Od roweru po renesansowy jazz – rozmowa ze Stanisławem Łopuszyńskim, twórcą Jazzloviec Festival 2025 Stanisław Łopuszyński, fot. Mateusz Żaboklicki

Od roweru po renesansowy jazz – rozmowa ze Stanisławem Łopuszyńskim, twórcą Jazzloviec Festival 2025

Żołnierz rezerwy, klawesynista zakochany w improwizacji, humanitarny konwojent i miłośnik długich tras rowerowych. Stanisław Łopuszyński – laureat międzynarodowych konkursów, odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi – udowadnia, że muzyka potrafi łączyć skrajności. Po zeszłorocznym sukcesie w festiwalu artysta wrócił z drugą odsłoną Jazzloviec Festival 2025. Przez pięć majowych dni renesansowe psalmy Mikołaja Gomółki brzmiały obok jazzowych improwizacji, a koncerty przyciągnęły setki melomanów. W rozmowie z Kurierem Galicyjskim Łopuszyński opowiada o muzyce w cieniu wojny, misji ratowania zabytków i planach, by z Jazłowca uczynić nowy Łańcut Wschodu.

Artur Żak: Szanowni Państwo, dziś naszym i Państwa gościem jest Stanisław Łopuszyński – muzyk, popularyzator kultury i muzyki, podróżnik. Panie Stanisławie, mam takie pytanie: rozmawialiśmy z Panem w 2021 roku, a później w 2022 – w radiu, w ramach audycji „Studio Lwów” Kuriera Galicyjskiego, emitowanej również na antenie Radia Wnet. Wówczas podróżował Pan po Ukrainie i Mołdawii na rowerze, co ciekawe – z klawesynem. Oczywiście rozumiem, że instrument nie znajdował się na rowerze, lecz w licznych miejscach, do których Pan docierał, dawał Pan także koncerty. Skąd wziął się pomysł na zorganizowanie takiego przedsięwzięcia?

Stanisław Łopuszyński: Dzień dobry, Panie Redaktorze, przede wszystkim i witam serdecznie Państwa. Cóż, rzeczywiście, cztery lata temu po raz pierwszy zetknąłem się z Kurierem Galicyjskim, i było to podczas realizacji projektu Zamość – Odessa Tour 2021, który jak Pan wspomniał charakteryzował się podróżą rowerową między tymi dwoma miastami oraz wykonaniami koncertów klawesynowych, fortepianowych, a także organowych. Tam, gdzie klawesyn lub fortepian nie miał szansy dotrzeć.

To połączenie nawiązuje do całego mojego dorosłego życia, kiedy to właściwie zintegrowałem wszystko, czym się zajmuję: sport, kulturę, muzykę, turystykę, dyplomację publiczną i kulturalną. I w ten oto sposób powstała taka swoista, intensywna „pigułka” pod tytułem Zamość – Odessa Tour.

Niesamowita inicjatywa i niesamowity pomysł. Tak naprawdę trudno sobie wyobrazić sytuację, w której ktoś niezwiązany z dziedzinami, które Pan wymienił, mógłby stworzyć na pierwszy rzut oka rzeczy pozornie nie do połączenia, takie jak kolarstwo i muzyka klawesynowa.

Ale wróćmy może teraz do spraw bardziej aktualnych. Niedawno zakończył się festiwal, którego jest Pan dyrektorem artystycznym i współorganizatorem. To już druga edycja festiwalu Jazzloviec Festival 2025.

Festiwal w Jazłowcu tak, rzeczywiście. Kilka dni temu zakończyliśmy drugą edycję, która odbywała się w dniach od 21 do 25 maja 2025 roku i była kontynuacją trzech koncertów zorganizowanych w maju ubiegłego roku, przy ogromnym wsparciu Konsulatu Generalnego Rzeczypospolitej Polskiej w Łucku, a także lokalnych towarzystw polskich. Oczywiście było też wsparcie ze strony władz ukraińskich, za co również bardzo serdecznie dziękuję.

Te wydarzenia, te koncerty, odbywały się w Jazłowcu, czy także w innych miejscowościach tutaj, na Zachodzie?

