O sytuacji Kościoła w Donbasie

O sytuacji Kościoła w Donbasie bp Jan Sobiło (Fot. Konstanty Czawaga)

O dzisiejszej sytuacji Kościoła katolickiego w Donbasie opowiadają ordynariusz diecezji charkowsko-zaporoskiej biskup Stanisław Szyrokoradiuk i jego biskup pomocniczy Jan Sobiło. Rozmawiał Konstanty Czawaga.

– Najtrudniejsza sytuacja jest w Ługańsku – zaznaczył biskup Szyrokoradiuk. – W Doniecku pozostał kapłan, który obsługuje jednocześnie katolików obu wyznań. Wprawdzie nie może przebywać tam otwarcie, jak to było wcześniej. Stara się nieść posługę tak, aby nie narażać się separatystom. Dlatego, że każdy kapłan katolicki jest dla nich solą w oku. Zdają sobie z tego sprawę, że Kościół katolicki jest Kościołem proeuropejskim i widzą nas w tym konflikcie jako persona non grata. Wielu wiernych stamtąd wyjechało, korzystając z prawa uchodźców. Wielu z nich osiadło w Charkowie i Dniepropietrowsku. Jednak pewna część naszych wiernych pozostała tam w strefie konfliktu.

Czy były tam klasztory i czy zostały ewakuowane?
Tak, zakonnicy wyjechali. Klasztory zostały zamknięte, siostry otrzymały nakaz od swych przełożonych opuścić te tereny i wyjechać stamtąd.

Czy te obiekty nie zostały zrujnowane, zniszczone?
Niektóre tak. W Jenakijewo został przestrzelony dach, ale, dzięki Bogu, znacznych uszkodzeń na razie nie ma.

Stoi ksiądz biskup również na czele „Caritas-Spes”. Od początków konfliktu ta misja religijna niesie pomoc mieszkańcom okolic i uchodźcom. W jaki sposób staracie się ulżyć losowi tych ludzi?
Przede wszystkim staramy się rozwiązać kwestie najtrudniejsze, jak pomoc najbiedniejszym uchodźcom. Niedawno rozdaliśmy ponad tysiąc par obuwia zimowego pośród przybyłych dzieci. Zamówiliśmy w państwach europejskich dużo odzieży zimowej. Niedawno otrzymaliśmy środki opatrunkowe, które rozdysponowaliśmy po szpitalach w Charkowie i Kijowie, a ponad siedem ton środków opatrunkowych zawieźliśmy do miasta Szczastia, gdzie są bardzo potrzebne. Ponad sto materaców również przekazaliśmy szpitalowi w tej miejscowości.

W Mariupolu również działają nasi kapłani, którzy przez Caritas-Spes pomagają ludności żywnością, wodą pitną i stale informują nas o potrzebach. Jeden z seminarzystów jest sanitariuszem z strefie ATO. Zgłosił się na ochotnika. Jest też takim łącznikiem z nami i przekazuje informacje o potrzebnej pomocy.

Jaka pomoc, zdaniem księży, jest potrzebna ze strony wolontariuszy, aby włączyć się w działalność Caritas-Spes?
Najbardziej potrzebne jest łączenie się we wspólnej modlitwie o pokój. Oceniam to jako diabelską agresję. Trzeba się modlić, bo modlitwa jest obecnie bardzo potrzebna.

Wdzięczni jesteśmy za każdą pomoc. Niedawno otrzymaliśmy pomoc z diecezji kamienieckiej, mukaczowskiej, odessko-symferopolskiej. Wierni zbierają pieniądze, żywność, wszystko co mogą. Działamy tak, żeby każda kopiejka, każda pomoc docierała do potrzebującego.

Wiele miejscowości opuścili kapłani, a wierni pozostali tam bez nabożeństw. Co biskup radziłby wiernym? Jak mają się zachowywać w tych nieoczekiwanych dla nich warunkach?
Ludzie tam są nauczeni. Między innymi – są bardziej zorganizowani niż na zachodzie Ukrainy. Byłem przyjemnie zaskoczony, że od pierwszego dnia po wyjeździe kapłana, msze św. (nabożeństwa – red.) były odprawiane co niedziela. Wprawdzie nie takie jak z księdzem, ale była Liturgia Słowa, rozważania, a nawet wierni przyjmowali Komunię. Tam wierni są nauczeni jak być Kościołem, chociaż nie ma kapłana. Jednak od czasu do czasu mają możliwość kontaktu z księdzem, który w jakiś sposób do nich dotrze. Nie chcę tu opowiadać, w jaki sposób to się odbywa, jednak powiem, że nasi księża po partyzancku odwiedzają te tereny i niosą posługę wiernym.

Co można doradzić temu, kto znalazł się po tamtej stronie frontu?
Cóż można radzić? Przeżyć to nieszczęście. Przeżyć – to jest bardzo ważne. Wielu to nieszczęście otwarło oczy. Myślę, że najważniejsze – to przeżyć tę biedę, którą mamy. Wspieramy tych ludzi duchowo, ale chciałbym, aby ludzie przejrzeli i zobaczyli, gdzie są ci, którzy życzą im dobra i że „bratni naród” jedzie do nas na czołgach.

