Podobieństwo tematów w prasie przedwojennej Powrót polskich uchodźców do swoich domów. Rodzina z wozem konnym wypełnionym dobytkiem, NAC

Podobieństwo tematów w prasie przedwojennej

Im więcej przeglądam przedwojennych dzienników, tym więcej podobnych tematów się dopatruję. Niektóre artykuły, i to z niewielką zmianą, można by odnieść do dnia dzisiejszego. Jak ten o uchodźcach w 1922 roku. Tylko, że byli to Polacy – uciekinierzy z Rosji sowieckiej. Okazuje się, że też mieli problemy…

Zwiększamy ofiarność na repatriantów

Lwów dał najwięcej, a musi zdobyć się jednak na dalsze ofiary.

Sybiraków – repatriantów jeszcze nie znamy. Ogół przeto mylnie sądzi, że sprawa uchodźców i repatriantów zeszła w ogóle z porządku dziennego i że wszelka pomoc jest dziś bezprzedmiotowa. Rzeczywistość przedstawia się jednak inaczej. Po dzień dzisiejszy i jutro, i za miesiąc, za rok opieka nad uchodźcami i repatriantami pozostaje kwestią piekącą i świętym nakazem narodowego sumienia.

Mimo, że rząd wydal organom nadgranicznym bardzo surowe instrukcye, do kraju przedostają się masowo uchodźcy niepolskiego pochodzenia, którzy omijają drogi legalne, przedostają się też czasem osoby polskiej narodowości.

Los takiego uchodźcy-Polaka jest straszny. Starostwa nadgraniczne, a zwłaszcza starosta w Skale, z całą bezwzględnością odsyła tych ludzi z powrotem za Zbrucz, gdzie czekają ich prześladowania. Niedawno rozstrzelali bolszewicy na oczach naszych mieszkańców na drugim brzegu Zbrucza młodą dziewczynę-Polkę, odesłaną przez nasze władze z powodu braku dokumentów.

Ludność polska zza Zbrucza daremnie wyciąga ręce do Polski. Tem silniejszy jest nasz obowiązek zaopiekowania się tymi, których szczęśliwy los legalnie i szczęśliwie przeniósł na ojczyzny łono, a przede wszystkim dziećmi. Do tego celu potrzeba oczywiście dużo pieniędzy. Nie da ich Rząd, uważając opiekę nad repatriantami za akcyę przejściowej natury, wobec tego pomoc stała, obliczona na dalszą metę spada wyłącznie na barki społeczeństwa.

Te pieniężne kłopoty były przedmiotem obrad Komisyi finansowej Komitetu opieki nad uchodźcami, podjętych wczoraj wieczorem w lokalu T. S. L. przy ul. Fredry. Lwowski Komitet obejmuje swą działalnością cały teren Małopolski Wschodniej, a ponadto powiat Włodzimiersko-wołyński i Korecki. Ma pod swoją opieką 164 osoby młodzieży, poumieszczanej po różnych przytułkach we Lwowie, jako też na prowincji. Ponadto stacje posiłkową na dworcu głównym we Lwowie.

Jak wyjawił przewodniczący Komitetu z tych prawie 23 milionów marek Rząd dał ledwie trzy miliony. Resztę złożyła ofiarność społeczeństwa. Podkreślić można z prawdziwą dumą, że w czasie „tygodnia repatriantów” w maju br. sam Lwów zebrał 3 razy więcej pieniędzy, aniżeli cała reszta Polski razem wzięta.

W roku bieżącym rozchody Komitetu będą znacznie wyższe cyfrowo niż dotychczas. Podczas gdy rok 1921–1922 pochłonął niespełna 23 miliony marek, na rok 1922–1923 jest rekomendowane 71 milionów 900 tys. marek, więc przeszło trzy razy więcej, a budżet ten jest liczony bardzo skromnie, nawet skąpo. Będzie więc nasze społeczeństwo musiało zdobyć się na jeszcze jeden wysiłek, lecz jest to wysiłek konieczny.

Komitet planuje zwołać w niedalekiej przyszłości zebranie obywatelskie w celu przypomnienia społeczeństwu tego obowiązku moralnego. Przypomnienie to odbije się – mamy silną nadzieję – skutecznem echem w sercu biednego i bogatego. Dać każdy z nas musi!

