Kurjer Lwowski przed stu laty

Kurjer Lwowski przed stu laty Obrady Sejmu (NAC)

Przyjrzyjmy się co pisano we Lwowie przed stu laty na przełomie stycznia i lutego. Zajrzyjmy na łamy Kurjera Lwowskiego.

W tych dniach obradował Sejm. Ważną była kwestia Ziem Wschodnich. Z Warszawy donoszą:

Pierwszym punktem obrad Sejmu była sprawa Ziem Wschodnich.

  1. Lutosławski wywodzi, jak bardzo potrzebnem jest uregulowanie spraw wschodnich i występuje z krytyką postępowania władz polskich na kresach.
  2. Gruenbaum zgłasza dwie rezolucje:

1) wzywa się rząd, ażeby jak najrychlej wniósł do Sejmu projekt ustawy o zniesieniu wszelkich ograniczeń prawnych stosowanych dotychczas względem poszczególnych mniejszości narodowych i wyznaniowych.

2) Wzywa się rząd, by jak najszybciej wniósł do Sejmu projekty ustaw realizujących art. 8. niniejszej ustawy, t. zn. zapewnienie ludności prawa swobodnego rozwoju kulturalnego na całym terenie Rzplitej.

Munster Skulski odpowiadając p. Gruenbaumowi zaznacza, że rząd będzie się starał, aby interesy kulturalne, oświatowe i religijne były szanowane i by równouprawnienie było przeprowadzone. Jeśli jednak chodzi o tendencje separatystyczne niektórych grup tej ludności, to one bezwarunkowo tolerowane nie będą. Rząd będzie wpajał przeświadczenie, że szanując odrębności kulturalne, twardą nogą stoi na tamtych ziemiach i zwalczać będzie wszelkie tendencje separatystyczne.

 

W dziale „Komunikaty” mamy informacje o ostatnich zabawach karnawałowych i jasełkach:

Karnawał tegoroczny zakończy się we wtorek 8 lutego

Wieczór kostiumowo-maskowy, zapowiedziany na 5. lutego, sobotę, zgromadzi w salonach Kasyna i Kola lit.-art. najwykwintniejszą publiczność lwowską. Komitet czyni wszystko, by zabawa zapisała się najlepiej w pamięci jej uczestników. Zgłaszają się już liczne grupy. Bufet, z którego dochód przeznaczono na popularny cel dobroczynny, będzie obfity i po cenach umiarkowanych. Cały gmach Kasyna i Koła oddany zostanie na ten wieczór wyjątkowo uczestnikom zabawy.

Wielki raut z tańcami odbędzie się w niedzielę dnia 6. lutego br. w salach Kasyna miejskiego, urządzony staraniem „Związku Strzeleckiego” ze współudziałem „Ligi Kobiet” na dochód plebiscytu na Górnym Śląsku i Towarzystwa „Związek Strzelecki”. Wiele niespodzianek. Kotylion, karnety. Orkiestra 19. pp. „Odsieczy Lwowa” pod osobistą batutą kapelm. W. Wilkuszewskiego. Początek o godz. 9 wiecz. Wstęp ściśle za zaproszeniami. Po zaproszenia zgłaszać się można w Lidze Kobiet, pl. Akademicki 1. I piętro w godz. od 6–7 wiecz. lub też w zarządzie Okręgowym Związku Strzeleckiego, ul Ossolińskich 12. II. p. od godz. 5–7 wiecz.

Za Komitet: Jadwiga Bogdanowiczowa, Helena Czamekowa, radc. Kazimierz Bogdanowicz, dr. Konstanty hr. Dzieduszycki, radc. Paulin Więckowski i inni.

Udział wezmą artyści teatru miejskiego, pp. Polański, Homer, Rajchan wypełnią nadzwyczaj interesującą część artystyczną.

Dziesiątki miłych, dotychczas we Lwowie niewidzianych niespodzianek, doskonali wodzirejowie z p. Pawlikowskim na czele, pomysłowa dekoracja sali, wylosowanie miljonówek, kotyljon, oryginalne karnety, no a wreszcie liczne a doborowe towarzystwo, oraz cel urządzonego rautu, ściągnie do sal Kasyna tych wszystkich, którzy przed Środą Popielcową zapragną jeszcze raz w karnawale ochoczo się zabawić.

I nawet ci, którym wiek nie pozwala na wzięcie czynnego udziału w wirze nieśmiertelnego walca, mogą śmiało w dniu tym wstąpić w gościnne progi Kasyna Miejskiego.

