Klasztor oo. Karmelitów w Sąsiadowicach

Na dawnych Kresach Wschodnich możemy dziś odnaleźć miejscowości, które zachwycają nie tylko pięknem swej przyrody, lecz są prawdziwym skarbem zabytków architektury.

Niestety, jest ich coraz mniej, a o wielu z nich wcale nie wiemy albo wiemy bardzo mało. Bez wątpienia perłą architektury sakralnej na (obwód lwowski) jest klasztor oo. Karmelitów we wsi Sąsiadowice w okolicach Starego Sambora. Jest to jedna z najcenniejszych pamiątek epoki baroku na terenie współczesnej Ukrainy.

Warto zauważyć, że Sąsiadowice to wioska, gdzie mieszka najwięcej Polaków w rejonie starosamborskim. Tutaj na co dzień usłyszymy język polski, stare dawno zapomniane piosenki, napotkamy ciągle żywe zwyczaje i obrzędy. Według powszechnego ukraińskiego spisu ludności z 2001 roku, miejscowość zamieszkuje około 400 Polaków.

O Sąsiadowicach i klasztorze są wzmianki w kilkunastotomowym „Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich” z lat 1880-1902, powstały monografie, m. in. monografia ks. Piotra Serapiona Żuka, zanotowano też liczne relacje sąsiadowiczan. Muszę też zauważyć, że informacje na temat klasztoru są czasem sprzeczne. Dziś trudno o precyzję w tej kwestii. Postaram się być jak najbardziej wiarygodny, a za wszystkie nieścisłości z góry przepraszam.
Klasztor usytuowany jest na niewielkim wzgórzu, które powszechnie nazywane jest Górą Łaskawą. Dzieje klasztoru tak naprawdę zaczynają się nieco później, bo najpierw powstał kościół p.w. św. Anny.

Historia owego kościoła sięga roku 1589, kiedy to Erazm Herburt, syn właściciela ziemskiego Stanisława Herburta, postanowił wznieść kościół ku czci św. Anny. Jaki były ku temu powody? Istnieją na ten temat różne ustne i pisemne przekazy, są też rozbieżności co do tego, czy był to obraz bądź płaskorzeźba. Jak podaje wyżej wymieniony słownik, chłop, orząc tzw. pole Szwajowe, wyorał obraz św. Anny z Najświętszą Panną i Jezusem. Według innej wersji wizerunek św. Anny ukazał się na krzaku, który rósł na wzgórzu (później ten krzak prawdopodobnie umieszczono we wnęce z tyłu głównego ołtarza jako relikwię). Tym niemniej, usłyszawszy o tym zdarzeniu, Erazm postanowił przenieść obraz do kościoła św. Mikołaja, który znajdował się nieopodal pola, na którym znaleziono obraz (we wsi już od XV w. znajdował się drewniany kościółek p.w. św. Mikołaja, który był wiele razy niszczony, a ostatecznie spalony). Uroczystemu przeniesieniu obrazu towarzyszyli wierni oraz duchowieństwo. Następnego dnia okazało się, że cudowny obraz znów znalazł się na wspomnianym polu. E. Herburt po raz kolejny przeniósł obraz do kościoła św. Mikołaja, lecz on ciągle powracał na ten sam łan. Dziedzic uznał, że jest to znak, wskazujący na to, że w tym miejscu ma powstać świątynia. Pierwotnie powstała kaplica z ołtarzem. Następnie na tym samym miejscu E. Herburt wzniósł okazałą murowaną świątynię, która została poświęcona przez arcybiskupa lwowskiego Jana Dymitra Solikowskiego, po czym obraz z wizerunkiem św. Anny przyczynił się do wielu cudów i łask, co sprowadzało liczne pielgrzymki do Sąsiadowic. Cudowny obraz umieszczono w ołtarzu głównym szesnastowiecznej barokowej świątyni, który otaczany był dużą czcią. Dla podtrzymania trwałego kultu stworzono Bractwo św. Anny, które obdarzono przywilejami papieskimi. Warto też zaznaczyć, że oprócz czci św. Anny, również ubóstwiano Matkę Boską Szkaplerzną (16 lipca), były więc dwa odpusty. Co ciekawe, podczas obu obchodów był jarmark, gdzie sprzedawano rozmaitości. 16 lipca był tzw. mały bazar, a 26 lipca – wielki bazar. Jeszcze przed II wojną światową owa tradycja była pielęgnowana. Na początku XVII w. do kościoła dobudowano drewniany klasztor, do którego sprowadzono zakon Karmelitów trzewiczkowych z konwentu krakowskiego. Pomimo tego, że klasztor był drewniany, umocniony był fortyfikacjami, które składały się z czterech bastionów oraz fosy i chroniły przed napadami obcych wojsk. Z biegiem czasu obwarowania uzupełniono wałem ziemnym, na którym umieszczono armaty. W latach czterdziestych XVII w. powstała murowana brama.

