Kozacy

Kozacy

Czym była Sicz zaporoska? Była stolicą kozaczyzny. Nikt nie zapisał, kiedy powstała i są, co do tego, najrozmaitsze koncepcje. Najbardziej rozpowszechniona, przyjmująca, że Sicz została założona przez księcia Dymitra Wiśniowieckiego i sugerująca, że przed przybyciem księcia na Zaporoże niczego tam nie było, jest najpewniej nieprawdziwa. 

Teraz już wiadomo, że książę Wiśniowiecki, zakładając w roku 1553 na wyspie Mała Chortyca umocnioną osadę kozacką, co najwyżej rozbudował i zinstytucjonalizował już istniejące organizacje kozackie z dotychczasowym centrum położonym na wyspie Tomakiwka.

Można jednak przyjąć, że to od czasu objęcia władzy na Zaporożu przez księcia Wiśniowieckiego, Sicz zaczęła organizować się w coraz bardziej skomplikowany twór polityczny i ekonomiczny. Wśród zamieszkujących ją Kozaków powstawał też, typowy tylko dla Siczy żargon, nazewnictwo, tworzone oczywiście na bazie języka ukraińskiego, ale zawierające w sobie elementy, zaczerpnięte z języka tatarskiego i tureckiego.

Trzeba przyznać, że Polacy jakoś nigdy nie mieli talentu do obu tych języków, przekręcając zawsze tatarskie i tureckie słowa i pojęcia w nich zawarte do tego stopnia, że stawały się kompletnie niezrozumiałe.

Najlepszy przykład i to z naszych czasów dotyczy nazwiska tureckiego zamachowca, który postrzelił Ojca Świętego 13 maja 1981 roku. Wszyscy nazywają go Ali Aqca, lub Agca i tak pisząc i czytając jego nazwisko, nie omijając przy tym w wymowie żadnej z zapisanych liter, dławią się i czkają wytwornie, sami nie wiedząc, że ich wysiłki są zupełnie niepotrzebne.

W alfabecie tureckim nie ma litery „q”. Istnieje tam za to litera „g” z umieszczonym nad nią małym „ptaszkiem”, podobnym do tych, jakie widać w alfabecie czeskim. Żeby było śmieszniej, tak zmodyfikowana litera „g” nie jest literą, ale znakiem dla czytającego, mówiącym, że poprzedzająca go samogłoska ma być czytana przeciągle. Tego znaku w Turcji się nie czyta. Z braku w naszych czcionkach tureckiego „g”, przyjęto zastępować ten znak literą „q”, lub po prostu polskim „g”. Tak to z Alego A (g z daszkiem) ca, powstał Ali Aqca, albo Agca.

Dodatkowego smaku nadaje sprawie turecka litera „c”, którą się powinno czytać nie „c”, ale „dż”. No, więc jak w końcu nazywa się ten cholerny Turek!? – Turek się nazywa Ali Aadża. Ciężkie życie mamy z tym tureckim i dlatego, gdy, Państwo gdzieś usłyszycie, że kozacki „kosz” jest słowem pochodzenia tureckiego, oznaczającym wielkie stada owiec, to lepiej nie wierzcie temu.

To prawda, że kosz jest słowem tureckim i jest słowem, używanym wszędzie, gdzie kiedyś panowali Turcy. Do dzisiaj cała Północna Afryka wymawia to słowo jako „chosz” i określa nim warowny obóz, zagrodę, albo ogrodzone i pilnowane miejsce postoju. W Libii chosz, oznacza po prostu – dom.

Kozacy tym słowem określali stacjonarny garnizon wojsk kozackich na Siczy. Sama Sicz była pojęciem warownego grodu, otoczonego drewnianymi umocnieniami w postaci palisad i wież wartowniczych, ustawionych na wałach z ziemi i kamienia. Kosz natomiast, był raczej instytucją i tym odróżniał się od swojego tureckiego pierwowzoru.

