Przeglądając lwowskie czasopisma natknąłem się na jeszcze jeden „Kurier” – „Kurier Powszechny”. Było to pismo ukazujące się we Lwowie i Krakowie, redagowane przez Jana Matyasika. Początek gazety w wersji lwowskiej był lwowski, dalsza część – krakowska. W Krakowie było na odwrót.
Uroczystość Sokoła w Winnikach
Założone przed 30 laty gniazdo sokole w Winnikach obchodziło w dniu wczorajszym podniosłą uroczystość poświęcenia przebudowanego własnego gmachu. Ponieważ budynek nie odpowiadał już potrzebom chwili, przeto energiczny Wydział Towarzystwa, pomimo trudnej obecnej sytuacji finansowej, podjął się poważnego zadania, które w dniu wczorajszym uwieńczył uroczystym aktem poświęcenia.
Duża sala została podwyższona, dobudowano do niej scenę i sale boczne, zaopatrzono je w przyrządy gimnastyczne i stworzono w ten sposób pierwszorzędnej wartości ośrodek dla prac sokolich z jednej, a dla towarzystw miejscowych z drugiej strony. Zasługę w tem ma ks. Piotr Kuprowski, a podniosłe kazanie wygłosił ks. kan. Antoni Saczyński.
Po nabożeństwie pochód ruszył do sokolni, gdzie w ogrodzie odbyła się akademja, na której przemawiali: prezes Wreml, del. Dzielnicy Hołubowski i wiceprezes Okręgu Kuźniewicz. Produkcje orkiestry „Hejnał“ spotkały się z ogólnem uznaniem. Po akademji ks. Kan. Saczyński dokonał poświęcenia gmachu sokolego i wygłosił podniosłe, pełne głębokich myśli przemówienie, w którem nakreślił zadania Towarzystwa na miejscowym terenie i wskazał na zasługi, jakie Towarzystwo ponosi w podlwowskich miejscowościach dzięki swej ofiarnej a owocnej pracy. Zebrane drużyny sokole odśpiewały następnie swój hymn, poczem dh. Wiktor Greń w serdecznych słowach podniósł zasługi prezesa gniazda Wremla, którego portret odsłonił. W końcu milutka Jadzia Pikulska po wygłoszeniu aktualnego wierszyka, wręczyła prezesowi wiązankę kwiatów.
O godz. 3 odbyła się zabawa ogrodowa, połączona z ćwiczeniami drużyn żeńskich i męskich z gniazd lwowskich. Piękna uroczystość była wzniosłem uwieńczeniem prac miejscowego gniazda, w którem ruch dzięki naczelnikowi Ludwikowi Wiśniewskiemu i nacz. drużyny żeńskiej Ant. Witoszyńskiej w murach nowej sokolni silnem uderzy tętnem.
Winniki z dniem wczorajszym otrzymały placówkę, dostosowaną do nowoczesnych wymogów. Może ją przypisać naszemu zapobiegliwemu i energicznemu Wydziałowi z prezesem Alojzym Wremlem na czele, zdołali oni bowiem przełamać rozliczne trudności, jakie piętrzyły się ze wszech stron i doprowadzili dzieło do zamierzonego celu. W uroczystości wczorajszej wzięły udział liczne drużyny sokole ze Lwowa i z gniazd okolicznych. Przybyły drużyny ze wszystkich gniazd lwowskich z prez. Dr. Borowcem i Smolnickim na czele, liczne drużyny ze sztandarami z Przemyśla, Gródka, Żółkwi i innych.
