Żołnierz Piotr Szałapaj z Litowieża

Żołnierz Piotr Szałapaj z Litowieża

Pani Ludmiła Tarasenko przygotowuje dokumenty w celu otrzymania Karty Polaka. Historia jej rodziny oddaje burzliwe wydarzenia II wojny światowej.

 

– Pochodzimy ze wsi Litowież nad Bugiem Zachodnim, położonej w punkcie, gdzie schodzą się granice województwa wołyńskiego (powiat włodzimierski), lubelskiego (powiat hrubieszowski) i lwowskiego (powiat sokalski) – opowiada Kurierowi Ludmiła Tarasenko. – Obecnie mieszkam we Lwowie. Mój dziadek Jan Szałapaj w latach 1929–1930 był żołnierzem 2 Pułku Saperów w Puławach (województwo lubelskie). Pod koniec sierpnia 1939 roku został ponownie zmobilizowany do Wojska Polskiego i z wybuchem drugiej wojny światowej skierowany do obrony Warszawy od strony Pragi. Ocalał od bombardowań, jednak po trzech dniach potyczek Polacy, zaatakowani przez Niemców, zostali otoczeni i wzięci do niewoli. Ludmiła Tarasenko pokazała relikwię rodzinną, jaką jest medal nadany pośmiertnie Janowi Szałapajowi przez prezydenta RP Lecha Wałęsę 6 kwietnia 1995 roku „Za udział w Wojnie Obronnej 1939”.

– Mój dziadek, jako jeniec wojenny, został wysłany do pracy przymusowej dla niemieckiego bauera (gospodarza) – kontynuuje pani Tarasenko. – Próbował uciec, ale ucieczka nie powiodła się. Niemcy zesłali go do obozu koncentracyjnego oraz do budowy dróg w Niemczech, później zaś do obozu koncentracyjnego Saltnes w północnej Norwegii. Spędził tam trzy lata, od 1942 do 1945. Na liście sporządzonej przez Niemców na początku maja 1945 roku Polak Jan Szałapaj jest oznaczony nr 62532 I A. W surowym klimacie był zmuszony budować drogi dla wojska. Potwierdzenie na ten temat otrzymaliśmy w 1991 roku z Norweskiego Czerwonego Krzyża.

Po wyzwoleniu jeńców przez wojsko amerykańskie Polakom proponowano wyjazd do Anglii, USA, Kanady, jednak mój dziadek pragnął wrócić do domu, na Wołyń. Tymczasem pojechał przez Szwecję do Norwegii, gdzie obecne było wówczas wojsko radzieckie. Wyłapywano wszystkich byłych jeńców i przewożono do Rosji, do lagrów stalinowskich.

Piotr Szałapaj w łagrze pod Moskwą 1945-1946 (Fot. archiwum rodziny Szałapajów)Rok i trzy miesiące Jan Szałapaj pracował w kopalni nr 32 w Kozielsku. Stamtąd w nocy udało mu się uciec – ukrył się w wagonie z węglem. W pociągu towarowym jechał w nieznanym kierunku, dotarł do Charkowa. Następnie przez dwa tygodnie szedł piechotą w kierunku zachodnim do rodzinnego Litowieża. Na miejscu jego małżonka, a moja babcia Lida, musiała wozić haracz (ruble, słoninę, jaja) dla urzędników sowieckich w Iwaniczach. W ten sposób chciała załatwić jakiekolwiek papiery dla dziadka. Jego osobę pamiętam bardzo dobrze. Pozostał w mojej pamięci jako człowiek milczący i pochmurny. O wojnie i lagrach nigdy nie wspominał w naszej obecności. To wszystko nam, dzieciom, przekazał ojciec. Dziadek Jan był bardzo pracowity i zawsze czymś zajęty. Tak zmarł, przy zgarnianiu siana.

Po wielkich zniszczeniach podczas drugiej wojny światowej i migracjach powojennych, śladów polskości w Litowieżu obecnie prawie nie ma – stwierdza Ludmiła Tarasenko. – Nawet kościół został zniszczony. W ogóle nie mówiło się o historii tej wsi, niegdyś będącej miasteczkiem, która w 1501 roku otrzymała prawo magdeburskie od króla Zygmunta I. W okolicach Litowieża koncentrowała się też duża własność. Dopiero po latach można było dowiedzieć się o masakrach nad ludnością polską w okolicznych miejscowościach. W poszukiwaniu tożsamości, wnuczka polskiego żołnierza Jana Szałapaja, pani Ludmiła gromadzi też materiały o rodzinnym Litowieżu.

– Mój brat Ihor Szałapaj, który mieszka na Wołyniu już otrzymał w konsulacie generalnym RP w Łucku Kartę Polaka – powiedziała LudmiłaTarasenko – także ja chciałabym ją otrzymać.

Konstanty Czawaga
Tekst ukazał się w nr 16 (188) 30 sierpnia – 16 września 2013

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X