O Gabrieli Zapolskiej na Wołyniu przypominają ruiny

O Gabrieli Zapolskiej na Wołyniu przypominają ruiny

„Czyż to na naszej ziemi przyszła na świat kobieta, którą do snu kołysała smutna wołyńska dumka, a matka-Polka do modlitwy rączęta składała?”. Słowa te znany pisarz Józef Ignacy Kraszewski zadedykował swego czasu młodej aktorce i pisarce Gabrieli Zapolskiej. Na wiosnę w muzeum krajoznawczym na Wołyniu skromnie obchodzono 155-lecie urodzin pisarki.

Z wołyńskiej wioski na najznakomitsze sceny Europy
Maria Stefania Gabriela Korwin-Piotrowska – znana pod pseudonimem jako Gabriela Zapolska, urodziła się 18 marca 1857 roku w rodzinie szlacheckiej w majątku rodziców pod Łuckiem. Dzieciństwo minęło jej w Kiwiercach (dziś Pryłuckie) i w Podhajcach.

Ojciec dziewczyny Wincenty Kazimierz Korwin-Piotrowski (1828-1896) był marszałkiem Łuckim. „Pierwszy człon nazwiska – Korwin – wskazuje na herb szlachecki, do którego należała rodzina, – opowiada znany historyk wołyński i badacz historii rodziny Korwin-Piotrowskich Olena Biriulina. – Herb przedstawiał czarnego kruka ze złotą obrączką w dziobie, stojącego na pieńku z czterema gałązkami”.

Od dzieciństwa Gabriela marzyła o aktorstwie i na przekór rodzinie oddała mu większą część swego życia. 

Rodzinny dworek Korwin-Piotrowskich kiedyś (Rys. Nadija Kornijczuk)

Jako aktorka grała wiele ról na scenach Warszawy, Krakowa, Paryża, Petersburga, Lwowa. Osiągnąwszy sławę na scenach stolic, nie gardziła występami w teatrach prowincjonalnych. Pisała też utwory dramatyczne. Najbardziej znane to: „Małaszka”, „Kaśka Kariatyda”, „Żabusia”, „Moralność Pani Dulskiej”, „Ich czworo”, „Panna Maliczewska” i inne, które do dziś z powodzeniem nie schodzą ze scen teatralnych.

I żal, i łzy, i miłość
Jej życie osobiste też często przypominało dramat: zakochana i samotna, mężna i niepokorna, a jednocześnie czarująca i atrakcyjna kobieta do ostatnich lat życia.

Pierwszą miłość – oficera gwardii Konstantego Śnieżko-Błockiego poznała w Warszawie. Niestety, okazał się on niezdatny do wysokich uczuć. Interesował go tylko posag. Ślub odbył się 28 września 1876 roku. Faktycznie ten związek istniał kilka miesięcy, choć do oficjalnego rozwodu doszło dopiero po 7. latach. Na całe dalsze życie Zapolskiej ten tragiczny związek nałożył jednak tragiczne piętno. W 1879 roku w sercu Gabrieli narodziła się nowa miłość do lwowskiego pisarza Mariana Hawalewicza. Był nie tyko jej nauczycielem na scenie teatralnej, ale i w pisarstwie. W tym okresie nie była rozwiedziona z mężem. Miłość nie wytrzymała próby czasu – wygasła.

W 1901 roku Gabriela Zapolska wychodzi za mąż za Stanisława Janowskiego. Utalentowany malarz i reżyser teatralny bezgranicznie kochał żonę. Nie zważał na różnicę wieku (Gabriela była o 11. lat starsza), ani na to, że opieka nad ciężko chorą już wówczas Zapolską zabierała wiele czasu. Ich małżeństwa nie można jednak nazwać szczęśliwym. Stanisław widział w Gabrieli tylko atrakcyjną kobietę, ale nie towarzyszkę w aktorstwie. Ona uważała, że osiągnęła w tej dziedzinie więcej od niego. Tak po dwudziestu latach uniesień i upadków, współzawodnictwa i wzajemnych cierpień małżeństwo się rozpadło. Nie przeszkadzało to jednak dobrym stosunkom.