Dziś słyszy się na Ukrainie, że z początkiem roku szkolnego zamykane są szkoły w mniejszych miejscowościach. Przed wojną starano się dać wykształcenie jak największej ilości młodzieży…

Piętnaście tysięcy dzieci bez nauki szkolnej

Z powodu braku lokali szkolnych nie przyjęto w Warszawie 15 tysięcy dzieci w wieku ponad 7 lat do szkół powszechnych. W sprawie tej zgłosiła grupa radnych miejskich wniosek do magistratu, domagając się, aby szkoły średnie odstąpiły swoje lokale w godzinach popołudniowych dla dzieci ze szkół powszechnych.

Dzieci z Nowogrodu Wołyńskiego przed szkołą, NAC

Obecnie, przy kolejnym wzroście epidemii Covid, pogotowie ratunkowe ma pełne ręce roboty. Ciekawe, czy ukazałby się taki reportaż o jego działalności, jak ten z roku 1922?

Towarzystwo pogotowia ratunkowego zaopatrywało następujące urazy:

Złamania kości 27, zwichnięcia stawów 18, wykręcenia stawów 8, stłuczenia 32, otarcia skóry 48, rany tłuczone 122, rany miażdżone 8, rany darte 23, rany cięte 138, rany kłute 31, rany postrzałowe i rany z ukąszenia 51, oparzenia 17, ciała obce 63, wstrząśnienia mózgu 5, wstrząs 1, czyli razem 593 wypadków.

Zasłabnięcia nagłe:

Choroby wewnętrzne 18, choroby inne 12, kurcze i bóle 5, ostry nieżyt żołądka i jelit 1, osłabienie serca 2, zaburzenia sercowe 1, udar mózgowy 1, padaczka i drgawki 2, histerya i nerwica 4, obłąkanie 2, krwotoki 10, poronienia 1, porody (uliczne) 1, otrucia przypadkowe 7, uduszenia się 6, śmierć nagła 1, fałszywy alarm 1, razem 82 wypadków.

Zamachy samobójcze:

otrucie 5, postrzał 1, rzucenie się z wysokości 2, rany cięte i kłute 1, razem 9 wypadków.

Przewożenie chorych:

Ogółem korzystało z usług pogotowia ratunkowego 786, z tego mężczyzn 408, kobiet 233, dzieci do lat 15, 145.

Szczególne uwagi:

Przypadki upicia się 6, przejechania i potrącenia 14, przez wozy 8, przez automobile 2, przez kolej elektryczną 3, przez kolej żelazną 1, ukąszenie przez psy 45, upadki z rusztowania 2.

Od początku roku 1922 było wezwań 6040. Od założenia Towarzystwa t. j. od r. 1693–179.905. Lokal stacyi ratunkowej znajduje się w gmachu Straży pożarnej, na placu Strzeleckim 1. 5 A. Służbę bezustanną pełniło 7 lekarzy, 5 służących sanitarnych, 2 woźniców. Towarzystwo rozporządza 2 karetami i 2 parami koni. Członków wspierających było 1200.

Moment poświęcenia nowego wozu Pogotowia Ratunkowego, NAC

Zatrucia na weselach zdarzają się obecnie często, ale nie z takiej przyczyny, jak w tym przypadku…

Masowe zatrucie na weselu

Państwo młodzi i czterdziestu gości po uczcie straciło przytomność.

Pisma donoszą, że w miejscowości Wadowice ze stu gości, którzy byli na pewnem weselu w tem mieście, zachorowała następnego dnia czterdzieści osób. Jako objaw choroby dał się zauważyć silny ból głowy i następnie gorączka, kurcze żołądkowe i torsye, wreszcie kompletna utrata przytomności. Ponieważ w kraju panuje obecnie istna epidemia otruć, przypuszczano początkowo, że państwo młodzi i goście weselni padli ofiarą zbrodniczego czynu.

Po chemicznem zbadaniu resztek potraw, spożytych na uczcie weselnej, stwierdzono, że nie zawierają one żadnych domieszek trujących, wobec czego przypuszczenia o otruciu upadły.

Władze, które zainteresowały się tym niebywałym wypadkiem, stwierdziły natomiast, że sala, w której odbyła się uczta, była świeżo pomalowana, a analiza farb wykazała obecność arszeniku. Prawdopodobnie goście weselni zatruli się przez wdechiwanie zatrutego powietrza.

Rozpoczął się rok akademicki, a technicy lwowscy nie mają dostatecznej ilości sal wykładowych, zaś władze więzienne nie były im przychylne, wbrew decyzjom odgórnym…

Politechnika czy dom karny?