Autor, podpisujący się jako „Ido” opisuje niełatwe życie Ormian w Kutach
Ormianie w Kutach
Od 200 lat prawie osiedlali się w Kutach Ormianie, zakładając tu osadę handlową. Jako naród kupiecki, wybrali Kuty dlatego, że miasto to odpowiadało swem położeniem geograficznem ich wszelkim wymogom i przypominało im dawną ojczyznę. Stąd najłatwiej im było zapuszczać się w głąb gór i korzystać z połonin, na których wypasali bydło, owce i kozy — co stanowiło ich główne zatrudnienie i źródło dochodu. Jesienią spędzano bydło do miast i tu sprzedawano, natomiast kozy i owce, tysiącami sztuk rżnięto u siebie w domu i z mięsa robiono sławną po dzień dzisiejszy „kozinę i salami ormiańskie”, natomiast z tłuszczu świece, tzw. ,,łojówki”. Skórę wyprawiano w tzw. „tabacharniach” na safjany – później wywożono ją na sprzedaż całemi karawanami nie tylko po Polsce, lecz także do Węgier. Ponieważ lamp wówczas nie znano, przeto popyt i zapotrzebowanie na świece było wielkie – dlatego też ten przemysł dawał duże zyski, a skóry safjanowe powszechnie używane, przynosiły Ormianom również korzyści.
Po wprowadzeniu lamp naftowych i wprowadzeniu z czasem innych gatunków skór fabrycznych, przemysł ich począł upadać, a gdy ci ludzie, z natury sprytni i przedsiębiorczy to spostrzegli – przerzucili się na inny handel, – handel świńmi, i to za granicami Austrji, bo aż w Bessarabji. Handel ten bardzo popłacał, a że Ormianie są ludźmi skromnymi i oszczędnymi, dorobili się majątków i wielu z nich, ulokowawszy swą gotówkę w nieruchomościach, pozostało właścicielami dużych posiadłości do dnia dzisiejszego. Mniej roztropni – prowadząc handel świń dalej, ponosili niejednokrotnie duże straty, mając jednak zapewniony kredyt, dźwigali się szybko.
Wojna położyła kres wszystkiemu. W tym też czasie i Ormianie stracili wszystko. Zaskoczeni wojną poza granicami swego państwa, byli – jako obcopoddani – szykanowani przez Rosję i aby utrzymać się na swoich miejscach, drogo się opłacali w urzędach rosyjskim systemem „łapówek”. Po powrocie z końcem wojny do swoich domostw i po dewaluacji marki – nie mieli już za co wziąć się do handlu. Rząd polski nie doceniał ich zdolności kupieckich, nie przyszedł im z pomocą finansową, – nic też dziwnego, że ci dawniejsi „kabzanie” zostali „kapcanami“ i stoją dzisiaj u wrót najpotworniejszej nędzy.
Całe miasto stanowiące ongi ich własność, przeszło w ręce żydowskie, a już i na przedmieściach tylko niektóre domy stanowią własność ormiańską. W Kutach pobudowano przed 60 laty kosztem ofiarności tut. społeczeństwa Czytelnię Polską, a założycielem jej był śp. Jakób Moszoro, orm. proboszcz w Kutach. Ta polska placówka, jako też Tow. gimn. ,,Sokół”, od 30 lat istniejące, górowały nad innemi, dzięki pracy tut. Ormian, dążących wytrwale ku wytkniętemu celowi, jakim była idea narodowa i utrzymanie polskości na kresach. Tak w Polsce przedrozbiorowej — jak za czasów zaborczych oraz w dzisiejszej Polsce, byli i są Ormianie wiernymi strażnikami owej idei i niejednokrotnie dzierżyli bardzo zaszczytne i wysokie stanowiska, wykazując duży patrjotyzm.
