Konfederaci i męczennicy

Konfederaci i męczennicy

Bar. To miasto otoczone jest szczególną, raczej romantyczna aureolą.

Henryk Sienkiewicz w „Ogniem i mieczem” pokazał je jako jedną z najpotężniejszych fortec Podola, zdobytą jednak przez kozaków Krzywonosa. Barska warownia była naprawdę jedną z centralnych na wschodzie Rzeczypospolitej i kilkakrotnie w swej historii odgrywała kluczowa rolę.

Pierwsze umocnienia miasteczka Rów (do XVI wieku od nazwy biegnącej obok rzeki tak nazywany był Bar) powstały na przeciwległym brzegu stawu, tam, gdzie teraz jest wioska Czemerysy Barskie. W 1452 roku zostało miasto podbite przez Tatarów i spalone, a ludność – łącznie ze starostą – wzięta w jasyr. Dzisiejszy Bar został założony w czasach Zygmunta I Starego przez córkę włoskiego hrabiego Giovanniego Sforzy, królową Bonę. Ona to przemianowała miasteczko Rów na pamiątkę rodzinnego Bari, które tu przybrało nazwę Bar. Z jej rozkazu w 1537 roku wzniesiono potężne drewniane umocnienia. Jako starostę osadziła tu Bernarda Pretwicza, przyjaciela i towarzysza przygód Bajdy Wiśniowieckiego, wprawnego żołnierza. Dzięki jego zdecydowanym działaniom – organizacji obrony miasta i wypadom na Krym – miasto podczas jego bytności nie zostało zdobyte. Według „lustracji” z roku 1552, na zamku było siedem armat miedzianych i znaczna ilość hakownic, arkebuzów i rusznic, co świadczyło o obronnej potędze fortecy.

Fot. Dmytro Antoniuk

Pod koniec XVI wieku Bar jednak został zdobyty przez powstańców Seweryna Nalewajki. Po tych rujnacjach zamek podupadł i dopiero Stanisław Żółkiewski zajął się jego naprawą. W 1620 roku to właśnie z barskiego zamku pisał listy do króla, w których przewidział swoją porażkę, a w liście do żony pożegnał się z nią. Hetman się nie pomylił – poległ w bitwie pod Cecorą (w tej bitwie zginął również ojciec Bogdana Chmielnickiego, Michał). Minęło 10 lat od tych wydarzeń, gdy to następca Żółkiewskiego hetman Stanisław Koniecpolski zaprosił do Baru francuskiego inżyniera wojskowego i architekta markiza Guillaume le Vasseur de Beauplana, który drewniane fortyfikacje zamienił na murowane.

Po jego modernizacji forteca barska stała się trzecią co do swej potęgi fortyfikacją Rzeczypospolitej, po Kamieńcu i Międzybożu. Kolejny wojskowy, Krzysztof Arciszewski, założył tu jeden z arsenałów artylerii koronnej. Jednak pomimo tego wszystkiego, w sierpniu 1648 roku kozacy Maksyma Krzywonosa zdobyli miasto. Bronił go potężny garnizon pod dowództwem Andrzeja Potockiego. Obrońcy doznali znacznych strat i przystali na honorową kapitulację. Jednak Krzywonos oszukał obrońców: część ściął na miejscu, a Potockiego wziął do niewoli. A już w następnym roku wojsko polskie się zemściło – Piotr Potocki zdobył Bar i wyciął w pień kozacka załogę. Oko za oko…

W okresie Chmielnickiego na jakiś czas Bar został przekazany hetmanowi Iwanowi Wyhowskiemu, a potem wraz z całym Podolem przeszedł pod władzę Imperium Osmańskiego. Szlachta nie godziła się z takim stanem rzeczy i już w 1674 roku Jan Sobieski (jeszcze jako hetman koronny) zdobył Bar na Turkach. Jednak na początku XVIII wieku miasto po raz kolejny przechodzi pod władzę pułkownika kozackiego Semena Palija.

Jednak najbardziej znaną kartą historii Baru jest konfederacja barska – ruch, mający na celu odbudowę potęgi Rzeczypospolitej bez wpływu Rosji. W lutym 1768 roku na barskim zamku ogłoszono konfederację, która nawoływała szlachtę i wszystkich katolików do zjednoczenia się. W czerwcu tegoż roku do Baru zbliżyły się wojska rosyjskie pod dowództwem Fiodora Apraksina i Ksawerego Branickiego. Pierwszy atak kawalerii Branickiego został pomyślnie odbity przez Wojciecha Barczewskiego, ówczesnego komendanta fortecy, który umocnił uprzednio fortyfikacje. Gdy nadeszły jednak wojska rosyjskie i przepuściły kilka ataków, inny dowódca, Kajetan Giżycki, wywiesił białą chorągiew i wpuścił nieprzyjaciela. Pomimo, że oblężenie trwało zaledwie dwa dni, fortyfikacje znacznie ucierpiały – zrujnowano wieże obronne. Więcej warownia nad Rowem z ruin się nie podniosła. Do dziś można oglądać fragmenty murów, jeszcze dość wysokich, w okolicy stawu i obok kościoła św. Anny.

