Pamiętnik Janusza Korczaka

Był Żydem i Polakiem

Janusz Korczak – wielki pedagog i humanista, owiany legendą bohaterstwa i poświęcenia, pozostawił po sobie niemały dorobek literacki. Znane są jego prace pedagogiczne, szkice filozoficzne i utwory beletrystyki dla dzieci. Natomiast rzadziej wspominany jest „Pamiętnik”. Niezwykle interesujący, wstrząsający dziś swą prostotą. Po raz pierwszy został opublikowany w 1958 roku.

Korczak pisał „Pamiętnik”, będąc już w getcie, do którego przesiedlono go w 1940 r. razem z Domem Sierot, którego był dyrektorem. Nie zważając na to, że był chory, odmówił hospitalizacji. Nie chciał opuszczać dzieci. Odmówił przyjaciołom, gdy chcieli go ratować i wyprowadzić z getta. Nie mógł zostawić dzieci samych w tak okrutnych warunkach, gdy gasła radość i uśmiech w ich oczach.

Korczak pisał „Pamiętnik” w czasie bezsennych nocy od maja do sierpnia 1942 r. Prawdopodobnie rozpoczął go o wiele wcześniej. Pierwsza część zaczyna się jak modlitwa u schyłku dnia, w ciszy i spokoju: „Dobry Boże! Dziękuję Ci, dobry Boże, za łąki i barwny zachód słońca, za rześki wietrzyk wieczorny po upalnym dniu. Dobry Boże, który wymyśliłeś tak mądrze, że kwiaty mają zapach, świętojanki świecą na ziemi, iskry gwiazd na niebie”.

Dalej czytamy: „Jak że radosna jest starość. Miły wypoczynek. Człowiek, który bez miary… Cóż starość?! Jeden opiera się, pragnie po dawnemu, nawet szybciej, silniej, by zdążyć. Drugi w smutnej rezygnacji zaczyna nie tylko zrzekać się, ale nawet cofać. Wszystko i wszyscy wokoło i ziemia i ty sam i gwiazdy twoje mówią: dosyć. Twój zachód. Teraz my (młodzi). Twój kres…”.

Sam Korczak jest już starym człowiekiem. Pisze pamiętnik – spowiedź. Powierza jemu dawne zakrzepłe cierpienia, gorycze, żale, nie kończące się troski, gniewne protesty i… marzenia. Jak sam mówi, jest to oczyszczenie duszy, zapewne w tym czasie jedyny ratunek… odruch samoobrony przed widmem śmierci, a może nawet przed szaleństwem. Warunki w getcie, w Domu Sierot były okropne, trudne do zniesienia. Głównym problemem była walka z głodem i chorobami. Korczak spał w małej izolatce razem z kilkorgiem chorych dzieci. A jednak pisał. Nadal marzyło się zapewnienie każdemu dziecku na ziemi szczęśliwego dzieciństwa. Kochał dzieci z całego serca i rozumiał. Wiedza i troska o dzieci – to był program całego życia Korczaka. Barbarzyństwo wojny, getto podważyły jego nadzieje. Pisał w „Pamiętniku”: „Getto – to piekielne kręgi. A tych kręgów wiele w całej Europie. Piekielne więzienie. W każdym kręgu piekło pozostaje piekłem”.

Kiedy czyta się te słowa, widzi się nagle jak przez ulice umierającego Getta Warszawskiego idzie Korczak na czele pochodu dzieci, skazanych na zagładę.

Mimo wszystko, wierzył w ludzi, wierzył, że nie wszyscy są potworami.

„Nie łam sobie głowy psychologią drani – radził. – Pamiętaj, zawsze pamiętaj o przyzwoitych”. Chociaż przyznaje, że każdy łajdak ma prawo na siwy włos, a nie każdy z tych przyzwoitych. „Wszystko na świecie ma swoje granice, tylko zuchwały bezwstyd jest bezgraniczny”. Tak napisał w „Pamiętniku” 21 lipca 1942 roku, na parę tygodni przed śmiercią.

„Pamiętnik” to swego rodzaju Testament Korczaka. Prorocze jego przeczucie własnego losu i losu tysięcy dzieci w Kraju i w grodzie nad Wisłą, w mieście, które tak pokochał. Całe życie Korczaka było związane z Warszawą. Mówił: „Warszawa jest moja, a ja jestem jej”. A Wiśle zostawił takie wyznanie: „Wisło szara, nie zamieniłbym ciebie na dumną Tamizę, ani na zawrotną Niagarę, ani na Tajemniczą Zambezi, ani na magiczny Ganges. Tamte, może stokroć piękniejsze, mówiły by do mnie językiem, którego nie rozumiem”.

