Mazurzy ze Starej Sieniawy zachowują swoją tożsamość

W zacisznym winnickim hotelu „Gostewia” dziennikarze z trzech obwodów – winnickiego, żytomierskiego i chmielnickiego – uczestniczyli w trzydniowym seminarium „Informuj ludność odpowiedzialnie”.

Omawiano kwestie decentralizacji Ukrainy, obecny stan reform, perspektywy łączenia się miejscowości w nowe samorządy i rolę mediów w tworzeniu opinii społecznej.

Prowadzący Ołeksij Gawryłow, przewodniczący obwodowej organizacji społecznej „Ukraina-Polska-Niemcy”, zaprezentował odczyt „Polskie doświadczenia reform. Możliwość ich wprowadzenia na Ukrainie”.

Panie Ołeksiju, jak by skomentował pan moją publikację w Kurierze Galicyjskim pt. „Losy podolskich mazurów”, w której opisałem los Polaków – obywateli Ukrainy z wioski Ołeksandriwka. Jeżeli mówimy o decentralizacji, to w tej miejscowości brak jakiejkolwiek infrastruktury: sklepu spożywczego, poczty, klubu, biblioteki, a zamieszkuje tu około 100 osób, średnia wieku których to 70-90 lat.
W takich warunkach trudno jest zachować własną tożsamość.

Mieszkańcami miejscowości są dawni Mazurzy. Przez lata zachowali tu swoją staropolską mowę, swoje tradycje, uczęszczają do kościoła, który zbudowali własnymi siłami…
Jeżeli mowa jest o globalizacji, to jest to kwestia poważna i głęboka, która w tym przypadku ma lokalny aspekt. Wobec tego trudno jest prognozować, co czeka takie wsie w najbliższej przyszłości. Jak zresztą i całą Ukrainę. Ale mieszkańcy Ołeksandriwki, Mazurzy, mają pewną przewagę – mają swoją tożsamość.

Miał pan bardzo ciekawy referat o doświadczeniach Polski w kwestii decentralizacji. Proszę wybaczyć, ale czy my idziemy drogą tego kraju w planach decentralizacji?
Jesteśmy opóźnieni o 25 lat w tej kwestii, ale jestem optymistą i wierzę, że możemy szybciej nadrobić ten okres niż ćwierć wieku.

W Polsce decentralizacja zaczęła się od ustawy, którą w tym kraju oparto na jeszcze radzieckim ustawodawstwie…
Tak, ale zostało ono zaadoptowane, przeanalizowano doświadczenia europejskie i przyjęto szereg ustaw, które określały różne sfery działalności samorządu. Widzimy, że ich podstawowy samorząd jest jednym z najbardziej prężnych w Europie.

Jak widzi pan na Ukrainie osiągniecie polskiego poziomu?
Będzie to zależało jedynie od aktywności naszych obywateli i od tego, czy będziemy wymagać od władz natychmiastowego wdrożenia tych procesów.

Proszę powiedzieć kilka słów o Fundacji Fryderyka Eberta, z którą pan współpracuje. Jak organizacja społeczna „Ukraina-Polska-Niemcy” współpracuje z niemieckimi partnerami?
Powiem kilka słów o tej Fundacji. Została ona założona w 1925 roku, jako testament pierwszego demokratycznie wybranego prezydenta Fryderyka Eberta (1871-1925). W 1933 roku działalność fundacji została zabroniona przez władze nazistowskich Niemiec i dopiero w 1947 roku Fundacja wznowiła swoją działalność. Jako organizacja non profit, Fundacja im. Fryderyka Eberta działa w duchu wartości socjalnej demokracji. Fundacja działa w kierunku sprzyjania odrodzeniu socjalnej demokracji, wzmożeniu działalności społeczeństwa w życiu politycznym i jedności społeczeństwa, ustanowieniu sprawiedliwego ekonomicznego i socjalnego ładu, sprzyjaniu dialogowi pomiędzy związkami zawodowymi i polityką, uwzględnieniu socjalnych aspektów globalizacji.

Fundacja jest reprezentowana na Ukrainie od 1993 roku. Koncentruje się na takich aspektach działalności: ustanowienie sprawiedliwego ekonomicznego i socjalnego ładu; poparcie demokratyzacji państwa i społeczeństwa obywatelskiego; wzmożenie współpracy międzynarodowej i europejskiej integracji. Współpracujemy z międzynarodowymi partnerami, ministerstwami, komitetami parlamentarnymi i innymi państwowymi strukturami, instytutami naukowo-badawczymi i centrami analitycznymi, związkami zawodowymi, strukturami społeczeństwa obywatelskiego.

Co dotyczy współpracy z partnerami niemieckimi, to jest z nimi trudniej współpracować niż z Polakami, ponieważ mają inną mentalność, ale razem z tym staramy się przejmować niemieckie doświadczenia decentralizacji z dołączaniem do tych procesów organizacji społecznej. Przez organy władzy współpracujemy z kilkoma niemieckimi partnerami, ale jest ich mniej niż mamy partnerów z Polski.

O ile dobrze zrozumiałem z pana słów, jeździ pan często za granicę i widzi jak przebiegają procesy decentralizacji w innych państwach. Chciałbym wiedzieć, co myśli pan o Łotwie, Estonii, Litwie – o krajach bałtyckich w całości?
Te kraje też mają ciekawe doświadczenia w decentralizacji jednostek terytorialnych. W Estonii na przykład, wybory odbywają się drogą internetową. Wiele się od nich można nauczyć. Właśnie w następnym roku planujemy wyjazdy studyjne do państw Bałtyckich. Mamy tam kilku partnerów na poziomie samorządowym, rozwijamy współpracę jednostek terytorialnych, organizacji pozarządowych, obywatelskich. Planujemy rozwijać te kierunki i dlatego planujemy tę wizytę.

Do naszego starosieniawskiego rejonu przyjeżdżała delegacja z Połtawy, aby przejąć nasze doświadczenie. Dokąd poradziłby pan udać się naszym urzędnikom, aby zapoznać się z doświadczeniami w Polsce?
Można udać się do dowolnej polskiej wsi, bo tam jest podobna sytuacja w całym kraju. Są tam gminy bogatsze i mniej zamożne – ale według naszej skali, są to wielkości nieosiągalne. Dlatego można wybrać się do dowolnego regionu i tam zawiązać współpracę, podpisać umowę partnerską. A jeżeli mówimy o tej wiosce, to najlepiej byłoby nawiązać współpracę z województwem warmińsko-mazurskim. Byłoby to najbardziej optymalne.

Na zakończenie naszego spotkania chcę się podzielić wrażeniami: często spotykam ludzi, którzy są rozczarowani i niepewni życia w warunkach decentralizacji. Co może pan im doradzić?
Więcej optymizmu i wiary w lepszą przyszłość. Ona nastanie, jeżeli bardzo tego będziemy pragnęli.

Dziękuję panu za te kilka słów dla naszych czytelników.

Autor jest członkiem Narodowego Stowarzyszenie dziennikarzy Ukrainy, redaktorem starosieniawskiej gazety „Kłos” w obw. chmielnickim.

Jan Kozielski
Tekst ukazał się w nr 12 (256) 30 czerwca – 14 lipca 2016

X