Kościół rzymskokatolicki na terenie dawnej diecezji przemyskiej w latach 1945–1991. Część 6 ks. Gerard Liryk jako proboszcz parafii w Samborze w czasie I Komunii św.

Kościół rzymskokatolicki na terenie dawnej diecezji przemyskiej w latach 1945–1991. Część 6

W kręgu kardynała Mariana Franciszka Jaworskiego

Wikariusze ks. Kazimierza Mączyńskiego

Ks. Kazimierz Mączyński jako dobry gospodarz dostrzegał, że ogrom pracy duszpasterskiej wymagał dodatkowej pomocy. Z tej też racji wystarał się u swego ordynariusza bpa Julijanusa Vaivodsa i pełnomocnika do spraw kultów o zarejestrowanie drugiego księdza w Samborze. Pierwszym wikariuszem, a raczej wiceadministratorem, jak napisano w nominacji ryskiej – był Łotysz ks. Augustyn Mednis, który przybył do Sambora w 1969 roku. Wraz z ks. Kazimierzem Mączyńskim obsługiwali trzy duże parafie w obwodzie lwowskim.

„Pierwszym człowiekiem, z którym przybysz spotkał się po przybyciu na miejsce – pisał ks. Józef Wołczański – był organista Markijan Trofimiak, który następnego dnia zawiózł gościa do Lwowa”. Dalej wspomniany biograf zapisał: „Ks. Mednis wywołał wśród wiernych poruszenie zarówno swoim młodym wiekiem, jak również cudzoziemskim pochodzeniem, słabą znajomością języka polskiego oraz towarzyszącą mu sławą estety i znawcy sztuki. Nade wszystko jednak w parafii dominowała radość z obecności nowego, młodego duszpasterza, rokującego nadzieję na ożywienie duszpasterstwa. Początkowo kapłan poruzumiewał się z otoczeniem w języku rosyjskim, stopniowo opanowując język polski. W liturgii posługiwano się językiem łacińskim, z którym duszpasterz nie miał trudności”.

Po dwóch latach duszpasterzowania w Samborze Mościskach i we Lwowie, 14 grudnia 1972 z kurii w Rydze wysłano ks. Mednisowi nominację na administratora parafii w Szczercu pod Lwowem.

Kolejnym wikariuszem w Samborze był ks. Ludwik Kamilewski (1946–2019), który przybył do Sambora w 1974 roku, jednak po kilku miesiącach przeszedł na stanowisko wikariusza parafii katedralnej we Lwowie. W tej sytuacji ks. Kazimierz wykazał się dużym zrozumieniem, gdyż widział potrzeby duszpasterskie we lwowskiej katedrze, kierowanej przez starszego wiekiem franciszkanina o. Rafała Władysława Kiernickiego OFM Conv.

Nowe powołania kapłańskie z obszaru działalności ks. Mączyńskiego

Posługa w archidiecezji lwowskiej to również okres budzenia nowych powołań kapłańskich, mimo zakazów i trudności z przyjęciem do seminarium, które pokonywał swą zdecydowaną postawą samborski duszpasterz z Łotwy.

Jeszcze przed wstąpieniem do seminarium pierwsze szlify pobierał tu jako organista i jako kandydat do seminarium Marcjan Trofimiak, znany na tych terenach później jako ks. Marek. Z biegiem lat zaczęli zgłaszać się kolejni kandydaci.

Pierwszym z nich, a zarazem wzorem prawdziwego wytrwania w powołaniu był ks. Gerard Liryk (1950–2019), który złożył odpowiednie dokumenty do seminarium ok. 1973 roku. Przez następne dziesięć lat otrzymywał odmowną odpowiedź. Jak sam wyznawał, wielokrotnie rodziła się w nim wątpliwość czy nie zrezygnować, jednak wytrwał do końca i wreszcie po ukończeniu studiów w seminarium ryskim 5 czerwca 1988 roku otrzymał święcenia kapłańskie.

Znacznie łatwiejszą była droga młodszego kandydata z Mościsk ks. Józefa Legowicza (ur. 1952), który święcenia kapłańskie otrzymał w Rydze 31 maja 1981 roku. Po święceniach i po odprawieniu uroczystej Mszy św. prymicyjnej w rodzinnych Mościskach został skierowany jako wikariusz do pomocy ks. Kazimierzowi Mączyńskiemu, osiadając na stałe w rodzinnych Mościskach. W 1983 roku został ostatecznie mianowany proboszczem w Mościskach, a ks. Kazimierzowi Mączyńskiemu pozostawiono Sambor i kościół św. Antoniego we Lwowie.