Jak każdy garnizon, czyli miejsce długotrwałego przebywania różnych jednostek wojskowych, tak i kozacki kosz posiadał swoje wojskowe władze garnizonowe, zajmujące się sprawami wojska stacjonującego w garnizonie.

Książę Dymitr Bajda Wiśniowiecki – założyciel Siczy zaporoskiej (Fot. www.wisniowiecki.com)Dowódcą kosza był ataman koszowy, a jego zastępcą esauł, odpowiednik dowódcy żandarmerii, dbający o spokój i porządek. Dalej sędzia – prowadził sprawy karne i cywilne oraz pisarz, będący szefem kancelarii. Jeszcze: dobosz, tłumacze i kantorzysta, który kontrolował wagi i miary, zaś opłaty za przeprawę przez rzekę pobierali od podróżujących kupców koszowi szafarze.

Wszystkie te stanowiska były wybierane przez ogół mieszkańców Siczy. Stanowiły one stacjonarną władzę kozackiego garnizonu i nie miały niczego wspólnego z dowodzeniem kozackim wojskiem w czasie wyprawy wojennej. Stała załoga Siczy liczyła około 500 zaporożcow, ugrupowanych w tak zwane kurenie. Wokół tego słowa narosły niesłychane opowieści, podczas gdy kureń był zwyczajnym barakiem, taką zagłębioną w ziemi półziemianką, gdzie mieszkali zaporożcy.

Kureń, czyli sypialnia, coś, co dzisiaj nazwano by zapewne blokiem, tworzył jednocześnie podstawową jednostkę wojska zaporoskiego, liczącą około 10 żołnierzy. Kozacy dobierali się między sobą do wspólnego kurenia, preferując swoich znajomych, albo chłopaków z jednej miejscowości, czy okolicy, bo tak im się po prostu lepiej mieszkało i służyło.

Kozakami byli najczęściej młodzi ochotnicy, nieco tylko powyżej dwudziestoletni. Początkowo nowicjusze, pełne uprawnienia uzyskiwali dopiero po przesłużeniu trzech lat. Kureniem dowodził ataman kurenny.

W czasie wojny struktura kureni pozostawała nienaruszona, ale wchodziły one teraz w skład dużej jednostki bojowej, jaką był kozacki pułk. Pułk kozacki podobny był do ówczesnego polskiego pułku dragonii, lub dużo późniejszego polskiego pułku kawalerii, bo stanowił właściwie oddział piechoty, jedynie dla szybkości manewru poruszającej się na koniach.

Pułk kozacki liczył około 2000 ludzi. Po wielu formach przejściowych pułk ustabilizował się według następującej struktury. – Cztery roty po 500 kozaków w każdej. Rota składała się z pięciu setek (sotni), a każda z nich utworzona była z 10 kureni. Pułkiem dowodził pułkownik, mający przy sobie: oboźnego, pułkowego esauła, chorążego, sędziego i pisarza. Rotami dowodzili porucznicy.

Pułk mógł tworzyć pół roty po 250 żołnierzy, których oddawano wtedy pod komendę esaułów. Zwykle jednak rota składała się z pięciu setek dowodzonych przez setników, a te z 10 kureni dowodzonych przez swoich atamanów. Dodatkowo w pułku służyło 4 chorążych, 4 trębaczy i 4 doboszów. „Roku pamiętnego” 1648 przyszło Polakom rozbijać 23 takie pułki kozackie.

Całością wojsk zaporoskich dowodził hetman, mający do dyspozycji sztab, składający się z generalnego sędziego, generalnego oboźnego, pisarza, podskarbiego, generalnego esauła i chorążego.

