Okres wojującego ateizmu dał archidiecezji lwowskiej szereg wybitnych postaci, które przyczyniły się do zachowania wiary i polskości na tych ziemiach. Należeli do nich duchowni i osoby świeckie, o których pamięć zanika w miarę nieubłaganego upływu czasu. Jednym z nich był niewątpliwie o. Ludwik Seweryn SJ, kapłan katolicki, więzień obozów sowieckich i proboszcz parafii św. Stanisława w Szczercu.

Urodził się 25 marca 1906 roku w Szreniawie k. Miechowa w rodzinie Wawrzyńca i Katarzyny Galickiej. Miał trzech braci: Jana, Franciszka i Feliksa. Dwóch pierwszych mieszkało w rodzinnej Szreniawie, a Feliks przeprowadził się do Krakowa. Ludwik natomiast pierwsze nauki pobierał w szkole ludowej w Szreniawie.
Idąc za głosem powołania postanowił 16 sierpnia 1922 roku wstąpić do zakonu jezuitów, a po odbyciu junioratu 19 sierpnia 1924 roku w Starej Wsi na ręce o. Józefa Bury, rektora seminarium, złożył pierwsze śluby zakonne. W tym czasie rozpoczął w Chełmie naukę w małym seminarium. Stopnie klasy V – VI zdobywał w Starej Wsi, a VII – VIII w Pińsku, gdzie w 1928 roku otrzymał świadectwo dojrzałości.
Wyższe studia seminaryjne ukończył kolejno w 1928–1929 w Krakowie, 1929–31 w Eegenhoven w Belgii oraz teologię w latach 1931–1935 w Lublinie. Równocześnie w Lublinie 8 kwietnia 1934 roku z rąk bpa Józefa Jełowickiego przyjął święcenia subdiakonatu, 15 kwietnia 1934 roku – diakonatu, a 24 czerwca 1934 roku święcenia kapłańskie.
W 1934 roku został skierowany do pracy w Wydawnictwie Apostolstwa Modlitwy w Krakowie, a w latach 1935–1939 posługiwał w krakowskiej Bursie im. ks. Kuznowicza. W latach 1939–1945 należał do wspólnoty zakonnej przy domu rekolekcyjnym i kościele św. Józefa we Lwowie. Tutaj też 2 lutego 1943 roku na ręce o. Pawła Dzieduszyckiego złożył śluby wieczyste. W 1936 roku opublikował broszurę pt. „Prawda na ciężkie czasy” w ramach serii „Głosy Katolickie”. We wrześniu 1939 roku zgłosił się ochotniczo do Wojska Polskiego jako kapelan. Zaprzysiężony 12 września 1939 roku, następnie skierowany do jednostki, której prawdopodobnie nie znalazł. Przez krótki czas miał pracować też w Kołomyi. We Lwowie natomiast opiekował się uchodźcami z zachodniej Polski i pomagał im wracać w rodzinne strony. W czasie okupacji niemieckiej współpracował z AK.

W nocy 7/8 grudnia 1945 roku wraz z o. Janem Długoszem został we Lwowie aresztowany przez NKWD. Areszt został poprzedzony podpisaniem decyzji aresztowania przez funkcjonariusza 4 oddziału 2 Wydziału Zarządu NKWD lwowskiego obwodu starszego lejtnanta Swirydowa. Oskarżał on o. Seweryna o przynależność do „białopolskiej nacjonalistycznej organizacji Armii Krajowej” oraz o udział w walce na rzecz reaktywowania „reakcyjnej Polski” w jej przedwojennych granicach. Swirydow uważał również, że zakonnik w klasztorze miał przechowywać zapasy żywności dla członków Armii Krajowej.