Początkowo w klasztorze znajdowało się dwanaście cel i refektarz (klasztorna jadalnia). W następnych latach drewniany zespół klasztorny przebudowano w murowany. Późniejsze zmiany zabudowań klasztornych podlegały nielicznym transformacjom. Fortyfikacje nie dotrwały do naszych czasów, dostrzec można jedynie pozostałości dawnych obwarowań.

Jeżeli chodzi o wnętrze kościoła, to prezbiterium jest jednoprzęsłowe (przęsło – część konstrukcji zawarta między dwiema podporami), które zamyka się trójbocznie i zwrócone jest ku wschodowi. Korpus świątyni składa się z dwuprzęsłowej nawy oraz dwóch ołtarzy bocznych. Sklepienie kościoła jest kolebkowe, dekorowane malowidłami, które pochodzą z drugiej połowy XVIII wieku. Freski zostały przemalowane w 1863 roku przez M. Łozińskiego. Niestety po II wojnie światowej malowidła uległy częściowym zniszczeniom, ponieważ kościół zamieniono na skład z tworzywami sztucznymi, które negatywnie wpłynęły na ich stan. Podczas prac remontowych w końcu lat osiemdziesiątych freski odmalowano farbami olejnymi, nawiązując do oryginalnych. Początkowo w środku kościoła było osiem ołtarzy (niektóre wzmianki mówią o siedmiu) i drewniana ambona. Ozdobione one były ornamentem rokokowym z pozłotą. Do dnia dzisiejszego zachowały się jedynie trzy ołtarze: główny oraz dwa boczne, które nadają barokowy charakter zabytkowi. Zniszczeniu nie uległa również ambona, która znajduje się po lewej stronie od wejścia do świątyni. Ołtarze oraz ambona zostały odnowione tuż po odzyskaniu kościoła na przełomie lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych. Podczas prac remontowych, pod głównym ołtarzem natrafiono na trumny oraz ludzkie szczątki, co świadczy o tym, że w tym miejscu są pochówki.

Klasztorne zabudowania w kształcie podkowy dominowały nad fasadą kościoła. Podłużne, północne ramię klasztoru zawierało dwa bardzo duże pomieszczenia: refektarz oraz kapitularz (miejsce zebrań), lecz do dziś ta część nie zachowała się. Ze względu na bardzo wygodne warunki w kompleksie klasztornym zwoływano kapituły prowincji oraz miały miejsce liczne kongregacje. Przed wybuchem II wojny światowej w klasztorze w Sąsiadowicach mieszkało trzech ojców i jeden brat. Zakonnicy posiadali też m.in. pola uprawne i zajmowali się hodowlą zwierząt. W 1940 roku karmelici zostali zmuszeni do opuszczenia klasztoru. Podczas okupacji niemieckiej od czerwca 1941 roku zakon oo. karmelitów znów mógł sprawować posługę duszpasterską w świątyni. Do końca II wojny światowej pozostało jedynie dwóch ojców, których po zmianie granic II Rzeczypospolitej zmuszono do opuszczenia klasztoru i wyjazdu do Polski. Wraz z zakonnikami wioskę opuściło około 60 rodzin. Przez granicę wierni przetransportowali naczynia liturgiczne, a także cudowny obraz św. Anny (dziś w kościele znajduje się jedynie jego kopia). Po wyjeździe części Polaków z Sąsiadowic, pozostawało tam nadal około 50 polskich rodzin, które znalazły się bez żadnej opieki duszpasterskiej. Po zamknięciu klasztoru, o ile mi wiadomo, cześć wioski jeździła na nabożeństwa do kościoła w Nowym Mieście, a inna część uczęszczała na msze św. do kościoła w Samborze. Jak już wcześniej wspominałem, klasztor został zamieniony na magazyny, dach zaczął stopniowo się walić, co skutkowało przekształceniem się budowli w ruinę.