I jak te czyny poszły w zapomnienie, tak też i dzieje Ormian w Kutach znikną może bez śladu, chyba, że za wieki ktoś z ciekawych wyciągnie kroniki kuckie, by je przeglądnąć. A jednak te resztki Ormian zasługują na upamiętnienie. Trudno wyliczyć wszystkich. Jednym z najbardziej zasłużonych obywateli miasta był śp. Grzegorz Jakubowicz, długoletni burmistrz i prawdziwy ojciec miasta. Dzięki jego niestrudzonej pracy Kuty przybrały charakter i wygląd miast kulturalnych; „w dowód wdzięczności” rada gminna nie uznała za stosowne uczcić prac i zasług Jakubowicza przez np. nazwanie jednej z ulic jego nazwiskiem. Drugą wybitną postacią i że się tak wyrażę „duszą miasta” jest ks. Dziekan Samuel Masługiewicz, organizator kilku spółdz. społecznik. b. senator Rzplitej. On to uczynił z Kut „letnisko”, zapewniając w ten sposób miastu jedyne bodaj dochody. Stracili wszystko, nie stracili jednak uczuć patriotycznych, które od początku swego osiedlenia do ostatnich dni w stosunku do Polski żywili. Przez ciągły Kontakt z hucułami, wpływali na nich, wyrabiając z nich zawsze lojalnych obywateli. Ale o tem wszystkiem, co napisałem, jakoś się nie pamięta. I zamiast pomóc w pracy prowadzonej w tak trudnych warunkach, – rzuca się kłody pod nogi. Źle się dzieje…

We lwowskich fabrykach w 1934 r. nasiliły się strajki. O jednym z takich pisano…
Echa strajku w „Brance”
Przed niedawnym czasem, istniejąca od kilkudziesięciu lat fabryka cukrów i czekolad „Branka”, dotknięta została po raz pierwszy strajkiem, którego echa obiły się o mury całego miasta. Przebieg strajku znany jest opinji publicznej, ze wszystkiemi smutnymi niejednokrotnie epizodami, toteż dobrze się stało, że dyrekcja „Branki” dnia jednego zaprosiła przedstawicieli prasy na konferencję, by przedstawić tło, przebieg strajku i dalszy program fabryczny. Z tego rodzaju bezpośredniego informowania prasy o zajściach, zjawiskach i wypadkach powinny wziąć przykład i inne instytucje, by się w przyszłości uchronić przed napastliwością niesprawdzonych wieści.
Dyr. fabryki p. dyr. Brandstatter jest najmocniej przekonany, że strajk miał podłoże komunistyczne, a przekonania swoje poparł całym szeregiem zjawisk, wywołanych przez osoby, których nazwiska zostały publicznie podane do wiadomości. Jeśli jest faktem, że w fabryce „Branka”, zatrudniającej ponad 350 robotników, a ponad 90 osób personelu biurowego i technicznego w fabryce i ponad 50 zastępców w różnych punktach Polski, doszło do tego, że przez kilka dni w sposób bezkrytyczny rządził samowładnie okupowawszy hale, podwórza i ubikacje fabryczne jakiś samozwańczy komitet robotniczy, to zjawisko to nie może przejść mimo uwagi społeczeństwa. A jeśli jest faktem, że w skład komitetu strajkowego, złożonego z 12 osób wchodziła dzieciarnia od lat 16 do 22, to tego rodzaju zjawisko musiało bezwzględnie doprowadzić do tych wypadków, która najczęściej sprowadza lekkomyślność, pochopność i zawadjactwo ludzi młodych.
W strajku starsi robotnicy i majstrowie udziału nie brali. Nie chcemy mnożyć argumentów, zwłaszcza, że ojcowskie słowo pod adresem młodocianych robotników, gorące, serdeczne nastawienie ze strony dyrekcji więcej zaważyć może, aniżeli rozważanie programów ekonomicznych i oparcie tychże o jakiś program partyjny – mamy bowiem publiczne zapewnienie p. dyrektora Brandstattera, że z ojcowskiem wyrozumieniem odniesie się do tych robotników, którzy z nim nadal współpracować będą. A współpraca jest potrzebna, gdyż fabryka wkracza w dzisiejszych ciężkich czasach na nowe tory, zdobywając nowe gatunki produkcji, jako też nowe rynki. Naszem zdaniem w mieście Lwowie, pozbawionem placówek przemysłowych takie zjawiska, jakie młodociani wywołali w „Brance” zgoła nie zachęcają do montowania placówek przemysłowych i tem się tłumaczy coraz szerszy rozrost nędzy austriackiej we Lwowie.

Lwów szykował się do konsekracji kolejnej świątyni – ostatniej wybudowanej przed wojną p.w. MB Ostrobramskiej na górnym Łyczakowie.