Uroczystości prymicyjne ks. Józefa Legowicza w Mościskach

Nie zabrakło powołań również z parafii w Samborze. Pierwszym był ks. Kazimierz Halimurka (ur. 1959), który święcenia kapłańskie otrzymał 31 maja 1987 roku. Autor opracowania doskonale pamięta ogromne tłumy wiernych w tym dniu w świątyni parafialnej. Zdjęcia wykonane podczas tej uroczystości rozchodziły się wśród parafian w wielu kopiach.

Ostatnimi powołanymi do kapłaństwa z czasów ks. Kazimierza Mączyńskiego byli ks. Anatol Zajączkowski (ur. 1963) oraz ks. Franciszek Pukajło (1965–2020). Pierwszy z nich wstąpił do ryskiego seminarium duchownego w 1986 roku, drugi w 1988 roku.

Obok nowych duszpasterzy ks. Kazimierz Mączyński wychował szereg osób świeckich, czynnie angażujących się w pomoc duszpasterską. W wielu miejscowościach działały specjalnie przygotowane katechetki, które z przepisanych ręcznie katechizmów uczyły dzieci do pierwszej Komunii świętej. Mówiono, że praktycznie każda wieś miała swoją katechetkę. W Samborze katechetki były w każdej dzielnicy miasta, co ułatwiało księdzu docieranie do każdego z parafian.

Świeccy również prowadzili w Wielkim Poście nabożeństwo Drogi Krzyżowej oraz Gorzkich Żali. Wreszcie na terenie Samborszczyzny zachował się zwyczaj gromadzenia się na modlitwę i czuwanie w domach przy zmarłym. Z tej też racji na wsiach oraz w każdej dzielnicy Sambora były specjalnie przygotowane osoby do śpiewania tzw. Różańca za zmarłego.

Ta funeralna tradycja na Samborszyźnie przybrała formę swoistego folkloru. Pozwalała ona, obok modlitwy, na zgromadzenie się w domu zmarłego rodziny i wielu znajomych, którzy przy czuwaniach poprzedzających pogrzeb mieli okazję do wspomnień o zmarłym oraz o tych, którzy już odeszli do wieczności. Niektóre opowieści przybierały formę legend powtarzanych z pokolenia na pokolenie. W miejscowościach wiejskich, zgodnie z dawnym zwyczajem, czuwania przy zmarłym trwały przeważnie przez dwie noce. Z biegiem lat, szczególnie w połowie lat 90. XX wieku, tradycje te uległy uproszczeniu, jednak do dnia dzisiejszego zachował się zwyczaj śpiewania różańca. Tekst owego „Różańca”, znanego jedynie na Samborszczyźnie, w ostatnich latach został wydany drukiem, co pozwoli na przetrwanie tej tradycji w następnych latach.

Dla dobrego wyrobienia chrześcijańskiego ks. Kazimierz Mączyński wykorzystywał każdą nadarzającą się chwilę. Nawet taka czynność jak przygotowanie szopki czy też ciemnicy i Bożego Grobu była okazją do rozmowy z ludźmi, podczas której dowiadywał się o ich życiu i trudnościach, a przy tym dzielił się wiedzą katechizmową. Dla dzieci zawsze miał przygotowane tak trudno wówczas dostępne obrazki.

Wierni przychodząc do kapłana witali się zwykle pozdrowieniem „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”, a kapłan wyraźnie i powoli odpowiadał: „Na wieki wieków. Amen”. Następnie całowano kapłana w rękę, co wyrażało ogromny szacunek wobec namaszczenia, jakie kapłan otrzymał w dniu święceń kapłańskich. Wymagało to głębokiego zrozumienia wagi sakramentu kapłaństwa zarówno od wiernych, jak i samego duchownego . Nigdy nie pozwalano sobie na odstępstwa od tej reguły.

Najtrudniejszymi dla księdza były święta Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Po ich zakończeniu czasami był tak bardzo zmęczony, że dosłownie padał z nóg. Z tego powodu nigdy nie dał się zaprosić na gościnę do parafian.

