Przez lata nie chciano widzieć prawdy… Małgorzata Gosiewska, fot. Wojciech Jankowski / Nowy Kurier Galicyjski

Przez lata nie chciano widzieć prawdy…

Wywiad Wojciecha Jankowskiego z wicemarszałkiem Sejmu RP Małgorzatą Gosiewską.

Pani Marszałek, przed laty w Tbilisi padły znamienne słowa śp. prezydenta Kaczyńskiego. Czy nikt nie wyciągnął wniosków z tego, co się wówczas wydarzyło?

Naturalnie, że nikt. Pamiętne słowa śp. Lecha Kaczyńskiego, które padły w Tbilisi, nie były proroctwem. Były to słowa oparte na dobrej analizie sytuacji, na dobrej obserwacji, na znajomości pewnych procesów geopolitycznych. Wtedy Lech Kaczyński ostrzegał, ale nikt nie chciał słuchać. Wówczas udało się w gruncie rzeczy obronić Gruzję, chociaż Gruzja po tej wojnie straciła jedną czwartą swoich terytoriów. A za rok – w 2009 roku – Władimir Putin witany był w Polsce. Przypomnę pamiętny spacer na molo z Donaldem Tuskiem. Dzisiaj Jarosław Kaczyński jedzie do Kijowa, aby głośno powiedzieć o konieczności wsparcia dla Ukrainy i o tym, co się dzieje. Donald Tusk pojechał wspierać opozycję węgierską do Budapesztu. Pytanie – po co angażuje się w wewnętrzną sytuację na Węgrzech, zupełnie nie patrząc na to, co dzieje się ze strony Federacji Rosyjskiej, co się dzieje na Ukrainie i że tu właśnie giną ludzie?

Otóż to jest właśnie ta rzeczywistość, czyli trzeźwo patrzący na rzeczywistość politycy – z jednej strony, i ludzie, którzy jedynie potrafią mieszać, podstawiać nogę, obrażać – z drugiej. Przypomnę: był rok 2010 i wcale nie chcę tu mówić o katastrofie smoleńskiej, co do której coraz mniej osób ma wątpliwości i nawet prezydent Zełenski w Parlamencie Europejskim powiedział ważne słowa. Chciałabym przypomnieć list, jaki napisał Jarosław Kaczyński, chyba we wrześniu, do świata zachodniego, do ambasadorów, uprzedzając przed rosnącymi ambicjami Rosji ze strony Władimira Putina, imperialnymi ambicjami i do czego to może doprowadzić. Podkreślił, jak bardzo potrzeba zdecydowanych działań ze strony świata cywilizowanego, Europy Zachodniej i USA.

To, co się wtedy wydarzyło, ze strony tego świata cywilizowanego nie wywołało kompletnie żadnej reakcji, a w Polsce, pamiętam, wypowiedź ówczesnego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, który pytał jakie leki przed napisaniem listu przyjął Jarosław Kaczyński.

Tak przez lata wyglądała rzeczywistość – nie chciano widzieć prawdy, zamykano oczy. A w imię czego? W imię interesów z Rosją Władimira Putina.

Teraz można mieć pewność, że Europa i USA widzą rzeczywistość. Pytanie – czy nie jest za późno o te kilka lat?

Na wiele rzeczy już jest za późno. Ta krew, która przelewa się na Ukrainie, ewidentnie powinna obciążyć sumienia tych polityków, którzy wtedy pewnych procesów nie chcieli widzieć. Tak, maski opadły, trudno nie przyznać, że Putin jest mordercą, trudno nie przyznać, że jest terrorystą. Tylko, co się działo, gdy my o tym mówiliśmy, gdy można było temu przeciwdziałać. Jaka była reakcja – najpierw powstał NordStream1, potem NordStream2 i żadne argumenty do elit europejskich nie docierały. Przez moment uzyskaliśmy zrozumienie w Stanach Zjednoczonych, które po wyborach, niestety, przestało być w dużej mierze istotne.

Świat teraz widzi, trudno politykom zamknąć oczy na rzeczywistość, trudno też podjąć zdecydowane działania, aby tej rzeczywistości się przeciwstawić.

Głos Polski i Państw Bałtyckich jest słyszalny. Co powinniśmy zrobić w tej chwili?

