Literacki Stanisławów Stanisławowski sąd – jedno z miejsc, gdzie rozgrywa się powieść „Po mylnym śladzie”, NAC

Literacki Stanisławów

Ciekawe historie z książek przebiegają w różnych miastach. Wystarczy wspomnieć chociażby „Katedrę Notre Dame” Hugo czy „Newski prospekt” Gogola lub „Opowieści odesskie” Babela. Czy obecny jest Stanisławów na kartach światowej literatury? Możemy dumnie powiedzieć: Jest! Chociaż bardziej prawidłowo by można określić – „znalazł się tam”.

Msza za pułkownika

Henryk Sienkiewicz uważany jest za jednego z najlepszych polskich pisarzy. Spod jego pióra wyszła słynna trylogia „Ogniem i mieczem”, „Potop” i „Pan Wołodyjowski”. W ostatnich latach te trzy utwory zostały zekranizowane przez Jerzego Hoffmana i filmy od razu stały się klasyką polskiej kinematografii.

Powieści opowiadają o wydarzeniach w Rzeczypospolitej w XVII w. – od powstania Bohdana Chmielnickiego do rozgromu wojsk tureckich pod Chocimiem w 1673 r.

Ale uwagę poświęcimy przede wszystkim „Panu Wołodyjowskiemu”. W powieści opisane są wydarzenia wojny polsko-tureckiej 1672–1673 r. Główna akcja toczy się podczas obrony Kamieńca Podolskiego. Autor prowadzi analogię do obrony legendarnej Troi. Siły były nierówne i forteca padła. Aby nie trafić do rąk wroga, ostatni obrońcy, opuszczając fortecę, wysadzili prochy. Pod ułamkami baszty prochowej zginął pan Wołodyjowski – pierwszy żołnierz Rzeczypospolitej. Tu oddajemy słowo Sienkiewiczowi:

„W kolegiacie stanisławowskiej stał na środku kościoła wysoki katafalk rzęsiście obstawiony świecami, a na nim leżał w dwóch trumnach, ołowianej i drewnianej, pan Wołodyjowski. Wieka były już zabite i właśnie odprawiano pogrzeb. Życzeniem serdecznym wdowy było, by ciało spoczęło w Chreptowie, lecz że całe Podole było w rękach nieprzyjacielskich, więc tymczasowo miano je pochować w Stanisławowie, do tego bowiem miasta odesłani zostali pod konwojem tureckim kamienieccy exiles i tu wydani w ręce wojsk hetmańskich.

Wszystkie dzwony biły w kolegiacie. Kościół wypełniony był tłumem szlachty i żołnierzy, którzy ostatni raz chcieli rzucić okiem na trumnę Hektora Kamienieckiego i pierwszego Rzeczypospolitej kawalera. Szeptano, że sam hetman ma na pogrzeb przyjechać, że jednak nie było go dotąd widać, a lada chwila mogli nadejść czambułem Tatarzy, przeto postanowiono nie odkładać ceremonii”/wolnelektury.pl/.

Dalej następuje opis mszy pogrzebowej, której apoteozą stał się przyjazd hetmana wielkiego koronnego – a przyszłego króla – Jana Sobieskiego.

Ta scena tak naprawdę została przez autora całkowicie wymyślona. W tym czasie kolegiatę stanisławowską dopiero zaczęto budować, mieszkańcy zaś korzystali ze skromnej drewnianej świątyni. A i grzebać nie było co – ciało „Hektora kamienickiego” zostało rozerwane wybuchem. Jego symboliczny grób znajduje się obecnie w Kamieńcu Podolskim.

Kto zamordował panienkę

W latach 1931–1932 w „Kurierze Stanisławowskim” drukowano powieść w odcinkach Piotra Szaryckiego „Po mylnym śladzie”. Przykuła ona uwagę czytelników, którzy niecierpliwie oczekiwali kolejnego odcinka. Treść była niezwykle frapująca: Władysław Przybylski wraca do domu ciemną i bezludną ulicą Gołuchowskiego (ob. Czornowoła), leżącą już na obrzeżach miasta. Nagle słyszy krzyk kobiety. Wyciąga z kieszeni rewolwer (w Polsce wolno było posiadać broń) i śpieszy na ratunek. W ciemności trafia na ciało młodej kobiety. Mężczyzna stara się jej pomóc, ale po nieudanych próbach ratunku śpieszy na poszukiwanie telefonu, by wezwać lekarza. Tu zostaje zatrzymany przez policję – z bronią i zakrwawionymi rękoma. Przybylski zostaje natychmiast aresztowany i osadzony w więzieniu. Śledztwo przejmuje doświadczony komisarz policji.

Z czytelników „Kuriera” mało kto orientował się, że pod pseudonimem „Szarycki” ukrywa się dwudziestoletnia Marcelina Grabowska. Niektórzy uważają ją za pierwszą w Polsce kobietę – autorkę kryminałów. Później wsławi się ona – już pod swoim nazwiskiem – jako utalentowana pisarka i dramaturg. W czasie wojny współpracowała z podziemiem, walczyła w Powstaniu Warszawskim, została ranna i po wojnie udekorowana Złotym Krzyżem Zasługi.