Decyzja o wyjeździe w rodzinne strony ks. Kazimierza Mączyńskiego i ks. Jana Szeteli i ostatnie lata ich życia

W miarę upływu lat siły zaczęły opuszczać duszpasterzy ks. Jana Szetelę z Nowego Miasta i ks. Kazimierza Mączyńskiego z Sambora. Zdrowie pierwszego całkowicie zrujnowały życie w łagrach i uciążliwa praca. Obustronne zapalenie płuc, zawały serca, operacje spowodowały brak sił do dalszego duszpasterzowania. Zatem po przeszło 50. latach pracy w Nowym Mieście, po wielokrotnej namowie rodziny powrócił w 1990 roku do Polski. Zamieszkał u brata Zygmunta w Grodzisku. W 1993 roku otrzymał nominację honorowego kapelana Ojca Świętego. Zmarł po operacji w nocy z 3 na 4 czerwca 1994 roku. Nabożeństwo pogrzebowe odbyło się 6 czerwca, po czym ciało spoczęło na miejscowym cmentarzu.

Ks. Gerard Liryk

Choroby również dokuczały w Samborze ks. Kazimierzowi Mączyńskiemu. W ostatnich latach posługi zdarzały się przypadki, kiedy na skutek choroby nie był w stanie odprawić niedzielnej mszy św. Wówczas korzystał z zastępstwa ks. Piotra Sawczaka z Dobromila. Z tej też racji postanowił opuścić Sambor, przekazując parafię znacznie młodszemu ks. Gerardowi Lirykowi. Przez pewien czas obsługiwał jeszcze parafię św. Antoniego we Lwowie, a 25 sierpnia 1991 roku ostatecznie opuścił Ukrainę, udając się na Łotwę, do Rygi.

Podobnie jak niegdyś Mościska, tak też w połowie 1990 roku opuścił Sambor skromnie, bez pożegnania. Jedynie, na podstawie uchwały Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, 10 września 1990 roku został udekorowany Złotym Medalem Opiekuna Miejsc Pamięci Narodowej.

W kurii metropolitalnej we Lwowie zachowały się listy ks. Kazimierza Mączyńskiego do abpa Mariana Jaworskiego, pisane w 1991 roku, w których wyrażał ubolewanie, że nie miał możliwości zabrać własnych rzeczy, w tym bogatej biblioteki, która w następnych latach uległa rozproszeniu. W liście z 10 października 1991 roku do arcybiskupa Mariana Jaworskiego skarżył się: „Nie mogłem wejść do kościoła, aby pożegnać się z gospodarzem świątyni, któremu 24 lata służyłem, jak umiałem”.

Mimo pewnego niesmaku związanego z wyjazdem, ks. Mączyński do końca życia utrzymywał kontakt z wieloma kapłanami archidiecezji lwowskiej oraz dawnymi wiernymi. Jeszcze jako proboszcz w Samborze doczekał się otwarcia wielu świątyń. Przywrócono do kultu kościoły w Rudkach, i Drohobyczu, gdzie dojeżdżał przez pół roku. Ks. Augustyn Mednis tak wypowiedział się o pracy ks. Mączyńskiego: „Pierwszy raz spotkałem ks. Mączyńskiego w 1951 roku, ostatni zaś raz, gdy wyjeżdżał z Sambora. Przez kilka lat pracowaliśmy wspólnie w Samborze i w Mościskach. Cały czas ks. Mączyński mieszkał w Samborze przy ul. Kopernika 20. Był to człowiek bardzo zdolny, wystarczyło posłuchać jego kazań, aby się o tym przekonać. W kościele było, jak na tamte czasy, dużo ludzi młodych, umiał trafić do nich, oczywiście stanowego duszpasterstwa nie wolno było wtedy prowadzić. Dbał o kościoły, praktycznie wyremontował wszystkie, w których pracował”.

W odzyskanie kościoła parafialnego w Drohobyczu ks. Kazimierz Mączyński był zaangażowany od 1988 roku, po formalnym erygowaniu tam komitetu kościelnego, zabiegającego o zwrot kościoła. Przybywającym do Sambora członkom tej grupy dawał stosowne polecenia i wskazówki „jak zachowywać się w urzędach i jakich używać argumentów w rozmowach, zwłaszcza wobec wyszkolonych partyjnych urzędników oraz w jaki sposób ich przekonywać”. Wreszcie po wielu trudnościach kościół ponownie poświęcono 23 grudnia 1989 roku.