Przed konsekracją kościoła M.B. Ostrobramskiej na Łyczakowie
Zbliża się chwila konsekracji tego wspaniałego kościoła, dominującego wśród przepięknego położenia nad całą okolicą u wschodniej bramy Lwowa. Zarówno wewnątrz prześlicznej świątyni, jakby żywcem wyjętej ze starochrześcijańskich czasów z włoskiej ziemi, oraz dookoła niej prowadzoną była wczoraj gorączkowa praca robotników, zmierzających energicznie do ukończenia wspaniałego dzieła.
Pod czujnem a troskliwem okiem inż. Stefana Neuhoffa, który już przed laty złożył chlubny egzamin swych wybitnych zdolności i wysokich umiejętności fachowych, budując monumentalną świątynię w Tarnopolu, praca postępuje szybko i planowo tak jak szybko w ciągu zaledwie trzech lat dźwignęło się na wzgórzach górnego Łyczakowa przepyszne wspaniałe dzieło pasterskiej troskliwości naszego Arcypasterza Ks. Dra Bolesława Twardowskiego. Inż. Neuhoff pokonał bardzo szczęśliwie rozliczne trudności techniczne związane między innemi z założeniem fundamentów pod 60 m wysoką campanillę oraz wewnątrz świątyni z rozłożeniem ciężaru stropu na boczne mury za pomocą specjalnych ław, przenoszących ciężar na te mury.
Obecnie prace dobiegają końca. Wewnątrz świątyni żwawo postępowały wczoraj roboty około wielkiego ołtarza oraz ambony. Pomimo nagromadzonych jeszcze materjałów budowlanych wnętrze świątyni zalane potokami światła, sprawia potężne wrażenie. Na zewnątrz kościoła główny nacisk prac położony był wczoraj na wykańczanie wielkiej balustrady kamiennej obejmującej wejście do wysoko założonego kościoła. Ustawiono wczoraj potężne bloki, stanowiące oparcie dla kamiennego ogrodzenia. Gorączkowo również pracowali brukarze, którzy układali płytki kamienne dookoła kościoła. Ogrom prac już został wykonany, ale wiele jeszcze pozostaje do zrobienia. O tem pamiętać winno społeczeństwo polskie Lwowa, a zwłaszcza dzielnicy Łyczakowskiej, otrzymującej w pierwszym rzędzie z ofiarności Ks. Arcybiskupa tak wspaniałą, a nieodzowną w tej dzielnicy, świątynię.
W Kronice Lwowskiej zamieszczano krótkie informacje o ostatnich wydarzeniach:
Wydawnictwo Książek Szkolnych opuszcza Lwów. Nie pomogły alarmy opinji lwowskiej, nie pomogły interwencje senatorów, posłów, memoriały organizacyj – od dni kilku Państwowe Wydawnictwo Książek Szkolnych pakuje swój majątek i wysyła do nowej stołecznej siedziby.
Czy mamy powtarzać to, cośmy już tyle razy pisali, czy mamy przypominać treść uchwał, memoriałów itd.? Nic nie pomogło. Ewakuacja Lwowa idzie pełną parą. Postanowiono… wykonano, nie oglądając się na szkody, jakie za sobą niesie tego rodzaju polityka translokacyjna.
Potulny Lwów więdnie, schnie, marnieje i tuli główkę do wielkości sanacyjnych, sądząc, że w płaczu do ich kamizelek wywalczy dawną świetność grodu. Popłynie fala sztucznych oburzeń, żalów, zapewnień, prób, a po pewnym czasie nowy kwiatek ewakuacyjny.
Fatalne zderzenie samochodu z motocyklem. W dniu wczorajszym o godz. 10 przed południem u wylotu ul. Na Skałce i ul. Jabłonowskich wydarzyła się katastrofa, wywołana zderzeniem się samochodu z motocyklem. Samochód nr. 91971. prowadzony przez dyrektora Powszechnego Banku Związkowego Scholtza, zderzył się z motocyklem nr. 91114, którym przejeżdżał Artur Neuberger, urzędnik prywatny zam. przy ul. Gródeckiej l. 57. Skutkiem nagłego wstrząsu Neuberger wyrzucony został z motocykla, a upadłszy na jezdnię, doznał złamania nogi i ciężkich potłuczeń na calem ciele.
