Podolskie gniazdo Lanckorońskich

Podolskie gniazdo Lanckorońskich

Pośród kwitnących sadów, łanów zboża i pełnowodnych rzek rozłożyła się wieś Jagielnica – siedziba rodu Lanckorońskich. Rozum, honor, sława, rodzina, pobożność – są pojęciami trwałymi dla mieszkańców niegdyś sławnej miejscowości, a dziś niewielkiej wioski na Podolu.

 

Mieszkają tu uczciwi i dobrzy ludzie, znani śpiewacy i muzycy, dobrzy sportowcy i po prostu patrioci swej ziemi. Każdy jest dumny ze swojego: Ukraińcy – ze sławnej historii i zwycięstw wojskowych, Polacy – szlachetności rodu Lanckorońskich, Żydzi – ze swych przedsiębiorczych przodków. Wszyscy zakochani są w tym niewielkim „raju na Podolu”.

Szlachecka twierdza pośród podolskiego raju
Największą dumą mieszkańców jest jagielnicki zamek. Wprawdzie, położony jest nie w samej Jagielnicy, ale w sąsiedniej Nagoriance, utworzonej po rozdziale miasteczka na rzece Czerkasce. Stara forteca stoi na wysokim brzegu rzeki i patrzy na wioskę, z którą wiąże ją historia.

„Życie toczyło się tu od wieków, – mówi z uśmiechem przy spotkaniu ze mną krajoznawca, dyrektor lokalnego muzeum, Stepan Buberniak. Mężczyzna od dawna pieczołowicie gromadzi fakty i spisuje historię wioski. – Pierwsza wzmianka o Jagielnicy datuje się na rok 1448. W 1454 roku w drodze do Kamieńca, na kilka dni zatrzymał się król Kazimierz Jagiellończyk.

Pod koniec XV wieku na wzgórzu o trójkątnym kształcie wybudowano zamek. Ściany były z dębowych i sosnowych bali wewnątrz wypełnione ziemią i piaskiem. Na zewnątrz ściany oblepiano gliną – chroniąc je w taki sposób przed ogniem. Od dziedzińca na ścianach biegły kryte galerie, z których broniono się. Spoglądając teraz na pozostałości po zamku, trudno to wszystko sobie wyobrazić”.

Do zamku ze wsi kawałek drogi. Idąc asfaltową drogą i oglądając zabudowania mieszkańców Jagielnicy – zarówno te murowane, jak i te opuszczone, zniszczone, chyba jeszcze z XIX wieku – nietrudno przenieść się w myślach do historii. Stepan Buberniak opowiada o podziemnych korytarzach wiodących w różnych kierunkach z zamku. Podobno były one tak wysokie i szerokie, że można było jechać po nich karetą. Mogli tam zmieścić się jeźdźcy jadący naprzeciwko sobie. Wzdłuż korytarzy stale paliły się pochodnie. Miały one też otwory wentylacyjne i wyjścia w razie oblężenia zamku.

W 1581 roku król Stefan Batory za zasługi dla Rzeczpospolitej przyznaje Jagielnicę staroście Skały Podolskiej Stanisławowi Lanckorońskiemu. To Lanckorońscy przebudowali drewniany zamek na murowaną fortecę. Nowa forteca stała się jedną z większych na Zachodnim Podolu. „Była to fortyfikacja w stylu holenderskim, – ciągnie dalej pan Buberniak. – Gdy spojrzeć na nią z lotu ptaka to podobna jest do grotu strzały. Mamy tu wysokie bastiony i strzelnice, głęboką fosę i bramę, ozdobioną herbami Lanckorońskich. Gdy zamek oblegał wróg, bramę zamykano, most podnoszono, a fosę zalewano wodą. W czasach pokoju zamek funkcjonował jako siedziba komendanta i niewielkiej załogi, złożonej ze szlachty, kozaków rejestrowych i służby.

W 1648 roku zamek wytrzymał oblężenie kozackie, ale w 1655 roku został zdobyty przez zdradę obrońców. Po 1672 roku zamek stał się siedzibą Ibrahima Szejtana, ale już w 1684 zamek odwiedził Jan III Sobieski. Działania wojenne zniszczyły fortyfikacje, ale po modernizacji w XVIII wieku stał się główną rezydencją Lanckorońskich na Podolu.

Historia pachnąca tytoniem
W 1817 roku Antoni Lanckoroński sprzedaje zamek rządowi austriackiemu. Z zamku zagraniczni przedsiębiorcy zrobili fabrykę tytoniu. Bramę wjazdową i dwa bastiony rozebrano, fosę zasypano. We wsi nastawiono się na hodowlę wysokich roślin o dużych liściach i ciężkim zapachu, z których w fabryce produkowano papierosy. Jagielnicka fabryka miała ponad 7 tys. tytoniowych plantacji. Nawet jak na dzisiejsze czasy, była to potężna produkcja. Plantatorzy przechodzili w fabryce odpowiednie szkolenie. Dbano też o kulturę wioski.

X