Oprócz tych ruin zachowały się do dziś jeszcze zabudowania trzech klasztorów. Zaczniemy od tego, w murach którego staraniem ks. Marka Jandołowicza i szlachty polskiej narodził się ruch religijno-polityczny, skierowany na obronę wiary katolickiej i starych szlacheckich praw – czyli obejrzymy zabudowania dawnego klasztoru karmelitów trzewiczkowych.

W roku 1759 książę Antoni Benedykt Lubomirski przekazał zakonowi ziemię w Barze pod budowę nowego konwentu. Skorzystał z tego przeor klasztoru w Annopolu o. Marek Jandołowicz, który przeniósł się na Podole z kilkoma zakonnikami i zaczął budowę klasztoru. Wybiegając na przód powiem, że nie zdążył on dokończyć dzieła, ale wymurował ściany i przykrył je dachem. Jednak już w tych czasach „ksiądz Marek” cieszył się opinią świętego i cudotwórcy. To on natchnął szlachtę na zawiązanie konfederacji, nadając jej – jak podkreśla historyk Wiktoria Kołesnyk – „religijno-mistycznego zabarwienia”. 29 lutego po uroczystym nabożeństwie w klasztorze bracia Krasińscy, Józef Puławski, o. Jandołowicz i inni przeszli do zamku i tu ogłosili akt zawiązania się konfederacji.

Nie minęło jednak wiele czasu, jak wojska rosyjskie zdobyły barską warownię, a klasztor karmelitów został zburzony. Podczas walk ks. Marek odważnie, z krzyżem w rękach, chodził po szańcach i zagrzewał obrońców do wytrwania. Po upadku Baru o. Jandołowicz na sześć lat trafił do pojedynczej celi w kijowskiej fortecy. Po amnestii, w latach 1777-1783 znów był przeorem w Barze, wtedy już udało mu się zakończyć budowę klasztoru. Jednak stopniowo karmelici opuszczali miasto, aż do roku 1803, gdy konwent został skasowany. Zabudowania, które stały opuszczone przez niemal 30 lat, przekazano początkowo na klasztor męski, a później żeński klasztor prawosławny. Na początku XX wieku nad bramą wejściową wzniesiono tradycyjną dzwonnicę.

W okresie Chruszczowa (po zamknięciu klasztoru) w celach urządzono mieszkania dla bezdomnych, a od 1975 roku zabudowania opuszczono całkowicie. Już w okresie niezależnej Ukrainy te ruiny przekazano siostrom benedyktynkom, które po kilku latach zakończyły remont. Całkowicie została odnowiona piętrowa kaplica, korytarze, cele. Po oo. karmelitach faktycznie pozostały jedynie ściany i barokowe obramienia okien.

Fot. Dmytro Antoniuk

Kolejny klasztor – oo. dominikanów. W 1607 roku starosta Stanisław Golski zaprosił zakonników dominikańskich do Baru. Początkowo osiedli oni przy drewnianym kościele parafialnym pw. św. Mikołaja, budując niewielki, również drewniany, klasztor. Ze sobą przywieźli obraz MB Różańcowej.

W czasie zajęcia Baru przez wojska Krzywonosa dominikanie zginęli, a ich klasztor został spalony. Wtedy to o. Franciszka Orgańca zamordowano podczas modlitwy, a ciało rzucono psom; o. Maurycy został posieczony przy ołtarzu; o. Feliksowi odcięto głowę; o. Inocentego sojusznicy kozaków Tatarzy rozerwali na części. Dopiero w I połowie XVIII stulecia dominikanie powrócili do miasta. Staraniem ks. Mateusza Królikowskiego rozpoczęto budowę drewnianego (a z czasem i murowanego) kościoła i murowanego klasztoru. Lecz, czy to zabrakło funduszy, czy przeszkodziły wojny z Rosją (w czasie insurekcji kościuszkowskiej w klasztorze wojska imperium miały magazyn artylerii), ale do roku 1811 murowaną świątynię nie ukończono. Trzeba było jeszcze około 15 lat, aby ukończyć zdobnictwo wewnątrz i konsekrować nowy kościół św. Mikołaja. Dominikanie pozostawali tu jedynie przez pięć lat, po czym konwent skasowano, klasztor został rozebrany, a świątynię przekształcono na kościół parafialny.

Liczna społeczność katolicka opiekowała się swoją świątynią. W połowie XIX wieku książę Lubomirski własnym kosztem odnowił wnętrza świątyni, a na początku XX wieku p. Milewska zapisała na rzecz kościoła znaczne sumy, z czego udało się go gruntownie rozbudować. Świątynia została poszerzona, dobudowano dwie wieże na fasadzie i nadano całości rysy neogotyckie. Konsekracja kościoła pw. św. Anny odbyła się w 1906 roku.