W wojsku zaporoskim przewidziane były stopnie nakaźne, to znaczy, przeznaczone dla wykonania jakiegoś zadania ekstra, pojawiającego się nagle i niespodziewanie. Nieodłącznym elementem stopnia nakaźnego była jego tymczasowość. Mogło, więc, powstać stanowisko tak zwanego hetmana nakaźnego, albo pułkownika nakaźnego, czyli kogoś, kto tymczasowo zastępował hetmana, lub pułkownika w wykonywaniu jakichś ważnych obowiązków. Właściwie każdy wyższy stopień wojskowy w sytuacji awaryjnej mógł być dublowany przez oficera niższej rangi, czasowo przeniesionego do wyższej, z zaznaczeniem nakaźności tego mianowania.

Zagłoba (Fot. www.nowaautorska.com)Chciałbym Państwu zwrócić uwagę na bardzo rozbudowane, chyba bardziej niż w innych armiach tamtego czasu, służby administracyjne wojska zaporoskiego. Łatwo można się dowiedzieć, jak bardzo cenione i szanowane było wtedy stanowisko pisarza-kancelisty i sędziego, którzy znajdowali się w wojsku zaporoskim właściwie na każdym szczeblu dowodzenia.

O czym to świadczy? – Przede wszystkim, chyba o tym, że wojsko zaporoskie nie było jednak dziką bandą pijanego pospólstwa, jak to niejednokrotnie usiłowano nam przedstawiać. Zaporożcy mieli dla siebie czas zabawy, dzikiej czasami i wrzaskliwej, w trakcie której tańczono wariackiego kozaka, pito, a często po prostu chlano wódkę, piwo i miody. Ale przychodził koniec zabawy, straż esauła rozbijała beczki z wódką i „Towarzystwo” trzeźwiało w mgnieniu oka.

Szymon Starowolski, który w czasie wspólnej, polsko-kozackiej obrony Chocimia był sekretarzem hetmana Chodkiewicza, będący świadkiem naocznym wydarzeń, tak pisze o wojsku kozackim:

„W swoich obozach mają dyscyplinę starożytnych Rzymian, a męstwem wojennym i spraw żołnierskich znajomością żadnej w świecie nacji nie ustępują”. – Czy tak prezentuje się armia alkoholików i zboczeńców? A przecież, jako takich właśnie, bardzo często przedstawiali zaporożców ludzie im niechętni.

O homoseksualizm, jaki rzekomo szerzył się wśród nich, podejrzewano Kozaków z dwóch powodów. Pierwszym z nich był zakaz przebywania na Siczy kobiet, naprawdę przestrzegany bardzo surowo, zaś drugim powodem była częsta u Kozaków instytucja tak zwanego pobratymstwa. Czemu zabraniano kobietom wstępu na Sicz? Chyba samo życie pokazało, że tak będzie lepiej. Nie dawało to pretekstu do zatargów i bójek między Kozakami.

A pobratymstwo? Proszę Państwa! Kozacy żyli z wojny i dla wojny. Zdarzało się, że nie tylko codziennie, ale co godzinę ryzykowali zdrowiem i życiem. W takim permanentnym stanie zagrożenia człowiek instynktownie szuka oparcia w najbliższym koledze. I takie zespoły się tworzyły.

Znalazło to swój wyraz w folklorze Zaporoża i ubrane zostało w rytuał, odbywający się w cerkwi. Ale, na litość Boską! Jeśli dwóch Kozaków ślubowało sobie w cerkwi pobratymstwo, nie świadczyło to o tym, że dwóch pederastów dopełnia właśnie homoseksualnego ślubu! Pobratymstwo nie miało nic wspólnego z seksem, czy to tym zwyczajnym, czy tym inaczej.

Dwaj żołnierze przysięgali sobie bezgraniczną pomoc we wszystkich okolicznościach, jakie mogą ich spotkać, i to było wszystko, czym było kozackie pobratymstwo. Ale ludzie, Kozakom niechętni, mieli doskonały powód do snucia robaczywych opowieści.