Nauczycielka Olga Rudnyk (po prawej) z dyrektorem Pryłuckiej szkoły Oksaną Suszczuk pod tablicą pamiątkową (Fot. Agnieszka Ratna)

Niedługo przed śmiercią Gabriela pisze do byłego męża: „Gdy będziesz Pan w Kiwiercach, weź Pan koło progu mego domu garść ziemi, żeby położyć mi na oczy, gdy umrę… Tyle świata widziałam, ale moja dusza nigdzie nie żyła taką pełnią, jak na Wołyniu”.

Garść ziemi rodzinnej – na mogile po stu latach
Ten swego rodzaju testament, wykonano dopiero po stu latach. Dokonali tego uczniowie pryłuckiej szkoły z dyrektorem i nauczycielką języka ukraińskiego i literatury Olgą Rudnyk na czele. Nauczycielka twierdzi, że mając od wieków rodzinę w Polsce, wydobycie z zapomnienia imienia Zapolskiej uważała za swój obowiązek.

„Krajoznawcze poszukiwania rozpoczęliśmy w 1992 roku, – opowiada pani Olga. – W tym okresie nie mieliśmy wiele wiadomości o życiu i twórczości Gabrieli Zapolskiej. Jedynej książki z jej utworami, którą mieliśmy kiedyś w szkolnej bibliotece, nikt nie chciał czytać. Została zdana na makulaturę.

Przyszli nam z pomocą w wojewódzkiej naukowej bibliotece im. Oleny Pcziłki. Udostępniono nam wszystko co dotyczyło Zapolskiej. Uczniów najbardziej wzruszyła prośba pisarki o przywiezienie ziemi z rodzinnego majątku i położenie jej po śmierci „na oczy”.

Nigdzie w literaturze nie spotkaliśmy wzmianki, że mąż wykonał prośbę Zapolskiej. Postanowiliśmy to zrobić”.

Do Lwowa, gdzie pochowano pisarkę, uczniowie przyjechali akurat w dniu jej urodzin. Wstąpili do kościoła i poprosili księdza by poświęcił garść wołyńskiej ziemi w batystowej chusteczce.

Ksiądz wzruszył się opowieścią młodzieży i poświęcił ją. Gdy przyszli na Cmentarz Łyczakowski i odnaleźli mogiłę Zapolskiej zdziwili się – cała była pokryta kwiatami.

Jedyna pozostałość po majątku Korwin-Piotrowskich – ruiny rodowej kaplicy (Fot. Agnieszka Ratna)

Zamiast rodowego gniazda – ruiny
„Gdy byłem koło ruin domu wybitnej dramatopisarki, zdawało się, że Zapolska umarła po raz drugi, – powiedział pewnego razu wołyński artysta Wołodymyr Żupaniuk. – Może to świadczy o naszej duchowej śmierci. Miało by tu być muzeum. Obok – szkoła i kościół. Pisarka, znana na całym świecie, nie jest potrzebna w swojej ojczyźnie? Naprzód ukradziono nazwę – jej Kiwierce przemianowano na Pryłuckie. Potem rozkradziono majątek. Teraz rujnują resztki ścian budynku, który Gabriela tak lubiła i gdzie wracała zawsze z daleka”. Dawny majątek Korwin-Piotrowskich po 1939 roku był i radą wioski, i mieszkaniem, i klubem…

Jako Polka rozpoczęła i zakończyła swoją ziemską drogę na Ukrainie. Dziś w jej rodzinnej miejscowości o słynnej artystce przypominają tylko ruiny rodowego majątku. Mój okazyjny przewodnik – drużynowa z lokalnej szkoły Aleksandra Szczerbaczuk – opowiada, że jesienią, przed odlotem do ciepłych krajów, na tych ruinach siedzą bociany. Tak samo krążą nad nimi po powrocie do domu. Tak samo wraca na Ukrainę słowo Gabrieli Zapolskiej, aby stać się specyficznym eliksirem, który uratuje od zapomnienia. Czy ktoś z władz wyciągnie pomocną dłoń do odbudowy majątku Zapolskiej? Na razie jest to pytanie retoryczne.

Agnieszka Ratna
Tekst ukazał się w nr 7 (155) 13–26 kwietnia 2012

X