Na pierogi do Hucułów

Na pierogi do Hucułów

Zapach smażonej cebuli ze skwarkami i tłuczonych ziemniaków był tak mocny, że zdawało się, że całe góry tak pachną. Do tego czyste powietrze, strojne sosny, lekki śnieżek na przemian ze słońcem. W huculskiej wiosce Palanycia na Przykarpaciu już po raz czwarty odbyło się święto pierogów.

Spróbować smakołyków i podpatrzeć tajniki robienia pierogów z serem, ziemniakami, mięsem, wątrobą, grzybami, rybą, wiśniami, śliwkami, jabłkami z cynamonem, makiem i innym nadzieniem przyjechało kilkaset osób z Ukrainy i z zagranicy.

 

– W takiej atmosferze zjadłoby się wołu – mówi 43-letni Oleksy Babenko z Kijowa. – Kiedyś babcia uczyła mnie lepić pierogi, ale i tak nie nauczyłem się. Teraz, u nas w 

Fot. Oksana Ostroska

domu, pierogi lepi moja żona Olga i córka Natalia. Pierogi jemy wprawdzie od święta, bo dla nas to smaczne, ale ciężkie danie.

Iwanka Gajdyczuk dzieli się z dwiema mieszkankami Odessy przepisem na pierogi z mąki kukurydzianej. Te są zdziwione, bo o czymś takim nigdy nie słyszały. Dziewczyna mówi, że na Bukowinie to jest popularne danie. „Ciasto miesza się na wodzie i śmietance – pół na pół. Dodaje się jedno jajko, żeby ciasto dobrze się trzymało, bo mąka i tak jest żółta. Jedynie trzeba, aby mąka była drobno-drobno zmielona – opowiada Bukowinianka. – Można też robić z mąki gryczanej, ale to już jak komu się podoba. Dobra gospodyni ze wszystkiego przygotuje smaczne danie”.

Tymczasem, prowadzący święto zapraszają chętnych do nasiekania cebuli na omastę do pierogów. Siekać trzeba tak, aby się nie spłakać. Cebulę siekają mężczyźni i kobiety: ktoś kółkami, ktoś drobnymi kawałkami, ktoś sześcianikami. Jedni grubiej, drudzy drobniej. Jest tak piekąca, że łzy same cisną się do oczu. Może z mrozu, może z cebuli. Do cebuli dodaje się smalcu ze skwarkami, oleju, wędzonej słoniny, lub co kto może. Każda gospodyni ma własny przepis.

 

Fot. Oksana Ostroska„Zaraz zobaczymy, jak nasi mężczyźni umieją lepić pierogi” – kontynuują prowadzący. Na stołach przygotowane są woreczki z mąką, jajka, woda, sól, wałek. „Co z tym robić – nie wiem, ale ta „broń” dobrze jest mi znana, bo tak moja kuma spotyka męża, gdy „zatrzyma” się dłużej w pracy” – żartuje mieszkaniec Doniecka Iwan Pańkow i śpieszy do stołu, aby pokazać, że górnicy też umieją lepić pierogi. Wprawdzie, przejrzawszy zestaw produktów trochę się zmieszał, ale ostro wziął się do pracy. Wysypał mąkę, wbił jajko, dodał wody. Nawet o soli nie zapomniał i mocnymi dłońmi zabrał się do mieszania ciasta.

Najciekawsze jednak przed nami – konkurs na zjadacza pierogów. Konkurs jest na szybkość i ilość. „Mężczyźni gotowi? Na start! Uwaga! Za-czy-na-my!” – pada komenda prowadzących. Dziesięciu uczestników konkursu – widocznie smakoszy pierogów – biorą się do rzeczy (a raczej do misy). Słychać jedynie ćmakanie i mlaskanie. Równych w pochłanianiu pierogów nie miał 30-letni Orest Walk z Iwano-Frankiwska – w ciągu 4 minut i 13 sekund zjadł 50 pierogów. Jednak rekord z poprzedniego roku mieszkańca Doniecka (100 pierogów w 5,5 minuty) nie został pobity. „Cóż, muszę trenować do przyszłego roku” – uśmiecha się zadowolony Orest i opowiada, że bardzo lubi pierogi. Każdej niedzieli nie obchodzi się bez tych smakołyków, bo cóż to za niedziela bez barszczu czy rosołu i pierogów?

Tymczasem uczestników konkursu przyjęto do… Partii Miłośników Pierogów, którą powołano podczas ubiegłych festynów. Wszystko tu prawdziwe: zaświadczenie, legitymacja partyjna z olbrzymim pierogiem na okładce. Ale i dla dzieci było tu wiele radochy – nie tylko próbowały pierogi, ale i zobaczyły olbrzymie poduszki-pierogi. Można było nimi porzucać się, stoczyć walkę na poduszki. Prawdziwym pierogiem tego, niestety, nie da się zrobić.

Sabina Różycka

X