Naszym zadaniem jest, byśmy nigdy nie odwrócili się od Ukrainy Konsul generalny RP we Lwowie Eliza Dzwonkiewicz, fot. Wojciech Jankowski.

Naszym zadaniem jest, byśmy nigdy nie odwrócili się od Ukrainy

Odczuwam, jak ci wszyscy ludzie dotknięci nieszczęściem są mi bliscy! I wydaje mi się, że wszyscy to odczuwamy tak samo – wszyscy jesteśmy razem. Chciałabym, by to poczucie jedności było nie tylko na długo, ale na zawsze, również gdy skończy się ta agresja.

Z konsulem generalnym RP we Lwowie Elizą Dzwonkieicz rozmawia Wojciech Jankowski.

Jaka jest obecnie rola Polaków i przedstawicieli Polski w sytuacji agresji rosyjskiej na Ukrainę?

Myślę, że bardzo ważne jest to, że jesteśmy razem, to znaczy, że pokazujemy solidarność z państwem i narodem ukraińskim. Rosja zaatakowała Ukrainę i zabija również cywilów, jest to zatem również walka o pewne wartości. Wolność, którą umiłował nasz naród, jest tą samą wartością, którą kochają Ukraińcy. W dzisiejszym świecie nie trzeba toczyć wojen, świat można ułożyć tak, by żyć w pokoju, ale niestety jest przywódca pewnego państwa, który tego nie rozumie – on niszczy to, co inni budowali w trudzie przez lata, niszczy przyszłość ludzi wolnych. Jesteśmy absolutnie solidarni z Ukraińcami, tak jakby to była wojna toczona z nami. Jest to myślenie z pogranicza idei i rozsądku. Niewiele trzeba, aby ta wojna przeniosła się również do naszej Ojczyzny.

Czy odbiera Pani od Ukraińców wyrazy szacunku, uznania za pomoc ze strony Polski i Polaków?

Wdzięczność i szacunek wobec nas są dziś powszechne wśród Ukraińców, ale nie powinniśmy się teraz koncentrować na pochwałach, bo to może powodować, że „zbyt urośniemy”, że będziemy za bardzo z siebie zadowoleni i dumni. Ważne jest to jak zachowamy się potem, jak długo wytrwamy w tej pięknej postawie. W każdym złu można odnaleźć coś dobrego. My zbyt dużo czasu poświęcaliśmy i zbytnio się koncentrowaliśmy na rzeczach, które nas dzieliły. Dziś chodząc ulicami Lwowa, czy jadąc na granicę polsko-ukraińską, widzę nieszczęśliwych ludzi, cześć z nich musiała opuścić swoje domy. Odczuwam wówczas, jak ci wszyscy ludzie dotknięci nieszczęściem są mi bliscy! I wydaje mi się, że wszyscy to odczuwamy tak samo – wszyscy jesteśmy teraz razem. Chciałabym wierzyć, że to poczucie jedności pozostanie na zawsze, również gdy skończy się ta agresja, nawet wtedy gdy uznamy, że „zbyt długo gość pozostaje u nas w domu”.

Konsulat Generalny ze Lwowa rozesłał drogą mailową tłumaczenie na język ukraiński „Raportu z oblężonego miasta” Zbigniewa Herberta [opublikowaliśmy w tym numerze na stronie 17 – red]. Podają tam słowa „ci, których dotknęło nieszczęście, są zawsze samotni”. Ukraińcy mogą mieć to poczucie, że Polacy są z nimi.

Zdecydowanie nie są samotni, w sensie solidarności społeczeństw. Ale myślę, że poeta wiedział więcej i pisał ten wiersz z pewnej perspektywy. Z jednej strony te słowa są dla nas przestrogą, żeby za chwilę nasza postawa nie zmieniła się o 180 stopni, z drugiej – chodzi o sojusze. W nich nie ma odruchu serca, to czysta kalkulacja, która często prowadzi do osamotnienia w walce.

Konsulat RP we Lwowie pomimo działań wojennych cały czas pracuje. Jak wygląda działalność konsulatu w takich warunkach?

