Lwowskie sensacje. Niemieccy agenci, szpiedzy, dyplomaci i tragedia miłosna

Lwowskie sensacje. Niemieccy agenci, szpiedzy, dyplomaci i tragedia miłosna

Polityczną i ekonomiczną sytuacją w Galicji aktywnie interesował się nie tylko wywiad Imperium Rosyjskiego, ale też Cesarstwa Niemieckiego. W tych działaniach Niemcom nie przeszkadzała sytuacja, że państwo austro-węgierskie było ich najbliższym sojusznikiem.

Krakowskie „Nowości ilustrowane” w 1910 roku umieściły artykuł pod tytułem „Rewelacje nawróconego szpiega”, w którym stwierdzały, że „rząd pruski utrzymuje w Galicji cały system szpiegowski. O tym wie każdy, wykazały to zresztą dowodnie ostatnie procesy krakowskie oraz rezultaty śledztwa w sprawie niejakiego Jacoba. Główna uwaga Niemców zwrócona jest na Wschodnią Galicję”.

Boleslaw Rakowski

Tym „nawróconym szpiegiem” był Bolesław Rakowski z Poznańskiego, którego władze austriackie w Galicji przyłapały na szpiegostwie na korzyść Niemców. Prawdopodobnie w więzieniu Rakowski postanowił współpracować nie tylko ze śledztwem, ale też z wywiadem austriackim, dlatego był zwolniony i wyjechał do Paryża. Przez pewien czas przebywał tam cicho, ale jak okazało się „pod okiem policji pruskiej”. W 1910 roku „Kurier warszawski” opublikował „szereg rzekomo autentycznych korespondencji między rządem pruskim a różnymi indywiduami, pracującymi na jego korzyść na terenie galicyjskim, oraz podał imienną listę osób, pozostających na żołdzie pruskim”. Dokumentów tych dostarczył redakcji właśnie Bolesław Rakowski. Wybuchnął skandal. Niektóre czasopisma galicyjskie uważały to za prowokację rosyjską, inne były zdania, że nie można wierzyć temu typowi spod ciemnej gwiazdy, ale że pruska sieć szpiegowska w Galicji naprawdę istnieje i działa aktywnie. Lwowskie ukraińskie czasopismo „Hałyczanyn” wyraziło zdanie, „że rewelacje Rakowskiego są wprawdzie w niektórych szczegółach niedokładne, w ogólnych natomiast zarysach wierne”.

Rząd niemiecki również był zaniepokojony publikacją listy „rzekomych szpiegów niemieckich” i wydał rozkaz aresztowania Bolesława Rakowskiego skorzystawszy z jego wizyty do Poznania, gdzie mieszkała jego żona. „Nowości Ilustrowane” w sierpniu 1910 roku pisały, że „głośny z powodu sensacyjnych rewelacji o szpiegostwie pruskim w Galicji Bolesław Rakowski, sam były szpieg rządu pruskiego, a następnie rzekomo „nawrócony”, dostał się w ubiegłym tygodniu w ręce policji pruskiej”. W chwili przekroczenia przez Rakowskiego granicy niemieckiej pruska żandarmeria ujęła go i niezwłocznie odstawiła do zakładu dla umysłowo chorych. „W ten sposób chcieli Prusacy uniknąć dalszych kompromitujących rząd rewelacji Rakowskiego, do czego niewątpliwie rozprawa sądowa dałaby nową sposobność”. Tak, „w domu wariatów” zakończyła się kariera kolejnego niemieckiego szpiega.

