Muzyczne warsztaty warszawiaków

Muzyczne warsztaty warszawiaków

W okresie przedświątecznym miłośnicy polskiego folkloru miejskiego ze Lwowa i okolicy uczestniczyli w warsztatach z udziałem znakomitej warszawskiej Kapeli z Targówka. Warsztaty zostały zorganizowane przez Edwarda Sosulskiego, kierownika kapeli „Lwowska Fala” przy wsparciu Konsulatu Generalnego RP we Lwowie.

Założycielami zespołu „Kapela z Targówka” są bracia Paweł i Dariusz Pasztaleńcowie. „W przyszłym roku mamy dwudziestolecie warszawskiej Kapeli z Targówka – opowiada Paweł Pasztaleniec. – Gramy oczywiście folklor miejski, warszawski. Spotkaliśmy się z Edkiem dwa lata temu. Byliśmy z chórem „Echo”, działającym przy Towarzystwie Śpiewaczym w Wołominie koło Warszawy i nawiązaliśmy kontakt. Później spotkaliśmy się z Edziem w Radzyminie, tam gdzie była bitwa w 1920 roku. Grali tam koncert na zaproszenie Domu Kultury. I tak się nawiązała nasza – już taka bardziej zacieśniona – współpraca i znajomość. A później to jakoś samo popłynęło”.

Obaj bracia nie ukrywają, że zakochali się we Lwowie i chcą tutaj zawsze wracać. „Dlatego robiłem wszystko, żeby przyjechać – stwierdził Paweł. – Miasto jest bardzo piękne, stare miasto. Ludzie, nowe pokolenie też, są bardzo życzliwi”.

„Edek wpadł na znakomity pomysł, bo takie warsztaty w pewnym sensie jeszcze bardziej jednoczą nas, a poza tym mamy jeszcze wrażenia pozytywne – dodał Dariusz Pasztaleniec, lider zespołu, który gra na akordeonie. – Jedna z miejscowych dziewczyn powiedziała, że nigdy jeszcze nie śpiewała takiej muzyki. Spodobało jej się to. Fajnie będzie! Będzie śpiewała te utwory, zajmie się tą muzyką”.

Paweł Pasztaleniec wspomniał, że w zeszłym roku warszawska Kapela z Targówka była też w Wilnie. „Wrażenia niezapomniane, bo to wszystko jest kolebka naszej kultury – zaznaczył. – Co tam dużo mówić. Polski folklor miejski to jest coś wspaniałego! Młodzież zaczyna się tym interesować. Kiedyś zauważyliśmy, że odchodzili od sceny. Nie interesowało ich to, co graliśmy. Teraz jest zupełnie inaczej. A jeszcze jak wychodzi pięciu czy sześciu ludzi i o czymś grają, bo tam jest i tekst, wszystko jest na żywo. Wartości artystyczne tutaj przeważają i oni to widzą. Jest bardzo miłe, że chcą przynajmniej tego słuchać. A jak chcą słuchać – to się później może przerodzi i będą chcieli to grać”.

Konstanty Czawaga
Tekst ukazał się w nr 23–24 (195–196) za 20 grudnia 2013–16 stycznia 2014

X