Pracujemy nieprzerwanie. Oczywiście musieliśmy się przeorganizować, np. wstrzymać wydawanie wiz, choć niektóre kategorie będziemy znów wydawać. Nie pracuje też Wydział Karty Polaka, ale mamy nowe zadania wynikające ze stanu wojny na Ukrainie. Służymy naszym obywatelom – to jest nasz główny obowiązek, poza standardową pomocą konsularną staramy się im stworzyć możliwość bezpiecznego powrotu do Polski – do tej pory zorganizowaliśmy 6 tur ewakuacji autokarowych. Wspomagamy również posiadaczy Karty Polaka oraz wspieramy rodziny i przedstawicieli innych misji dyplomatycznych. Reagujemy też na prośby o pomoc dotyczącą większych grup.

Łączymy środowiska polskie i ukraińskie, które współpracują ze sobą. Podpowiadamy rozwiązania formalne, tłumaczymy zasady. Uczestniczymy w procesie dostaw tego, co jest potrzebne na Ukrainie. Przekazujemy administracji państwowej w Polsce ważne informacje dotyczące sytuacji na Ukrainie, jednocześnie uwiarygodniamy podmioty ukraińskie, które się zwracają o pomoc. To wszystko teraz, jak wiemy, jest spontanicznie organizowane, ale trzeba być ostrożnym i wspomagać tak, by pomoc trafiała tam, gdzie jest najbardziej potrzebna.

Konsulat Generalny organizuje też pomoc obywatelom Ukrainy.

Tej pomocy jest bardzo dużo, zorganizowaliśmy już osiem konwojów. W tym również konwoje dzieci, które są chore na raka. Współpracujemy ze szpitalem przy ul. Dnisterskiej 1, ten szpital przyjmuje dzieci chore onkologicznie z całej Ukrainy. Następnie w Polsce te dzieci są rozwożone do różnych palcówek służby zdrowia. Wraz z Caritas-Spes Archidiecezji Lwowskiej organizowaliśmy również wyjazd dzieci z domu dziecka w Pnikucie do Hiszpanii. Bardzo dobrze układa nam się współpraca z Lwowską Obwodową Administracją Państwową. Pomagamy sobie nawzajem, dzwonimy do siebie, konsultujemy ze sobą sprawy częściej niż dotychczas, jako że częściej zdarzają się przypadki nietypowe, i staramy się wdrażać najlepsze rozwiązania w życie.

Zapewne konsulat jest bombardowany telefonami?

Telefony się urywają. Mamy infolinię – udzielamy informacji. Powinna to być informacja skierowana do obywateli Rzeczypospolitej, osób, które są w jakiś sposób z Polską związane i pozostały na Ukrainie, ale zdarza się, że dzwonią do nas z pytaniami osoby z Polski.

Godne podkreślenia jest to, że my udzielamy informacji o tym, co się dzieje tutaj, jak się z Ukrainy wydostać i jaką pomoc można uzyskać. Numer telefonu jest dostępny na stronie internetowej.

Pani Konsul, nie bała się Pani zostać we Lwowie?

Nie bałam się, choć myślę, że strach może przyjść, kiedy ostrzały będą blisko nas. Zresztą można było już tego w zarysie doświadczyć, gdy był atak na poligon w Jaworowie. To była noc. Słyszałam wybuch i wiedziałam, że coś się dzieje złego, nie wiedziałam tylko gdzie. Na razie nie czuję strachu, choć czuję niepokój związany z przyszłością Ukrainy i Polski, ale nigdzie się nie wybieram.

Rozmawiał Wojciech Jankowski

Tekst ukazał się w nr 5 (393), 15 – 30 marca 2022

Pochodzi z bardzo mieszanej rodziny o wielu narodowościach, lecz polska krew okazała się być dominująca, stąd w gronie rodziny zachowuje tradycje i posługuje się wyłącznie językiem polskim. Urodzona we Lwowie. Po ukończeniu studiów w Ukraińskiej Akademii Drukarstwa pracowała w dziale bibliotecznym w Państwowym Archiwum Obwodu Lwowskiego, od 1995 roku przez 16 lat – jako redaktor i realizator w regionalnej telewizji państwowej. Od 2001 roku zaczęła oprowadzać grupy turystyczne, jako przewodnik opiekowała się wycieczkami do najdalszych zakątków dosłownie całej Ukrainy. Od 2013 roku jest związana z Kurierem Galicyjskim. Jeszcze w latach studenckich zainteresowała się sztuką przekładu. Na swoim koncie ma przełożone z kilku języków na język polski różnego rodzaju teksty, w tym literackie. Zainteresowania: historia, stosunki społeczne, geopolityka, geografia. Za najlepszy odpoczynek uważa kardynalną zmianę działalności – uwielbia piesze wycieczki na długie dystanse oraz... dziewiarstwo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X