O. Seweryna aresztowano w wynajmowanym przez niego pokoju przy ul. Orzeszkowej 7/1 we Lwowie, poza klasztorem. W trakcie aresztowania przeprowadzono rewizję oraz zwyczajowo sporządzono spisy skonfiskowanego mienia. „Rewizja w mieszkaniu o. Seweryna nie miała swej konkluzji w postaci spisu inwentarza mienia osobistego, bowiem jezuita, jako lokator w obcym domu nie posiadał żadnej własności – pisał ks. Józef Wołczański. Fakt ten zarejestrowano w specjalnym oświadczeniu z 8.XII.1945 r. dodając, że przedmioty możliwe do przeniesienia funkcjonariusze zabrali ze sobą. Sowieci nie dali wszakże za wygraną. Za wszelką cenę usiłowali pozyskać kompromitujące o. Seweryna materiały, o co wyspecjalizowanym służbom operacyjnym nie było wszak trudno. I rzeczywiście, spreparowano dokument noszący datę 7.XII.1945 r. – a więc jeszcze sprzed aresztowania jezuity – w którym opisano wizytę w jego mieszkaniu. Jak z tego wynika, zupełnie nie dbano o zachowanie bodaj pozorów zgodności relacji z rzeczywistością, nie przypuszczając zapewne, iż osoby trzecie dotrą kiedykolwiek do owych dokumentów”. W dokumencie stwierdzono, że „znaleziono” kilka antysowieckich broszur.
Według kolejnego protokołu, datowanego również 7 grudnia 1945 roku odbyć się miała kolejna rewizja, tym razem w klasztorze jezuitów przy ul. Dunin-Borkowskich 2 we Lwowie, do którego przynależał o. Seweryn. „I tym razem wyprawa nie okazała się próżna. Mianowicie w pomieszczeniu zburzonego skrzydła budynku odkryto amerykańską maszynę drukarską oraz pojemnik z farbą”.
Po tych czynnościach przygotowawczych lejtnant Nakonecznyj w oskarżeniu z 19 grudnia 1945 roku podkreślał „że oskarżony będąc wrogo nastawiony do władzy sowieckiej wstąpił w szeregi AK i wypełniając rozkazy przełożonych prowadził aktywną antysowiecką działalność nastawioną na zbrojne odłączenie zachodnich obszarów USSR i BSSR od Związku Sowieckiego oraz inkorporowanie ich do Polski”. Decyzję tę jeszcze tego samego dnia przedstawiono o. Sewerynowi, który poświadczył to własnym podpisem w języku polskim.
Osadzony w jednym z lwowskich więzień NKWD o. Seweryn oraz inni jezuici zostali poddani serii przesłuchań. Przesłuchania te trwały nieraz po kilka godzin i odbywały się w późnych godzinach wieczornych, a nawet nocnych. Na stawiane zarzuty o przynależność do AK o. Seweryn stanowczo się bronił. „Na wszystkie natarczywe pytania w tym względzie, ale również odnośnie politycznej działalności Kościoła rzymskokatolickiego podczas II wojny światowej we Lwowie, dalej: o relacjach o. Długosza z Watykanem, antypaństwowej czyli antysowieckiej postawie o. Mokrzyckiego, osobie i aktywności w polskim podziemiu ks. Truszkowskiego oraz składzie amunicji w lwowskich klasztorach – udzielał negatywnych odpowiedzi”.
W styczniu 1946 roku został opracowany i podpisany przez lejtnanta Nakonecznego elaborat kończący śledztwo przeciwko o. Sewerynowi. Opisał w nim „społeczne pochodzenie oskarżonego z rodziny wielkiego kułaka-wyzyskiwacza oraz dalsze curriculum vitae. W opisie jego winy zwrócił uwagę na postawę określaną mianem przekonanego polskiego nacjonalisty, od 1943 r. członka Armii Krajowej. W jej szeregach oskarżony zajmował się prowadzeniem punktu magazynowo-rozdzielczego z żywnością, korespondencją i pieniędzmi. Akcję tę prowadził zarówno podczas niemieckiej okupacji Lwowa, jak i po sowieckim wyzwoleniu miasta. Ponadto do października 1945 r. otrzymywał Słowo Polskie, kolportując wśród znajomych antysowieckie informacje”.