Ponieważ lwowska politechnika nie może pomieścić w głównym budynku wszystkich sal wykładowych, laboratoryów, kreślarni itp., senat Politechniki czynił przez dwa lata starania u rządu o oddanie do użytku politechniki domu karnego dla kobiet, mieszczącego się przy kościele św. Maryi Magdaleny.

Wynikiem tych kołatań było, iż Rada ministrów w czerwcu br. uchwaliła przychylić się do tej prośby. W ciągu września miał być zakład kamy przeniesiony do Mostów Wielkich, tak, by z początkiem roku szkolnego Politechnika mogła dysponować tym budynkiem. A tymczasem wyłoniły się różne przeszkody i ze strony lwowskiego prokuratora apelacyjnego, a rezultatem tego niechętnego stanowiska była smutna konieczność zamknięcia w bieżącym roku I. i II. roku wydziału rolniczo-leśnego na czas bezterminowy.

W tej sprawie odbył się przedwczoraj wieczorem wiec techników z protestem przeciw podobnemu stanowisku, które wygodę i los zbrodniarek ceni wyżej, niż najżywotniejsze potrzeby młodzieży akademickiej, która przez to traci daremnie zdrowie i siły, nocując po dworcach i nie ma możności studyowania.

Wczoraj przed południem oczekiwano demonstracyjnego pochodu techników pod zakład karny jednakowoż w ostatniej chwili młodzież z tego zrezygnowała.

Straszny wypadek kryminalny na ul. Chorążczyzny… ale przedstawiony z pewnym lwowskim humorem…

Ręka na ul. Chorążczyzny

Na chodniku znaleziono rękę ludzką odartą ze skóry.

W biały dzień, na spokojnej ulicy można nieraz zobaczyć coś takiego, co krew ścina w żyłach i czoło oblewa potem śmiertelnego przerażenia. Ludzka ręka odarta ze skóry, leżąca na chodniku przed drzwiami szynku, wołająca pokracznie rozszerzonemi palcami o zemstę do nieba, to straszne!

Przed godziną 8-mą rano szedł wczoraj ulicą Chorążczyzny jakiś pan z panią. Gdy mijali plac Dąbrowskiego, nagle pani, która myślała ciągle o słoninie, rzeźnikach i drożejącem mięsie, wykrzyknęła:

– O! Mięso leży na ulicy!

I schyliła się nad brukiem. Niezawodnie już miała na ustach osąd, czy to jest wołowina, czy wieprzowina, tudzież ile tego może być, gdy nagłe zbladła i słowa zamarły je na ustach. Z jękiem zdołała tylko wyszepnąć:

– To jest ręka ludzka.

Ręka ludzka, to nie byle co! Takim odkryciem nie rzuca się za psami. W jednej chwili dokoła skrwawionej ręki zgromadziły się liczne tłumy, które w takich wypadkach momentalne wyrastają z pod ziemi, nie wiadomo gdzie i kiedy, a zaległszy szczelnie plac Dąbrowskiego, robiły tysięczne domysły na temat tajemniczej ręki trupa.

Zjawił się na miejscu posterunkowy policyi Sieniecki, a widząc, że sprawa cała jest bardzo ważna, zatelefonował do urzędu śledczego.

Któż bowiem lepiej, niż urząd śledczy, mógłby wyszukać trupa do tej ręki i rękę, która tego trupa trupem uczyniła?

Z elektryczną szybkością przybiegł z urzędu śledczego komisarz policyi Stojków z wywiadowcą Wiśniewskim, zasapany przebił się przez ludzki tłum, stanął nad ręką skrwawioną i począł urzędować.

A tymczasem zgromadzone masy ludzi objaśniały pochodzenie ręki. Każdy objaśniał, jak umiał, lecz objaśnić musiał, albowiem taka jest właściwość umysłu ludzkiego, że zagadek przed sobą nie znosi i zawsze musi dobrać się do sedna rzeczy bądź to kluczem prawdy, bądź też wytrychem fantazyi i plotki.

–Wygląda na to, że człowiek był zabity, ręka ucięta i skóra obłupiona – oświadczył pan jakiś, bardzo spostrzegawczy z natury. – Lecz dlaczego tę rękę porzucono na ulicy?

– Dla prowokacyi i terroru – wykrzyknął pan inny – patrząc przenikliwym wzrokiem na jakiegoś człowieka w pelerynie, którego wziął za ruskiego akademika z fakultetu podpalaczy.

Widocznie czerezwyczajka bolszewicka zaczyna uprawiać terror, bo jej to właśnie metody.