Zarzucanie Kozakom pijaństwa w warunkach, kiedy wszyscy inni dookoła chodzili wiecznie „na bani”, jest faryzejstwem najwyższego gatunku. Szlachta polska na trunki, czasami bardzo drogie i najczęściej sprowadzane z zagranicy, wydawała majątek. Małmazja była najdroższym w Rzeczypospolitej winem greckim, sprowadzanym z peloponeskiej Morei. Było ono wyrabiane ze specjalnego szczepu winogron, zwanego Malvasia. Garniec (prawie cztery litry) „małmazyi” kosztował trzy polskie złote. Dużo! Dużo więcej niż garniec „węgrzyna”. Ogromna beczka małmazji o pojemności 13,58 hektolitra, zwana z niemiecka drajling, albo kufa, kosztowała 50 talarów!

Stan duchowny w Polsce też lubił sobie wypić coś dobrego, czego przykładem niech będzie sam papież Klemens VIII (Hipolit Aldobrandini), przed wyborem na papieża, w latach 1588 – 1589 przebywający w Polsce jako nuncjusz Apostolski. Podczas tych dwóch lat do tego stopnia polubił smak wareckiego piwa, że leżąc już na łożu śmierci, w marcu 1605 roku w Rzymie, musiał sobie o nim przypomnieć, bo naraz zawołał, i to po polsku: – Piwa!… – Piwa!…

Otaczający umierającego papieża prałaci, odmawiający monotonną litanię do wszystkich świętych – Sancta Anna, Sancta Maria Magdalena, Sancta Agata – przerwali modlitwę i ze zdziwieniem popatrzyli na papieża nie rozumiejąc niczego. – Piwa! – powtórzył papież. – Piwa di Warka! – Sancta Piva di Varka ora pro eo – podjęli prałaci…

Każdy, kto zarzucać będzie Kozakom pijaństwo, podobny będzie panu Zagłobie odstawiającemu „akta strzeliste” nad dzbankiem kozackiego miodu: – Chamy taki miód piją! Boże, Ty to widzisz i nie grzmisz? To rzekłszy przechylił kwartę i wypróżnił ją do dna. (Kwarta, to nie była ćwiartka! Kwarta, to był prawie litr!).

Fot. idacdonikad2.blox.plŻeby zapewnić wojsku zaporoskiemu odpowiednią dyscyplinę, sędziowie kozaccy posiadali duży arsenał kar, od wyliczenia których mogą czytelnikowi zbieleć włosy na głowie, ale w kontekście kar stosowanych w innych armiach, prawo zaporoskie nie wydaje się być jakoś specjalnie okrutne. Zarówno system prawny, jak i sam zestaw kar nie był spisany. Istniał tylko, jako prawo zwyczajowe.

Zestaw kar zaczynał się od przykucia do armaty. Była to kara pręgierza, ale zawierała w sobie bardzo niepokojący element oddania przykutego w ten sposób na łaskę i niełaskę zaporożców. Ktoś, do którego wielu z nich miało jakieś pretensje, przykuty do armaty mógł zostać zatłuczony na śmierć. Kary chłosty wykonywano pod szubienicą. Wyższą karą było obcięcie palca, ucha, lub dłoni. Jako karę można też było stosować odbierania majątku. Za zabójstwo, kradzież i gwałt karano śmiercią. Wieszało się wtedy delikwenta, zakopywało żywcem, wydawało tłumowi na zlinczowanie, zabijało kijem, wbijało na pal, albo zaczepiało na haku. No, nie było lekko!

Sicz była głównie obozem szkoleniowym dla wojska zaporoskiego i przebywali w niej raczej Kozacy najmłodsi, uczący się dopiero wojskowego rzemiosła. Ale nie zawsze tak było. Załoga Siczy wymieniała się według przyjętego systemu, mającego w razie długotrwałego pokoju zapewnić Kozakom nieprzerwany kontakt ze sprawami wojskowymi.