W tym roku zawitaliśmy również do Buczacza, gdzie odbył się koncert inauguracyjny i akurat przypadło mi wykonanie recitalu klawesynowego podczas tego koncertu. Koncert odbył się w przepięknym, zapewne znanym słuchaczom i czytelnikom Kuriera Galicyjskiego, buczackim ratuszu wspaniałej dziewiętnastowiecznej budowli. I chyba nie okłamię Państwa, jeśli powiem, że był to w ogóle pierwszy koncert w tym miejscu od czasu zakończenia remontu, który, co prawda, wciąż tam trwa. Natomiast muzyka barokowa bo był to koncert klawesynowy zawitała i wypełniła mury tego wspaniałego budynku.

Mówi Pan: muzyka barokowa. Mówi Pan o klawesynie, ale przecież częścią nazwy tego festiwalu jest jazz – czyli muzyka, która z klawesynem raczej się nie kojarzy. Przynajmniej dla mnie, jako laika.

Tak. Natomiast – oczywiście, ze względu na specyfikę samego miejsca, bo, jak już mówiłem, jazz w głównej części odbywa się w Jazłowcu – mamy tutaj wspaniałe połączenie z muzyką renesansową. Dzięki bardzo znanej, jak mi się wydaje, postaci polskiego kompozytora epoki renesansu, Mikołaja Gomułki, którego nagrobek wciąż znajduje się w ruinach kościoła dominikanów w Jazłowcu.

No a nazwa? Ciężko byłoby nie wykorzystać tego „jazzu” w nazwie Jazzłowiec. I tak oto mamy wspaniały festiwal, który łączy dwie skrajne epoki muzyczne czyli właśnie te nowożytne. Oczywiście chodzi o epoki muzyczne: renesans i jazz.

Myślę więc, że ten rejestr klawesynowy stanowił pewne pośrednie wypełnienie. I chciałbym tu również zaznaczyć, że jazz na klawesynie jak najbardziej istnieje. Sam zresztą kilka lat temu występowałem jako solista, wykonując jazzowy koncert na klawesyn, orkiestrę smyczkową i perkusję autorstwa Josepha Horowitza. Tak więc klawesyn jak najbardziej jest obecny niekoniecznie wyłącznie w baroku, bo jazz również w nim się pojawia.

No, tutaj, tak jak powiedziałem, jako laik wyszedłem też na profana, jeśli chodzi o muzykę.

Klawesyniści też nie mają świadomości, że jazz na tym instrumencie da się zagrać.

Zapytałem o muzykę, a teraz chciałbym zapytać o skład zespołu. Skąd pochodzą muzycy – z jakich środowisk, z jakich państw? Jakie style muzyczne reprezentują?

Oczywiście w tym roku postawiłem na połączenie artystów polskich i ukraińskich. I tak oto udało się zaprosić z Kijowa fantastyczny jazzowy zespół – ShekBand: Jazz Family Trio. To trio tworzy rodzeństwo w wieku od 15 do 19 lat. Wykonali znakomity koncert jazzowy, grając na takich instrumentach jak perkusja, pianino, harfa oraz bas. Do tego jeszcze śpiewali i prowadzili cały koncert, który na długo pozostanie w naszych sercach – w sercach słuchaczy.

Jeśli chodzi o koncert renesansowy, udało mi się skompletować znakomity zespół śpiewaczy, w którym sam wystąpiłem jako głos basowy. Zespół był polsko-ukraiński, ponieważ kilka miesięcy temu poznałem Ukrainkę z Berdiańska, która od czasu wybuchu wojny osiedliła się w Warszawie. Wspólnie występujemy na warszawskich scenach.

I tak oto, w czteroosobowym składzie chóru – sopran Wiktoria Oskroba, alt Ludmiła Aisata Bolli, tenor Krzysztof Ciupiński-Świątek i ja jako bas – występowaliśmy podczas tego renesansowego koncertu z repertuarem znakomitych psalmów Mikołaja Gomółki.

Zapytam jeszcze o uczestników, ale tych po drugiej stronie sceny – czyli odbiorców państwa festiwalu. Czy to głównie lokalni mieszkańcy z zachodniej Ukrainy, czy raczej osoby z całej Ukrainy, a może również spoza jej granic?

