Pocztówka z Bolestraszyc

Pocztówka z Bolestraszyc

Są miejsca ładne i piękne, ale są też miejsca przepiękne, urzekające i na długo pozostające w pamięci. Arboretum w Bolestraszycach zdecydowanie należy do tych ostatnich.

Opisywać przyrodę, odtwarzać ją albo chociażby próbować to robić? W moim przypadku zakrawa to na zbytnią pewność siebie. Nie jestem przecież ani poetką, potrafiącą umiejętnie opisać rośliny za pomocą metafor, ani malarką, by je namalować. Jednak ogród botaniczny wywarł na mnie tak silne wrażenie, że muszę spróbować, choć w kilku zdaniach, opowiedzieć Państwu to, co widziałam.


Co prawda, moja wyprawa do Bolestraszyc była nieco krótsza niż planowałam. Czemu? Bo złośliwa Pani Pogoda zesłała od dawna obiecywany deszcz właśnie wtedy, gdy dotarłam pod bramę ogrodu. Nucąc pod nosem do zbliżających się ciemnych chmur „nie lij, dyscu, nie lij!” zdołałam jednak co nieco zobaczyć. Na początek trochę danych z informatorów.

Kolekcja roślin biblijnych (Fot. bolestraszyce.com)Arboretum w Bolestraszycach zostało założone przez profesora Jerzego Pióreckiego w 1975 roku, mieści się (jeśli uwzględnimy filię w Cisowej) na ponad 300 hektarach powierzchni. Ogród ten posiada liczne kolekcje kwiatów, krzewów i drzew. Hoduje i specjalizuje się w roślinach wodnych i bagiennych oraz w drzewach i krzewach owocowych.

 

Można tu zobaczyć rośliny objęte Konwencją Berneńską, często wymarłe na stanowiskach naturalnych w Polsce – rośliny te wchodzą w skład kolekcji roślin rzadkich, zagrożonych, ginących i chronionych.


Doliczyłam się ponad 40 starych odmian jabłoni, ale śmiem podejrzewać, że w ogrodzie jest ich znacznie więcej. Robi też wrażenie kolekcja irysów. Można tu obejrzeć rośliny tropikalne i szklarniane, niedaleko których zadomowiła się wyjątkowa kolekcja roślin biblijnych. Mieszkańcami ogrodu są również przeróżne gatunki ryb, żółwie i – o zgrozo! – wodne pająki.

 Ogród Sensualny (Fot. bolestraszyce.com)To, co mi się bardzo podobało i czego nie widziałam nigdzie wcześniej – to Ogród Sensualny, usytuowany niedaleko głównej bramy. Został przygotowany z myślą o osobach niepełnosprawnych, z ograniczoną możliwością ruchową i osobach z różnymi dysfunkcjami wzroku. Rośliny są na odpowiedniej wysokości, by można było ich dotknąć czy powąchać. Co więcej – przy roślinach są umieszczone specjalne tablice, na których informacja została podana pismem Brajla. Jako osoba, która wystarczająco dużo słyszała o częstym nieprzystosowaniu miejsc publicznych do potrzeb osób niepełnosprawnych, szczególnie doceniam ten pomysł!

Wikliniarstwo – oto jeszcze jedna rzecz, o której muszę, chociaż w kilku słowach, wspomnieć. Po raz XI odbył się tu Międzynarodowy Plener Artystyczny, na którym swoje prace – konstrukcje z wikliny – przedstawili artyści z Polski i zagranicy. Ciekawą, bo jedyną i swego czasu chyba pierwszą w Polsce imprezą był Festiwalu Ogrodów, który odbył się tu już po raz trzeci. Prezentowane były przeróżne, często zaskakujące, ogrody, których granice wyznaczały wiklinowe „ściany”. A już niebawem – 15 września – odbędzie się w Arboretum Festiwal Derenia. Program jest już dostępny na stronie www.bolestraszyce.com.

Elżbieta Lewak w „Wiklinowo-topolowym przytulisku” (Fot. Eligiusz Rybienik)W ogrodzie można też zobaczyć takie cudo jak wiklinowy labirynt, nazywany „Wiklinowo-topolowe przytulisko”. Muszę przyznać, że niezła to była zabawa szukać wyjścia z takiego labiryntu, wracać, błądzić, hasać tu i tam, by w końcu nie znaleźć wyjścia i wrócić do… wejścia. Wydawałoby się, że to nic takiego, bo czy można się zgubić wśród wikliny? Okazuje się, że można.

Najmocniejszy deszcz przeczekałam oglądając z moim gospodarzem, a na te kilka godzin również indywidualnym przewodnikiem, wystawę ornitologiczną (okazało się, że chyba nigdy w życiu nie widziałam prawdziwego kruka, bo ten prawdziwy jest większy od przedramienia dorosłego mężczyzny, a wcale nie tak malutki jak te warszawskie czarne ptaki, szumnie „krukami” nazywane) oraz wystawę muszli (były tam proste i spiralne, małe, duże i ogromne, wykorzystywane jako chrzcielnice). A gdy tylko deszcz nieco ustał, pomknęliśmy do samochodu. Wrócę tu, na pewno tu wrócę – myślałam, kupując wiosennie-jaskrawe i złociście-jesienne widokówki. Będą ozdobą mojej naściennej kolekcji!

Fot. bolestraszyce.comPowiedzieć, że ogród ten mi się podobał, albo że zrobił na mnie wrażenie, to jeszcze niewiele. Chylę czoła przed naturą, jej różnorodnością i pięknością oraz przed dyrekcją i pracownikami Arboretum, którzy zdołali tyle przeróżnych roślin zgromadzić i wypielęgnować na takim obszarze. Nawet taki botaniczny ignorant jak ja potrafi dostrzec, że to miejsce doglądane jest z niezwykłą pasją i oddaniem.

Gdyby nie ta ulewa, pewnie zobaczyłabym więcej, ale – jak to mówili moi przemyscy gospodarze, u których miałam przyjemność gościć – jest to powód, by odwiedzić Arboretum jeszcze raz. I uczynię to na pewno! Teraz zamierzam czytać i zgłębiać wiedzę na temat Ogrodu oraz roślin, które są tam pielęgnowane. A może odwiedzę kiedyś pozostałe polskie arboreta?…

*
Przemyśl przestał być miastem, przez które jechało się gdzieś dalej. Stał się miastem docelowym, miastem które warto zwiedzać i odwiedzać, miastem klimatycznym, przyjaznym i pięknym! Polecam zatem Państwu dłuższy wyjazd do Przemyśla, po którego krętych uliczkach spacery przypominają inne zaułki innego kresowego Miasta… A jak już będziecie Państwo w Przemyślu – proszę udać się do Bolestraszyc – serdecznie zachęcam!

Elżbieta Lewak
Tekst ukazał się w nr 16 (188) 30 sierpnia – 16 września 2013

X