Pomiędzy okresami służby na Siczy, Kozacy mieszkali głównie poza Siczą, w specjalnych osadach kozackich, słobodach, powstałych na zasiedlonych przez Kozaków pustkowiach Dzikich Pól. Kozacy krzepli liczebnie, ale i majątkowo, opanowując wciąż nowe, puste dotychczas tereny. Powstawały okręgi administracji kozackiej zwana pałankami, bardzo aktywne gospodarczo, oparte na gospodarstwach rolnych typu farmerskiego, na najemnej sile roboczej, na handlu i wytwarzaniu lokalnych towarów przemysłowych.

Kozacy mieszkali też w tej części Ukrainy, która była zasiedlona od lat. Zamieszkiwali też w miastach, gdzie zwano ich Kozakami grodowymi. Wynajmowali się chętnie jako ochroniarze, żołnierze w prywatnych związkach militarnych, czasami – jako stajenni i woźnice. Polska administracja bardzo ich nie lubiła, bo Kozacy lekceważyli ją sobie i posłuszni byli tylko swojej zwierzchności siczowej. Tego rodzaju Kozacy najchętniej zaciągaliby się do rejestru Wojska Polskiego, które to rejestry były jednak zwykle przed nimi zamknięte.

Kozaczyzna rozwijała się bardzo aktywnie, denerwując tym administrację polską, nieprzywykłą do sytuacji, kiedy to nie ona, a ktoś inny zaczyna decydować o sprawach na podległym jej terenie. Oto wypowiedź króla Zygmunta III, z naganą na to, co dzieje się na Ukrainie: „…zupełnie zapomniawszy o wierności i poddaństwie, kozacy uważają siebie odrębną Rzeczą Pospolitą… Cała Ukraina w ich rękach, szlachcice niewolni w swoim domu, w miastach i miasteczkach JKM cały zarząd, cała władza u kozaków, przywłaszczają jurysdykcję, ustanawiają prawa…”

W utyskiwaniu króla Zygmunta było wiele prawdy. Kozacy zaczynali coraz mniej pasować do stosunków społecznych, jakie panowały w Rzeczypospolitej. W społeczeństwie stanowym, położeni gdzieś pomiędzy chłopstwem, szlachtą, a zaciężnymi żołnierzami, samym swoim istnieniem stanowili destabilizację zastanego porządku i obowiązujących w Rzeczypospolitej praw.

Sytuacja pogorszyła się jeszcze bardziej, odkąd Sicz zaporoska zaczęła prowadzić swoją własną politykę zagraniczną. Okoliczne państwa wykorzystywały dziwną pozycję, jaką Sicz zajmowała w Rzeczypospolitej i rozpoczęły z nią bezpośrednie rozmowy, poza kontrolą rządu w Warszawie.

Ataman kozacki (Fot. lastinn.info)Kozacy, bez porozumienia z Polską, zaczęli brać udział w dynastycznych walkach Tatarów krymskich o władzę nad Chanatem. Zdarzało się im też występować w roli interwentów w podobnych rozróbach na terenie państwa moskiewskiego.

Bardzo dobre stosunki łączyły Sicz z księstwami Gruzji, gdzie Kozacy wynajmowali się do ochrony gruzińskiego handlu morskiego, a perski szach Abbas proponował im korzystne przeniesienie się na tereny jego imperium. Ożywiona korespondencja dyplomatyczna toczyła się też w rzadkich chwilach spokoju, pomiędzy Siczą i imperium Tureckim. Doszło też do nawiązania stosunków dyplomatycznych pomiędzy Kozakami i cesarstwem Austrii.

W roku 1594 na Sicz udał się austriacki poseł wysłany przez cesarza Rudolfa II, Erich Lassota von Steblau. Kozacy w zamian za obietnicę napaści na Turcję, otrzymali sztandary cesarskie i 8 tysięcy dukatów. O co szło cesarzowi? – Chyba o to, by poprzez Kozaków, wciągnąć Polskę do wojny z Turcją, co wzmocniłoby pozycję Austrii. Nie wiadomo, czy Kozacy połapali się, że ktoś nimi manipuluje.

