Niedziela, 13 grudnia 1981 roku 13.12.1981, Zbąszyń. Wprowadzenie stanu wojennego - przejazd kolumny wojsk z garnizonu w Sulechowie ulicą Świerczewskiego (obecnie Senatorska) w Zbąszyniu. Zdjęcie wykonane w godzinach przedpołudniowych z okna mieszkania prywatnego autora. Fot. Grzegorz Żołnierkiewicz, zbiory Ośrodka KARTA [stan wojenny, wojsko, ulica, czołgi, uzbrojenie]

Niedziela, 13 grudnia 1981 roku

W tym czasie program pierwszy polskiego radia, popularna „Jedynka”, docierał do Lwowa. Bez zakłóceń. Radia słuchaliśmy praktycznie na okrągło. Każdy, gdy tylko przychodził do domu, włączał radio. Dobrze, że wówczas już były tranzystory i człowiek nie był przywiązany do odbiornika stacjonarnego. Gdy wróciłem rano z kościoła, zastałem oboje rodziców przy stole, wsłuchujących się w głos płynący z odbiornika:

„Obywatelki i obywatele Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej!
Zwracam się dziś do Was jako żołnierz i jako szef rządu polskiego. Zwracam się do Was w sprawach wagi najwyższej. Ojczyzna nasza znalazła się nad przepaścią. Dorobek wielu pokoleń, wzniesiony z popiołów polski dom ulega ruinie…” – i tak co pół godziny.

Zrozumieliśmy, że sytuacja jest poważna. Mając w pamięci rok 1968 i wydarzenia w Czechosłowacji, kiedy to czołgi ze Lwowa jechały „na pomoc bratniemu narodowi czeskiemu”, i ostatnie komunikaty o stanie w Polsce nadawane w programach informacyjnych telewizji państwowej wiedzieliśmy, że nic dobrego to nie wróży. Przeżywaliśmy i martwiliśmy się o krewnych i znajomych w kraju – niektórzy z nich już stracili parę zębów podczas wydarzeń w Gdańsku. „Oby tylko nie wmieszali się tam ruscy” – takie niewesołe myśli wówczas przelatywały nam przez głowę.

Dziś z perspektywy lat, gdy nie ma już wielu z tych, którzy angażowali się w ruch niepodległościowy w tamtych latach, widzimy, że ich ofiara nie poszła na marne. Symboliczny skok Wałęsy przez płot stoczni gdańskiej zapoczątkował proces, gdy „runęły mury” – o czym śpiewał Jacek Kaczmarski. Runęły mury i rozwaliły ten przegniły „obóz socjalistyczny”, po którym niektórzy ronią łzy, a inni chcą jego przywrócenia, rozpętując wojnę.

13 grudnia 2021 roku przypada 40. rocznica wprowadzenia w Polsce stanu wojennego. Ogłoszony niezgodnie z konstytucją stan nadzwyczajny zaowocował internowaniem ponad 10 tysięcy działaczy opozycji antykomunistycznej, tysiące kolejnych było inwigilowanych i zastraszanych. Co najmniej kilkadziesiąt osób straciło życie.

To nie jest rocznica do świętowania. To gorzkie przypomnienie, do czego prowadzi chęć dominowania jednych nad drugimi poprzez rządy masowej monopartii, oparte na „jedynie słusznej” ideologii, cenzurze, nowomowie, donosicielstwie i represjach. 13 grudnia jest dniem smutnej refleksji o dławieniu demokracji, wolności słowa i praw człowieka. I dniem pamięci o tych, którzy na to się nie godzili.

Władze komunistyczne jeszcze 12 grudnia przed północą rozpoczęły zatrzymywanie działaczy opozycji i Solidarności. W ciągu kilku dni w 49 ośrodkach internowania umieszczono około 5 tys. osób. W ogromnej operacji milicji i wojska, użyto w sumie 70 tys. żołnierzy, 30 tys. milicjantów, 1750 czołgów, 1900 wozów bojowych i 9 tys. samochodów.

Przygotowania do wprowadzenia stanu wojennego trwały ponad rok i były prowadzone ze szczególną starannością. Kontrolował je m.in. naczelny dowódca wojsk Układu Warszawskiego marszałek Wiktor Kulikow oraz ludzie z jego sztabu. Na potrzeby stanu wojennego sporządzono projekty różnych aktów prawnych, wydrukowano w Związku Sowieckim 100 tys. egzemplarzy obwieszczenia o wprowadzeniu stanu wojennego, ustalono listy komisarzy wojskowych mających przejąć kontrolę nad administracją państwową i większymi zakładami pracy, a także wybrano instytucje i przedsiębiorstwa, które miały zostać zmilitaryzowane. Pod granicami Polski przygotowano już siły uderzeniowe wojsk pancernych, a na terenie Kraju przygotowano zamaskowane punkty dowodzenia dla wojsk interwencyjnych. W samym kraju żołnierze z kontyngentu stacjonujących wojsk sowieckich przejęli najważniejsze jednostki Wojska Polskiego, aby nie dopuścić do przyłączenia się wojska do protestów, ponieważ masowy ruch oporu wobec komunistycznych rządów w Polsce, którego reprezentantem stała się Solidarność, nabrał takiego impetu, że ówczesne władze zdały sobie sprawę, że ta wolnościowa fala już się nie cofnie, a można ją jedynie zatrzymać siłą.

Instytut Pamięci Narodowej od lat podejmuje działania mające na celu upamiętnienie ofiar i upowszechnianie wiedzy o stanie wojennym. Zostały przygotowane liczne audycje, wykłady, wystawy i akcje medialne.

Prezydent Rzeczypospolitej Andrzej Duda wspólnie z IPN zaanonsowali akcję społeczną „Zapal Światło Wolności” w 40. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. W oświadczeniu czytamy:

„Zachęcamy wszystkie placówki oświatowe w Polsce i za granicą, uczelnie oraz inne instytucje związane z edukacją i nauką do włączenia się w akcję „Zapal Światło Wolności”. Znakiem pamięci o ofiarach brutalnej polityki władz PRL będą świece, które rozbłysną w oknach szkół, uczelni, urzędów i instytucji publicznych, a także domów i mieszkań w poniedziałek, 13 grudnia o symbolicznej godzinie 19:30”.

Akcja społeczna „Ofiarom stanu wojennego. Zapal Światło Wolności” została zainicjowana kilka lat temu przez IPN. Nawiązuje ona do gestu, jakim na początku lat osiemdziesiątych Polacy i inni mieszkańcy wolnego świata wyrażali sprzeciw wobec brutalnej polityki władz PRL.

Na znak solidarności z represjonowanymi, internetowymi i ich rodzinami świecę w oknie Pałacu Apostolskiego w Watykanie zapalał też papież Jan Paweł II. Do podobnego gestu jedności z Polakami żyjącymi w rzeczywistości stanu wojennego wzywał także prezydent USA Ronald Reagan. Mówił wówczas: „Niech płomień milionów świec w amerykańskich domach będzie świadectwem, że światła wolności nie uda się zgasić”.

Opracowano na podstawie: prezydent.pl, gov.pl, uio.no, wrocław.pl

Opracował Krzysztof Szymański

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X