Według mnie, powieść nadaje się do czytania i można by ją przetłumaczyć na język ukraiński.

Powieść „Dwaj Kapitanowie” w ZSRR trafiła do złotej kolekcji powieści przygodowej

Dziewczęta z pociągu sanitarnego

Kilka pokoleń radzieckich czytelników wychowało się na powieści Weniamina Kawerina „Dwaj Kapitanowie”. Powieść wydawana była setki razy, dwukrotnie ekranizowana, a sam autor nagrodzony został Stalinowską premią w 1946 roku. Powieść nie utraciła aktualności i dziś. Według niej powstał znany musical „Nord-Ost”. Podczas jego przedstawienia w 2002 r. czeczeńscy terroryści wzięli widzów jako zakładników. W czasie niedbale splanowanej operacji antyterrorystycznej zginęło 130 z nich i prawie wszyscy terroryści.

Wróćmy do powieści. W ósmej części powieści mamy rozdział „Dziewczęta ze Stanisława”. Opowiada główny bohater – wojskowy pilot Sania Grigoriew. Ciężko ranny, wraz z innymi żołnierzami Armii Czerwonej, zostaje ewakuowany pociągiem sanitarnym. Na jakiejś stacji zaczęła się jakaś rozróba i wówczas pojawiają się one…

„Nagle w tłumie pojawiły się dwie dziewczyny ubrane po cywilnemu. One nawet nic nikomu nie robiły, jedynie coś szybko powiedziały jednemu, drugiemu – śpiewnie po ukraińsku – i ranni w milczeniu rozeszli się po wagonach.

Były to studentki technikum pedagogicznego w Stanisławie – obie duże, czarne, z niskimi brwiami, z niskimi głosami i nadzwyczaj „domowe”, nie bacząc na swe zdecydowanie i silny wygląd. Dołączywszy się do nas, wydobyły wodę i opiekuńczo rozdawali ją, po kubeczku na brata. Przyniosły skądeś nie wiadomo co – koszyk kaliny, ale przyjemnie było kosztować cierpkie jagody – jak one odświeżały!

Dlaczego z pośród tysięcy osób, które przewinęli się przede mną w te dni, zatrzymałem swoją uwagę na tych dziewczynach, o których nic nie wiem, oprócz tego, że jedna z nich nazywała się Katia!”

Dalej historia rozwija się tragicznie. Pociąg atakują niemieckie czołgi, które przerwały front. Faszyści z zimną krwią rozstrzeliwują pociąg. Grigoriew miał szczęście, że uratował się, ale obie dziewczyny zginęły.

Powieść napisana jest bardzo dobrze, ale co do jednego Kawerin się pomylił – w Stanisławie nie było technikum pedagogicznego, lecz instytut nauczycielski otwarty w 1940 r.

Ul. Kowalska dziś. Zdjęcie autora

Prawie Romeo i Julia

„Mieszkamy w Stanisławie przy ul. Kowalskiej. Powiadają, że dawno temu, tam gdzie leży ta uliczka, była niewielka rzeczka, a potem były cechy kowali. Stąd niby wzięła się jej nazwa. Bardzo możliwe. Dziś na całej Kowalskiej nie ma żadnego kowala.

Mój ojciec jest starszym kontrolerem na kolei. Pod nr 8 mieszkają dwie siostry krawczynie. Pod 11 mieszka rodzina emerytowanego nauczyciela. Dziwne to i trochę śmieszne (chociaż matka uważa wszystkie rozmowy o tym za plotki): on i ona, czyli ci nauczyciele, to już ludzie starsi, a dzieci mają całkiem małe. Sama początkowo myślałam, że to nie dzieci, a wnuki…”.

Pisarka Irena Wilde przez pięć lat mieszkała i uczyła się w Stanisławowie. Zdjęcie ze źródeł internetowych

Tak rozpoczyna swoje opowiadanie z 1947 r. „Ci, z Kowalskiej” Irena Wilde. Pisarka jest naszą rodaczką. Urodziła sie w Czerniowcach, uczyła się w stanisławowskim gimnazjum żeńskim, zaś mieszkała i tworzyła we Lwowie. Uważana jest słusznie za klasyka literatury radzieckiej.

W opowieści mowa jest o miłości Ukrainki Marty i Polaka Kazimierza. Wydarzenia rozwijają się w przededniu II wojny światowej. Społeczeństwo potępia młodych zakochanych. Ukraińcy uważają Martę za zdrajczynię i ogłaszają jej bojkot. Rodzice Kazimierza też nie są zachwyceni z synowej nie-katoliczki. Przeżywszy mnóstwo przygód i poniewierki, zakochani nareszcie odnajdują swe szczęście. W tym, w znacznej mierze sprzyja im sowiecka agresja.

Iwan Bondarew

Tekst ukazał się w nr 24 (460), 31 grudnia – 16 stycznia 2025

X