Korespondencja dyplomatyczna Kozaków nie zawsze była prowadzona językiem dyplomacji. Kozacy mieli gęby niewyparzone i, jeśli kogoś nie lubili, „bluzgali” takiemu mową okropną. Zapewne Państwo pamiętacie znany obraz Ilji Riepina namalowany (w kilku wersjach) w latach 1878 – 1891, i nazwany – „Zaporożcy piszą list do sułtana tureckiego”.

Obraz nie powstał z samego tylko artystycznego natchnienia, ale pod wpływem niesłychanego wydarzenia, jakie wtedy wstrząsnęło inteligencją rosyjską. W tym właśnie czasie znaleziono autentyczny list, napisany do sułtana Mehmeda IV (tego, który nam zabrał Kamieniec Podolski), przez atamana koszowego Iwana Sirkę i to ten list zainspirował malarza.

Iwan Sirko napisał list w roku 1676 i była to odpowiedź na list sułtana do Kozaków zaporoskich. Przytoczę Państwu oba listy bez wykreśleń i skrótów, byście Państwo mogli zobaczyć, jak to wtedy było naprawdę. Może to Państwem wstrząsnąć. Ale bo i czasy były wtedy niełatwe. Oba listy znajdują się obecnie w Bibliotece Publiczne w Petersburgu.

List sułtana do Zaporożców
„Ja, sułtan, syn Mehmeda, brat Słońca
i Księżyca, wnuk i namiestnik Boga, Pan królestw Macedonii, Babilonu, Jerozolimy, Wielkiego i Małego Egiptu, Król nad Królami, Pan nad Panami, znamienity rycerz, niezwyciężony dowódca, niepokonany obrońca miasta Pańskiego, wypełniający wolę samego Boga, nadzieja i uspokojenie dla muzułmanów, budzący przestrach, ale i wielki obrońca chrześcijan – nakazuję Wam, zaporoskim kozakom, poddać się mi dobrowolnie bez żadnego oporu i nie kazać mi się więcej Waszymi napaściami przejmować. Sułtan turecki Mehmed IV”.

Kozacy piszą list do sułtana (Fot. pl.wikipedia.org)

Odpowiedź Kozaków
„Zaporoscy Kozacy do sułtana tureckiego!
Ty, sułtanie, diable turecki, przeklętego diabła bracie i towarzyszu, samego Lucyfera sekretarzu. Jaki z Ciebie do diabła rycerz, jeśli nie umiesz gołą dupą jeża zabić. Twoje wojsko zjada czarcie gówno. Nie będziesz Ty, sukin Ty synu, synów chrześcijańskiej ziemi pod sobą mieć, walczyć będziemy z tobą ziemią i wodą, kurwa Twoja mać. Kucharzu Ty babiloński, kołodzieju macedoński, piwowarze jerozolimski, garbarzu aleksandryjski, świński pastuchu Wielkiego i Małego Egiptu, świnio armeńska, kołczanie tatarski, kacie kamieniecki, podolski złodziejaszku i błaźnie dla wszystkiego, co na ziemi i pod ziemią, szatańskiego węża potomku i chuju zagięty. Świński Ty ryju, kobyli zadzie, psie rzeźnika, niechrzczony łbie, kurwa Twoja mać. O tak Ci Kozacy zaporoscy odpowiadają, plugawcze. Nie będziesz Ty nawet naszych świń wypasać. Teraz kończymy, daty nie znamy, bo kalendarza nie mamy, miesiąc na niebie, a rok w księgach zapisany, a dzień u nas taki, jak i u was, za co możecie w dupę pocałować nas. Ataman Koszowy Iwan Sirko ze wszystkimi zaporożcami”.

