Koniec świata, rząd upadł!

Koniec świata, rząd upadł!

Z nadejściem grudnia 2012 roku wzrosły obawy – czy aby na pewno Majowie wieszczący koniec świata nie mieli racji. Nic zatem dziwnego, że wszelkie informacje pojawiające się w mediach, opatrzone tytułem przywodzącym na myśl apokaliptyczne wydarzenia, cieszą się ogromną popularnością. Nawet sceptycy sięgają do nich powodowani lekkim niepokojem, czy nie należało uwierzyć Indianom.

 

A jako, że jednym z istotniejszych zadań, jakie stawiane są przed dziennikarzem, jest umiejętne i skuteczne zachęcenie czytelnika by sięgnął właśnie po jego artykuł, nie dziwi wysyp tekstów sugerujących, że coś się dzieje…

Nagłówki krzyczące o kolejnej ewakuacji Czarnobyla z całą pewnością doskonale wpisały się w nurt dziennikarstwa alarmistycznego. Na kilka dni przed magiczną datą 21 grudnia bieżącego roku sprawiły, że mało kto odszukał w pamięci fakt, iż tamtejszą elektrownię jądrową zamknięto definitywnie w 2000 roku i nie powinna nam w niczym zagrażać. Nasuwały skojarzenia z kolejną awarią i skażeniem radioaktywnym, które pokryje Europę. Dopiero zagłębienie się w treść artykułów skutkowało westchnieniem ulgi – jeśli cokolwiek pokrywało jakieś terytoria – to śnieg, który zasypał Czarnobyl. Stał się on przyczyną awarii energetycznych i powodem wywiezienia z zamkniętej strefy wciąż pracujących tam osób, co wraz z ograniczeniem wjazdów do zony i zawieszeniem przygotowań do obchodów dnia likwidatora, poświęconego pamięci osób, które oddały zdrowie i życie ratując świat, było jedynymi wartymi odnotowania konsekwencjami obfitych opadów.

Tylko kto by o tym przeczytał, gdyby nie dramatyczne tytuły publikacji?
Podobnie niewielu Polaków odnotowałoby być może fakt, że u sąsiadów nastąpiły zmiany w rządzie, gdyby nie alarmowano, że rząd ten po prostu upadł. Dramatyzm słowa „upadek” jest nieporównywalnie większy, niż słowa „zmiana”, a jeśli jeszcze napisać, zgodnie z prawdą, że zmiana była oczekiwana, to kogo by to obeszło, poza wąską grupą osób zawodowo zajmujących się sprawami wschodnimi?

Premier Mykoła Azarow zajął miejsce w Radzie Najwyższej po październikowych wyborach parlamentarnych, co pociągnęło za sobą konieczność rezygnacji z dotychczas zajmowanego urzędu, gdyż zgodnie z ukraińskim prawem deputowany nie może piastować stanowiska w organach władzy państwowej. Co prawda konstytucja Ukrainy nie wymaga, aby po wyborach parlamentarnych nastąpiła zmiana rządu, nawet, jeśli w fotelach deputowanych zasiadło także kilku ministrów, lecz przyjmując 3 grudnia 2012 roku dymisję Azarowa Wiktor Janukowycz odwołał całą Radę Ministrów. To już bowiem znajduje się w zapisach najwyższej ustawy w państwie – dymisja premiera jest równoznaczna z dymisją rządu.

Zmian takich spodziewano się już od kilkunastu miesięcy, jednak równocześnie pozycja premiera wydawała się niezachwiana. Być może w grę wchodziły nieznane nam zakulisowe rozgrywki, a być może po prostu nie znaleziono w tym czasie lepszego kandydata na ten urząd. Po przyjęciu dymisji typowanych nań było kilku polityków, w tym sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Andrij Klujew, wicepremier Walery Choroszkowski oraz, jak się wydaje faworyt, Serhij Arbuzow, przyjaciel Ołeksandra Janukowycza i syn Walentyny Arbuzow, pani prezes należącego do prezydenckiego potomka Wszechukraińskiego Banku Rozwoju.

Na pierwszy rzut oka namaszczenie Arbuzowa byłoby z punktu widzenia głowy państwa dobrym posunięciem, gdyż ta kandydatura skonsolidowałaby władzę w rękach pierwszej rodziny w kraju. Ale można było spodziewać się, że raz jeszcze Janukowycz okaże się wytrawnym graczem i nie postawi na konia, który wydaje się zbyt oczywistym typem. Nie raz już pokazywał, że potrafi wyciągać z szuflady polityków przygotowywanych do pełnienia ważnych państwowych stanowisk poza czujnymi oczyma politycznych konkurentów i dziennikarzy, prezentował kandydatury niespodziewane, lecz na pewno nie nieprzemyślane.

Jak się jednak okazało, ziścił się wariant w najmniejszym chyba stopniu brany pod uwagę. Prezydent zaproponował parlamentowi ponownie kandydaturę Mykoły Azarowa na urząd premiera.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X