Mieliśmy gości z Buczacza, Czortkowa, Horodenki, Tarnopola – czyli z okolicznych miejscowości. Wiem jednak, że przyjechało też kilka osób z Kijowa, z Łucka, a także ze Lwowa. Mimo że festiwal dopiero się rozwija i odbyła się dopiero jego druga edycja, to już teraz goście licznie napływają. W tym roku osiągnęliśmy około 400 osób na widowni, co uważam za ogromny sukces.

Skąd pomysł na Jazłowiec? Dlaczego właśnie Jazłowiec?

Kiedy grywałem koncerty w Polsce, to w pewnym momencie występowałem w ramach działań Filharmonii Narodowej w Szymanowie. To miejscowość pod Warszawą, która słynie z tego, że znajduje się tam dom generalny Zgromadzenia Sióstr Niepokalanek, od początku związany z Jazłowcem.

Przed jednym z koncertów zajrzałem do jednej z sal – zobaczyłem tam pomieszczenie w całości poświęcone Jazłowcowi. Później skojarzyłem to z moimi rowerowymi wycieczkami do Kampinosu, gdzie za każdym razem robiłem przystanek przy tzw. Kamieniu Ułanów Łowieckich. I wtedy, w 2020 roku, zapragnąłem odwiedzić Jazłowiec. Udało się to wreszcie w 2021 roku, podczas trasy z Zamościa do Odessy.

Gdy wjechałem do Jazłowca i zobaczyłem Pałac Poniatowskich, w którym dziś mieści się klasztor Sióstr Niepokalanek, a także piękne ruiny zamku Buczackich vel Jazłowieckich i ruiny kościoła dominikańskiego – zakochałem się w tym miejscu i powiedziałem sobie: tutaj zrobię coś pięknego. No i tak właśnie się stało.

Myślę, że warto również podkreślić, że głównym celem festiwalu jest nie tylko prezentacja muzyki Mikołaja Gomółki, ale przede wszystkim ratowanie ruin kościoła dominikańskiego, w którym znajduje się epitafium kompozytora – swoisty Święty Graal dla muzyków, dla świata, dla historii muzyki.

Ten festiwal ma zatem za zadanie zwrócić uwagę na potrzebę ocalenia tego wyjątkowego zabytku. A co przyniesie czas – zobaczymy.

Jest Pan człowiekiem orkiestrą – angażuje się Pan w wiele różnych aktywności. Chciałbym jednak nawiązać do tego, co powiedział Pan na początku swojej wypowiedzi, do kwestii dyplomacji publicznej. Często słyszymy – zarówno z Polski, jak i z innych krajów także spoza Unii Europejskiej – że „tam trwa wojna, a oni organizują festiwale, koncerty, wydarzenia sportowe”. Czy Pana zdaniem – to może trochę przewrotne pytanie – w kraju ogarniętym wojną jest sens i potrzeba organizowania tego typu wydarzeń kulturalnych?

To ma ogromny sens – i zauważyłem to już na początku wojny, kiedy ruszyłem z pomocą transportową dla uciekających Ukrainek i Ukraińców z granicy. Potem zacząłem jeździć coraz dalej i dalej, aż dotarłem do linii frontu. Przez półtora roku pomagałem tam: ewakuowałem ludzi, woziłem jedzenie – i niemal w każdym miejscu, gdzieś w ruinach domu kultury czy szkoły, znajdowałem pianino, zaczynałem na nim grać, mimo że w tle było słychać ostrzał, widać było dym płonących budynków, wokół – zniszczenia albo przerażającą ciszę. A mimo to ta muzyka, nawet grana na rozstrojonym pianinie czy fortepianie, potrafiła wywołać mały uśmiech. Chwilę zapomnienia o tragedii, która się rozgrywała dookoła. To jest pierwsza rzecz.

