Lwowska kartoteka

Lwowska kartoteka

Historia wystawienia tej sztuki na lwowskiej scenie jest bardzo długa i zarazem pouczająca. Pomysł spektaklu zrodził się w roku 1981, ale nie udało się go wtedy zrealizować. Lwowska publiczność mogła ocenić spektakl dopiero 20 lat później, kiedy zmieniła się sytuacja polityczna, a w zespole pracowali aktorzy, którzy mogli unieść ciężar Różewiczowskiego tekstu. Wówczas reżyser postanowił powrócić do „Kartoteki. Podczas tegorocznego 3. Festiwalu „Polska Wiosna Teatralna”, Polski Teatr we Lwowie znów zaprezentował ten ważny tekst Tadeusza Różewicza.

Sam reżyser i odtwórca głównej roli Zbigniew Chrzanowski uważa, że było w tym coś w rodzaju przeznaczenia i potwierdzenia przysłowia, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. – Teraz myślę: chyba dobrze, że tak się stało. Bo „Kartoteka” zaczęła we mnie dojrzewać.

W przeciągu tych dwudziestu lat miało miejsce wiele wydarzeń, które pozwoliły Zbigniewowi Chrzanowskiemu jako aktorowi i reżyserowi, przemyśleć i przepuścić przez siebie tę sztukę.

Dramaturgia Różewicza zrodziła się z jego poezji, w których konkrety nabierają metaforycznej jakości. Autor tworzy model dramatu, jak sam mówi, „otwartego”, który nie ma początku ani końca. Dramat, w którym nowa struktura niweczy tradycyjną. W tekście mamy dużo przypadkowej akcji, improwizacji, elementów, w których czytelnik lub widz może z łatwością uczestniczyć, żeby według słów Różewicza „każdy mógł wyjść na środek ze swoimi własnymi sprawami. Coś podobnego zdarzyło się i w „Kartotece”. Tam każdy może wejść do środka, dopisać jakiś kawałek lub koniec, rozszerzyć lub uzupełnić scenę”.

Już od razu po wydaniu w 1960 roku, „Kartoteka” stała się bardzo popularna, bo Tadeusz Różewicz łącząc absurd z poezją, dzięki postaci swojego Bohatera zmógł odzwierciedlić kryzys duchowy świata i podsumować stracone pokolenie, rozczarowane powojenną sytuacją.

 

Dramat Bohatera, który w głębi duszy tęskni za swoją młodością (Fot. Eugeniusz Sało)W 2010 roku oglądałem „Kartotekę” w Teatrze Współczesnym we Wrocławiu w reżyserii Michała Zadary. Była to absolutnie inna Kartoteka. Nie łamiąc tekstu, zupełnie na nowo młody reżyser przedstawił sztukę. Cała gra opierała się na dekonstrukcji: aktorzy biegali, wykrzykiwali jakieś wypowiedzi. Powtarzało się to w nieskończoność. Bo nie ma końca bolesna pamięć, która może tylko powtarzać utrwalone kiedyś ujęcia. Być może w różnej kolejności, ale z tej samej kartoteki.

O czym jest „Kartoteka” Zbigniewa Chrzanowskiego? „… to spowiedź pokolenia, która ubrana jest w możliwość budowania świata z fragmentów wspomnień. Jest to rodzaj mozaiki, która powinna ułożyć się w jedną całość” – mówi sam reżyser.

Spektakl Zbigniewa Chrzanowskiego jest spokojniejszy, ale nie mniej dramatyczny. Cała sztuka nasączona jest ironią, a raczej samoironią. To właśnie ona ratuje Bohatera od nadmiernego zagłębienia się w sobie samym, w własnej melancholii, bo życia nie można brać zbyt poważnie, w przeciwnym razie ryzykujemy utratę odczucia jak powinno smakować. Osoby, które wyciąga z pamięci nasz Bohater przesuwają się jak w kalejdoskopie i pojawiają się w ustalonej kolejności. Mamy tu dramat Bohatera – człowieka, który ma za sobą całe życie i który gdzieś głęboko w duszy tęskni za młodością, jakiej tak naprawdę nie miał i nie doznał jej uroków.

Eugeniusz Sało

X