Areszt szpiega B. Rakowskiego

W czerwcu 1912 roku doszło do nowego głośnego skandalu związanego ze szpiegami niemieckimi. Tym razem we Lwowie aktywnie działał arystokrata niemiecki baron Rudolf von König. Miał on całą sieć agentów, zwerbowanych z miejscowych obywateli austriackich, wciągnął również w działalność szpiegowską własną żonę baronową Teresę von König, która pochodziła z rodziny polskiej Witkowskich i dokładnie orientowała się w towarzystwie lwowskim. Jak pisały „Nowości Ilustrowane”, „wchodziły tu w grę osoby z tak zwanych wyższych sfer, które poświęciły się brzydkiej robocie szpiegostwa za obfitą zapłatą, wciągając w sieć szpiegostwa podrzędniejsze figury”. Baron Rudolf von König działał w Galicji również pod nazwiskiem Rosenberg i właśnie pod tym nazwiskiem znosił się z obcymi mocarstwami. Razem z Rudolfem von Königiem policja aresztowała jego żonę Teresę, baronową Norę Hoffmann i Andrzeja Kołosowskiego. Również „jako podrzędniejsze figury szajki schwytała policja krawczynię Barszczewską, pozostającą pod bezpośrednią władzą Kołosowskiego, a grasującą we Lwowie i Przemyślu wśród sfer wojskowych, Juliana Zwarycza, mieszkającego w Tarnopolu, Borysa Kulikowa, mieszkającego w Czerniowcach, Jana Zielińskiego, operującego w okolicy Halicza, Pawła Pickura w Wiedniu, wreszcie Sergiusza S., którego nazwiska na razie nie chce policja wymienić. Część ich znajduje się w lwowskim więzieniu, inni pozostali tymczasowo tam, gdzie ich aresztowano, a niebawem odstawieni będą do Lwowa. Zdaniem policji szajka ta działała na bardzo rozległym terenie, porozumiewając się za pośrednictwem osób, zamieszkałych w Niemczech”.

Podczas śledztwa policja ustaliła, że baron von König był agentem podwójnym i działał na korzyść nie tylko wywiadu niemieckiego, ale też przekazywał informacje szpiegowskie ochranie carskiej w Warszawie.

Skandale szpiegowskie nie dodawały popularności Cesarstwu Niemieckiemu w oczach opinii publicznej w Galicji. Oburzenie wzbudzała również polityka wewnętrzna tego państwa, zwłaszcza w Poznańskiem, wobec Polaków i Kościoła katolickiego. Niezadowolenie przemysłowców galicyjskich wywoływała ekspansja towarów niemieckich na rynku galicyjskim. Na przykład, jednym z ważniejszych zadań Ligi Pomocy Przemysłowej, która powstała we Lwowie pod przewodnictwem księcia Andrzeja Lubomirskiego, było, obok reklamy i promocji towarów miejscowych, zwalczanie ekonomicznych inicjatyw niemieckich, a nawet bojkot niemieckich towarów.

Głośne procesy szpiegowskie i wykrycie szpiegów niemieckich tylko podsycało ogólną niechęć do Niemców. W takiej sytuacji baron Ido von Reden, konsul Rzeszy Niemieckiej we Lwowie, nie mógł być postacią popularną, a nawet dobrze widzianą w towarzystwie. O działalności konsulatu i o konsula von Redenie niewiele było wiadomo. Od roku 1907 pełnił on we Lwowie urząd konsula i zamieszkał w willi w zacisznej dzielnicy miasta przy ulicy 29 Listopada 71. Był to 47-letni kawaler, pochodzący z arystokratycznej rodziny hanowerskiej. Jego kariera dyplomatyczna rozwijała się pomyślnie. Pełnił funkcje konsula kolejno w Londynie, St. Louis, Mediolanie… We Lwowie konsul przyjmował u siebie gości bardzo rzadko i nawet nie każdego dnia wychodził na przechadzkę na ulicę. „Wiek Nowy” pisał, że „był to człowiek łagodny, zamiłowany w ciszy i skupieniu zbliżającym do bogatej biblioteki domowej i pracy zawodowej (…) W jego szczupłej, wysokiej postaci przebijała się spokojna dystynkcja z odcieniem niemieckiego sentymentu. Głębokie niebieskie oczy, w połączeniu z jasnymi włosami, czyniły zeń typ prawdziwie germański”. Po latach pracy dyplomatycznej na placówkach w Europie mógł von Reden liczyć na awans do jednej ze stolic europejskich, czyli według „Wieku Nowego” „konsul był w tych latach służby i zasług, że mógł się lada miesiąc spodziewać powołania na wybitniejsze stanowisko”. Ale ogromnym zaskoczeniem psychicznym dla barona von Redena była oficjalna informacja z Ministerstwa Spraw Zagranicznych Niemiec o powołanie go na ambasadora w Addis Abebie w Abisynii w głębi Afryki. Był to cios dla von Redena. W przeniesieniu go do Abisynii (Etiopii) odczuwał niezadowolenie przełożonych jego dotychczasową pracą we Lwowie. Sytuacja „widocznie przechodziła siły moralne chorego Redena”.

