Obchody 94. rocznicy bitwy pod Dytiatynem

27 września 2014 roku w miejscu, gdzie 16 września 1920 roku stoczona została krwawa bitwa pomiędzy 3 batalionem 13 Pułku Piechoty a dwoma brygadami bolszewickimi.

Epizod ten w wojnie polsko-bolszewickiej później również nazwano Polskimi Termopilami, a pole walk pod Dytiatynem jako jedno z piętnastu pól bitewnych zostało włączone do losowania dla wyboru szczątków Nieznanego Żołnierza w 1925 roku. Ta bitwa jako jedna z decydujących też jest wymieniona na Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie.

Na miejscu walki, obok mogiły zbiorowej w okresie międzywojennym była wybudowana kapliczka, którą rozebrano na polecenie władz radzieckich po roku 1947. Obok czworokątnego zarysu grobu zbiorowego pozostały przysypane ziemią fundamenty. Na tym właśnie miejscu tradycyjnie ustawiono ołtarz polowy, przy którym odprawiono msze św. Kilka lat temu staraniem ludzi nieobojętnych został znowu ustawiony wysoki metalowy krzyż. W tym tez dniu w obrządku wschodnim obchodzone jest święto Podwyższenia Krzyża Świętego, więc formuła mszy św. została oparta na znaku Krzyża świętego, którym też chrześcijanie znaczą groby swoich umarłych i poległych.

{gallery}gallery/2015/dytiatyn{/gallery}

W swoich przemówieniach gości oficjalni odwoływali się do dawnych dziejów, jak też do dzisiejszej sytuacji. Przewodniczący administracji rejonowej w Haliczu Wołodymyr Czujko zaczął swoje przemówienie od bajki, że kiedy Pan Bóg rozdawał ziemię, Ukraińcom przypadły piękne czarnoziemy, uroda i różnorodne talenty. Ale Bóg też powiedział, że jeszcze nie wiecie jakich sąsiadów dla was wyznaczyłem. „Więc jakby nie było, ale wtedy, w 1920 roku, jak też teraz, prawie sto lat później odczuwamy właśnie od polskiego sąsiada wparcie w walce z zagrożeniem niesionym przez sąsiada drugiego”.

„Wówczas żołnierze generała Hallera, głównie ochotnicy, walczyli o wolność swojej Ojczyzny, a obok nich byli ówcześni towarzysze broni – żołnierze Ukraińskiej Armii Ludowej. Później były różne zajścia, bratobójcze walki i wyrządzone krzywdy również. My, Polacy, wybiliśmy się na niepodległość. Kłócimy się, spieramy, ale jesteśmy wolnymi ludźmi. Szukamy dróg pojednania z Ukrainą, ale pojednać się mogą tylko wolni z wolnymi. Modlić się za obecnie walczących na wschodzie chłopców i stanąć obok w walce o wolność nakazują nam ci chłopcy, którzy 94 lata temu tu złożyli swoje życia” – zadeklarował senator RP Łukasz Abgarowicz.

Konsul RP we Lwowie Marian Orlikowski nakreślił aluzję do ostatnich wydarzeń: „94 lata temu w opinii wschodniej stolicy przyjechał tu „konwój humanitarny”, wówczas na koniach, żeby obdarować rewolucją i Krajem Rad wszystkich kto tego chciał i nie chciał. Dlaczego nazwałem to „konwojem humanitarnym”? Dlatego że bardzo łatwo jest użyć niewłaściwych słów i zafałszować historię pojęcia. Teraz pojawił się już czwarty „konwój” – miał być pod znakiem krzyża, Czerwonego Krzyża, ale zmienił się w białe ciężarówki. Dlaczego dziennikarze, politycy nazywają go „konwojem humanitarnym” – jakby coś miał wspólnego z rzeczywistą humanitarną pomocą? Ale zauważmy, że bezmyślnie powtarzamy wiele słów, które nie powinniśmy powtarzać, które są same w sobie fałszem. „Referendum” podobno się odbyło jakieś na Wschodzie? Referendum oznacza we wszystkich językach świata ordynację wyborczą, listy wyborcze, dyskusje, przygotowania. A jeżeli tego nie ma, to nie jest referendum. Nawet sondażem tego nie można nazwać! Problem polega na tym, że kiedy w nieodpowiednim momencie użyjemy niewłaściwego słowa, nie nazwiemy wojny – wojną, najeźdźcy – najeźdźcą, to później te słowa mogą być wykorzystane w sposób fałszywy. Tak się dzieje teraz ze słowem „faszyzm”, które jest obecnie wykorzystywane w bardzo specyficzny sposób.

Chciałem przypomnieć wszystkim, bo warto o tym pamiętać, a często o tym zapomina Europa, że na granicy Bugu kończą się pewne pojęcia. Na przykład, pojęcia I wojny światowej, a zwłaszcza II wojny światowej… A potem mamy problem, jak sobie poradzić z tą historią, jak sobie poradzić z różnymi fałszywymi pojęciami. Byliśmy często zmuszani na okazywanie sobie wzajemnej wrogości. Przytoczę tu słowa piosenkarza Marka Majewskiego, „Oj ty Siostro-Ukraino, niby czas nam sprzyja, a my wciąż nie wiemy jak się zabrać za tę przyjaźń”. A musimy wreszcie zrozumieć, że „bliższych krewnych w Europie nie będziemy mieli, niech nas trochę więcej łączy, a mniej dzieli”.

Aleksander Berehowśkyj, dyrektor rezerwatu „Dawny Halicz”, członek ICOMOS: „Stojąc tu, widzę te pierwsze Termopile. Czy wie świat o tych trzystu Spartanach? Tak, wie. A czy wiedzą Ukraińcy i świat o „Termopilach” pod Dytiatynem? Gorzko, ale nie, nie wiedzą. Nisko skłaniam głowę przed ojcami franciszkanami, którzy duchownie opiekują się tym miejscem. Najpiękniejszym dziś gestem był moment podania sobie rąk podczas mszy. Czy dobrze my się uczymy historii? Myślę, że jesteśmy niedobrymi uczniami. Czy jesteśmy dobrymi chrześcijanami? Proszę wybaczyć, ale myślę że nie. Gdybyśmy dobrze uczyli się historii i byliśmy dobrymi chrześcijanami, nas by tu dzisiaj na tym polu było bardzo dużo. Ci młodzi chłopcy, którzy 16 września 1920 roku tu ginęli, mieli przed sobą cel w dążeniu do wolności i przez śmierć podali sobie ręce.”

Padło też potwierdzenie konieczności odbudowania kaplicy i wybudowania do niej drogi dojazdowej, zająć się tym obiecał przewodniczący Rady rejonowej w Haliczu Piotr Strembicki.

O bitwie pod Dytiatynem pisaliśmy w Kurierze Galicyjskim nr 16 (92) za 31 sierpnia 2009 roku.

Alina Wozijan

{youtube}EdzDooBDXCk{/youtube}

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X