Na pełnym morzu z Mrożkiem

Na pełnym morzu z Mrożkiem

Międzynarodowy Dzień Teatru tradycyjnie już stał się okazją dla Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie do zademonstrowania swoim miłośnikom premiery nowego przedstawienia. W tym roku widzowie zebrani 30 marca w Obwodowym Domu Nauczyciela obejrzeli „Na pełnym morzu” Sławomira Mrożka.

Jak podkreślił przed spektaklem Zbigniew Chrzanowski, reżyser PTL, premiera przedstawienia jest hołdem złożonym zmarłemu w ubiegłym roku autorowi sztuki. Przedstawienie było też swego rodzaju imprezą charytatywną, zbierano bowiem wolne datki na rehabilitację po ciężkiej chorobie dla Aleksieja Iutina, znanego lwowskiego fotografika, wieloletniego fotodokumentalisty teatru, autora wystawy fotograficznej poświęconej 50-leciu działalności Teatru.

(Fot. Krzysztof Szymański)Treścią sztuki jest wybór, który życie stawia przed trzema rozbitkami na pełnym morzu. Jak się okazuje nawet w tej, wydawało by się sytuacji bez wyjścia, wyborem może sterować silniejszy i bardziej sprytny i w taki sposób zmusić do uległości współtowarzyszy „niedoli”. Role trzech rozbitków grają Bogusław Kleban, Wiktor Lafarowicz i Jarosław Sosnowski. Wspomagają ich w tej sytuacji Andrzej Bowszyk i Kazimierz Kosydor. Zdawało by się, że przedstawienie w tym układzie dobiegnie końca, ale reżyser zafundował widzom niezwykły zwrot sytuacji – w pewnym momencie rozbitków-panów zamieniają… panie: Jadwiga Pechaty, Irena Słobodiana i Roksolana Sadowska. Odgrywają one pewien fragment sztuki, ale w zupełnie inny, bo kobiecy, sposób. Na drugim planie pojawiają się Irena Asmołowa i Anna Gordijewska. Wydawało by się, że w tej obsadzie sztuka dobiegnie końca, a tu znów nagły zwrot akcji i w finale są już wszyscy razem – panie i panowie-rozbitkowie. Te zmiany obsady dają widzowi pojęcie, że bezwzględnymi mogą być nie tylko mężczyźni, ale w wyjątkowych sytuacjach, niczym nie ustępuje im płeć piękna.

(Fot. Krzysztof Szymański)Dekoracje – widok pełnego morza i jego wzburzonych fal były dziełem artystów z działu dekoracji Opery Lwowskiej, jak też część taneczna w finale w wykonaniu Mariusza Bardyna wyreżyserowana przez solistę baletu Opery Sergiusza Najenko.

W krótkim wywiadzie dla czytelników Kuriera Zbigniew Chrzanowski odpowiedział na dwa pytanie: Dlaczego Mrożek i dlaczego „Na pełnym morzu”?:

– Dlaczego Mrożek? Z dwóch przyczyn. Po pierwsze – Sławomir Mrożek zmarł w ubiegłym roku i tym przedstawieniem chcieliśmy oddać hołd temu wielkiemu dramaturgowi, pisarzowi i eseiście. Po drugie – dzieła Mrożka pełne są ukrytego sensu, który zmusza widza by zastanowić się nad tym co zobaczył i co usłyszał ze sceny. Uważam, ze dzieła Mrożka są na tyle uniwersalne, że powinny być w repertuarze każdego teatru.

– Dlaczego „Na pełnym morzu”? Ta sztuka była już obecna na scenie naszego Teatru. Grali ją przed laty polscy studenci lwowskich uczelni. Ponieważ tematyka sztuki jest aktualna również i teraz postanowiłem ją wznowić. Przyznam się, że premiera w tym nowym układzie miała pojawić się na jesieni ubiegłego roku, ale z przyczyn obiektywnych rzecz się przeciągnęła. Uważam, że stało się nawet lepiej. Po pierwsze udało mi się stworzyć taką reżyserię, jak sobie zaplanowałem. Po drugie – w obecnej sytuacji ta sztuka nabiera szczególnego wydźwięku. Wybór – życie zawsze stawia przed nami różne wybory. Jak wynika ze sztuki nie zawsze mamy na ten wybór wpływ. W niektórych wypadkach zależy to od jednostek. W obecnej sytuacji, którą mamy na Ukrainie, widzimy, że niektóre decyzje podejmowane są poza nami i wbrew naszej woli, a my nie mamy na to wpływu. Przypuszczam, że wielu widzów, opuszczając nasze przedstawienie, zastanawiało się nad tym co obejrzeli – zaznaczył Zbigniew Chrzanowski.

(Fot. Krzysztof Szymański)Potwierdza to raz jeszcze uniwersalność dzieł Mrożka i to, że tematy przez niego podejmowane nie tracą aktualności. Można wytłumaczyć to w prosty sposób – podejmuje on tematy wieczne: walka dobra ze złem, wewnętrzne przeżycia człowieka, jego wybory. Taką tematykę podejmowali klasycy już w dawnej Grecji. Okazuje się że w różnych okresach, chociaż rozwinęła się cywilizacja, odwieczne problemy społeczeństwa pozostają zawsze te same.

Na zakończenie wniesiono kosz kwiatów od Konsulatu Generalnego RP we Lwowie – premierę zaszczycił swoją obecnością konsul Generalny RP we Lwowie Jarosław Drozd w licznym towarzystwie konsulów i pracowników Konsulatu, oraz kwiaty od wdzięcznej publiczności, która długo owacjami na stojąco nagradzała aktorów za doznane przeżycia.

Krzysztof Szymański
Tekst ukazał się w nr 202 za 31 marca – 14 kwietnia 2014

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X