Ks. Wojciech Stasiewicz z Charkowa: Cały czas pomagamy, ale to nadal kropla w morzu potrzeb archiwum ks. Wojciech Stasiewicz

Ks. Wojciech Stasiewicz z Charkowa: Cały czas pomagamy, ale to nadal kropla w morzu potrzeb

Obwód charkowski tylko tej nocy był ostrzeliwany 32 razy. W Charkowie cały czas jest bardzo niebezpiecznie. O pomocy tym najbardziej potrzebującym i sytuacji w mieście opowiedział ks. Wojciech Stasiewicz, dyrektor Caritas Spes w Charkowie. Rozmawiał z nim Eugeniusz Sało.

Co dzieje się obecnie w Charkowie?

Niestety Charków jest codziennie w dramatyczny sposób niszczony i to tak brutalnie niszczony. Podam tylko taki przykład, że ludzie stojący za pomocą humanitarną przy jednym z wydziałów „Nowej poczty” czekali tam kilkanaście godzin, kiedy uderzył w nich pocisk artyleryjski. Dwie osoby zginęło, osiem zostało rannych. Tutaj mówimy o ludobójstwie osób niewinnych, którzy stali, żeby po prostu dostać jedzenie. To tylko jeden z wielu przykładów, które niestety można mnożyć.

Ogólnie Charków ma różne oblicza jeśli chodzi o te działania wojenne. Miasto cały czas się broni. Mieszkańcy są bardzo zmobilizowani. Życie się odradza z chwilą przyjścia wiosny. Trochę osób wróciło do miasta, zwłaszcza mężczyzn. Więc miasto tchnęło życiem.

archiwum ks. Wojciech Stasiewicz

Jak wygląda sytuacja na północy Charkowa, gdzie toczy się prawdziwa wojna?

Charków jest specyficzny jeśli chodzi o położenie geograficzne. Niestety z północy jest najwięcej zniszczeń. Są takie osiedla jak Aleksijewka, Piatychatki, które są bardzo zniszczone. Ale tak naprawdę teraz to już każde osiedle w jakiś mniejszy lub większy sposób ucierpiało. Niestety wybuchy słychać. W nocy te wybuchy się nasilają. Każdy dzień jest inny, ale niestety jest dramatyczny i tragiczny jeśli chodzi o te wydarzenia wojny dla całej Ukrainy, ale szczególnie też dla Charkowa. Jeżeli wziąć cały obwód charkowski to te działania militarne są naprawdę bardzo dramatyczne. Miasta Izium, Balakleja, Czuhujew i pobliskie wioski, tam sytuacja jest katastroficzna, zwłaszcza że te miejscowości są bardzo i to bardzo zniszczone. Tam najtrudniej dotrzeć z pomocą humanitarną.

Czy macie wystarczająco pomocy humanitarnej? Czy nie brakuje wam jedzenia, picia, leków?

My jako kościół, jako parafię w Charkowie, których jest pięć, każdy z księży daje z siebie wszystko wraz z parafianami i wolontariuszami pomagając bliźnim. My również jako Caritas naszej diecezji mamy obecnie ogrom różnych wyzwań. W szczególny sposób opiekujemy się osobami niepełnosprawnymi. Odwiedzamy ich z żywnością, lekarstwami. Wolontariusze odwiedzają także osoby najbardziej potrzebujące, które codziennie się zgłaszają. Mamy też pod opieką trzy stacje metra w których pomagamy, szpitale, kilka wsi pod Charkowem. Więc tych wyzwań jest ogrom. Najważniejsze to, że mamy tą pomoc, że ją otrzymujemy. Dzisiaj wiem, że taka pomoc wyjechała akurat ze Lwowa. Ale najczęściej otrzymujemy tę pomoc z archidiecezji lubelskiej, z Caritasu w Lublinie.

Jest dosyć duża liczba potrzebujących. Przed trzema tygodniami jak zaczęliśmy karmić w takim pobliskim parku mieszkańców miasta, to pierwszego dnia było 80 osób, a dzisiaj było już około 500 osób. Ta liczba osób potrzebujących pomocy rośnie codziennie. Jeśli ktoś miał zapasy, to już te zapasy się pokończyły. A kolejne to, że ci ludzie już są drugi miesiąc bez pracy, bez zarobków, bez pomocy materialnej. Widać, że społeczeństwo ubożeje, więc ta pomoc humanitarna jest bardzo potrzebna.

Nasi wolontariusze działają, ta pomoc dochodzi, ale to jest kropla w morzu potrzeb jakie jest w mieście i szczególnie w obwodzie charkowskim. Dziennie docieramy od 700 do nawet 2 tysięcy osób takich najbardziej potrzebujących. Wyzwań jest dużo, ale to co widzę, że z każdym dniem jest coraz większa solidarność, jedność, wsparcie jeden drugiego. Osoby, którzy przychodzą, to mówią, że biorą pomoc nie tylko dla siebie ale też dla sąsiadów czy rodzin.

Było miło kiedy na blokpoście policjant sam zareagował. Rozpoznał Caritas i podziękował za ogromną pomoc, bo słyszał, że dużo pomagamy tutaj. To miłe, że w tak ogromnym mieście jesteśmy pozytywnie rozpoznawani.

archiwum ks. Wojciech Stasiewicz

Ci, którzy zostali. Jak reagują na wojnę? Czy chcą zostawać czy planują wyjeżdżać i czy mają dokąd jechać?

