Maryla Rodowicz Człowiekiem Roku na Ukrainie

Maryla Rodowicz Człowiekiem Roku na Ukrainie

Piosenkarka Maryla Rodowicz otrzymała ukraińską nagrodę Człowiek Roku w kategorii „Gwiezdne solo”. Artystka odebrała ją osobiście w czasie wielkiej gali w Pałacu Ukraina w Kijowie.

Polska piosenkarka była na Ukrainie po raz ostatni pod koniec lat 80. i nie da się ukryć, że w jej głosie słychać chęć powrotu na estrady byłego ZSRR. Maryla Rodowicz mówi, że jest to wielki rynek i – jak słusznie zauważa – Polacy bardzo mało wiedzą o ukraińskich artystach, a Ukraińcy o Polskich, a przecież to właśnie na tym poziomie, kulturalnym, ludzie najlepiej się poznają.

Wręczenie nagrody w Kijowie było okazją, aby Ukraińcy przypomnieli sobie o Maryli Rodowicz. Ostatni raz mogli ją widzieć kilka lat temu w noworocznym koncercie, który był pokazywany w rosyjskiej telewizji. – Nie wiedziałam, że mnie jeszcze pamiętają – mówiła dzień przed uroczystością. I rzeczywiście, nie wszyscy pamiętają panią Marylę. Taki dialog usłyszałem w czasie gali:
– Kto to jest? – dziewczyna pytała swojego chłopaka, czy też męża.
– To Maryla Rodowicz, nie pamiętasz? Koliorowe jarmarki, bliaszane zygarki – zaintonował 35-letni mężczyzna, starając się śpiewać po polsku.

Piosenkarka podziękowała za nagrodę i powiedziała, że Polacy bardzo lubią Ukraińców, nawet mimo tego, że dzień wcześniej ich reprezentacja rozgromiła polską 3:1 w Warszawie. Maryla Rodowicz nie ukrywała, że jest spięta. Jak sama powiedziała na scenie: trzęsą jej się nogi. Mimo to, gwiazda zaśpiewała jedną piosenkę, właśnie tę najbardziej znaną: „Kolorowe jarmarki”. I wtedy Ukraińcy przypomnieli sobie o artystce. Cała sala klaskała w rytm.

Jak czytamy w uzasadnieniu przyznania nagrody, „Maryla Rodowicz to wcielenie pięknej, dumnej, niepodległej Polski, z którą Ukrainę łączą odwieczne więzi wzbogacające oba narody duchowo i kulturowo”. Te więzi chyba w ostatnich latach rzeczywiście szwankują. W ukraińskich mediach obecni są głównie rosyjscy i rosyjskojęzyczni artyści. Nie pamiętam już, kiedy w radiu w Kijowie, słyszałem jakąś polską piosenkę. A wydaje się, że podstawy przyjaźni, nie tej sztucznej, odgórnej, a właśnie takiej opartej na kulturze popularnej, które powstały w czasie ZSRR/PRL można byłoby wykorzystać. Tylko, czy nie jest już za późno?

Andrzej Nowogrodzki
Tekst ukazał się w nr 6 (178) 26 marca – 15 kwietnia 2013

X