Podwieczorek z tańcami w Kasynie i Kole lit.-art., urządzony przez Syndykat dziennikarzy polskich odbędzie się w poniedziałek dnia 7 lutego br. Zabawie tej nadane zostaną możliwie jak największe znamiona domowej, aby mogły wziąć w niej udział i te dorastające panienki, dla których publiczne bale i wieczory muszą jeszcze przez pewien czas pozostać marzeniem.

Zgłoszenia na uczestników przyjmuje sekretariat Kasyna i Koła lit.-art., po zatwierdzeniu przez komitet, karty wstępu będą wydawane od niedzieli 6. bm.

 

Jasełka w Chlebowicach

Dnia 24 i 25 stycznia br. wystawiono we wsi Chlebowice w szkole polskiej „Jasełka” Rydla, odegrane przez dziatwę wiejska. Na scenie zbudowanej przez dziatwę pod kierunkiem p. Heleny Wałachówny, licznie zgromadzona publiczność obejrzała staropolskie misterium. Wspaniałą grę Bartka i Żyda tańczącego hebrajskiego rzęsiście oklaskiwali tak mali jak i starsi. W prześlicznych aniołkach rodzice nie mogli poznać swych dzieci, a dziatwa swych towarzyszek. Najwięcej zadowalała się dusza, gdy gromadka krakowianek i krakowiaków w oryginalnych strojach krakowskich z brzękiem i stukiem jak przystało na młódź podwawelską wypadła na scenę i w cztery pary zatańczyła krakowiaka. Skromne a miłe kolędy podniosły nastrój i wywołały dodatnie wrażenie tak u włościan, jak i u inteligencji, która wraz z księdzem proboszczem, pomimo słoty, stawiła się na przedstawieniu. Dochód przeznaczono na plebiscyt Górnego Śląska.

Za trudy, jakie nauczycielka tamtejszej szkoły p. H. Wałachówna zadała sobie, aby dziatwę wyuczyć „Jasełek” i w ogóle rzecz całą przeprowadzić do skutku należy się jej prawdziwe uznanie.

„Jasełka” Lucjana Rydla na Zamku Królewskim (NAC)

Rubryka „We Lwowie” donosi o najważniejszych wydarzeniach w mieście:

Koniec strajku szewców we Lwowie. Komisja majstrów i robotników szewskich podpisała onegdaj ugodę na warunkach następujących:

1) podwyżka plac o 75 proc.,

2) 8 godzinny czas pracy,

3) wynagrodzenie dwutygodniowe,

4) dnia 1. marca nastąpić ma rewizja cennika i w miarę wzrostu drożyzny ewent. nowa podwyżka płacy Walne zgromadzenie zadecyduje o uznaniu organizacji robotników.

 

Paskarstwo kwitnie we Lwowie coraz bezczelniej, podczas gdy władze odnośne, mające ścigać paskarzy, prowadzą między sobą spory kompetencyjne. Niestety dotychczas nie zabrano się u nas z całą bezwzględnością do lichwiarzy żywnościowych, skutkiem czego na targach orgie coraz większe. Brak mięsa i tłuszczów odczuwać się daje coraz bardziej, a cena masła podskoczyła do 500 mk. za kilo; za zająca żądano po 12 mk., za litr mleka po 30 mk., za kilo ziemniaków po 10 mk. Cena cebuli dochodzi do 40 mk. za kilo. To ździerstwa niesłychane!

Główka kapusty dochodzi do 25 mk., kalarepy do 20, a kielu do 25 mk. Kilo ryżu kosztuje 100 mk, a grysiku pszennego 130 mk. Za kilo fasołi żądają 60 mk., za kilo kaszy jęczmiennej 52 mk., pęcaku 56, grochu 44 mk, kaszy hreczanej 72 mk., grysiku kukurydzianego 48 mk., mąki kukurydz. 48, białej mąki 120 mk, cukru białego 250 mk., a żółtego 200 mk. Doszło do tego. że za kilo chleba białego płacić musiano 100 do 200 mk., a czarnego chleba 70 do 75 mk. Odnośne władze ku utrapieniu i oburzeniu konsumentów dotychczas nie ukróciły tego wyzysku.