Właśnie w tym krytycznym momencie przyjechał do barona niespodziewany gość. Mianowicie panna Elżbieta von Tschürsche z Niemiec. Według późniejszych doniesień prasy, była to kochanka konsula, która jednak odwiedzała go rzadko, jeden lub dwa razy w roku. Panna Elżbieta była we Lwowie osobą absolutnie nieznaną, prawdopodobnie córką urzędnika z Charlottenburgu. Prasa podawała, że „była to kobieta licząca ponad trzydzieści lat, należała do tego typu wyjątkowych piękności, które w tym wieku osiągają szczyt powabu i wdzięków. Brunetka, o klasycznych kształtach, czarnych oczach, wywierała głębokie wrażenie…”. Inne czasopismo „Nowości Ilustrowane”, odwrotnie, pisało, że była to młoda 24-letnia kobieta. Elżbieta von Tschürsche była obywatelką niemiecką, ale czy przyjeżdżała do Lwowa tylko dla miłosnych spotkań z konsulem? Później dziennikarze chcieli doszukać się, czy nie stoi za jej przyjazdami do Lwowa jakaś afera szpiegowska i dla kogo mogła pracować ta kobieta? Jednak życie dyplomatów jest zamknięte przed obcymi oczami, otoczone tajemnicą, otóż wszystkie pytania zostały na zawsze bez odpowiedzi.

Na prywatne życie konsula i przyjazd jego kochanki nikt we Lwowie nie zwróciłby uwagi, ale 3 października 1912 roku wybuchła kolejna głośna sensacja, zaś gazety lwowskie opublikowały obszerne relacje o samobójstwie konsula Ido von Redena i śmierci jego kochanki. „Wiek Nowy” umieścił obszerny artykuł pod tytułem „Morderstwo i samobójstwo konsula niemieckiego”. Otóż 2 października w godzinach południowych służąca usłyszała strzały w pokoju konsula, wezwała policję i pogotowie, które zobaczyły „rzecz straszną”. Na podłodze leżała panna Tschürsche ze strzaskaną skronią. Z piersi jej dobywał się cichy jęk. Obok na łóżku leżał trup konsula ze skrwawioną skronią. W ręku jego zauważono rewolwer. Powstał alarm i zamieszanie. Elżbieta von Tschürsche została przewieziona do szpitala, gdzie chwilę później wyzionęła ducha. Według ustaleń policji konsul leżał w łóżku, zaś jego kochanka siedziała obok. Konsul wystrzelił w skroń kobiety, a następnie odebrał życie sobie. Na biurku odnaleziono trzy listy pożegnalne, dwa z nich pisane przez barona Redena, trzeci przez pannę Elżbietę. Również odnaleziono testament sporządzony przez Ido von Redena. W liście konsula było wyjaśnienie, że „śmierć obojga nastąpiła za wspólnym porozumieniem, a przyczyną była niechęć do życia”. Żadnych szczegółów nie ujawniła ani policja, ani konsulat niemiecki.

Wydarzenie przez pewien czas budziło sensacyjne plotki w społeczeństwie i na szpaltach gazet. Ktoś widział we wszystkim tylko dramat miłosny, ale ktoś też szukał szerszych powodów samobójstwa konsula. Postać kobiety w ogóle została dla lwowian całkowicie tajemniczą. Obojga pochowano na Cmentarzu Łyczakowskim, zaś nowe sensacyjne wydarzenia zawładnęły niebawem umysłami lwowian.

Jurij Smirnow

Tekst ukazał się w nr 3 (391), 15 – 28 lutego 2022

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X