Oboz zaporosców (Fot. politykawschodnia.pl)

Zaporożcy byli takimi, jakimi byli. Wielokrotnie dawali dowody na swoje pozytywne nastawienie do Polaków. Szukali do nich dojścia. W tym dążeniu byli przez Polaków najczęściej odpychani. Mówiono nam, że powodem tego była wielka jakoby różnica cywilizacyjna pomiędzy Polakami i Kozakami. Ale w tamtych czasach nikt nie powoływał się na różnice cywilizacyjne, bo takich różnic po prostu nie było.

Prawdziwy powód konfliktu tkwił w czymś zupełnie innym. Polska szlachta już nie chciała pamiętać, dlaczego i w jakich okolicznościach stała się szlachtą. A zaczynała mniej więcej z tego samego poziomu, z którego startowali obecnie Kozacy.

Też była to kiedyś grupa niezależnych i bitnych wojowników, trochę żołnierzy, a trochę bandziorów, którzy byli gotowi dla swojego księcia, na jeden jego gest dokonywać czynów chwalebnych, ale i niegodziwych, a cały czas w nadziei książęcej nagrody. I książę im płacił. Ziemią, którą zrabowano sąsiadom, herbem, albo tytułem.

Teraz, na Ukrainie, na oczach szlachty polskiej powstawała nowa szlachta. I ten proces postępował bardzo szybko! Czy to świadomie, czy instynktownie, szlachta polska wyczuwała w Kozakach swojego konkurenta. Polacy, przyzwyczajeni do niewolniczej uległości chłopów polskich, tylko takie zachowanie uważali za normalne, a kozacka niezależność denerwowała ich i budziła agresję.

Nigdy nie próbowano wciągnąć Kozaków do współpracy, poza okazjonalnym rejestrem wojskowym, bo to wymagało działania z pewnym rozmachem, z jakąś wizją przyszłości. A tymczasem Polacy zdawali się być raczej przytłoczeni ogromem problemów, jakie stwarzała im wielka prowincja i przez cały czas nie dopracowali się koncepcji rozwoju Ukrainy i harmonijnego włączenia jej do organizmu Rzeczypospolitej.

Sicz powstawała i rozrastała się poza ich kontrolą, bo do takiej kontroli Polacy nie mieli ani sił, ani środków. Nawet chyba nie mieli na to ochoty, ograniczając się do incydentalnych pacyfikacji zbyt zrewoltowanej kozaczyzny. Taka polityka musiała skończyć się tragedią.

Przyłączając się do Rosjan, Kozacy zyskali niewiele. O ile w Polsce kozacka samodzielność i odrębność, aczkolwiek niemile widziana, była jednak tolerowana, to w państwie moskiewskim o jakiejkolwiek samodzielności mowy być nie mogło. Minęły długie lata względnego spokoju, ale Rosjanie zdecydowali się ostatecznie na zniszczenie kozackiej enklawy.

15 czerwca 1775 roku rosyjski generał Piotr Tekely otoczył umocnienia Siczy wojskiem w ilości: 13 pułków kozaków dońskich, 10 pułków piechoty oraz 8 pułków kawalerii. Przedstawił Kozakom rozkaz carycy Katarzyny II o likwidacji Siczy zaporoskiej. Przewaga wojska rosyjskiego była tak wielka, że nikt z Kozaków nie próbował nawet myśleć o obronie.

Nocą, wielu Kozaków uciekło łodziami na ziemie Chanatu Krymskiego. Po zajęciu Siczy Rosjanie zburzyli wszystkie jej umocnienia i budynki; archiwum i skarbiec zostały wywiezione do Moskwy, a starszyzna kozacka aresztowana, by potem zostać skazaną na więzienie i zesłanie. Ziemie, należące do Zaporoża rozdano carskim dworzanom: Potiomkinowi, Wiaziemskiemu, Prozorowskiemu i Razumowskiemu.

Szymon Kazimierski
Tekst ukazał się w nr 12 (64), 30 czerwca 2008
Tekst ukazał się w nr 13 (65), 18 lipca 2008

X