Są różne postawy społeczeństwa. Mówi się, że do miliona osób wyjechało z Charkowa. Na 1,7 miliona mieszkańców. Jakaś część procentowa tych osób została, którzy nie mogą już wyjechać z uwagi na stan zdrowia lub wiek. Niektórzy może by chcieli się ewakuować, ale nie mogę ze względu na stan zdrowia. Jest część takich osób, którzy się wahają – wyjeżdżać czy nie wyjeżdżać. Najczęściej wyjechały te osoby, które miały dzieci oraz ludzie, którzy nie mieli jakiegoś obciążenia moralnego z uwagi na brak rodziny czy dzieci. Pozostali aktywiści, wolontariusze, medycy czyli te osoby, którzy są zaangażowani w niesienie tej pomocy. To są czasem niesamowite postawy takich ludzi, którzy przychodzą do Caritasu i proszą, żeby gdzieś ich angażować, że mogą robić wszystko – sprzątać, rozwozić, gotować, cokolwiek potrzebne. Mówią, że chcą coś robić, bo nie mogą bezczynnie siedzieć w domu. Najczęściej to są osoby, którzy sami otrzymali pomoc i tą pomocą chcą się dzielić z innymi.

Czy nie boi się ksiądz zostawać w Charkowie? Dlaczego to jest ważne, aby być tu i teraz w tym mieście?

Ta wojna cały czas przynosi refleksje nad życiem. Tematy egzystencjalne życia i śmierci. Te pierwsze tygodnie były bardzo trudne, kiedy nie wiedziało się co będzie dalej. Teraz też żyjemy w niewiadomości, ale jest już trochę inaczej. A wtedy to było takie obciążenie moralne z uwagi na rodzinę, znajomych. Te wszystkie smsy i telefony – wracaj, bądź bezpieczny. W Polsce też jest co robić i komu pomagać. To nie jest dobry moment, żeby tam przebywać. Ale powiem szczerze, podczas ewakuacji naszych rodzin z dziećmi do centralnej Ukrainy i w stronę zachodu, różne miałem myśli. Ale to był moment podjęcia decyzji, że to może szczególnie teraz trzeba być w tym miejscu, z parafianami, którzy zostali, z ludźmi potrzebującymi. Myślę, że każdy podjąłby decyzję taką jak ja, że trzeba zostać dopóki można. Pamiętajmy, że nie tylko są czynniki ludzkie, ale też i boskie. To, że Bóg jest ze mną, że troszczy się o moje życie i moich bliskich. To, że nie jestem tutaj sam, bo jest biskup, księża, wolontariusze. Może też inaczej to bym przeżywał, kiedy byłbym sam na parafii. Ale dzięki Bogu jesteśmy tutaj wszyscy razem, trzymamy się, modlimy się i jesteśmy dobrej myśli i na miarę naszych możliwości też pomagamy.

archiwum ks. Wojciech Stasiewicz

Zbliża się Wielkanoc. Będą to inne święta niż zwykle. Jak to będzie wyglądało w Charkowie?

Ten wymiar świąt będzie zupełnie w innej formie. Ale już to czuć. W Niedzielę Palmową, po raz pierwszy od początku wojny, mogliśmy otworzyć katedrę, żeby była dostępna dla parafian. Tych osób było kilkadziesiąt. Nie tak jak zawsze 500-700 wiernych. Było 20-30 osób, ale jaka była niesamowita atmosfera jedności, modlitwy, zadumy. To było coś budującego. Na pewno te święta będą miały taki właśnie wymiar. Będziemy taką jedną większą rodziną. A z innej strony nie wiemy jakie to będą święta, bo tak naprawdę żyjemy w perspektywie maksymalnie pięciu minut. Przygotowujemy się do świąt, chcemy przeżywać te święta z naszymi parafianami w jedności i modlitwie. Ale nie wiemy czy to będzie nam dane w takiej formie. Mamy wielką nadzieję, że Pan Bóg da łaskę i możliwość wspólnego spotkania i modlitwy o pokój.

archiwum ks. Wojciech Stasiewicz

Dużo mieszkańców wyjechało z miasta. Wiele rodzin zostało rozdzielonych. Nie wszyscy będą mogli usiąść za wspólny stół, żeby razem dzielić się jajkiem.

W Charkowie została garstka parafian. Te osoby są porozrzucane po całej Europie. Ale dzwonią, tęsknią, często mówią, że się modlą, przeżywają to wszystko. I że chcą wrócić bardzo szybko do Charkowa. Nie wyobrażają sobie tego, że mieliby nie wrócić. Oni żyją perspektywą, że już jutro będą wracać do Charkowa. To jest takie wzruszające. Mówią – my tylko na chwilę wyjechaliśmy i wiemy że tutaj jest nasz dom, nasz kościół, nasz kapłan.

Czego ksiądz chciałby życzyć w te święta mieszkańcom Charkowa i Ukrainie?

Każdy z nas marzy tylko o jednym. To jest to powtarzające się życzenie nie tylko na Ukrainie, ale w Polsce i całej Europie. Będziemy wszyscy sobie życzyć upragnionego pokoju, pokoju dla Ukrainy i pokoju w naszych sercach. A drugie takie moje życzenie, żebyśmy nawet w tych trudnych okolicznościach tej trwającej wojny, przeżyli to doświadczenie spotkania z Jezusem Chrystusem, bo to jest sedno i cel naszej wiary.

Rozmawiał Eugeniusz Sało

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X