Kościół rzymskokatolicki na terenie dawnej diecezji przemyskiej w latach 1945-1991. Część 2 Ks. Jan Szetela w drodze do kościoła

Kościół rzymskokatolicki na terenie dawnej diecezji przemyskiej w latach 1945-1991. Część 2

W kręgu kardynała Mariana Franciszka Jaworskiego

Wypędzenie redemptorystów z Mościsk

13 maja 1948 roku w Mościskach rozwiązano czynny klasztor redemptorystów. W Samborze był czynny jeszcze klasztor bernardynów. Tak o nich pisał ks. Józef Wołczański: „W panoramie zubożonego stanu posiadania Kościoła rzymskokatolickiego na obszarze tzw. Ukrainy Zachodniej, po zakończeniu II wojny światowej zwracał uwagę szczególny fakt. Mianowicie pozostało tam niewielu zakonników i zakonnic. Zakony męskie bowiem, niezwiązane najczęściej z duszpasterstwem parafialnym, dość szybko podjęły decyzję o ekspatriacji, obejmując opustoszałe poniemieckie placówki na tzw. Ziemiach Odzyskanych. Swoistym wyjątkiem w tym względzie było bez wątpienia zgromadzenie redemptorystów z siedzibą w Mościskach, które jakkolwiek w roku 1946 ewakuowało przeważającą część swoich duchownych, jak również niemal cały inwentarz ruchomy na Zachód, to jednak na miejscu pozostało trzech kapłanów i dwóch braci zakonnych, kontynuujących misję duszpasterską”. Byli to o. Aleksander Kałużewski CSsR (1906–1980), o. Marcin Karaś CSsR (1910–2003), o. Kazimierz Lendzion CSsR (1913–1992), br. Anatol Józef Podraza CSsR (1895–1974) oraz br. Czesław Stanisław Gacek CSsR (1900–1957).

Okoliczności zamknięcia kościoła pw. św. Katarzyny i klasztoru redemptorystów w Mościskach opisał ks. Wołczański w następujący sposób: „We środę 13.V.1948 r. o godzinie 20:30 do drzwi klasztoru zadzwoniła kilkuosobowa grupa funkcjonariuszy bezpieczeństwa zarówno z ówczesnego województwa w Drohobyczu, jak i z samych Mościsk. W rozmowie z przełożonym o. Kałużewskim zakomunikowano nakaz natychmiastowego opuszczenia kościoła i klasztoru, a nawet miasta, podając jako argument bliskość granicy polsko-sowieckiej. Jako docelowe miejsce pobytu uzgodniono Sambor, a dokładniej funkcjonujący tam klasztor bernardynów. Po spożyciu przez zakonników Najświętszego Sakramentu przechowywanego w świątyni przyklasztornej pw. św. Katarzyny spakowano podstawowe naczynia, nieco żywności oraz rzeczy osobiste, po czym o godzinie 24:00 wojskowym ciężarowym samochodem odstawiono redemptorystów na stację kolejową w Mościskach. Stamtąd, via Lwów, pięciu zakonników i organista Jan Kawa dotarli do Sambora”.

Kościół w bernardynów w Samborze

Po dwumiesięcznym pobycie w Samborze zakonnicy wyjechali do Lwowa, mając nadzieję na otrzymanie rejestracji państwowej przy którymś z czynnych kościołów. O. Lendzion i o. Karaś w tym czasie mieszkali w rezydencji Janiny i Izabeli Ledóchowskich przy ul. Kleinowskiej. Nie uzyskawszy odpowiedniego zatrudnienia, korzystając zatem z oferty Ledóchowskich, uczyli się przez pewien czas języków obcych, „odwzajemniając się za lektorat dostarczanymi przez ludność z Mościsk produktami żywnościowymi”.

O. Marcin Karaś CSsR w drodze do własnego samochodu

Ks. Józef Wołczański twierdził, że rok po wydaleniu redemptorystów w Mościskach aresztowano również proboszcza parafii mościskiej ks. Andrzeja Skrobacza (1885–1958), jednak o. Władysław Ziober CSsR, pisząc wspomnienie o ks. Skrobaczu, wyznał, że „on jedyny z kapłanów pomocniczych ks. Saletnika i ks. Czubka, katechety uniknął aresztowania i zsyłki do łagrów. Brak wiadomości o aresztowaniu i uwięzieniu w tabeli kwalifikacyjnej Archiwum Archidiecezji w Przemyślu. Bardziej wiarygodne informacje podawał ks. Jan Szetela, świadek tamtych wydarzeń, mówiąc, że ks. Skrobacz i ks. Saletnik zostali wspólnie aresztowani. Jedynie ks. Skrobacz po dwóch tygodniach przesłuchań został wypuszczony na wolność.