We Lwowie 28 lutego 1946 roku odbyło się przygotowawcze posiedzenie Wojskowego Trybunału Wojsk NKWD lwowskiego obwodu, a 1 marca 1946 roku zwołano rozprawę sądową. Na podstawie tegoż sądu o. Sewerynowi wymierzono karę 10 lat obozu z pozbawieniem praw publicznych na 5 lat i konfiskatą mienia. Jeszcze tego samego dnia o. Seweryn złożył pisemne oświadczenie o zapoznaniu się z wyrokiem.
Po ogłoszeniu wyroków o. Seweryna oraz dwóch innych jezuitów tj. o. Długosza i o. Mokrzyckiego przetransportowano do tzw. przesylnego punktu we Lwowie na ul. Pełtewnej.
O. Ludwik Seweryn w maju 1946 roku został przewieziony do Solikamska na Syberii. W drodze zetknął się na Donbasie z odbywającym tam karę kanclerzem kurii metropolitalnej we Lwowie ks. prałatem Zygmuntem Hałuniewiczem. Na Syberii zaś przebywał w różnych obozach. W jednym z nich starał się zorganizować swoistą prowokację, polegającą wywołaniu buntu wśród więźniów. Wówczas to za broń jeńcom miały służyć narzędzia pracy przy budowie drogi.
Lwowski jezuita wyrok początkowo miał odsiadywać w baraku wraz z przestępcami, „którzy znęcali się nad współwięźniami”. Pracował przykuty łańcuchami do taczek. Również zmuszano go do pracy przy wyrębie lasu i ładowaniu drzewa do wagonów. W tym czasie „zawsze zgłaszał się do wszelkich robót, byle tylko nie zostać w baraku, nie poddać się bezgranicznej tęsknocie, uniknąć natarczywych myśli”. Wstawał zawsze godzinę przed oficjalną pobudką, odprawiał po kryjomu mszę św., spowiadał i udzielał więźniom komunii św. Docierał do chorych w innych barakach, a także spowiadał w czasie pracy. W czasie pobytu w obozie korzystał z pomocy wielu osób ze Lwowie, otrzymując paczki żywnościowe. Pisał także listy do Lwowa i Polski. Z Polski otrzymał zaproszenie na wyjazd, jednak o. Seweryn na Syberii ostatecznie podjął decyzję powrotu do Lwowa, gdyż: „Czekają oni tam strasznie […] Tam Was jest dosyć, a tu robotnicy się wykruszają, choć miejscami żniwo jest” – pisał w jednym z listów do Krakowa.

W 1948 roku o. Seweryn został przeniesiony do Kazachstanu. Przebywał tam w łagrach sowieckich: Spask, Rudnik, a latem 1955 roku w Dzezkazganie na obszarze Karagandy. Tam miał prowadzony proces sądowy za organizowanie buntów wśród więźniów obozowych. Dochodzenie jednak nie przyniosło żadnych rezultatów. W jednym z listów do współbraci w Krakowie tak pisał na temat Kazachstanu: „Piekielne gorąco, duszno, kurzawa pyłu w powietrzu. Nie jestem pewny, czy do końca tego listu rozum się nie uwęgli. Dlatego nie dziw się, że jakieś głupstwo się zakradnie między wiersze. Jeszcze jestem na miejscu. Chcę czem prędzej uciec od gorąca”.