Pierwszej pomocy udzielił mu lekarz Pogotowia Ratunkowego, który przewiózł go następnie do szpitala powszechnego. W karambolu obie maszyny doznały znacznych uszkodzeń, oszacowanych na 2.000 zł. Na miejscu zebrał się – jak zwyczajnie w takich wypadkach – tłum przechodniów, a raczej gawiedzi ulicznej.
Niewybuchy nadal groźne. Ostatnio wszystkie niemal urzędy gminne, a także proboszczowie z ambon zwracają uwagę ludności na niebezpieczeństwo, jakie grozi ze strony znalezionych na polach niewystrzelonych pocisków. Granatów i szrapneli znajduje się na polach, stanowiących teren wielkiej wojny tak wiele, że jeszcze ciągle w dużej ilości wydobywane są przez ludność z ziemi. Zwłaszcza wielkie ilości granatów i wszelkiego rodzaju pocisków znajdowało się na ziemiach w rejonie Tarnopola, Brzeżan, Zborowa, Złoczowa i Brodów.
Na wiosnę i na jesieni w czasie prac w polu, wydobywanie pocisków z ziemi jest bardzo częste. Nieostrożni ludzie padają ofiarą lekkomyślności i braku zrozumienia niebezpieczeństwa. Przed kilku dniami 19-letni Kazimierz Potocki, mieszkaniec Hladek w powiecie tarnopolskim zabrał się do rozbierania pocisku armatniego. Wskutek wybuchu został rozszarpany i zginął na miejscu.
W „Kurierze Powszechnym” zamieszczano również materiały z regionów. W Kronice Stanisławowskiej mamy:
Wybuch bomby na bankiecie. Urząd śledczy w Stanisławowie otrzymał telefonogram z Worochty o zuchwałym zamachu bombowym, dokonanym tam w nocy. W czasie bankietu pożegnalnego naczelnika gminy inż. Dudzika w Worochcie nieznani sprawcy podłożyli granat ręczny pod drzwi pensjonatu „Ustronie” gdzie odbywało się przyjęcie. Po chwili rozległ się straszliwy huk. W całym domu wyleciały szyby, a drzwi zostały strzaskane w drzazgi. Mimo, że odłamki szyb posypały się na stół, przy którym odbywał się bankiet, na szczęście nikt z obecnych nie został ranny. Jako podejrzanego o bombowy zamach policja aresztowała niejakiego Sumaruka. Tło zbrodni nie jest znane.
Akademja ku czci ks. Piotra Skargi. 30 września br. odbyła się staraniem OO Jezuitów uroczysta akademja z okazji 322 rocznicy śmierci wielkiego kapłana i kaznodzieji ks. Piotra Skargi. Akademję urządzono w dużej sali T.S.L. przy ul. Ormiańskiej, przy licznym współudziale publiczności. Program akademii obejmował okolicznościowe przemówienie Dr. Kiernickiego, produkcje chóru kolejowego, wyjątki z kazań ks. Piotra Skargi, oraz zbiorową deklamację, wykonaną przez uczniów III-go gimnazjum.

Pokaz koni huculskich. Związek Hodowców Konia Rasy Huculskiej zorganizował doroczne pokazy koni huculskich w dn. 4 października w Żabiem, w dn. 5-10. w Uścierykach, a dziś organizuje pokaz w Kosowie. Tego rodzaju pokazy nie tylko mają wpływ na rozwój hodowli koni, ale ponadto mają znaczenie propagandowe i cieszą się bardzo dużą frekwencją wśród ludności okolicznej, która w tych dniach ściąga nawet z bardzo odległych stron. Na pokazach koni w Żabiem, Uścierykach i Kosowie premjowano materjał hodowlany oraz przeprowadzono zakup ogierów do stad państwowych oraz koni taborowych dla wojska.