Mościska 1958. Pogrzeb ks. Andrzeja Skrobacza. Obrzędom pogrzebowym przewodniczy ks. Edward Saletnik

Nowe areszty kapłanów w 1950 roku

Nie ominęło w 1950 roku aresztowanie i zsyłka do łagrów 10. księży diecezjalnych diecezji przemyskiej. W parafii Miżyniec 13 maja 1950 roku został aresztowany ks. Stanisław Cieszanowski (1901–1986). Po areszcie przez NKWD zasądzony na 25 lat. Wysiedział w więzieniu i zsyłce 5 lat, po śmierci Stalina zwolniony, wrócił do Miżyńca. W Mościskach 22 czerwca 1950 roku aresztowano ks. Edwarda Saletnika (1894–1967), który do 1954 roku przebywał w Łagrach Workuty. W Lipnikach pod Mościskami 20 lipca 1950 roku aresztowano ks. Adama Czubka (1886–1967). Karę do 1955 roku odbywał w Zdołbunowie, Katarynówce koło Sarn i Horodyszczu koło Równego. W dniu 22 lipca 1950 roku aresztowano dwóch księży z Balic i Trzcieńca. Dwaj przyjaciele ks. Stanisław Dziadek (1889–1958) i ks. Zygmunt Dziedziak (1892–1958) również odbywali wyroki do 1955 roku. W Czukwi 29 lipca 1950 roku aresztowano ks. Jana Wajdę (1894–1985), a 11 sierpnia 1950 roku proboszcza parafii w Nowym Mieście, Błozwi i Niżankowicach ks. Jana Szetelę (1912–1994). Ks. Szetela po aresztowaniu przebywał w więzieniu w Drohobyczu, Stryju, po czym otrzymał wyrok 10 lat łagrów z konfiskatą mienia, 5 lat zsyłki i pozbawienia praw obywatelskich na 5 lat. Został przewieziony do Karagandy, gdzie przebywał do 1955 roku.

Ks. Zygmunt Dziedziak

Aresztowanie ks. Adama Garbacika w Strzałkowicach

W 1950 roku zostali również aresztowani: proboszcz w Strzałkowicach ks. Adam Garbacik (1905–1990), proboszcz w Myślatyczach ks. Michał Świdnicki (1885–1956) oraz proboszcz i dziekan samborski ks. kan. Michał Ziajka. Wszyscy oni przebywali w łagrach sowieckich do 1955 roku. Roman Dzwonkowski podawał, że ks. Michał Ziajka został aresztowany w Drohobyczu 29 lipca 1950 i wyrokiem sądu obwodu samborskiego 6 października 1950 roku skazany na 10 lat łagrów, 5 lat utraty praw obywatelskich i konfiskatę mienia. Następnie 23 listopada 1950 skierowany do przesyłkowego więzienia we Lwowie, a stąd do łagotdielenija 43 ITł w charkowskim obwodzie. Najwięcej wiadomości na temat aresztowania proboszcza dotyczy ks. Adama Garbacika podane przez miejscową parafiankę Paulinę Paluszkiewicz, córkę dawnego kościelnego strzałkowskiej parafii.

Rejestracja państwowa ks. Adama Garbacika

Jak sama opowiadała „nieformalnie wszyscy mieszkańcy wsi wiedzieli, że głównym przeciwnikiem władzy sowieckiej był ks. Adam Garbacik. Moralnie wspierał tych, którzy trwali przy polskości i nie nawracali się na nową wiarę. Jego dni były policzone”.

W dniu aresztowania ks. Adama młoda Paulina na prośbę ojca udała się na plebanię, aby tam dowiedzieć się, czy coś trzeba dziś robić w polu, bo ksiądz utrzymywał jeszcze gospodarstwo, jako wsparcie na utrzymanie kościoła. W trakcie śniadania na plebanię weszło dwóch enkawudzistów. Jeden z nich krzyknął do księdza: „Ubieraj się. Nie przedstawili żadnego postanowienia na piśmie, nawet nie pozwolili księdzu zjeść śniadania, tylko wsadzili go na wóz i drogą przez wieś pojechali w kierunku Sambora. Nie wiedząc, co robić, zaczęłam biec za wozem i krzyczeć: Księdza zabierają. Jeden z enkawudzistów, który powoził końmi, odwrócił się i uderzył mnie po głowie batem. Krew zalała mi oczy, przewróciłam się. Gdy się ocknęłam, na gościńcu po wozie został tylko kurz”. Ks. Garbacik odbywał wyrok w Irkucku wraz z ks. Janem Wajdą.