W Warszawie zabrano się energicznie i bezwzględnie za tamtejszych wyzyskiwaczy rzeźników i masarzy. Donoszą stamtąd: Komitet targowy w Warszawie wyznaczył taksę na mięso oraz na wędliny. W odpowiedzi na to rzeźnicy pozamykali jatki, pozbawiając ludność tego niezbędnego artykułu. Trwało to kilka dni. Rzeźnicy sądzili, że sterroryzują władze odnośne i zmuszą do zniesienia taksy. Pomylili sie jednak. Urząd bowiem walki z lichwą skazał ich za to na dwa tygodnie więzienia. Dotychczas aresztowano i osadzono w więzieniu karnem przy ulicy Długiej 15 rzeźników. Dalsze aresztowania trwają.

Kramy na targu (NAC)

Ujęcie szajki bandyckiej w okolicach Lwowa, która grasowała od dłuższego czasu i składała się z uzbrojonych bandytów. Napadała na podróżnych na drogach i ścieżkach w pobliżu lasów: lubieńskiego, zimnowódzkiego, sołonkowskiego i obroszyńskiego. Napadniętym odbierano przeważne pieniądze. I tak 4. ub. m. dokonali bandyci w lesie obroszyńskim napadu na jadących do Lwowa Mojżesza Heringa, 13. bm. obrabowano w lesie Minę Münzer, Natana Wirtha, Łajbę i Moryca Ledera. 16. bm., gdy Münzerowa wracała ze Lwowa, uległa powtórnemu napadowi ze strony tych samych opryszków, przyczem obrabowano ją z gotówki, którą — nauczona smutnem doświadczeniem – ukryła w chustce pod kolanem. 18. bm. Obłupiono Dawida Friedmana, Frelwiga i Dawida Kremeca, u którego znaleźli rabusie pieniądze ukryte w bucie.

Tej samej nocy napadli bandyci na Jana Paluszka i Franciszka Tomasika, którzy jechali z mięsem do Lwowa, przyczem zabrali im 8 szynek cielęcych.

 

Znowu podrożenie papieru gazetowego. Z Warszawy dochodzi nowa wiadomość do Krakowa: Papier gazetowy ponownie podrożał bardzo znacznie. Cena za l kilogram wraz z kosztami transportu dojdzie do 75 marek. Przed wojną kosztował kilogram papieru rotacyjnego 23 hal. czyli niespełna 24 fenigów. Żaden artykuł podczas wojny nie doznał takiej podwyżki.

Skoro uwzględni się coraz większe podrożenie kosztów druku, które prawie co miesiąc następuje całkiem niespodzianie, a dalej kosztów farby, opłat pocztowo-telegraficznych, gazu, elektryki i innych wydatków, połączonych z wydawnictwem dziennika, łatwo sobie wyobrazić rozpaczliwe położenie wszystkich wydawnictw. Rząd dotychczas nie pomyślał wcale o środkach zaradczych.

 

Ślub prof. Stanisława Paluchowskiego, dyrektora N.U.Z.A. z panną Marją z Chrząstowskich Firekówną odbył się dnia 1 lutego w kościele św. Mikołaja we Lwowie. Nowożeńcy zamiast podziękowań pisemnych za otrzymane w dnu ślubu życzenia złożyli 1.000 M. na cele plebiscytu Górnego Śląska. Wzbudziło to uznanie w szerokich kręgach obywatelstwa lwowskiego.

Kilka numerów wstecz Kurier Lwowski publikował materiał o obozie internowania w Kosaczowie koło Kołomyi. W 1921 roku toczył się proces sądowy przeciwko władzom tego obozu. Oto fragmenty zeznań świadków. Okazuje się, że nie wszystko było tak „pięknie” jak we wcześniejszym artykule…

 

Echa zbrodni ukraińskich w Kosaczowie

W czasie wczorajszej rozprawy przeciw Petruszewiczowi (naczelnemu lekarzowi obozu – red.) przesłuchano w dalszym ciągu kilku świadków, następnie przewodniczący odczytał za zgodą prokuratora i obrony protokół zeznań świadków, którzy nie stawili się. Następne dnie rozprawmy zajmą przesłuchania reszty świadków, względnie odczytanie protokołów. Jest też wielce prawdopodobnem, że w piątek wieczorem uda się sądowi zamknąć postępowanie dowodowe, tak, że w sobotę nastąpiłyby wywody prokuratora i obrony, orzeczenie przysięgłych i wydanie wyroku.