We Lwowie tymczasem władze państwowe rozumiały, że o. Seweryn przynależny do znienawidzonego przez sowietów zakonu jezuitów, może wrócić do Lwowa jeszcze przed ukończeniem terminu odsiadki. W tym celu w 1955 roku we Lwowie rozpatrywano sprawę sądową dotyczącą o. Seweryna. Dnia 19 czerwca 1955 roku starszy śledczy Zarządu KGB przy Radzie Ministrów ZSSR lwowskiego obwodu kpt. Kulienko wydał orzeczenie podtrzymując wyrok z 1946 roku. Takie samo stanowisko przyjął 21 czerwca 1955 roku naczelnik Sekretariatu Lwowskiej Obłasnej Komisji ds. rewizji wyroków osób skazanych za przestępstwa kontrrewolucyjne płk. Wichnicz. Jednak jeszcze w 1955 roku o. Seweryn został zwolniony z obozu i przez pewien czas miał mieszkać w Dżezkazganie, gdzie w swoim mieszkaniu odprawiał konspiracyjnie msze dla grupy zwolnionych z łagrów Polaków i Polek.

W 1956 roku przybył do Lwowa, obejmując obowiązki duszpasterskie w Szczercu koło Lwowa, gdyż parafia ta od 1953 roku pozostawała bez opieki duszpasterskiej, po śmierci jej ostatniego proboszcza ks. Henryka Zawady. Wcześniej przed przyjazdem do Lwowa o. Seweryn odwiedził o. Józefa Marsängera SJ, pracującego na Białorusi, wobec którego odnowił śluby zakonne.

Po powrocie do archidiecezji lwowskiej posługą duszpasterską obok Szczerca objął inne parafie pozbawione kapłanów. Dojeżdżał do Stryja, Żydaczowa, Bóbrki, Gródka Jagiellońskiego, a nawet sporadycznie do Kijowa i Żytomierza. Pomagał także w prowadzeniu duszpasterstwa przy kościele św. Antoniego we Lwowie, a w latach 1958–1959 także przy katedrze lwowskiej.
Przez cały okres posługi w ZSRS o. Ludwik Seweryn był nieustannie śledzony przez funkcjonariuszy państwowych. W sprawozdaniach zwracano uwagę, że prowadził ożywioną korespondencję z osobami mieszkającymi w Polsce. Sugerowano też, że mógł przekazywać niebezpieczną informację abp Eugeniuszowi Baziakowi lub innym hierarchom w Polsce. Funkcjonariusze byli dobrze poinformowani, że regularnie słuchał Radia Watykańskiego, aby być na bieżąco z informacjami i zmianami zachodzącymi w Kościele, które podawało Radio Watykańskie.
W 1965 roku w jednym ze sprawozdań podano, że „ksiądz Seweryn i przewodniczący komitetu katedry lwowskiej miasta Lwowa Józef Nowakowski otrzymali z Polski od swoich krewnych ceremoniały w języku polskim dla odprawiania nabożeństw liturgicznych – chrztu, ślubu i pogrzebu, które zostały wydane w 1963 roku w Katowicach i zostały zatwierdzone na Soborze Watykańskim II”. Odbywający się w latach 1962–1965 Sobór Watykański II szczególnie interesował organy KGB na Ukrainie. Śledzono zatem, czy zmiany, jakie odbyły się w Kościele, docierały do kapłanów archidiecezji lwowskiej. Ks. Seweryn jak na innym miejscu zanotowano „w swojej parafii odprawia obrzędy zgodnie z nowym rytuałem, wydanym w Polsce. Ta forma wiernym jest przedstawiana bardziej uroczyście, co oczywiście przyciąga większą ilość osób”.
Nie pomijano też jego częstych pobytów w Polsce. Również organy bezpieki śledziły za polskimi kapłanami, odwiedzającymi o. Seweryna. Jak stwierdzano, „są przypadki przyjazdów księży z PRL i do Polski księży z województwa lwowskiego. Po takich wizytach od razu aktywizuje się działalność księży i wiernych. W 1966 roku o. Seweryn ze Szczerca jeździł do swoich krewnych do Polski. Seweryn jest jezuitą, ukończył w Belgii jezuicki uniwersytet i we Francji teologiczny wydział przy uniwersytecie na Sorbonie. W Polsce, jak się udało ustalić, spotykał się z przedstawicielami zakonu jezuitów, którzy przyjeżdżali z Watykanu. Z Polski o. Seweryn przywiózł nowe obrzędy, modlitewniki, wydane po Soborze Watykańskim II. Po jego przyjeździe z Polski uaktywniła się działalność księży, zwiększyła się liczba wiernych w kościołach”.
