O życiu mieszkańców Czernelicy w XVIII w.

O życiu mieszkańców Czernelicy w XVIII w.

Zasoby ludzkie były kwestią niezwykle ważną dla właścicieli dóbr ziemskich. Od liczby rąk w konkretnym majątku zależała bowiem zarówno produktywność magnackiego folwarku jak również dochód z podatków. W poprzednich artykułach dotyczących Czernelicy w epoce nowożytnej swoją uwagę skupiłem na historii miasteczka koncentrując się na tamtejszej twierdzy oraz jej właścicielach. Kończąc swoje rozważania nad jego dziejami we wspomnianym okresie chciałbym poświęcić nieco miejsca również chłopom zamieszkującym naddniestrzańską włość pod rządami Potockich.

Inwentarz Czernelicy z 1780 r. wymienia z imienia i nazwiska ok. 300 poddanych Piotra Potockiego. Uwzględnione w nim zostały jednak wyłącznie osoby zobowiązane do świadczeń na rzecz pana. Należy jednak wziąć pod uwagę, że większość z nich posiadała rodziny, w związku z czym można przypuszczać, że w chwili wystawienia dokumentu miasteczko mogło zamieszkiwać ponad 1000 osób.

Życie chłopów w dobrach magnackich zasadniczo koncentrowało się na kilku kwestiach. Niewątpliwie najważniejszą było spełnianie świadczeń wobec pana, ponadto musieli oni zadbać o zgromadzenie zapasów żywności na potrzeby własnej rodziny. Powinności włościan na rzecz właścicieli włości są stosunkowo dobrze znane. W okresie od 5 maja (św. Jura) do 14 października (Pokrowa, święto Opiekunki Najświętszej Bogurodzicy) wszyscy mieszkańcy byli zobowiązani do trzech dni pańszczyzny w tygodniu. Z kolei od 14 października do 5 maja chłopi uprawiający ziemię odrabiali 2 dni pańszczyzny, bezrolni zaś 1 dzień.

Ponadto włościanie otrzymywali konopie z dworu, które mieli wymiędlić, a następnie oddać jako przędziwo do dworu. Wyrabiali oni na rzecz właściciela również przetwory zbożowe, jagła i krupy, które podobnie jak produkty z konopi byli zmuszeni przekazać na rzecz dworu. Z obowiązku tego zwolnieni byli rzemieślnicy, narzucono im jednak inne obowiązki, bowiem oprócz trzech dni pańszczyzny w okresie letnim musieli oni na wezwanie pana stawiać się do prac w ogrodach. Wszyscy mieszkańcy dodatkowo, niezależnie od zajęcia i odrabianej pańszczyzny, mieli także troszczyć się o naprawę grobli, młynów, mostów i innych prac naprawczych w osadzie.

Kolejnym świadczeniem, jakie ciążyło na czernelickich poddanych było sadowe, które sprowadzało się do oddawania owoców na dwór, bądź płacenia podatku od każdego drzewa: 1zł. od gruszki oraz 15 gr. od śliwek, wiśni i jabłoni, 3 gr. od czereśni oraz 1,5 gr. od dyczki lub konki. Dodatkowym świadczeniem obarczeni zostali młynarze, od których wymagano finansowania wszelkich napraw w młynach. Jak wynika z inwentarzy chłopi byli ponadto zobowiązani do oddawania na rzecz dworu bydła oraz drobiu.

Niewątpliwie najliczniejsza grupa poddanych Potockich w Czernelicy zajmowała się uprawą ziemi. W osadzie jednak, funkcjonowała także spora grupa rzemieślników, o których powinnościach wobec właściciela wyżej wspomniano. Według inwentarza z 1753 r. w miasteczku istniał 30 osobowy cech płócienników, który oddawał na rzecz dworu część swojej produkcji. Jak się wydaje to właśnie na potrzeby ich pracy chłopi byli zobowiązani oddawać do dworu ochędożone konopie. Inne chałupnicze profesje nie były tak licznie reprezentowane, wspomniany dokument wymienia bowiem 12 szewców, 3 kuśnierzy oraz 4 kowali. Dodatkowo włość zamieszkiwało w owym czasie 8 młynarzy, kilka osób z gromady pozostawało zaś na usłudze dworskiej.

Pod koniec XVIII w. stosunkowo liczna w Czernelicy była społeczność żydowska, co potwierdza inwentarz z 1780 r., który wymienia 45 Żydów. Stanowi to znaczny wzrost w porównaniu do 1753 r., kiedy mieszkało tam zaledwie 15 osób wyznania mojżeszowego. Ze względu na brak informacji trudno określić zajęcia jakimi się trudnili. Przypuszczalnie kilku z nich prowadziło czernelicką karczmę.

Wartościowym źródłem dla przybliżenia kwestii związanych z gromadą chłopską w Czernelicy są księgi metrykalne tamtejszej parafii rzymsko-katolickiej z końca XVIII w. Na ich podstawie wiadomo między innymi, że włościanie utrzymywali kontakty z chłopami zamieszkującymi sąsiednie majątki. Przykładem tego są małżeństwa mieszkańców Czernelicy z osobami z okolicznych dóbr. Kolejną istotną kwestią jaką można wywnioskować z lektury tych źródeł jest średnia długość życia oraz przyczyny zgonów. Niestety dane na ten temat zachowały się głównie dla ostatnich lat XVIII w., a dodatkowo są ograniczone do osób wyznania rzymskokatolickiego, trudno więc na ich podstawie wyciągać wnioski odnoszące się do całości czernelickiej społeczności w XVIII w. Informacjom zawartym w księgach metrykalnych warto jednak przyjrzeć się bliżej.

