Pałac Sadowskich w Jaromirce Wielkiej na Podolu

Pałac Sadowskich w Jaromirce Wielkiej na Podolu

Miły pałac Sadowskich w miejscowości Jaromirka Wielka (dawniej w pow. kamienieckim, ob. Wiełyka Jaromyrka) koło Gródka Podolskiego jest chyba jednym z najbardziej tajemniczych w obw. chmielnickim. I nawet nie chodzi o to, że może z tym pałacem powiązana jest jakaś wielka i straszna tajemnica. Chodzi o co innego – o tym zabytku prawie nic nie wiadomo! Nawet o niewielkich typowych dworkach wiejskich z czterema kolumnami podpierającymi klasycystyczny portyk można znaleźć wiele informacji – takie dworki stały prawie w każdej wiosce i były popularne od połowy XVIII do połowy XIX w.

Natomiast w Jaromirce Wielkiej mamy pałac, wybudowany całkowicie według indywidualnego projektu. Informacji zaś brak. W polskiej wersji Wikipedii czytamy: „Parterowy dwór od frontu portyk z czterema kwadratowymi kolumnami tworzącymi trzy arkady. Po bokach budynku głównego skrzydła nakryte dachem dwuspadowym szczytem skierowanym do frontu. Okna zakończone półkoliście; obok ogród. Obiekt zniszczony w 1917”.

fot. Dmytro Poluchowycz

W tym wiki-haśle roi się od błędów – opis powstał prawdopodobnie na podstawie starych fotografii. Po pierwsze – to nie dworek, lecz pałac. Po drugie – jest piętrowy. I najważniejsze – budowla w dobrym stanie przetrwała burzliwe lata rewolucyjne i dotrwała do naszych dni w prawie niezmienionym stanie. Pałac utracił jedynie arkadę w centralnym portyku i otrzymał dwoje, zupełnie niedorzecznych i nieprzewidzianych przez architekta, drzwi w fasadzie.

Sadowscy herbu „Lubicz” byli znanym rodem Rzeczypospolitej. Do rodziny w swoim czasie należało miasteczko Czortków. Powyższe cztery zdania z Wikipedii są jedyną informacją o tym obiekcie. Nawet w tak fundamentalnej pracy Dmytra Antoniuka „Zamki i pałace na Ukrainie, związane z polskimi rodami” nie znajdziemy bodaj jakiejś informacji. Autor podaje jedynie wiadomość o jego istnieniu.

fot. Dmytro Poluchowycz

Kiedy powstał pałac i kto był jego twórcą –informacji nie ma (możliwe, że zachowała się gdzieś w Polsce). Według formy i rozmiarów cegieł, widocznych w murach, można go datować na około połowę XIX w. Nie zdziwiłbym się, gdyby to był nawet koniec XVIII w.

Pisarka, znawczyni dawnej architektury i sztuki Kateryna Lipa datuje pałac II połową XIX w. W rozmowie ze mną powiedziała: „Ten portyk w części środkowej jest wyraźnie najwcześniejszy – datuję go początkiem XIX w., gdy popularne były kolumny, a nie takie grube słupy. I nie urządzano pomiędzy nimi arki. Sądząc jednak z wymiarów cegieł, niewykluczone, że część pałacu mogła powstać wcześniej”.

Z rosyjskich źródeł sprzed rewolucji wiadomo, że ostatnim właścicielem majątku był Feliks Sadowski junior, wcześniej – jego ojciec, Feliks senior. Miejscowa ludność dlaczegoś wspomina jedynie panią Sadowską (prawdopodobnie małżonkę lub córkę Feliksa juniora).

Opowiadają, że była dobrą panią, znaną z dobrego stosunku do poddanych – dobrze im płaciła i zawsze wspomagała rodziny, które znalazły się w kłopotach. Przekazy mówią, że gdy w 1917 r. pani Sadowska zmuszona była opuścić majątek, cała wioska odprowadzała ją ze świętymi obrazami, rzucając jej kwiaty pod nogi.

Przypomnę, że większość właścicieli majątków z tych okolic opuściła swe rodowe gniazda w pierwszej połowie 1917 r. Wiązało się to ze zbliżaniem się frontu do Zbrucza i nie było żadnej gwarancji, że nie zaczną się tam niebawem działania wojenne. Przy tym po okolicach wałęsały się bandy uzbrojonych po zęby dezerterów. Stąd wielu właścicieli, szczególnie tych, którzy brutalnie traktowali swoich pracowników, uciekło przed zasłużoną zemstą.

O dobrym stosunku Sadowskich do swoich poddanych świadczy fakt, że pałac nie został zniszczony. Natomiast pałac w sąsiednim Nowym Porzeczu, należący do Kateryny Ignatiewy (wnuczki samego rosyjskiego generała Kutuzowa, który w swoim czasie doszczętnie spalił Moskwę) został zniszczony do fundamentów. Takiż los spotkał majątek rosyjskiego uczonego Siergieja Winogradzkiego w Gródku – żeby nawet ślad po nim nie pozostał. Zarówno Ignatiewa, jak Winogradzki wyciskali ostatnie „soki” ze swych chłopów, a o jakiejkolwiek dobroczynności nawet nie mogło być mowy. Winogradzki uważał swoich poddanych za „półidiotów” – jak sam ich określał.

fot. Dmytro Poluchowycz

Wrażenie robi olbrzymia, o ponad dwumetrowej wysokości, czasza przed wejściem. Początkowo myślałem, że jest betonowa, ale okazało się, że wyrzeźbiona została z jednej bryły wapienia. Dawniej było ich dwie, ale jedna przed około trzydziestu laty spadła z postumentu i pękła. Początkowo uważano, że były to wazony, w których sadzono dekoracyjne rośliny. Takie dekoracje były dość popularne w architekturze pałacowej. Ale, według wspomnień mieszkańców, były to dwie fontanny, których cembrowiny zachowały się do lat 90. XX w.

fot. Dmytro Poluchowycz

Do końca lat 90. w pałacu mieścił się wiejski klub i była to dobra lokalizacja. Na początku 2000 roku budowlę i teren wokół przejęły prywatne osoby i od tej pory pałac stoi pusty i stopniowo popada w ruinę.

Dmytro Poluchowycz

Tekst ukazał się w nr 5 (465), 14 – 27 marca 2024

Dmyto Poluchowycz. Za młodu chciał być biologiem i nawet rozpoczął studia na wydziale biologii. Okres studiów przypadał na okres rozpadu ZSRS. Został aktywistą Ukraińskiego Związku Studentów. Brał udział w Rewolucji na Granicie w styczniu 1991 roku. Był jednym z organizatorów grupy studentów, która broniła litewskiego Sejmu. W tym okresie rozpoczął pracę jako dziennikarz. Pierwsze publikacje drukował w antysowieckim drugim obiegu z okresu 1989-90. Pracował w telewizji, w prasie ukraińskiej i zagranicznej. Zainteresowania: historia, krajoznawstwo, podróże.

X