O. Ludwik Seweryn umiał dobierać sobie do współpracy ludzi odważnych i zaufanych. Takimi też musieli być członkowie komitetu kościelnego, aby nie spowalniali pracy duchownego, lecz byli podporą jego działalności. W jednym ze sprawozdań służb państwowych o komitecie kościelnym w Szczercu zapisano, że „ksiądz Seweryn nakłonił komitet nielegalnie umówić się o podprowadzeniu gazu do kościoła, a wcześniej gruntownie odrestaurował kościół, bez zgody organów miejscowej władzy”.
W ogólnej charakterystyce Kościoła katolickiego z 29 listopada 1962 roku na temat o. Seweryna zawarto następującą wiadomość: „Każdy ksiądz zna kilka języków. Na przykład ksiądz Seweryn z województwa lwowskiego swobodnie posługuje się ośmioma językami: oprócz łaciny, greki i polskiego, doskonale zna francuski, niemiecki, angielski, ukraiński i rosyjski. Seweryn nie jest wyjątkiem. Żaden inny kult nie posiada tak wszechstronnie wykształconych duchownych”. Z tej też racji władze nie szczędziły sił, aby rozpracować tego duchownego. KGB prowadziło współpracę w polską bezpieką, celem której było m.in. podjęcie próby zainspirowania jezuitów w Polsce do prowadzenia korespondencji ze współbraćmi pracującymi w ZSRR. Jednak niniejsza akcja nie powiodła się, gdyż jezuici obawiali się jakiejkolwiek korespondencji bezpośredniej z obywatelami ZSRR. Dowiedziano się jedynie, że m.in. o. Ludwik Seweryn utrzymywał nielegalny kontakt z jezuitami w Polsce poprzez zakonnicę przyjeżdżającą do ZSRR do swoich krewnych. Jedną z takich sióstr była s. Bonawentura Noworolska, józefitka.

Kontakt z Polską kapłani mieli też za pośrednictwem miejscowych świeckich. Zaangażowani w życie kościelne świeccy wielokrotnie pisali do zarządu zakonu jezuitów. Jeden z takich listów pochodził z 26 stycznia 1969 wraz ze zdjęciem z jubileuszu 50-lecia kapłaństwa ks. Chwiruta. Nieznana z imienia autorka listu stwierdziła, że „te dawne zdjęcia będę przesyłała do Waszych archiwów. Niech pozostanie pamiątka, żeśmy byli. Smutno w katedrze, frekwencja zmniejszyła się, bo mrozy”.
Do katedry lwowskiej o. Seweryn otrzymał państwową rejestrację w 1958 roku, po państwowym zawieszeniu w wykonywaniu funkcji kapłańskich o. Rafała Kiernickiego OFM Conv. Z katedrą lwowską był związany nieustannie jeszcze od 1956 roku. Przykładowo 26 sierpnia 1956 roku proboszcz katedralny ks. Karol Jastrzębski obchodził 50-lecie kapłaństwa. Wówczas to uroczyste kazanie wygłosił o. Seweryn, podnosząc zasługi jubilata, zwłaszcza jego wielkie nabożeństwo do Bożego Miłosierdzia. Wówczas to wypowiedział znamienne słowa, że „Gdyby nie Miłosierdzie Boże, dawno by nas tu nie było”. Stały kontakt z katedrą rozpoczął się od 17 marca 1958 roku, gdy o. Kiernicki rozpoczął rekolekcje wielkopostne. Następnego dnia, po jego tajemniczym zniknięciu oraz famie głoszącej, że został aresztowany, rekolekcje dokończył o. Seweryn. On też przybywał tu regularnie, choć równocześnie był proboszczem w Szczercu i Stryju.