W Charkowie, gdzie jest zarząd diecezji, sytuacja też nie jest łatwa. Czy widać zmiany w stosunkach pomiędzy ludźmi, miedzy przedstawicielami różnych narodowości podczas tej wojny?
Naturalnie, zmiany są ogromne. Przede wszystkim – zmieniło się samo miasto Charków. Stało się proukraińskie, wszędzie widzimy flagi ukraińskie i symbolikę ukraińską. Nawet z zewnątrz Charków wygląda inaczej. Widzę więcej międzyludzkiej solidarności, więcej wolontariuszy, pomagających potrzebującym. Widzę jak to nas wszystkich zjednoczyło. I łączy coraz bardziej. Modlimy się, aby nie było dalszego zagrożenia. A jest ono stale. Dlatego raz jeszcze pragnę podkreślić, że bardzo proszę o modlitwę, bo jest duże niebezpieczeństwo. Wisi ono wprost nad naszymi głowami.

Czy jest współpraca z przedstawicielami innych kościołów i organizacji religijnych?
Naturalnie. Na ile to jest możliwe współpracujemy z cerkwią kijowskiego patriarchatu, z kościołami protestanckimi. Szkoda, ale cerkiew moskiewska zachowuje się inaczej, ale to zrozumiałe. Dystansuje się od nas i, naturalnie, obawia się oficjalnych kontaktów czy współpracy z nami. Przestrzegają, aby nie zajść za daleko we współpracy z katolikami.

Wielu chorych i rannych przebywa dziś w szpitalach na terenie diecezji. Czy odwiedzają ich księża i zakonnice?
Jest to całkowicie ekumeniczna działalność. Jeżeli ktoś z kapłanów może dojechać do linii frontu, to widzi, jak garną się do niego żołnierze. Nikt z nich nie pyta jakiej jest konfesji. Jeden chce wyspowiadać się, inny oczekuje błogosławieństwa. Wielu prosi o różańce. Rozdajemy je, jak w przeszłości na Majdanie, gdzie rozdaliśmy ich ponad 500 tys. Teraz, gdy udajemy się w strefę ATO, to już na posterunkach proszą nas o różańce. Rozdajemy poświęcone różańce i prosimy, aby modlili się na nich. Wydrukowaliśmy ponad 15 tys. maleńkich katechizmów, żeby żołnierze mieli się z czego modlić. Z trudem uczą się żegnać. Tu przychodzą im z pomocą nasi kapelani, łącząc wysiłki – grekokatolicy i katolicy. Bardzo aktywnie działa kijowski patriarchat. W szpitalach jest tak samo, jeżeli chodzi o rannych, to na kapłana spoglądają zupełnie inaczej, niż gdy byli zdrowi. To nieszczęście zmieniło nas bardzo. Tak, jak Majdan zmienił Ukrainę, ta wojna zmienia Ukraińców. To jedyna pozytywna rzecz, o której mógłbym powiedzieć: dziś widzę faktycznie, że Ukraińcy łączą się. To nieszczęście, które nas dotknęło i ci ludzie, którzy giną – to wielki ból. Najtrudniej jest jeździć na pogrzeby.

Mamy też przykłady nawróceń.
Naturalnie. Nawróceń jest bardzo dużo. Są ludzie, którzy przychodzą i proszą o chrzest, proszą aby dać im coś do przeczytania, nauczyć modlitwy, drogi do Boga. Gdy jest wojna, to człowiek zupełnie inaczej spogląda na swoje dotychczasowe życie i na to co czeka go potem. Tam nie ma ateistów.

Czasami ludzie chcą usłyszeć słowo biskupa: jak mają się zachowywać na wojnie?
Być człowiekiem. Żadna wojna nie zwalnia nas od obowiązku bycia człowiekiem. Zawsze należy postępować po ludzku, mieć sumienie, a żadne przestępstwo nie może być usprawiedliwione przez wojnę. O tym należy pamiętać.

Biskup Jan Sobiło rezyduje w Zaporożu – znajduje się najbliżej do terenów, gdzie toczy się wojna.

Wiem, że bywał ksiądz biskup tam, pomagając wiernym i duchownym. Jakich zmian zaznało życie sakralne w ługańskim i donieckim obwodach?
Obecnie jest to trudny czas dla tych obwodów. Można powiedzieć, że życie duchowe sparaliżowane jest przez działania wojenne, ale jednocześnie obserwujemy wielką solidarność. Szczególnie katolicy dwóch obrządków trzymają się razem, jak jedna rodzina. Jest to pozytywna element tego wszystkiego, że musimy modlić się razem, bo są okolice, gdzie są jedynie księża rzymskokatoliccy, albo w innych tylko grekokatoliccy. Ludzie już nie zważają na to, że są innego obrządku. Najważniejsze jest to, że mogą się wyspowiadać i przyjąć komunię. Modlą się razem, aby przyszło zwycięstwo, bo ta modlitwa i ta miłość, która jest w sercach ludzkich i życzenie, aby wszyscy ocaleli, przyniesie w przyszłości wielkie zwycięstwo.

Co można doradzić tym, kto dziś pozbawiony jest liturgii, niedzielnych nabożeństw w swoich świątyniach?
Odmawiać wspólnie modlitwy różańcowe. Trzeba, żeby ludzie wiedzieli, że to jest sytuacja tymczasowa i my wszyscy modlimy się i głęboko im współczujemy. Nadejdzie jednak dzień zwycięstwa, gdy powrócą kapłani. I może tych kapłanów w Donbasie będzie jeszcze więcej.

Rozmawiał Konstanty Czawaga

Tekst ukazał się w nr 22 (218) za 28 listopada – 18 grudnia 2014

 

 

 

X