Był Polakiem, był Żydem. Jako Polak włożył mundur oficera, którym był i tak demonstrował swą polskość wobec Niemców. Jako Żyd włożył opaskę z gwiazdą Syjonu i tak poszedł na śmierć. Nie możemy się dowiedzieć z „Pamiętnika” o uczuciach i przeżyciach, jakie miotały Korczakiem na tej ostatniej drodze. Co naprawdę odczuwał, co mówił dzieciom, idąc z nimi w tym strasznym pochodzie. Jednak wielkość jego wyrażona została nie tylko w godności jego śmierci, fascynującej świat do dziś, ale i w jego życiu, po którym zostawił niegasnący ślad i zawarte w „Pamiętniku” zobowiązujące posłanie przyszłym pokoleniom. Korczak zmusza nas do myślenia, do rozważania. Pomaga zrozumieć świat, przede wszystkim świat dziecka.

W drugiej części „Pamiętnika” (napisany w końcu czerwca lub lipca 1942 roku) Korczak rozmyśla o współczesnym sobie człowieku. Czemu się tak stało, że człowiek dojrzał, ale nie zmądrzał, nie złagodniał, nie stał się dobrym.

W związku z tym pisze o znaczeniu Kościoła i wartościach moralnych sakramentów, bowiem Kościół osnuł swym rytuałem narodziny, małżeństwo i śmierć. Słowem, całe życie duchowe od kolebki do grobu. Czy tak było tylko wczoraj? Dalej z „Pamiętnika”: „…A przecież i dziś nawet, białe szczyty rozwoju i wiedzy najważniejsze swe sprawy oparli na chrztach, sakramencie małżeństwa i obrządkach związanych z godziną zgonu dla innych, dziedziczenia dla pozostałych przy życiu. Tak niedawno, tak wczoraj dopiero, zjawiły się na stole obrad jako takie: populacja, czy regulacja narodzin, dyskusje o doskonałym małżeństwie i eutanazji. Zabić ze współczucia ma prawo ten, kto kocha i cierpi, gdy sam też nie chce pozostać przy życiu. Tak będzie za lat niewiele”.

Tak myślał Korczak, pisząc te słowa. Jednak najpiękniejszymi są te, którymi opisuje w „Pamiętniku” urodę ziemi ojczystej, piękno mowy polskiej. Pisze też o tym, jak serdeczny, dobry jest chłop polski: „Nie tam, gdzie głupota i nienawiść trzeba szukać Polski, tylko tam, gdzie polski wieśniak nie odpędzi żydowskich dzieci spod wierzby przydrożnej. Gdzie na własne pole zaprosi. Tam także, gdzie mowa polska uśmiecha się do nich zielenią drzew i złotem zboża, gdzie splata się z wesołym śpiewem ptaków leśnych, mieni się perłami gwiazd, oddycha powietrzem leśnego wietrzyka i gdzie wyrazy polskie, podobnie jak kwiaty polne, same układają się w łąki radosne, czyste i promienne, jak słońce o zachodzie”.

„Pamiętnik” kończy się przed śmiercią Korczaka i jego dzieci. 4 sierpnia 1942 roku napisał ostatnie słowa. Ten zapis oddaje najistotniej niezwykłe cechy osobowości Korczaka: „Polałem kwiaty, biedne rośliny żydowskiego sierocińca. Ziemia spieczona odetchnęła. Przygląda się mojej pracy wartownik. Czy go drażni, czy rozrzewnia ta moja pokojowa, o szóstej rano, czynność? Stoi i patrzy. Nogi szeroko rozstawione. Polewam kwiaty. Moja łysina w oknie – taki dobry cel. Ma karabin. Dlaczego nie strzela? Stoi i patrzy spokojnie. Nie ma rozkazu. Może był za cywila nauczycielem na wsi, może… Co by zrobił, gdybym mu kiwnął głową? Przyjaźnie ręką pozdrowił? Może on nie wie nawet, że jest tak, jak jest. Mógł przyjechać dopiero wczoraj z daleka… Nikomu nie życzę źle. Nie umiem. Nie wiem, jak to się robi”.

Pełne natchnienia są te słowa. Przyjaciele Korczaka mówili, że zawsze, gdy pisze, nie wie, co się wokoło niego dzieje.

Chyba żył w natchnieniu i szedł na Umschlagplatz w natchnieniu, i umarł w natchnieniu. Zginął w niemieckim obozie zagłady w Treblince wraz z dziećmi 6 sierpnia 1942 roku.

I.P.
Opracowała W. Dobosiewicz
Tekst ukazał się w nr 1 (43) 15 sierpnia 2007

X