W dniu 8 lutego 1960 roku K. Połonnyk napisał do Wydziału do Spraw Religii w województwie lwowskim następujące zalecenia: „Tylko w kościele katedralnym miasta Lwowa w 1959 roku zanotowano około 15 000 spowiedzi i ponad 224 000 rozdanych komunii. Z powyższym zjawiskiem należy przeprowadzić walkę, ale cichutko, niedostrzegalnie. Lwowscy kapłani, jak na przykład, dość często Seweryn, skarżą się na przepracowanie i zmęczenie, czyli że spowiadających się należy przyjmować nieraz niemal od 8 godziny rano do 8 godziny wieczorem. Należy doradzić księżom, aby nie przepracowywali się, chronili swoje zdrowie, dlatego niech wyjaśnią wiernym, że za odpuszczeniem grzechów należy zwracać się do księdza nie częściej, jak jeden raz na rok. To samo odnośnie komunii. Mamy nadzieję, że dacie radę przekonać księży Lwowa chronić swoje zdrowie”. Była to odpowiedź sowieckiego urzędnika na list pełnomocnika Rady ds. Religi przy Radzie Ministrów USRS z 9 września 1959 roku w którym wyższemu kierownictwu skarżył się, że „W zachodnich obwodach jest niemało katolików-Polaków, szczególnie w lwowskim obwodzie. Za przykład niech służy ksiądz lwowskiego kościoła katedralnego, Seweryn, zaczyna codziennie swoją pracę o godz. 6 rano i pracuje do 8 wieczorem, przy czym odprawianie liturgii zajmuje mu ok. 2 godzin, a resztę czasu traci na spowiedź wiernych. Spowiadających się jest tak wielu, że ksiądz wprost mówi ja już z nóg padam od tych spowiedzi. To jest obraz nie tylko ze Lwowa. Dlatego trzeba maksymalnie ożywić antyreligijną pracę wśród wierzących katolików-Polaków, przy czym prowadzić ją trzeba w języku polskim”.
W 1960 roku zanotowano bardzo szczegółowe informacje na temat o. Seweryna i jego działalności w Szczercu: „Ksiądz Seweryn L. W. 1906 roku urodzenia. Do marca 1960 ponad rok był duszpasterzem kościoła katedralnego (rejestrowany osobiście Wilchowym N. A.) i jednocześnie proboszczem kościoła w Szczercu. Teraz ksiądz Seweryn jest proboszczem jedynie w Szczercu. Seweryn L.W. trzyma się blisko innych księży. Do wierzących odnosi się surowo i sucho. Stara się nie pokazywać swojej aktywności w działaniach na korzyść Kościoła. Doskonale zna politykę partii do religii. Należy przypuszczać, że nieustannie śledzi za międzynarodowymi wydarzeniami, a szczególnie Watykanu. W rozmowach zawsze nie omieszka opowiedzieć, jeśli jest coś nowego (należy wiedzieć, że nie wszystko mówi, co wie). Znajomość języków pozwala mu słuchać te wiadomości w radio. W działaniach ostrożny, łamania prawa sowieckiego się nie dopuszcza. Kazania wygłasza regularnie, które dotyczą jedynie wiary i Kościoła”.
W ostatnich latach życia, będąc chory na marskość wątroby przybył do Lwowa i zamieszkał wraz z ks. Ignacym Chwirutem na Sobieszczyźnie przy ul. Werchowyńska 15 u Edwarda Płaszewskiego. Opiekował się nim dr Henryk Mosing i zaprzyjaźnieni polscy lekarze i pielęgniarki. Mszę św. sprawował w domu. Zmarł we Lwowie 12 lutego 1970 roku i zgodnie z ostatnią wolą został pochowany na Cmentarzu Janowskim w grobowcu jezuitów. Uroczystościom pogrzebowym przewodniczył ks. Zygmunt Hałuniewicz.

