Podolska pralnia

Podolska pralnia

Podole, kraina niezwykła, żeby nie powiedzieć magiczna. Pełna legend, bajań, czarów, starych zamków, skąd podziemne korytarze wiodą zawsze nad rzekę, za miasto lub ruin oddalonego klasztoru. Ten płaskowyż pocięty głębokimi jarami kryjącymi w sobie całe wsie i miasteczka wygląda z drogi jak bezkresna równina. Wystarczy jednak skręcić z głównego traktu, by znaleźć się w zupełnie innym świecie.

Ten kraj zaczarowany zaczyna się zaraz za Horodenką, skąd już tylko żabi skok do brzegów Dniestru, płynącego tu w lesistym kanionie. Gliniasta drogą, prawie wąwozem, zjeżdżamy w dół pomiędzy zabudowania wsi Kolanka (dziś Kolinki), leżącej na zboczu głębokiego jaru, prowadzącego nad Dniestr. Zatrzymujemy nasz wehikuł pod odbudowaną cerkwią.

Dalej już pieszo, wąską ścieżką spuszczamy się na dno stromego jaru. To droga nad rzekę i pastwiska znajdujące się na przeciwległym zboczu.

Z dala widać mały budynek. Podchodzimy bliżej. Widać wyraźnie, jak z tajemniczego domku wypływa strumyk.

Skrzypiące drzwi ustępują. Wchodzimy do środka. Środkiem całego budynku ciągnie się wielkie koryto z wmurowanymi kamiennymi tarami. To pralnia!!! W tylnej części budynku bije źródło, z którego, zimna jak lód woda wpada bezpośrednio do koryta. Pralnia jest używana, o czym świadczy stos zużytych opakowań po proszku Gala. Na ścianie rok budowy – 1986.

Tajemnicę wyjaśnia nam młoda mieszkanka wsi, która nadeszła dźwigając wielką misę rzeczy do prania. We wsi jest problem z wodą. Nie wszyscy mają studnie. Te które istnieją są bardzo głębokie.

Do źródła chodziło się zawsze. Stąd nosiło się wodę w nosidłach, tu prało się kiedyś kijankami.

Teraz jest dobrze. Jest budynek. Woda nigdy nie zamarza.

Marcin Romer

X