Młodzi polują na zaczarowane ujęcie

Młodzi polują na zaczarowane ujęcie

Jeszcze do niedawna prawie każdemu z nich wydawało się, że jakość czy poziom zdjęcia zależy od aparatu fotograficznego. Potem wystarczy nacisnąć przycisk. Jednak już na pierwszych zajęciach okazało się, że dobre ujęcie to jest sztuka. – Do tego potrzebne są talent, nauka i codzienna praktyka – mówili lwowscy stypendyści Fundacji „Semper Polonia”, którzy dzięki finansowemu wsparciu Konsulatu Generalnego RP we Lwowie przygotowali wspólną wystawę fotograficzną.

25 kwietnia została ona otwarta w galerii „Własna Strzecha” przy ul. Rylejewa we Lwowie. Początkujących fotografów powitał konsul Jacek Żur. W historię warsztatów wprowadziła zebranych lwowska artystka-fotografik Danuta Greszczuk, to właśnie ona prowadziła szkolenia dla młodzieży. Wdzięczni adepci magicznego szkiełka wręczyli swojej nauczycielce kosz kwiatów. Goście zgromadzeni w galerii oglądali zdjęcia i oceniali ich poziom techniczny i artystyczny.

Z Danutą Greszczuk rozmawiał Krzysztof Szymański.

Pani Danuto, jak doszło do tego, że wzięła pani młodzież pod swoją opiekę, żeby podzielić się z nimi tajnikami sztuki fotografowania?
Z wiekiem pojawia się potrzeba dzielenia się swoimi doświadczeniami życiowymi, swoją wiedzą. Nadszedł taki czas i na mnie. Od dłuższego czasu zastanawiałam się, w jaki sposób mogłabym to zrobić, żeby przygotować warsztaty dla naszej młodzieży. Mamy zdolną młodzież, tylko brak jej na razie inicjatywy. Wspólnie z Konsulatem Generalnym RP we Lwowie postanowiliśmy zrobić dla nich warsztaty fotograficzne.

Jak długo trwały te warsztaty?
Po mojej wspólnej z Georgiem Borysowskim wystawie fotograficznej zorganizowaliśmy dwudniowe warsztaty. Ponieważ każdy z ich uczestników ma swoje zajęcia, naukę, pracę, trudno byłoby ich zaangażować na dłużej. Zebrało się około dziesięciu osób.

 

Uczestnicy wystawy (Fot. Konstanty Czawaga)Czy były to zajęcia teoretyczne, czy też otrzymywali od pani jakieś zadanie do wykonania?
Mieliśmy zajęcia teoretyczne i praktyczne. Pokazywałam im swoje prace, prace innych słynnych fotografików i opowiadałam im o technikach robienia fotografii. Później analizowali swoje prace, te, które sami uznali za najlepsze, już pod kątem poprzednich wiadomości. Poza tym mieliśmy zajęcia plenerowe, na których każdy próbował swoich sił.

Czy w czasie pleneru dawała pani im jakieś wskazówki, podpowiadała lepsze ustawienie aparatu, pozycję do zdjęcia?
Na szkoleniach powtarzałam, że zanim naciśnie się wyzwalacz aparatu należy zastanowić się, co chcesz przekazać odbiorcy tym zdjęciem, ujęciem, widokiem. Trzeba się zastanowić, co ma być na zdjęciu. A jeżeli oglądając gotowe zdjęcie, czujesz satysfakcję z przekazanego tematu, z kolorystyki czy gry świateł i cienia – to jest najważniejsze. To znaczy, że zdjęcie się udało i przekazujesz nim to, co chciałeś.

Jak ocenia pani wystawę, czy udało im się wykonać zadanie?
Każdy z nich jest indywidualnością i każdy z nich ma w sobie to coś. Te szkolenie to jest tylko początek ich drogi artystycznej. Jeżeli w przyszłości nie zaniechają fotografii i będą dalej się szkolić, to ich zdjęcia będą coraz lepsze, pod względem artystycznym, a nie będą to jedynie zdjęcia rodzinne czy okolicznościowe widoczki.

Czy możesz wyróżnić jakieś przedstawione tu prace?
Wszystkie zdjęcia są tu dobre, ale jest kilka prac, które podobają mi się szczególnie. Na przykład praca Michała Hirniaka, daje do myślenia i nawet zastanawialiśmy się, w jaki sposób tę fotografię zawiesić. Podobają mi się prace Andrzeja Leusza, Natalii Tracz i inne – wszystkie mają coś w sobie. Szkoda, gdyby miało stać się tak, że uczestnicy warsztatów będą wykorzystywali aparat fotograficzny tylko na wakacjach. Mam nadzieję, że po tych szkoleniach nie będą rozstawali się z aparatem i zaowocuje to kolejnymi interesującymi zdjęciami.

Konstanty Czawaga, Krzysztof Szymański

X