Kwestią najbardziej rzucającą się w oczy, która nie może zresztą dziwić ze względu na ówczesny stan wiedzy na temat higieny, jest wysoka śmiertelność dzieci. W większości przypadków czernelicki proboszcz określając przyczynę śmierci osesków wpisywał do metryki łacińskie słowa „naturalis” lub „consuete”, które oznaczały tyle, co „naturalnie” lub „zwyczajnie”. W przypadku osób w przedziale wiekowym 15-60 najczęstszą przyczyną zgonów był kaszel, co każe przypuszczać, że umierały one na gruźlicę lub inne choroby układu oddechowego. U niektórych osób z tej grupy powodem śmierci była gorączka, dyzenteria, czy bliżej niesprecyzowane boleści wewnętrzne. W metryce można także odnaleźć kilkanaście osób, które zmarły w wieku znacznie przekraczającym 60 lat. Były to przeważnie kobiety (nawet w wieku 89 lat) jednakże również niektórzy czerneliccy chłopi dożywali sędziwego wieku dochodzącego do 80 lat. W przypadku ich zgonów proboszcz najczęściej uznawał przyczyny naturalne jako powód śmierci, zdarzały się jednak wzmianki na temat zejścia na skutek puchliny starczej lub paraliżu.

Na zakończenie warto wspomnieć kilka słów na temat czernelickiego folkloru, czyli kultury wytworzonej przez tamtejszą społeczność. Do tej kategorii zaliczyć można zaliczyć przekazywane z pokolenia na pokolenie legendy związane z dziejami miejscowości. W tym przypadku prym wiodły historie związane z osobą Eufrozyny Stanisławskiej, która w zależności od opowieści miała targnąć się na własne życie po tym jak bez wiedzy męża wydała jego majątek na budowę zamku w Czernelicy lub po tym jak roztrwoniła go na budowę cerkwi. Jak wiadomo w rzeczywistości skonała na długo po budowie zamku, niemniej jednak liczba przekazów związanych z księżną świadczy o tym, że osoba dziedzicznej pani głęboko zapisała się w pamięci mieszkańców miasteczka.

Przejawem kultury ludowej, o którym warto wspomnieć w tym miejscu są przesądy mieszkańców Czernelicy. Zostały one opisane w XIX wieku przez Oskara Kolberga w jego pracach poświęconych Pokuciu. Dla przykładu mieszkańcy miasteczka wierzyli, że dla ochrony domu przed wszelkim złem, a zwłaszcza wiedźmami, należy w dniu św. Jura wyciąć kawałki darni a następnie zatknąć w nie kawałki wierzbiny i ułożyć je oddźwierkach bram i drzwi. Z kolei dla ochrony bydła przed czarownicami, których ingerencji upatrywano w przypadku braku mleka u krów, powinno się nakreślić dziegciem na drzwiach obory znak krzyża. W tym celu praktykowano również inną metodę, która polegała na posypaniu makiem, który stał na stole podczas wigilii, ziemi pod drzwiami budynku gospodarczego wraz z wypowiedzeniem specjalnej formuły. Skuteczność tych zabiegów sprawdzano na drugi dzień na podstawie obecności zacięć siekierą na oddźwierku, jeśli bowiem takowe się na nim znalazły oznaczało to, że widmo nawiedzało obejście.

Dosyć ciekawym zabobonem obecnym w mentalności społeczności czernelickiej było posądzenie o złe zamiary na podstawie znalezienia w domu żaby. Przesąd ten dotyczył wyłącznie kobiet, które wdały się w kłótnię z inną mieszkanką osady. Jeśli bowiem po awanturze między sąsiadkami jedna z nich znalazła w domu płaza miało to świadczyć o tym, że druga nasłała na nią złe czary. Wedle powszechnej opinii ochronić od tego można było się przywieszając żabę na desce do komina, co miało skutkować ukorzeniem się niedawnej oponentki, która wobec krzywdy czynionej ropusze będzie prosić o jej wypuszczenie.

Część przesądów była związana ze zwierzętami domowymi. Przykładowo uważano, że jeśli kura w nocy pieje razem z kogutem na strychowej belce jest to dobry znak, bowiem „przypieje” coś korzystnego. Jeśli zaś stanie się to w innym miejscu kura „odpieje” złe z dala od domu. Sytuacja przedstawiała się zupełnie inaczej kiedy nioska odzywała się po południu na progu chaty, miało to bowiem zapowiadać rychłą śmierć jednego z domowników.

W wielu miejscowościach lokalne przesądy miały związek z siewem i zbiorami plonów. W Czernelicy twierdzono, że w dniu, w którym gospodarz sieje na polu zboże nie powinno się niczego pożyczać z chaty, bowiem plon będzie nieudany.

Podsumowując należy stwierdzić, że życie chłopów w Czernelicy w XVIII w. zasadniczo nie różniło się od losu ich pobratymców w innych miejscowościach województwa ruskiego. Ich dola była ściśle związana z osobą właściciela majątku, któremu winni byli świadczenia. Jak w całej Rzeczpospolitej istotną kwestią były plony jakie udało się zebrać w danym roku, od tego bowiem zależało czy chłopu przyjdzie głodować na przednówku. Jak wszędzie wytwarzali oni też lokalną kulturę, która przetrwała do dzisiaj w podaniach i legendach.

Artur Goszczyński
Tekst ukazał się w nr 9 (205) za 16-29 maja 2014

X