Pół miljona dzieci poza szkołą! W związku z rozpoczętym onegdaj Tygodniem Szkoły Powszechnej prezes Stow. Chrześć.-Naród. Nauczycielstwa Szkół Powsz. we Lwowie p. Fr. Szczurkiewicz podkreślił onegdaj na łamach „Kuriera”, że istniejące szkoły nie mogą pomieścić wszystkich dzieci i dlatego liczba ich poza szkołą wynosi 500.000, a wobec stałego przyrostu dzieci grozić nam może w najbliższych latach zalew analfabetyzmu.
Budowa szkół — to piekące zagadnienie doby obecnej. Wystarczy podać, że na terenie Okręgu Lwowskiego jest przeszło 6.000 dzieci poza murami szkolnemi i że około 2.200 sal jest niezdatnych do dalszego użytku ze względu na swe nikłe rozmiary (24 do 30 m. kw. powierzchni) oraz ze względu na zagrzybienie – by dojść do wniosku, że w tej dziedzinie jest dużo do zrobienia.
Trochę już się zrobiło. W ciągu roku swego istnienia i działalności dzięki usilnemu poparciu przede wszystkiem nauczycielstwa, rodziców i dziatwy szkolnej oraz części społeczeństwa Komitet Okr. Lwow., działający na terenie trzech województw Małopolski Wschodniej, zdołał skupić w swych szeregach 23.800 członków i zebrał sumę 203.400 zł., którą rozdzielił pomiędzy 139 gmin na dokończenie budowy 218 sal szkolnych dla przeszło 13.000 młodzieży szkolnej. Dodajmy, ten ofiarny grosz dany przez społeczeństwo jest wydawany na istotne potrzeby i tylko najbardziej potrzebującym, że znajduje się on pod kontrolą społeczną oraz że wydatki administracyjne prawie nie istnieją, a nabierzemy przekonania, iż Towarzystwo i sama sprawa budowy szkół zasługują na całkowite poparcie. Toteż niech kadry członków Towarzystwa wzrosną, niech w czasie „Tygodnia Szkoły Powszechnej” (od 2—9 bm) posypią się datki na dalszą budowę szkół.

Likwidacja dyrekcji kolejowej w Stanisławowie. Dnia 28 września bawił w Stanisławowie dyrektor II Izby Skarbowej ze Lwowa, który zwiedził gmach Dyrekcji Kolejowej, mający – jak wiadomo – pomieścić w najbliższym czasie biura stanisławowskiej Izby skarbowej. W ten sposób sprawa zniesienia Dyrekcji Kolejowej w Stanisławowie została przesądzona. Okazało się, jak mało wartościowe były obiecanki posłów sanacyjnych i jak małe znaczenie ma ich głos w najżywotniejszych sprawach terenu, z którego – zresztą dzięki demagogicznym obiecankom i rozmaitego rodzaju „cudom” – zostali wybrani.
Ostatnio obchodzone w Stanisławowie „Święto Kolejarza Polskiego” uwyraźniło jednolitą postawę społeczeństwa wobec pomysłu zwinięcia Dyrekcji kolejowej. Obok wyrazów uznania i hołdu dla patriotyzmu i poświęcenia się, tylokrotnie ujawnionych przez kolejarzy stanisławowskich, społeczeństwo Stanisławowa zaakcentowało ich wolę w rozwoju miasta i gruntowaniu polskości na kresach. Sądziło, że ta naprawdę spontaniczna manifestacja zostanie wzięta pod uwagę przez bawiące na uroczystościach „Święta Kolejarza” czynniki miarodajne. Zawiodło się w swych nadziejach. Teraz wyrzeka na „opiekunów” i autorów decyzji zlikwidowania Dyrekcji kol.. Wypowiedzi tych jednak – ze względu na ich niecenzuralność – przytoczyć nie możemy.
Została zachowana oryginalna pisownia
Opracował Krzysztof Szymański
Tekst ukazał się w nr 19 (455), 18 – 31 października 2024