Z przyjściem bolszewików proboszczów świątyni szykanowano. O. Mariana Tokarzewskiego w 1918 roku czerwoni dwukrotnie skazali na śmierć. Jednak zwolniono go po licznych prośbach mieszkańców różnych wyznań. Niestety zginął on później w katowniach NKWD. Z jego następcami postępowano podobnie: po ograbieniu świątyni i spaleniu biblioteki ks. Jana Łukacza zesłano na Sołowki i tam rozstrzelano, a oo. Jana Świderskiego i Sebastiana Sabudzyńskiego zesłano do obozów. Ostatecznie w 1937 roku świątynię zamknięto i zamieniono na magazyn zboża. Resztki ksiąg i archiwum parafialne zostały zniszczone. Podczas wojny kapłan niemiecki otworzył kościół, i odtąd kościół do dziś służy wiernym, przeżywszy ostre szykany w czasach chruszczowskich.

Na początku lat 1990. kościół został wyremontowany staraniem przedsiębiorców z Polski (o czym świadczą tablice przy wejściu). Ze starych ozdób kościoła pozostały jedynie niektóre obrazy, między innymi „Śmierć św. Józefa” i „Św. Wincenty Ferreriusz” (w zakrystii). Rzeźbione neogotyckie ołtarze, malowidła i (prawdopodobnie) organy pochodzą z początku XX wieku. W ołtarzu głównym – za zewnętrznym obrazem Matki Bożej – znajduje się kopia cudownego obrazu Matki Bożej Różańcowej. Jej oryginał, znany jako Matka Boża Barska, znajduje się w sąsiedniej cerkwi prawosławnej pw. Zaśnięcia NMP. Prawdopodobnie ten obraz i feretron z Wniebowstąpieniem MB zostały tam przeniesione po zamknięciu kościoła w 1937.

Miałem ciekawy wypadek, gdy po raz pierwszy odwiedziłem kościół w Barze. Poszukując kapłana, na plebanii zetknąłem się z mężczyzną z Ameryki Południowej, który posługiwał się wyłącznie językiem hiszpańskim i wziął mnie widocznie za przedstawiciela mediów katolickich. Poprosił zrobić mu zdjęcia z miejscowymi dzieciakami, co z przyjemnością zrobiłem. Ale po chwili ten „hidalgo” pojął, że jestem zwyczajnym turystą, co go widocznie zasmuciło. Lo siento mucho.

Dość zawiłą wydaje się historia trzeciego klasztoru w Barze – oo. jezuitów. Pierwotnie jego fundatorem był wojewoda kijowski, wybitny wódz Stanisław Żółkiewski. W 1613 roku zakupił on kamienicę, sad, las i wszystko to razem z sumą 6 tys. złotych przekazał Towarzystwu Jezusowemu, po to, aby założyli swój ośrodek w mieście. Następnie swoją fundację dołożył i hetman wielki koronny Stanisław Koniecpolski i dodał zakonnikom połowę wioski Załucze. Jednak drewniana jezuicka szkoła i kościół św. Wojciecha i Stanisława zaczęły funkcjonować dopiero w 1636 roku, z czasem przekształciły się w kolegium. Rozwój jednak przerwały wojny z kozakami i jezuici powrócili do Baru dopiero w II połowie XVII wieku. Następnie przy pomocy księcia Adama Kazimierza Czartoryskiego jezuici budują murowane zabudowania, które odpowiadałyby ich pozycji. Jednak na przeszkodzie znów stają podziały polityczne. Wreszcie, ze Lwowa przybył architekt Tomasz Siekierzyński, który otrzymał tytuł rektora kolegium. Udało mu się zakończyć budowę jednego ze skrzydeł z piętrową kaplicą w części centralnej. Niestety niedługo po tym, bullą papieską zakon został skasowany, a nieukończony klasztor z kolegium odszedł do bazylianów.

Polski naukowiec Jerzy Kowalczyk uważa, że ta budowla jest identyfikowana dziś jako „klasztor karmelitów”. Inne źródła twierdzą, że jezuici budowali się tam, gdzie dziś znajduje się świątynia greckokatolicka (ul. Swobody 22), bo i w pierwszym przypadku, i w drugim są to budowle nieukończone z piętrową kaplicą w centrum. Kwestię więc rzeczywistego położenia kolegium jezuitów w Barze pozostawiam w rękach fachowców i historyków.

Tym czasem dokładnie wiadomo, że w najlepszym okresie świetności ten ośrodek edukacji kształcił do 700 uczniów. Między innymi początkowe nauki pobierał tu przyszły pijar i nauczyciel o. Aleksy Kotiużyński. Natomiast u bazylianów studiowali: historyk Mikołaj Malinowski, działacz religijny Ignacy Ludwik Pawłowski, działacz społeczny Tadeusz Bochendowski (stąd uciekł do armii Napoleona) i literat Hipolit Błotnicki, który był tu podobno „mocno bity”.

Kolegium bazylianów skasowano po powstaniu listopadowym i przekazano je prawosławnym. Wtedy to rozebrano częściowo zabudowania. W okresie sowieckim mieściło się tu kilka różnych organizacji, w tym oświatowych. Z czasem zabudowania te zostały przekazane grekokatolikom na klasztor św. Jana Chrzciciela i poświęcono je w 2003 roku.

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 1 (245) 15-28 stycznia 2016

X