O samej uroczystości poświęcenia tak pisał Adolf Bulkiewicz: „Ks. Mączyński przywitał obecne duchowieństwo i wszystkich wiernych przybyłych na akt poświęcenia i po odpowiedniej modlitwie rozpoczął procesję od ołtarza głównego do drzwi i wokół kościoła, w czasie której ks. biskup (Stefan Moskwa) kropił wodą święconą ten sprofanowany i odzyskany kościół. Następnie biskup celebrował Mszę św., a kazanie wygłosił ks. Mączyński”.

Najdłużej pracował w kościele św. Antoniego we Lwowie, gdzie uroczyste pożegnanie długoletniego duszpasterza nastąpiło 25 sierpnia 1991 roku. Tak o tym pisała odrodzona „Gazeta Lwowska”: „W niedzielę 25 sierpnia 1991 roku w rzymskokatolickim kościele pw. św. Antoniego we Lwowie odbyło się uroczyste pożegnanie wieloletniego proboszcza tego kościoła. Nie tylko zresztą tego. Ks. Kazimierz Mączyński sprawował duszpasterską posługę również w kilku kościołach rzymskokatolickich obwodu lwowskiego. (…). W ostatnich latach stan zdrowia ks. Mączyńskiego pogorszył się, postanowił więc powrócić w rodzinne strony.

W ostatnią niedzielę sierpnia, po Mszy św. parafianie serdecznie żegnali swego duszpasterza. Był on bowiem kapłanem, który potrafił nawiązać żywy kontakt z każdym parafianinem w jego ojczystym języku – po polsku, ukraińsku czy rosyjsku. Toteż żegnano swego proboszcza z żalem, życząc mu długich lat życia i pokoju Bożego, a na nowym miejscu (parafia pw. Chrystusa Króla w Rydze), owocnej pracy w duchu chrześcijańskiej miłości bliźniego”.

Ks. Kazimierz Mączyński zmarł w Rydze 1 sierpnia 1996 roku, a 6 sierpnia został pochowany na cmentarzu przy kościele Chrystusa Króla, którego proboszczem był w ostatnich latach życia. W poczuciu długu wdzięczności za posługę tego duszpasterza, w następnych latach we wszystkich kościołach, w których pracował, odsłonięto i poświęcono tablice pamiątkowe, które świadczą, że to właśnie dzięki heroicznej pracy i wierze ks. Kazimierza Mączyńskiego uratowano trzy świątynie w Samborze, Mościskach i św. Antoniego we Lwowie, które w latach 60. XX wieku władze planowały zamknąć.

Złożenie do grobu ciała ks. Kazimierza Mączyńskiego

Zmiany personalne po 1987 roku

Jeszcze w 1987 roku do pomocy ks. Janowi Szeteli przybył jako wikariusz w Dobromilu i Nowym Mieście ks. Piotr Sawczak (ur. 1959), który funkcję tę pełnił do 1991 roku. Nieco wcześniej, 3 lipca 1985 r. na stanowisko administratora do Dobromila był skierowany ks. Roman Ludwik Marko. Biorąc jednak pod uwagę chorobę i wiek ks. Jana Cieńskiego ze Złoczowa pierwotna nominacja została przez kardynała Vaivodsa cofnięta na korzyść Złoczowa, gdzie była zdecydowanie większa parafia niż w Dobromilu.

ks. Piotr Sawczak w dniu święceń kapłańskich

Natomiast w 1990 roku po wyjeździe z Sambora ks. Kazimierza Mączyńskiego do Lwowa, w imieniu Rady Kapłanów archidiecezji lwowskiej o. Rafał Kiernicki mianował ks. Gerarda Liryka duszpasterzem kościołów w Samborze, Czukwi, Biskowicach, Strzałkowicach, Łanowicach, Wojutyczach, Rudkach, Drohobyczu, Truskawcu, Wołoszczy – ze stałą siedzibą w Samborze. Były to wszystkie czynne kościoły w powiecie samborskim. Ostatecznie jednak ks. Gerard osiadł w Rudkach, gdzie rozpoczął starania o odzyskanie dawnej plebanii parafialnej.

