Ukraińcy. Kiedyś los zagnał mnie na sołotwiński cmentarz. Los jak los.

Towarzyszyła mi Łesia, która uznała za stosowne pokazać mi swoje miasteczko. W centrum ścieliły cień stare kasztany. Był środek lata. Rozgrzane powietrze stało. Za nami został budynek starej synagogi, pełniący w czasach radzieckich funkcję piekarni. Szliśmy kasztanową aleją mijając po lewej stronie dawny kościół katolicki, dziś salę ćwiczeń sportowych. Stare kasztany obejmowały swoimi konarami dawną świątynię. Jeszcze paręset metrów i byliśmy na miejscu.

– Chcę ci coś pokazać – powiedziała Łesia. Wąską ścieżką przeszliśmy do starej, polskiej części cmentarza. – To tu. Przychodziłyśmy tutaj z koleżankami ze szkoły. Czasami przynosiłyśmy polne kwiatki. To, choć polskie, nie nasze, było jak tchnienie innego świata. Coś jak kawałek Atlantydy. Stoimy przed starym zarosłym nieco pomnikiem.

Ś.P. JÓZEF HELLER
posterunkowy, ur. 31/8 1900, padł od kuli bandyty 27/8 1923 w Porohach, dając przykład, że dla ładu i potęgi Ojczyzny trzeba poświęcić młode życie.
CZEŚĆ PAMIĘCI CICHEGO BOHATERA!

Kolejna kresowa tajemnica.

Marcin Romer
Tekst ukazał się w nr 23–24 (195–196) za 20 grudnia 2013–16 stycznia 2014

X