A druga – naród pozbawiony dostępu do kultury, szczególnie do kultury wysokiej, po prostu na tym traci. Wojna to wojna, ale pamiętajmy, co działo się podczas II wojny światowej czy Powstania Warszawskiego – choćby Mieczysław Fogg, który dawał koncerty i w ten sposób udzielał obrońcom wsparcia, również tego mentalnego. I tutaj myślę, że warto zakończyć dość często przywoływanym cytatem przypisywanym Churchillowi – że jeśli nie będziemy dbać o kulturę, to nie mamy o co walczyć. To słowa z lat 40. XX w. Oczywiście, wojna to temat fundamentalny, ale nie należy się bać. Krzewienie kultury, dzielenie się nią, dzielenie się tym darem, który my – muzycy – posiadamy, to jest po prostu nasza misja.

Życzę sukcesów w przyszłości. Mam nadzieję, że oprócz tego, że Jazłowiec jest kojarzony z 14. Pułkiem Ułanów Jazłowieckich, stacjonujących co prawda we Lwowie, ale regularnie odwiedzających Jazłowiec – będzie również kojarzył to miejsce z państwa festiwalem.

Jest wiele ciekawych historii związanych z wizytami ułanów w Jazłowcu.

W rzeczy samej oby Jazłowiec był kojarzony właśnie także z Państwa festiwalem. Nie tylko z zabytkami, nie tylko z historią, nie tylko z Najświętszą Marią Panną Jazłowiecką, ale również z tym wyjątkowym wydarzeniem. Czy w przyszłości planują Państwo – czy planuje Pan – kolejne edycje tego festiwalu? Kto weźmie w nich udział?

Tak, jak najbardziej. Może bym skłamał, gdybym powiedział, że już szykujemy się na trzecią edycję. Natomiast plany są. Mamy datę, niebawem będziemy wybierać, i z tego, co widzę dookoła – po sukcesie tego roku – festiwal będzie się rozwijać.

Może zrobimy drugi Łańcut w Jazłowcu, bo podczas tej edycji również odbyły się kursy muzyczne tak zwane master class z gitary i klawesynu. Kursy prowadziła moja prawa ręka, jeżeli chodzi o organizację festiwalu Sofia Bohosławiec, Ukrainka z Czerniowców, która już od kilku lat mieszka w Polsce. Więc plany są. Warto obserwować media społecznościowe festiwalu na Instagramie i Facebooku – Jazzloviec Festival. Zapraszamy serdecznie! Tam mogą Państwo zobaczyć, jak wyglądała tegoroczna i zeszłoroczna odsłona festiwalu i poczuć chociaż kilka z tych emocji, które towarzyszyły nam przez niemal cały tydzień — wykręcone na 100% podczas naszej bytności w Jazłowcu.

Czego wszystkim życzę. A jeśli ktoś chciałby wesprzeć Państwa działalność, Państwa inicjatywy, czy znajdzie informacje, jak to uczynić, również w mediach społecznościowych?

Myślę, że najważniejszym wsparciem będzie Państwa obecność na festiwalu, lub – jeśli ktoś miałby ochotę wesprzeć nas materialnie – warto odwiedzić stronę klasztoru w Jazłowcu, klasztoru Sióstr Niepokalanek, które obdarzyły nas ogromem energii i gościnności. To miejsce z pewnością najbardziej ucieszy się z Państwa wsparcia. Warto je odwiedzić, warto w nim przebywać i warto zawsze do Jazłowca wracać.

Do czego my również serdecznie zachęcamy. Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję Panu bardzo. Życzę wszystkiego dobrego.

***

Druga edycja Jazzloviec Festival pokazała, że muzyka może być pomostem ponad frontowymi liniami, a renesansowe ruiny – idealną sceną dla jazzu. Dzięki wizji i determinacji Stanisława Łopuszyńskiego Buczacz i Jazłowiec stały się na pięć dni epicentrum wyjątkowego dialogu kultur, stylów i pokoleń. W roku 2025 festiwal przyciągnął rekordową publiczność, połączył artystów znad Wisły i Dniepru, a przede wszystkim przypomniał, że ratowanie dziedzictwa – zarówno materialnego, jak i duchowego – zaczyna się od solidnych nut i odważnych ludzi.

Rozmawiał Artur Żak

Tekst ukazał się w nr 11 (471), 13 – 26 czerwca 2025

X