Po wyjściu z łagrów. Ks. Jan Wajda z Czukwi i ks. Adam Garbacik (siedzą od lewej) ze Strzałkowic

Sieć parafialna po 1950 roku

Po tych aresztowaniach w kolejnym sprawozdaniu na temat religijności w obwodzie drohobyckim na 14 zarejestrowanych wspólnot dawnej diecezji przemyskiej regularnie odprawiano nabożeństwa w Samborze, Łanowicach, Biskowicach, Mościskach, Dobromilu i Myślatyczach. W Pnikucie i Czukwi kapłanom zezwalano jedynie raz do roku przybywać na nabożeństwo. Mimo aresztowań księży religijność wiernych na tym terenie nie osłabła i jak zauważono, był to wynik działalności dawnych Róż Różańcowych. W święta ludzie w wielu kościołach sami gromadzili się na nabożeństwa, prowadzone przez miejscowych liderów, przykładowo w Strzałkowicach taką liderką była wspomniana Paulina Paluszkiewicz. W miejscowościach Medenice, Wołoszcza, Bołozów, Krukienice, Niżankowice, Radochońce, Stara Sól, Borysław i Drohobycz wierni ciągle modlili się samodzielnie we własnych świątyniach mimo braku rejestracji.

Zgodnie z zapiskami funkcjonariuszy w Trzcieńcu nawet przy nieobecności księdza niemal cała młodzież wioski należała do Żywego Różańca. Pełnomocnik A. Burik niezadowolony z takiej sytuacji nakazał sekretarzowi mościskiemu zwiększyć „partyjno-wychowawczy proces wśród młodzieży w powiecie, a zwłaszcza w Trzcieńcu”.

Po aresztowaniu i uwięzieniu w 1950 roku większości kapłanów na terenach dawnej diecezji przemyskiej do 1955 roku pozostało zaledwie sześciu zarejestrowanych kapłanów.

W takiej sytuacji wierni w niektórych miejscowościach wykazywali się dużą pomysłowością. Tak w Wołoszczy koło Drohobycza katolicy zwrócili się do prawosławnego duchownego, dawnego grekokatolika, aby ten zdarzające się pogrzeby we wsi sprawował w obrządku rzymskokatolickim. Podobnie zachowano się w Borysławiu. Do proboszcza prawosławnego o. Turiańskiego, który zajął rzymskokatolicki kościół, parafianie katoliccy zwrócili się z prośbą o okazyjne sprawowanie nabożeństw łacińskich w kościele. Ten otrzymawszy pozwolenie od bpa Melnyka przez pewien czas miał sprawować nabożeństwa w języku łacińskim.

Państwowa rejestracja ks. Jana Szeteli. Takie zaświadczenie musiał mieć każdy kapłan pracujący w ZSRR

W 1954 roku wspólnota w Radochońcach zwróciła się z prośbą do pełnomocnika A. Burika o pozwolenie na przyjazd kapłana do ich miejscowości. Jednak pełnomocnik nie zamierzał rejestrować „nielegalnej wspólnoty”. Równocześnie pozbawiono urzędu miejscowego sołtysa I. Wawro za aktywną działalność kościelną. Podobne prośby o rejestrację kierowano z Czukwi i Pnikuta.

Dość interesujące pismo na ręce pełnomocnika wpłynęło 5 kwietnia 1955 roku od parafii z Czukwi, w którym skarżono się na samborskiego przewodniczącego Rady Kusznira, który zabraniał wiernym samodzielnie modlić się, motywując tym, że wierni nie wiedzą, jak należy modlić się bez udziału kapłana. Tym razem po interwencji pełnomocnika wiernym przywrócono prawo do gromadzenia się w kościele na modlitwę.

Aresztowania nie dotknęły jedynie sześciu zarejestrowanych księży i jednego emeryta, któremu zabroniono sprawowania nabożeństw w kościele. Każdy był bacznie obserwowany przez służby, które zamierzały w najbliższym czasie wydalić ich do Polski. Z tej też racji każdy kapłan musiał zachować szczególną ostrożność w działaniach.

W Dobromilu i okolicy

W Biskowicach ciągle pozostawał ks. kan. Franciszek Smoleń, dawny katecheta w gimnazjum w Samborze oraz kapelan wojskowy. W Dobromilu natomiast od 1934 roku katechetą, a następnie proboszczem był ks. Włodzimierz Surmiak (1895–1953). W czasie wojny przeżywał wiele trudności i niepowodzeń. W 1944 roku z parafii zarekwirowano szereg ksiąg metrykalnych. W czasie okupacji niemieckiej kościół poddawano wielokrotnej rewizji, szukając tajnych schowków. Sama świątynia również ucierpiała w czasie wojny. Połowę zniszczonego dachu udało się naprawić po zakończeniu wojny.