Szczegółowe informacje na temat ostatnich dni, śmierci i pogrzebu o. Ludwika Seweryna podawał list nieznanej z nazwiska autorki do o. Józefa Mozdrzenia SJ. „W ostatnim liście wspomniałam o ciężkiej chorobie ojca Seweryna (marskość wątroby), dziś donoszę o Jego śmierci i pogrzebie, który się odbył dwa dni temu, tj. w poniedziałek 16 lutego 1970 r.
Ojciec Ludwik chorował od października. Z początku kilka dni leżał w szpitalu, a kiedy zamiast lepiej, robiło mu się gorzej, zabrali go znajomi do siebie we Lwowie, gdzie leżał do końca, mając najlepszą opiekę lekarską i domową.

We czwartek 12 lutego w południe o godz. 2 zakończył życie. Nasz obecny proboszcz, a zmarłego najlepszy przyjaciel ks. Mączyński, zabrał go 13 lutego do naszego kościoła, gdzie leżał do dnia pogrzebu w bocznej kaplicy w otwartej trumnie. Niezliczone tłumy nawiedzały zwłoki, kościół otwarty był od rana do późnego wieczora.

W niedzielę po wieczornej mszy św. ustawiono katafalk przy w[ielkim] ołtarzu, bo tłumy by go przewróciły i zamknięto balaski. W poniedziałek 16 zjechali księża (8), a naszych 4, to 12 było wszystkich. O godzinie 12 w południe zaczęły się modły, następnie uroczysta msza św. i kazanie. Od rana msze św. odprawiały się jedna po drugiej. O godz. 2:45 wyniesiono trumnę i pogrzeb ruszył autobusami na Janowski cmentarz do grobowca XX. Jezuitów.
Choć to był dzień powszedni nieprzeliczone tłumy zalegały plac przed kościołem i ulicę, autobusy i auta ciężarowe odwoziły ludzi na cmentarz, tramwaje przepełnione, taksówki – to wszystko zdążało w stronę cmentarza Janowskiego. Był specjalny autobus na trumnę, na wieńce i chorągwie.
Po przybyciu na cmentarz przy bramie cmentarnej ustawił się pochód żałobny. 26 wieńców, połowa z żywych kwiatów od parafian ze Szczerca i innych rejonów, do których dojeżdżał i odprawiał, chorągwie, księża już w szatach liturgicznych zdążali do grobu. Po śpiewach żałobnych przemówił jeden z przyjezdnych księży, następnie o. Rafał z katedry, odezwały się śpiewy grecko-katolickie, następnie znów przemówił w imieniu zmarłego o. Rafał, dziękując braciom kapłanom za ich przyjazd itd., pocieszając osieroconą parafię szczerzecką, że nie zostawi ich sierotami i będzie dalej do nich dojeżdżał. Na końcu wszyscy odśpiewali Anioł Pański. Późnym wieczorem ludzie opuszczali cmentarz”. Osobne sprawozdanie na temat ostatnich dni, śmierci i pogrzebu przekazał do Krakowa ks. Janosz Rabar, dawny grecko-katolicki kapłan pracujący jako kapłan rzymskokatolicki w Bóbrce. On też do zarządu zakonu w dniu pogrzebu wysłał telegram powiadamiający o śmierci o. Seweryna. Kazimierz Bartoszewski ze Lwowa w 1996 roku wspominał, że „ks. Rabar (Węgier, obrządku wschodniego), wróciwszy z więzienia, i nie mając prawa wrócić do rodzinnych stron do Beregsasu, z pomocą o. Seweryna przyjął obrządek rzymskokatolicki i za jego wstawiennictwem otrzymał parafię w miasteczku Bóbrka. Do końca darzyli się wielką przyjaźnią”.
o. Ludwik Seweryn SJ został rehabilitowany dopiero 8 lipca 1993 roku w oparciu o paragraf 1 Prawa Ukrainy z 17 kwietnia 1991 roku „O rehabilitacji ofiar politycznych represji na Ukrainie”.
Marian Skowyra
Tekst ukazał się w nr 17 (453), 17 – 26 września 2024
