Obozowisko łowców mamutów

Obozowisko łowców mamutów

Od kilku lat archeolodzy Uniwersytetu Wrocławskiego prowadzą prace na wzgórzu klasztornym, wokół sanktuarium w Bołszowcach, koło Halicza. „Odkrywaliśmy tu zabytki pochodzące z okresów pradziejowych. Prawdopodobnie istniało tu obozowisko łowców mamutów sprzed kilkudziesięciu tysięcy lat”. Z szefem ekipy archeologów Mirosławem Furmankiem rozmawiał Marcin Romer.

 

Jakie rezultaty udało się wam uzyskać w tym roku?

Tym razem sytuacja wygląda trochę inaczej niż zwykle. Nie licząc paru wolontariuszy, przyjechała z nami ekipa z Koła Naukowego Antropologów z Uniwersytetu we Wrocławiu – pod kierownictwem pani profesor Barbary Kwiatkowskiej i Jacka Szczurowskiego. Działamy w kilku miejscach, w zasadzie w dwóch. Na niższym tarasie przed klasztorem, po stronie wschodniej, mamy jeden wykop, a drugi mamy założony w miejscu, gdzie powstaje nowe, trzecie skrzydło klasztoru. Jest wiele nowych ciekawych odkryć.

Jak zwykle, znaleźliśmy parę grobów. W czasie poszukiwań archeologicznych pojawiło się też parę nowych i to bardzo zaskakujących elementów. W wykopie koło kościoła, gdzie górne warstwy są już związane z funkcjonowaniem klasztoru (XVII, XVIII, XIX w.) odkryliśmy cmentarz, który zajmuje całą powierzchnię wzgórza. Okazało się, że pod tą warstwą jest jeszcze inny obiekt (mamy niewielki wykop, więc trudno powiedzieć, jaką spełniał funkcję) gdzie odkryliśmy materiał wczesnośredniowieczny. Musimy to do końca przeanalizować. Pochodzi albo z XII, albo z XIII w., czyli to już ustawia sytuację cmentarza. Musi być młodszy niż XII-XIII wiek. Jak chronologicznie wyglądał jego początek? Wiadomo, że późniejsze fazy już są związane z funkcjonowaniem kościoła, ale nie wiemy, kiedy się zaczęła jego historia. Natomiast w dwóch wykopach przy bramie, pod warstwą cmentarną, gdzie akurat odkryliśmy pięć grobów, również wystąpiły różnego rodzaju znaleziska i obiekty związane ze starszymi okresami, jeszcze pradziejowymi. Bardzo interesującym, jak również zagadkowym obiektem, którego w tym roku nam jeszcze nie uda się wyjaśnić, jest rów, coś w rodzaju fosy. Jest niezbyt szeroki, ale bardzo charakterystyczny dla tego okresu.

Prawdopodobnie jest związany z osadą kultury trypolskiej. Czyli, powiedzmy, gdzieś ok. poł. 5 tysiąclecia przed Chrystusem. Są to dość rzadkie obiekty, osady tej kultury dość rzadko były otaczane fortyfikacjami. Przebadaliśmy to na niewielkim kawałku, więc ciężko było tak naprawdę w stu procentach powiedzieć, jak go datować. Były tam, zresztą, fragmenty malowanej ceramiki. I jeszcze jeden fajny obiekt był wkopany w ten rów (czyli jest młodszy). Odkryto całe naczynie gliniane, związane prawdopodobnie z kompleksem funkcjonującym w starszej epoce brązu. Przypuszczam, że wstępnie można je datować na 1,5 tysiąca lat przed Chrystusem. Co do tego naczynia, też nie mamy takiej stuprocentowej pewności.

Te materiały jednak zawsze są dla nas nieco zaskakujące, trochę inne, niż na ogół spotykane. Musimy to przeanalizować, żeby rzeczywiście określić chronologię. Jest to naprawdę fajne i ważne. Są to zupełnie nowe rzeczy, które otwierają nowe perspektywy. Myślę, że przez to nie będzie łatwo nas się pozbyć (śmiech – aut.). Tym bardziej, że ciągle trwają tu jakieś prace budowlane i trzeba będzie też tamtą strefę przebadać, po to, by nawet przypadkowo czegoś nie zniszczyć. Zabytków jest dużo – i tych nowożytnych, i tych pradziejowych.

Od początku odkrywaliśmy tu zabytki pochodzące z okresów pradziejowych. Zawsze były w warstwach nowożytnych, związanych z funkcjonowaniem klasztoru, przemieszane z nimi. Kiedy budowano klasztor, niszczono przy okazji wszystko, co było wcześniej. Przez to nie mieliśmy stuprocentowo pewnych obiektów z tych okresów pradziejowych. Teraz nam się pokazały i to z różnych okresów, też z wczesnego średniowiecza. Od początku w warstwach nowożytnych odkrywaliśmy zabytki krzemienne. W większości są związane z osadnictwem neolitycznym. Część jednak wskazywała dosyć charakterystycznym stanem zachowania na to, że prawdopodobnie istniało tutaj już jakieś obozowisko łowców i zbieraczy sprzed, powiedzmy, kilkunastu czy kilkudziesięciu tysięcy lat. Ciężko określić dokładnie, bo znalezione wyroby krzemienne nie są aż tak bardzo charakterystyczne.

Jeszcze jedna ciekawostka. Gdy przeglądaliśmy dzisiaj materiał wśród kości, tym razem z warstwy neolitycznej, trafił się nam prawdopodobnie fragment ciosu mamuta. Nie mamy pewności, czy to na pewno on. Jest to niezbyt duży kawałek. Już zdarzało się nam takie rzeczy znajdywać i mam nadzieję, że po ekspertyzie archeozoologów nasze mniemanie się potwierdzi. Przypuszczamy także, że głębiej, pod wszystkimi nawarstwieniami, może się okazać, że jest jakieś stanowisko łowiecko-zbierackie – gdzieś z epoki lodowcowej. Tym bardziej, że samo miejsce dokładnie odpowiada regułom lokowania myśliwskich.

Jest tu bardzo dobry punkt strategiczny, z którego widać ogromny teren. Wychodzą tu jakby dwie dolinki rzeczne, a więc są to naturalne miejsca migracji zwierząt. To miejsce pozwalało je zlokalizować i zorganizować polowanie. Tym bardziej, że zaraz po drugiej stronie, gdzie znajduje się maszt w Haliczu, archeolodzy ze Lwowa i Torunia od paru lat badają obozowisko łowców mamutów.

Tegoroczna eskapada, choć krótka, była więc bardzo owocna. Jakie wobec tego są wasze plany na przyszłość?
Musimy to trochę inaczej zorganizować, ponieważ wciąż przyjeżdżamy na zbyt krótko. To wymaga funduszy. Przyjeżdżamy tu na zasadzie wolontariatu, w ramach studenckich praktyk lub wycieczek. To niestety trochę nas ogranicza. Trzeba będzie spróbować coś zadziałać dla tego, by można było na dłużej przyjechać i podjąć badania archeologiczne w szerszym zakresie. Przydałoby się nam zaangażować też archeozoologia i geomorfologa.

 

Tekst ukazał się w nr 23-24 (147-148), 16 grudnia 2011 – 12 stycznia 2012

X