List do redakcji na temat artykułu o Stanisławie Vincenzie

W obronie Stanisława Vincenza

O kuriozalnym artykule Jurjia Smironowa pt. Nieznany Stanisław Vincenz opublikowanym w „Kurierze Galicyjskim” nr 6 z tego roku już wspominaliśmy, teraz publikujemy list skierowany do redaktora tego czasopisma przez dr Jana Choroszego, jednego z najlepszych znawców twórczości i biografii autora „Połoniny”.

Szanowny Panie Redaktorze,
dotarł do mnie 6. numer „Kuriera Galicyjskiego” (31 marca – 27 kwietnia 2020) z artykułem Nieznany Stanisław Vincenz Jurija Smirnowa. Dziwię się, że tekst, którego autor faktycznie niewiele wie o życiu i twórczości autora Połoniny, został opublikowany w piśmie kierowanym przez Pana. Jak wnioskuję z przytoczeń, Jurij Smirnow oparł się na doniesieniach prasowych lwowskiego pisma „Nowy Wiek” – nie czytał biografii Stanisława Vincenza, napisanej przez prof. Mirosławę Ołdakowską-Kuflową (Stanisław Vincenz – pisarz, humanista, orędownik zbliżenia narodów. Biografia, Lublin 2006; dostępna jest od wielu lat w przekładzie na język ukraiński), ani też obszernego studium prof. Olgi Ciwkacz Sokrates przed lwowskim sądem (w zbiorze Zatrudnienie: literat. Materiały, studia i szkice o Stanisławie Vincenzie, red. Jan A. Choroszy, Wrocław 2015). W obu publikacjach cała „tajemnica” tzw. procesu Polminu została wszechstronnie i obiektywnie wyjaśniona. Po zapoznaniu się ze wszystkimi relacjami sprawozdawcy sądowego „Wieku Nowego”, poświęconymi procesowi (1931, nry 9004-9010, 9095-9099, 9103, 9110, 9112), mogę ponadto stwierdzić, że pan Smirnow nie zadał sobie trudu, aby czytelników „Kuriera Galicyjskiego” zapoznać nie tylko z linią oskarżenia, lecz także obrony – w tym wypadku lwowski Sąd, wysłuchujący oskarżonych, a w końcu uniewinniający „Vincenza i towarzyszy”, zachował się dużo lepiej niż Pański dziennikarz, który złamał – jak mi się wydaje – podstawowe zasady odpowiedzialnego wykonywania swego zawodu. Pragnę zwrócić uwagę, że ponosi Pan za ten eksces moralną odpowiedzialność. Proszę we własnym sumieniu ocenić, co Pan powinien teraz uczynić.

Z poważaniem
dr Jan A. Choroszy
Instytut Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego

Cytowany tekst ukazał się na stronie Karpaccy.pl, pisownia została zachowana. Na tejże stronie można przeczytać inny nawiązujący do tego tematu tekst pt. „Czy Stanisław Vincenz był etnografem?”. Ponadto otrzymaliśmy dwie wiadomości prywatne.

Tę niespodziewaną reakcję wywołał artykuł Jurija Smirnowa pt. „Nieznany Stanisław Vincenz”, który ukazał się w Kurierze Galicyjskim nr 6 (346), 31 marca – 27 kwietnia 2020.

Wszystkie otrzymane wiadomości i artykuły polemizujące z w/w artykułem przesłaliśmy do autora, który w odpowiedzi nadesłał taką odpowiedź:

Napisałem artykuł nie o twórczości Vincenza, ale o procesie sądowym Polminu przeciw Produkcji. Wszystkie wydarzenia opisałem według relacji z sali sądowej korespondentów Wieku Nowego, również dokładnie słowo w słowo podałem wyrok sądowy i wyrok na apelację. Nie jestem historykiem literatury i nawet nie próbowałem analizować twórczości Vincenza. Chodziło mi wyłącznie o proces miedzy dwoma subiektami stosunków handlowych. Kto miał racje – wyjaśnił sąd. Wyrok uczciwie podałem.
Jurij Smirnow

Od redakcji możemy dodać, że zawsze udostępniamy łamy naszego czasopisma dla wyrażania różnych opinii, różnych poglądów na tematy będące w kręgu zainteresowań, dla których zostało ono powołane. Zastrzegamy sobie prawo do umieszczania również tekstów budzących różnicę zdań, a dyskusja pozwala Czytelnikom poznać różne punkty widzenia na ten czy inny temat.

Stanisław Vincenz był człowiekiem z krwi i kości, życie jego, jak każdego człowieka, składało się z różnych wydarzeń. Redakcja Kuriera Galicyjskiego w żadnym razie nie chciała i nie chce „szkalować” pamięci żadnego twórcy, o którym publikuje informacje, tym bardziej Stanisława Vincenza – jednego z najwybitniejszych twórców XX wieku, opisującego nasze tereny.

Zarzutem dla redakcji jest użycie wyrazu „etnograf”. Owszem, bezpośrednio takiego zawodu nie uprawiał, ale jakże często w różnych źródłach określa się właśnie tak jedno z jego zainteresowań. Tak właśnie nazywa Vincenza na przykład Międzynarodowe Centrum Kultury w zapowiedzi o Konferencji „Vincenz. Dialog – Karpaty – Europa Środkowa”, tak właśnie można przeczytać na stronach Culture.pl czy wielu innych. Więcej – w biogramie na stronie Vincenz.pl jest mowa o jego „wiedzy etnograficznej” i że „uczestniczył w pracach Koła Naukowego TPH, prowadzącego w regionie badania etnograficzne”.

Co dotyczy określenia „trylogia” o dziele „Na wysokiej połoninie”, to owszem, składa się z trzech części w czterech tomach. Być może dlatego ciągle pojawia się właśnie to określenie. Trylogią nazywa to dzieło m.in. Kultura Paryska czy Muzeum Historii Polski.

Wiadomości zawarte w artykule są faktem historycznym, opisany został epizod z życia Stanisława Vincenza, szczegółowo relacjonowany w międzywojennej gazecie Wiek Nowy. Sprawa została wyjaśniona jeszcze w latach 30. Artykuł nie ma nacechowania negatywnego, stanowi jedynie opis wydarzenia historycznego oparty na doniesieniach prasowych. W procesie sądowym wszyscy oskarżeni zostali uniewinnieni, o czym pisała gazeta Wiek Nowy, i to również zostało ujęte w w/w artykule.

Czy rzeczywiście Stanisław Vincenz i pamięć o nim muszą się bronić? Wcale nie było intencją redakcji KG obrazić pamięci wybitnego pisarza.

Przykro nam, że ten artykuł został tak boleśnie odebrany, dlatego też kierujemy nasze przeprosiny do osób, które poczuły się dotknięte.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X