Lwowscy Ormianie i Żydzi w obronie Ukrainy fot. Aleksander Kuśnierz / Nowy Kurier Galicyjski

Lwowscy Ormianie i Żydzi w obronie Ukrainy

Lwowianie rożnych narodowości również uczestniczą w walkach z rosyjskim najeźdźcą oraz pomagają wymuszonym przesiedleńcom, czyli uciekinierom od wojny.

Na dziedzińcu katedry ormiańskiej spotkaliśmy Tigrana Arutiunowa.

– Modliliśmy się o poranku, a potem odbył się wiec poparcia dla Ukraińców i Ukrainy – powiedział Tigran. – Wszyscy wspieramy Ukrainę i będziemy walczyć z całych sił z agresorem, który na tej ziemi dokonuje absolutnie zdziczałe rzeczy. Do tej pory na froncie zginęło 16 Ormian z naszej diaspory na Ukrainie. Jest wielu rannych. Udzielam się w punkcie kontrolnym, w ciągu dnia jestem wolontariuszem.

fot. Aleksander Kuśnierz / Nowy Kurier Galicyjski

– Urodziłem się we Lwowie i tu chcę skończyć życie – mówi Tigran Arutiunow. – W 1939 roku, 1 września nazistowskie Niemcy zaatakowały Polskę. Wiemy i pamiętamy o tym, że przez wiele lat Lwów leżał w państwie polskim. Po 17 września przyszli tu sowieccy „wyzwolicieli”, którzy w okrutny sposób mordowali Polaków i wszystkich innych zamieszkujących tu ludzi. Pamiętamy o tym i nie chcemy by to się działo ponownie. To się nie powtórzy. Wszystkich, kto tu przyjdzie, ułożymy. O wszystkich Polakach, Ormianach i Ukraińcach, któ®zy tu polegli, pamiętamy – dodaje Arutiun.

Garstka lwowskich Żydów ortodoksyjnych teraz codziennie karmi o kilka razy liczniejszą grupę przesiedleńców ze wschodu tego kraju.

Mejlach Szejchet, świecki przywódca judejskiej wspólnoty ortodoksyjnej „Turej Zahaw”, wyjaśnił, że wspólnota żydowska we Lwowie istnieje od ponad 500 lat, a ta synagoga została wybudowana w czasach państwa polskiego.

– Judejska tradycja każe nam wykazywać miłosierdzie wszystkim i to jest wpisane w naszym prawie – mówił Mejlach Szejchet. – W związku z tym, że trwa teraz inwazja Rosji na Ukrainę, bardzo ważnym jest zrozumieć, że musimy z tego wywnioskować, że faktycznie jest to próba zawrócić tok historii, który chcieliśmy już zatrzymać na zawsze, dlatego że była to historia represji. Teraz ta historia się powtarza. Z ciężkim sercem obserwujemy, jak cierpią uchodźcy, którzy zostali zmuszeni opuścić swoje ojczyste strony. Jest to dla nich wielkie wyzwanie. Dlatego staramy się pomóc w ich przeżyciach. A psychologiczna pomoc – to przede wszystkim smaczne jedzenie. Tradycja mówi, że jeśli zasiadamy przy wspólnym stole, to odradzamy świątynię jerozolimską. Mamy więc w tym miejscu naszą świątynię, cząstkę tej jerozolimskiej i wierzymy, że nam to się zwróci. Niesiemy absolutne dobro dla wszystkich. Bez różnicy.

Mejlach Szejchet podzielił się też refleksją z powodu bombardowania przez Rosjan miejsc pamięci ofiar Holocaustu na Ukrainie.

– To zbrodnia, która jest kontynuacją Holokaustu. To, co robili niemieccy naziści, ma kontynuację dzisiaj. ta wojna jest prowokacyjna. W swoim czasie Hitler nazwał interwencję na Polskę specoperacją. Teraz agresja wobec Ukrainy przez Rosję też nazywana jest specoperacją.

Od kilku dni na posiłki do ośrodka żydowskiego we Lwowie przychodzi Anna Gulajewa.

– Przyjechałam z Charkowa, dlatego że toczy się wojna – mówi Anna Gulajewa. – Dlatego że Charków jest bombardowany przez rosyjskich okupantów, okrutnie. W wielu dzielnicach są bombardowane domy mieszkalne, budynki administracyjne i religijne. Giną ludzie, niestety kobiety i dzieci. Niektórym członkom mojej rodziny udało się wyjechać, ale niektórzy z różnych przyczyn nie mogą wyjechać z miasta. Moja kuzynka ma sparaliżowaną matkę i nie mogą wyjechać.

Pewnie Pan Bóg mnie tu przyprowadził. Przypadkiem zobaczyłam ogłoszenie i ci dobrzy ludzi z ortodoksyjnej żydowskiej wspólnoty mnie przyjęli. Dziękuję im bardzo. Dali mi żywność, dali mi ubranie. Pomogli mojej rodzinie – leki, pampersy dla osób dorosłych, które przekazaliśmy do Charkowa.

W Charkowie mieszkaliśmy obok synagogi. Słyszeliśmy wybuch, od którego ona ucierpiała. Putin i ci, kto wykonuje jego nakazy, nie mają serca. Jest to okrutna zbrodnia przeciwko ludzkości.

Pani Nadija Mac też uciekła z Charkowa.

– Nie chcieliśmy wyjedżać, al bomby zaczęły spadać i wszystko zostało zrujnowane. Jesteśmy emerytami. Przychodzimy tu, bo w domu nie da rady siedzieć. Tu mam zajęcie: obieram jarzyny, kroję – w taki sposób zajmuję myśli.

Przyjechaliśmy z Charkowa. Mieszkaliśmy tam obok fabryki samolotów, dlatego jedni z pierwszych doświadczyliśmy ataków rakietowych. Kiedy obudziliśmy się, mąż pomyślał, że są to fajerwerki, ale ja od razu zrozumiałam, że zaczęła się wojna. Kiedy nas, kobiety z dziećmi, wywożono do miasta Dniepr, na peronie pozostali tylko mężczyźni – by bronić swego miasta i swoją Ukrainę. Charków był rosyjskojęzyczny, ale jesteśmy prawdziwymi Ukraińcami. Mąż jest niepełnosprawny, ale powiedział, że ani do Niemiec, ani do Polski nie pojedzie – zostanie na własnej ziemi.

Przyszliśmy tu by zjeść obiad, ale poprosiłam się by pomagać przy kuchni. Przyjęto mnie i tu dusza moja wypoczywa. Źle jest tylko to, że za wynajęcie mieszkania trzeba sporo płacić. Wynajmujemy pokój. Dziękujemy, że mamy smaczne jedzenie.

Konstanty Czawaga

Przez całe życie pracuje jako reporter, jest podróżnikiem i poszukiwaczem ciekawych osobowości do reportaży i wywiadów. Skupiony głównie na tematach związanych z relacjami polsko-ukraińskimi i życiem religijnym. Zamiłowany w Huculszczyźnie i Bukowinie, gdzie ładuje swoje akumulatory.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X