Przesłuchany wczoraj świadek dr. Zygmunt Bleicher objął służbę w barakach kosaczowskich z początkiem marca, pełnił funkcje lekarza przez trzy tygodnie. Baraki były jego zdaniem nieodpowiednie, Petruszewicz był tam kilkakrotnie, czy wizyty te przyniosły jaki skutek, nie umie powiedzieć W ogólności zeznaje świadek z wielką rezerwą. Miejscami wpada w sprzeczności sam ze sobą, a zapytany o powód nie umie tego należycie wyjaśnić.

Świadek Gerczuk Edward po powrocie z niewoli rosyjskiej został aresztowany. Był w więzieniu, następnie odesłano go na Kosaczów, gdzie został umieszczony w VII baraku. Miał przy sobie trochę gotówki i to ocaliło go od śmierci głodowej. Później pozwoliły mu władze ukraińskie zamieszkać na prywatnej kwaterze w mieście, lecz pozwolenie to rychło cofnięto.

Świadek dr. Zenobiusz Lewicki, Rusin, dyrektor szpitala w Kołomyi. Przychodził często do szpitala kosaczowskiego. Panujące tam stosunki odpowiadały wojennym, ciężkim czasom. Wielkie skupienie ludzi uważał świadek w każdym razie za rzecz błędną. Z rozkazu władz ukraińskich przeprowadził świadek sekcję zwłok śp. Lewińskiego. Na zwłokach widział liczne sińce i rany, lecz za przyczynę śmierci uważa wycieńczenie i słabą działalność serca.

Świadek Łopatka Józef, aptekarz, był zarządcą apteki wojskowej w Kołomyi po wkroczeniu Rumunów. Gdy objął zarząd aptek, zastał tam zadziwiającą wprost ilość leków, np. maści świerzbowej, której za żadną cenę nie można było dostać w Kołomyi, była w aptece cała beczka, dalej wielkie zapasy środków dezynfekcyjnych, aspiryny, w ogólności, medykamentów, służących do zwalczania tyfusu i czerwonki! Dr. Petruszewicz miał w Kołomyi dobrą opinię, tem więcej zdziwiła świadka późniejsza zmiana w tym kierunku. Gdy do Kołomyi weszły oddziały wojskowe P. O. W., świadek przez pewien czas ukrywał nawet Petruszewicza przed grożącem mu zlynchowaniem ze strony polskich żołnierzy.

Świadek Folański, rolnik, powtarza znane już szczegóły. Kto nie mógł lub nie chciał iść na robotę, bito go kołami i rózgami. Tyfus przebył w t. zw. „konającym baraku”, w obozie było zimno, a gdy raz zapalił w piecu dostał 2 godziny t. zw. słupka. Od studni odpędzał jeńców żołnierz ukraiński uderzeniami kolby, bo „woda była przeznaczona dla kuchni i szpitali”.

Świadek ks. Jarosiewicz Mikołaj, Rusin, zeznaje na korzyść oskarżanego, z którym utrzymywał stosunki towarzyskie. Petruszcwicz skarżył mu się na brak środków leczniczych.

Świadek dr. Józef Małaniuk, Rusin, lekarz w Stanisławowie, niewiele mógł powiedzieć o stosunkach kołomyjskich. Z oskarżonym stykał się, gdy ten przyjeżdżał do Stanisławowa po zdobycie środków szpitalnych.

Następnie odczytał przewodniczący za zgodą stron zeznała nieobecnego ks. Leńki, w których znajduje się jeden charakterystyczny szczegół. Oto internowani Kosaczowscy wywiesili na przyjęcie polskiej misji Czerwonego Krzyża tablicę z napisem:

„Polki! Umierający z głodu internowani witają Was!”

Tablicy tej nie zdążyły już władze ukraińskie usunąć.

Rozprawę rozpoczęto przesłuchaniem odwodowego świadka dra Hrabara, adwokata z Kołomyi. Z dowódcą okręgu Pryjmakiem chodził do gimnazjum, z Halibejem zaś, komendantem miasta, żył na przyjacielskiej stopie. Ze względu na zażyłe stosunki, łączące świadka z oboma, interweniował często tak u Halibeja, jako też u Pryjmaka na korzyść internowanych. Zdaniem świadka, wypuszczono bardzo wielu inter­nowanych, tak wielu, że polski komitet pań nie mógł nadążyć z wyszukaniem mieszkań dla uwolnionych. Był na oficerskim oddziale szpitala rezerwowego i widział tam wszystko w porządku.