Wciąż zapowiadane są kolejne sankcje, i ciągle prowadzone są interesy z Rosją. Ciągle płynie gaz i mamy Europę Zachodnią kompletnie zależną od Federacji Rosyjskiej. To nie tylko gaz i inne surowce, ale to są pieniądze, które wracają w drugą stronę i służą temu, by zabijać naród ukraiński. Trzeba o tym głośno mówić, trzeba o tym pamiętać i trzeba domagać się zdecydowanych działań. W części to się udaje, ale wiele pozostaje do zrobienia.

Poza tym, nie ukrywajmy, Ukraina musi mieć czym się bronić. Należy wyposażyć Ukrainę, by mogła przeciwstawić się złu, by mogła bronić nas wszystkich przed tym, co nam wszystkim grozi ze strony Władimira Putina.

Pani Marszałek, była Pani jedną z nielicznych osób, a może najważniejszych, która starała się upublicznić w raporcie „Izolacja. Głosy z piwnicy” zbrodnie na wschodzie Ukrainy, a które teraz mają miejsce każdego dnia?

Tak, to są podobne zbrodnie, jak te, opisane w raporcie. Wtedy nikt tego nie chciał słyszeć, wtedy, przyznam szczerze, nie miałam nawet wsparcia ze strony własnego państwa. Międzynarodowy Trybunał w Hadze zwlekał z podjęciem zdecydowanych działań. Niektórzy świadkowie w wyniku poniesionych obrażeń zmarli, większość przeżywa traumę do dnia dzisiejszego, a zbrodniarze nie zostali ukarani. Wręcz przeciwnie – dano im możliwość dalszej eskalacji. Jest to smutne i dobrze, że Trybunał wreszcie zdecydował się wszcząć śledztwo. Tylko pytanie: dlaczego tak późno i dlaczego prokuratura Międzynarodowego Trybunału apeluje do obu stron, aby przestrzegały prawa międzynarodowego. Mamy stronę atakującą i łamiącą te prawa i stronę, która się broni. Jest to jak czarne i białe. Nie ma tu obu stron, które trzeba wzywać. O tym też musimy mówić.

A jak ocenia Pani reakcję polskiego społeczeństwa?

Tu jestem dumna z moich współrodaków. Tę solidarność widzimy na każdym kroku, widzimy w głębi kraju, widzimy na granicy. Jadąc do Lwowa, już nie pierwszy raz z pomocą humanitarną, spotykamy po drodze podobnych sobie społeczników. Bardzo, bardzo dużo aut na polskiej rejestracji, wypełnionych pomocą humanitarną, z polskimi wolontariuszami, którzy jadąc tutaj, ryzykują życiem. Trzeba mieć tego świadomość – a jednak jeżdżą, a jednak zbierają tę pomoc i ją przekazują. To jest widziane przez stronę ukraińską i wysoko cenione.

Mam nadzieję, że przed nami, po uporaniu się ze wspólnym wrogiem, przyjdzie czas na rozwiązywanie tych kwestii. Tych, które do tej pory nie zostały rozwiązane – mam tu na myśli kwestie, związane z trudną historią, ale też i kwestie zwrotu majątków. To oczywiście sygnalnie, bo nie czas na te tematy, te tematy oczywiście poruszamy podczas rozmów. Spotykamy się z pełnym zrozumieniem. Jeżeli my tych kwestii po wojnie nie rozstrzygniemy, to już zawsze będą między nami stały. Po tej drugiej stronie zawsze może pojawić się jakiś następca Putina, który będzie rozgrywał, mieszał i prowokował. Mam nadzieję, że teraz, gdy Ukraina i Ukraińcy przekonują się, jak wielkiego przyjaciela mają w Polsce, będą chcieli tę przyjaźń odwzajemnić również tam, gdzie jej oczekujemy.

Czyli, reasumując, trudne pytania zawieszamy – teraz pomagamy Ukrainie…

Teraz pomagamy Ukrainie, ale będziemy oczekiwali wdzięczności. Nie jakiejś tam materialnej, tylko w postaci zrozumienia pewnych problemów historycznych.

Bardzo dziękuję Pani Marszałek i mam nadzieję, że następnym razem będziemy rozmawiali o przyjemniejszych sprawach.

Staram się w to wierzyć, a jak widzę wielki entuzjazm mężnie walczących Ukraińców, to wierzę, że wkrótce pokonamy wspólnego wroga.

Rozmawiał Wojciech Jankowski

Tekst ukazał się w nr 5 (393), 15 – 30 marca 2022

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X