Komu, komu konika… z sera

Komu, komu konika… z sera

W górskich wioskach Huculszczyzny, Bukowiny i Zakarpacia rozpoczął się sezon masowej produkcji koników z sera. Z różnych regionów Ukrainy i z zagranicy do artystek Karpat spływają zamówienia na produkcję upominkowych dużych i małych koników, kur, łabędzi, jeleni, baranków. Nowością są figurki ludzi wykonane też ze sera, które cieszą się powodzeniem jako prezenty urodzinowe, imieninowe, weselne, na chrzty inne okazje.

Wrze i bulgoce woda, niby starając się wypchnąć grudkę sera, pływającego w dużym garnku. Wasylyna Szatruk z Kosowa z wprawą wyciąga roztopione kawałeczki sera – kilka ruchów i jej ręce wyczarowują białego karpackiego jelenia z ogromnymi rogami. Obok stoi naczynie z zimną osoloną wodą, w które artystka opuszcza gotową figurkę – i dzieło gotowe.

„Produkcję figurek z sera zapoczątkowali górale, wypasający owce na połoninach. Już od wieków – opowiada artystka – gdy gospodarze odwiedzali swe trzody wysoko w górach, byli obdarowywani malutkimi konikami i owieczkami – symbolami, że z ich trzodami jest wszystko w porządku. Tak było dawniej. Dziś tylko na niektórych połoninach można dostać taki prezent. Obecnie figurki są przeważnie dziełem kobiet po wsiach”. Najlepiej udaje się to gospodyniom ze wsi Brustory w rejonie kosowskim, która dziś jest uważana za centrum produkcji takich dzieł sztuki.

Aby wykonać zabawkę z sera, trzeba przygotować „glag” (zakwaskę – aut.). Najlepsza jest z żołądka młodego świeżo zabitego cielęcia. Artystka zlewa mleko, soli go i stawia, aby się odstało. Ma to „przebrodzić” przez trzy-cztery tygodnie. Z glagu i świeżego mleka Wasyłyna przygotowuje ser: na 15 litrów mleka daje 30 gramów zakwaski. Przez dobę mleko stoi, gęstnieje. Potem przelewa go się przez gazę i podwiesza, aby ściekło. Dopiero wtedy ser wrzucają do wrzątku. Wyciągają porcjami drewnianą łyżką i rozgniatają jak ciasto. Tworzyć figurkę z gorącego sera nie jest takie proste – parzy dłonie, ale Hucułki robią to z wprawą. Figurki tworzy się bez rękawiczek – żeby mieć czucie w rękach – jak mówi artystka. Ulepioną figurkę zanurza się w słonej wodzie. Im bardziej słona, tym twardsze będzie dzieło po ostygnięciu. Dobrze wymoczoną figurkę można jeść nawet po pięciu latach.

Wasyłyna, wyjąwszy konika ze słonej wody, z innego kawałka gorącego sera „wyciąga” długą nitkę, z której powstaje uzda, lejce i przymocowuje jeźdźca. Tak już „osiodłanego” konia znów opuszcza do słonej wody. Ha Huculszczyźnie jest tradycja, że wszystkie figurki, czy to konik z jeźdźcem, owieczka, jeleń, kurka, ptaszek czy kogucik – koniecznie muszą być oplecione serową nicią. Artystki z Karpat mają pełne ręce roboty, bo kołaczami z sera dekorują weselne drzewka. Ich dzieła są wysyłane do innych województw, gdy tam pobierają się Hucuł z Hucułką, a zdarza się, że wysyłane są za granicę. Serowe koniki podawane są do piwa na ucztach weselnych. Zdarza się, że w kilka dni trzeba wykonać od 300 do 500 (!) figurek. Wtedy do pracy zasiadają całe rodziny – od małego do starego.

Ostatnio Huculi zaczęli otrzymywać dziwne zamówienia. Klienci proszą o figurki leśników, budowlańców, inżynierów a nawet… milicjantów. Masowo takie zamówienia nadchodzą od mieszkańców Kijowa i Wschodu Ukrainy. W taki sposób obchodzone są święta zawodowe – z zadowoleniem zjadają samych siebie. Kto to wymyślił pani Wasyłyna nie może powiedzieć, zaznacza tylko, że według wierzeń huculskich tak robić nie można. Ale gdy to przynosi radość ludziom, a huculskim artystkom pieniądze – ulepić można, co dusza zapragnie. Ostatnio zaczęły nadchodzić zamówienia na serowe figurki kierowników, które są prezentami z okazji jubileuszy. Zwykłe, tradycyjne figurki koników, ptaszków i owieczek kosztują od trzech hrywni. Za większą zabawkę trzeba już zapłacić 100-300 hrywien, a już prace na zamówienie – to wydatek 300-500 hrywien.

Sabina Różycka
Tekst ukazał się w nr 23-24 (171-172), 14 grudnia – 14 stycznia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X