Świadek prof. Halibej, komendant miasta, opowiada szczegółowo o stosunkach w Kołomyji, które znał dobrze, choćby z tego powodu, że sam był dygnitarzem ukraińskim. Liczne audytorium słucha z sympatią i uwagą zeznań człowieka, który postępowaniem swojem wobec Polaków wyrobił sobie opinję europejczyka, człowieka szlachetnego i ludzkiego.

Świadek Adam Augustynowicz przyszedł do obozu 17. grudnia jako jeniec. Różnica w traktowaniu jeńców i internowanych była znaczna, jeńców uważano w ogóle jako bydlę niegodne, by żyło. Od wojskowych nieraz słyszało się powiedzenie: „Jesteście tu przysłani na zagładę“.

Kąpiel uważali jeńcy za jedną z największych plag. Już z rana wpadała do baraku banda Ukraińców z bagnetami i nahajami, poczem pędzono do kąpieli rannych i obdartych. Prócz dotkliwego zimna w sali, musieli czekać nago około 2 godzin. Tu dopuszczali się żołdacy nad jeńcami różnych ekscesów: co lepsze rzeczy kradziono, z początku i na końcu robiono „rewizję” co lepszych rzeczy, a w razie oporu bito jeńca. Woda, której nie wystarczyło na 10 ludzi, miała służyć dla stu, wobec czego kąpiel chybiała celu. Po „kąpieli“ odziewano ich w mokre jeszcze i ciepłe rzeczy, w następstwie czego po każdej kąpieli Izba chorych była przepełniona.

Jeńców kąpano tylko w zimie. Gdy świadek w kwietniu chodził do komendanta Gduli z prośbą o kąpiel, ten odrzekł mu, że nie ma rozkazu, a stojący obok żyd-feldfebel dodał: „Nie chcieliście chodzić do kąpieli w zimie, nie będziecie i teraz”.

Komendant obozu Słobodzian był człowiekiem dzikim i ordynarnym. Szczególe nie znosił widoku akademików, a gdy musiał przejść koło którego z nich, nie obyło się nigdy bez tego, by go nie kopnął lub nie szturknął.

Misja polska nie poruszała się tak swobodnie, jak tego oczekiwano. Do 3. baraku, zwanego legionowym, przyszła w otoczeniu zgraji żandarmów. Gdy jedna z pań, widząc na piecyku dymiącą szalkę, zapytała, co jeńcy gotują sobie, Słobodzian i Halibej szybko objaśniali, że jeńcy dostają z komitetu prowianty, które sobie warzą. Ciekawa pani zajrzała mimo to do szalki i przekonała się, że gotowano tam łupy kartoflane, co usłużny Widepol natychmiast wyjaśnił żarłocznością jeńców, „z którymi się tu bardzo dobrze obchodzą”. Doktorzy Lewner i Zelger odnosili się do chorych Polaków z niechęcią lub lekceważeniem.

Pozatem odczytano zeznania całego szeregu świadków. W zeznaniach Webera mamy opis sceny, jaka, zaszła po ucieczce 14 jeńców na Święta Wielkanocne. Na barak 2-gi skierowano wtedy karabiny maszynowe i otwarto gwałtowny ogień, przyczem kule przebijały drewniane ściany baraku i świstały nad głowami leżących pokotem na ziemi świadków.

Delegacja Polskiego Komitetu Narodowego w obozie jenieckim (NAC)

Ze spraw ukraińskich

Ataman Petlura nie ustępuje. Ministerstwo prasy i propagandy URL. pismem z 31. stycznia opublikowanem w pismach ruskich, prostuje wieści o ustąpieniu Symona Petlury jako zupełnie bezpodstawne.

Powstanie na Ukrainie. „Ukraińskyj Wistnyk” donosi, że na Ukrainie robotnicy, głównie kolejowcy, organizują się dla popierania powstania a zwalczania okupantów bolszewickich. W Jekaterynosławiu zbuntował się pułk robotniczy, wysłany przeciw powstańcom.

„Ridnyj Kraj” donosi, że na Podolu operuje prócz Hołuba setnik Padulak, mający 8 kulomiotów i jedną połówkę. Również na Ukrainie znajdują się regularne oddziały wojsk URL. (z dywizji wołyńskiej, kijowskiej i „żelaznej“), które przedarły się swego czasu przez front bolszewicki i obecnie formują się do stanowczej akcji, unikając na razie walk.

Została zachowana oryginalna pisownia

Opracował Krzysztof Szymański

X