W drugiej połowie 1990 roku duszpasterstwo w Samborze i okolicznych wioskach prowadził przez kilka miesięcy ks. Leon Maciąg (ur. 1936). Mimo próśb ze strony wiernych Sambora o pozostanie postanowił powrócić do parafii w Hulczu. W Samborze zapamiętano go jako kapłana bezpośredniego i otwartego wobec parafian. Podejmował się również fizycznych prac zwłaszcza przy remontach nowych kościołów. Tak, dla przykładu, na równi z mężczyznami przez wiele tygodni pracował przy restauracji świątyni w Radłowicach koło Sambora.

W 1990 roku do Mościsk przybył neoprezbiter ks. Celestyn Derunow (ur. 1958), który wraz z proboszczem obsługiwali 19 kościołów w powiecie mościskim. Ks. Piotr Sawczak obsługiwał 9 kościołów w powiecie starosamborskim.

W latach 1989–1990 na terenie dawnej diecezji przemyskiej doszło do prawdziwej wiosny wiary, gdyż wierni z entuzjazmem dokonali otwarcia większości zamkniętych po wojnie kościołów. Niektóre kościoły przed poświęceniem zostały gruntownie wyremontowane (Biskowice, Strzałkowice). W Łanowicach pod kierownictwem ks. Gerarda Liryka podjęto budowę nowej świątyni.

Tylko w 1989 roku otwarto i poświęcono 23 kościoły i jedną tymczasową kaplicę w Łanowicach. Były to kościoły w Trzcieńcu, Rudkach, Strzałkowicach, Drohobyczu, Balicach, Wojutyczach, Husakowie, Złotkowicach, Jordanówce, Lipnikach, Medenicach, Myślatyczach, Miżyńcu, MościskachZakościelu, Pohorcach (górna część kościoła), Radenicach, Radochońcach, Sądowej Wiszni, Sąsiadowicach, Tamanowicach, Czyżewiczach, Czyszkach i Jaworowie. W 1990 roku przybyło jeszcze 7 świątyń: w Biskowicach, Czukwi, Bołozowie, Krysowicach, Stojańcach, Truskawcu.

Pod koniec lat 80. XX wieku pojawiła się również możliwość odrodzenia życia zakonnego. W 1990 roku do Mościsk przybyły Małe Siostry Niepokalanego Serca Maryi.

s. Genowefa Piekarz

Siostra Genowefa Piekarz i jej działalność na Samborszczyźnie

Do Sambora 7 października 1990 roku przybyła pierwsza franciszkanka Rodziny Maryi s. Genowefa Darosława Piekarz (ur. 1939). Pierwotnie przez przełożonych została skierowana do Drohobycza, lecz już po kilku tygodniach znudzona bezczynnością, we Lwowie szukała zatrudnienia. Wówczas dowiedziała się, że duszpasterz w Samborze poszukuje katechetki.

Po przyjeździe do Sambora s. Genowefa zajęła się katechizacją miejscowych dzieci, troszczyła się o należyty wygląd kościoła oraz zajmowała się szyciem przyborów kościelnych. Obok Sambora dojeżdżała z katechizacją również do Biskowic, Czukwi, Łanowic, Sąsiadowic, Strzałkowic i Wojutycz.

Przez pierwszy okres mieszkała w wynajętych mieszkaniach u parafian, aż do czasu, kiedy Marian Zabawski przekazał na rzecz zgromadzenia swoją posiadłość, na której terenie został niebawem wzniesiony nowy dom zakonny, który 28 października 1995 roku poświęcił abp Marian Jaworski. O samej s. Genowefie w kronice „Sióstr Rodziny Maryi w Samborze” pisanej przez matkę generalną Gabrielę Janczewską tak pisano: „Jada mało, modli się gorliwie i pilnie pracuje. A zdrowie? Jak to długo będzie?”

Zakończenie

Teren dawnej wschodniej diecezji przemyskiej w okresie komunistycznym przeżył trudny okres. Dokonały się tu drastyczne zmiany w postaci zniszczeń zadanych bezbożnym ateizmem, ale gdy tylko pojawiła się możliwość, wierni sami przywrócili do istnienia dawne obiekty sakralne. Jest to bez wątpienia ziemia męczenników, wyznawców wiary, którzy w trudnym okresie zachowali swoją przynależność narodową i świadomość religijną, a mogło to się stać dzięki ofiarnej postawie wielu wspaniałych kapłanów i sióstr zakonnych.

Marian Skowyra

Tekst ukazał się w nr 22 (386), 30 listopada – 14 grudnia 2021

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X