No a takie afery, to i dziś są na co dzień…

Ziemniaki w maśle

Pani M. kupiła onegdaj na Rynku 1 kg. masła u przekupki. Masło zbite w tak zwaną osełkę i twarde, wyglądało, bardzo apetycznie, było w smaku dobre i dosyć nie drogie. Pani M. miała to przekonanie, że nabyte masło jest najlepszej jakości. Dopiero w domu zauważyła po rozkrojeniu osełki, te właściwie kupiła miazgę gotowanych kartofli, sprytnie oblepionych grubą warstwą masła. Wróciła na Rynek dla odszukania przekupki, lecz przekupki tej już nie było. Udała się do Biura Targowego w magistracie i poprosiła o asystę dla jej odszukania, lecz tutaj jej oświadczono, że to do nich nie należy i że powinna, jeśli tak chce, sama przyprowadzić ową przekupkę.

Pani M, udało się dopiero w kilka dni później odszukać przekupkę. Lecz kiedy ją sprowadziła do Biura Targowego, usłyszała, iż sprawa już jest przedawniona. Dopiero o interwencyę poprosiła st. radcę Kwiatkowskiego i wysłała męża do Biura Targowego, który energicznie zażądał ukarania winowajczyni, i wskórała to, że przekupkę odesłano do policyi.

Nestor Machno został w Polsce internowany wraz z całym sztabem, co uratowało go przed wydaniem przez Rumunów w ręce bolszewików. A ten niewdzięcznik zaczął z nimi knuć plany przewrotu w Małopolsce wschodniej…

Układ Machny z przedstawicielami poselstwa sowieckiego w Warszawie

Dzisiejszy „Ekspres” poranny podaje plan zbrojnego napadu na Polskę.

Machno układał się z przedstawicielami poselstwa sowieckiego w Warszawie w sprawie zorganizowania powstania w Małopolsce wschodniej. Parlamentaryusze atamana Machny, którzy z dokumentów, z których wynika, że w jego imieniu prowadzili rokowania z dyplomatami sowieckimi przy pomocy szyfrowanej korespondoncyi, której klucz udało się odnaleźć. Planowano na Ukrainie sowieckiej zorganizować pułki jazdy partyzanckiej, która miała wpaść do ziem polskich, opracowano już marszrutę, układano budżet, a na pierwsze wydatki żądał Machno 50 miljonów, resztę zaś obiecywał zdobyć na burżuazyi polskiej i żydowskiej.

Ten plan był obliczony nie tylko na zduszenie Polski, ale i zachodniej Europy, a pokaźną rolę odegrać w tem miała żona atamana. Miała ona wydobyć więźniów sowieckich, zwolenników Machny i wysyłać ich do obozów powstańczych na Ukrainie.

Rola posła Oboleńskiego w przedsięwzięciu Machny

Zastępca posła rosyjskiego w Warszawie Oboleński przesłał rządowi swemu memoriał, którego treść jest niezmiernie sensacyjna. Wynika z niego, iż październik i listopad będą obfitowały w niezwykłe wydarzenia w Europie.

Nestor Machno ze swym sztabem, NAC

Oboleński pisze: „Z tego względu byłoby wskazane ustalić niedawno nawiązane stosunki między komitetem powstańczym i Związkiem zbawienia Galicyi z naszymi przedstawicielami we Wiedniu, Pradze i Budapeszcie. Patryoci galicyjscy będą mogli bronić bardziej realnie siłami – nie drogą walki dyplomatycznej Petruszewicza, lecz drogą rewolucji”.

Żona atamana Machny okazała się bardzo zadowolona z przyjazdu do Warszawy. W drodze z dworca do więzienia postanowiono ją przesłuchać i odstawiono do biura policyi politycznej, żeby mimo grożącego połogu ją przesłuchać. Przyznała się ona, że pod dyktandem męża i jego szefa sztabu pisała listy do sowietów, używając atramentu z preparatu chemicznego, który znaleziono podczas rewizyi w obozie strzałkowskim. Pokazano jej pewne sensacyjne dokumenty, które jednak nie sprawiły na niej wrażenia czegoś nieznanego. Gdy się spostrzegła po zobaczeniu tych dokumentów, że sytuacya zaczyna być groźna oświadczyła, że się czuje źle. Policya bojąc się, ażeby śledcza izba nie przemieniła się w miejsce połogowe, odesłała ją do więzienia na ul. Dzielnej, gdzie zajmuje celę nr. 26. Machno siedzi w celi nr. 24.

Została zachowana oryginalna pisownia

Opracował Krzysztof Szymański

Tekst ukazał się w nr 18 (382), 30 września – 14 października 2021

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code

X