Ks. Surmiak po wojnie został przez nowe władze wydalony z plebanii, którą zamieniono na dom partii oraz współdzielnię szewską. Jak podawał dawny kościelny z Dobromila Jan Bieżecki (ur. 1911) ksiądz, który mieszkał w mieszkaniu prywatnym na mieście, był często w nocy nawiedzany przez funkcjonariuszy, którzy przeprowadzali rewizję. Podobne rewizje dokonywano i u kościelnego. „Ksiądz Surmiak bardzo się tym przejmował, do tego stopnia, że nagle umarł”. Ks. Włodzimierz Surmiak zmarł 7 kwietnia 1953 roku i 9 kwietnia został pochowany przez ks. Józefa Cieślika z Nowego Miasta na miejscowym cmentarzu.

Po śmierci ks. Surmiaka władze wszelkimi sposobami dążyły do całkowitego zamknięcia kościoła w Dobromilu. W tej też sytuacji komitet kościelny zorganizował akcję ratowania inwentarza kościelnego. Część rzeczy wówczas zdeponowano u niejakiej Bronisławy Rozenkiewicz. Relikwie św. Andrzeja i kielichy mszalne u rodziny Marciników. Wszystko to wróciło do przysłowiowej normalności po państwowej rejestracji kolejnego kapłana do Dobromila.

Tym kapłanem był mieszkający w pobliskim Nowym Mieście ks. kan. Józef Cieślik (1881–1955). Ks. Jan Szetela relacjonował o nim, że od 1918 roku był kapelanem Wojska Polskiego w randze kapitana. Brał też udział w Bitwie Warszawskiej 1920 roku jako kapelan Legii Akademickiej z Rzeszowa. Widocznie kapłan nie uzgodnił tego czynu z władzami, skoro w tabeli kwalifikacyjnej kurialiści odnotowali, że „zaginął w czasie wojny”.

Ks. Jan Szetela

Po przejściu na emeryturę w 1933 roku postanowił zamieszkać u swego przyjaciela ks. Józefa Budowskiego (1880–1956) w Nowym Mieście. Dzięki też jego staraniom w 1937 roku w Grabownicy powstał Dom Księży Emerytów, gdzie też zamieszkał ks. Cieślik, a w czasie okupacji niemieckiej ks. Cieślik powołał tam szkołę. Ten dom został zajęty przez sowietów, zaś ks. Cieślik miał mieszkać obok kościoła w Nowym Mieście.

Biorąc pod uwagę przeszłość tego księdza, nie wiadomo, dlaczego nie był w grupie aresztowanych duchownych. Ks. Jan Szetela napisał, że sowieci nie dowiedzieli się „że był polskim oficerem, że w roku 1920 bronił Warszawy, że w 1939 roku brał udział w wojnie obronnej, że otrzymał Złoty Krzyż Zasługi i dlatego go nie prześladowali”. W 1947 roku ks. Cieślik przybył do Nowego Miasta i zamieszkał blisko kościoła. „Gdy ja zostałem aresztowany w roku 1950 i wywieziony do łagru, kościół zamknięto, mimo że ks. Cieślik mieszkał obok – pisał dalej ks. Jan Szetela. Gdy 7 kwietnia 1953 zmarł w Dobromilu ks. Włodzimierz Surmiak, komitet kościelny z Dobromila postarał się we Lwowie, aby ks. Cieślik mógł zamieszkać w Dobromilu”. Ks. Cieślik zmarł w Dobromilu na zawał serca 14 października 1955 roku, dwa tygodnie przed przyjazdem z zesłania ks. Jana Szeteli. Ceremonii pogrzebowej przewodniczył o. Jacek Bober OFM z Sambora. Ciało zasłużonego kapłana spoczęło na dobromilskim cmentarzu.

W Mościskach na posterunku trwał ks. kan. Andrzej Skrobacz (1885–1958). „Nie opuszczał swoich parafian, jak to czynili czasem inni kapłani. Nie był za tym, aby ludzie wyjeżdżali z Mościsk na Zachód do Polski”. Wreszcie w Myślatyczach od 1917 roku pracował nieprzerwanie ks. Michał Świdnicki (1885–1956).

Marian Skowyra

Tekst ukazał się w nr 18 (382), 30 września – 14 października 2021

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code

X