{gallery}gallery/Sasiadowice{/gallery}

U schyłku istnienia totalitarnego państwa radzieckiego, władze zgodziły się na zwrócenie kościoła Polakom mieszkającym w Sąsiadowicach. Był to rok 1988. Świątynia stała się ruiną, którą należało odbudować, żeby ponownie sprawować w niej kult Boży. Od razu po odzyskaniu obiektu, społeczność polska Sąsiadowic podjęła się odnowy. Z powodu dużego zniszczenia rozebrano większą północną część klasztoru, a mniejszą przekształcono na pomieszczenia mieszkalne (plebanię). Właśnie w tej części dziś znajduje się klasztor.Na zachód od klasztoru zachowała się zabytkowa barokowa dzwonnica. Dzwon w 1939 r. był zdjęty, żeby nie trafił do rąk wroga, następnie prawdopodobnie został zakopany i do dziś nie odnaleziony. W 2010 roku w kościele doszło do pożaru, który całkowicie zniszczył dach oraz została uszkodzona część budowli, a mianowicie zakrystia. Obecnie odbudowano już dach, który został pokryty dachówką, a zakrystię odnowiono. Na prośbę arcybiskupa lwowskiego M. Mokrzyckiego, w 2011 roku klasztor i parafię, po 65 latach nieobecności, objęli oo. karmelici. W klasztorze przebywa trzech oo. karmelitów. Świątynia spełnia również funkcję sanktuarium. Zabytek współcześnie służy jako kościół parafialny Polakom mieszkającym w Sąsiadowicach i, bez wątpienia, jest dla nich centrum duchowym oraz powodem do dumy.

26 lipca br. tradycyjnie odbył się odpust ku czci św. Anny w klasztorze oo. karmelitów na Górze Łaskawej w Sąsiadowicach.

Załączam wiersz „Dzwon” Ludwika Kańczugi, kuzyna mojej babci, byłego sąsiadowiczanina, zamieszkałego we Wrocławiu. Wiersz został osobiście przekazany przez autora mojej rodzinie podczas jednego z pobytów w rodzinnych Sąsiadowicach.

DZWON  

O dzwonie będą te słowa, z naszej sąsiadowickiej dzwonnicy,
To ona, u boku Świętej Anny, na Górze Łaskawej, wznosi się w tej okolicy,
Stała i stoi tu od stuleci, wzniesiona ku chwale Kościoła i Pana Boga,
Tu na Anioł Pański biły dzwony, nie jedna się stąd niosła trwoga!

Jest wrzesień 39 roku, larum grają, wojna, nieprzyjaciel w granicach,
Cały kraj staje do obrony, Niemcy wnet będą w Sąsiadowicach,
Wójt Synówka, mimo wielu pilnych zajęć, o dzwonie myśli, pamięta,
Każe go ściągnąć z wieży i ukryć, bądź ty, wojno, stokroć przeklęta!

Mobilizuje do tej akcji odważnych ludzi, to był heroizm, ktoś powie,
Robotę wykonali w wielkiej tajemnicy, gdzie go ukryli, nikt się nie dowie,
Dzieło ludwisarzy z XV wieku przed przetopieniem zostało ocalone,
A tym, co tego dokonali, Panie Boże, niech w Niebie będzie policzone!

Starszy od Dzwonu Zygmunta, przedtem był na służbie u Świętego Mikołaja,
Pierwszego kościoła we wsi, kiedy jeszcze grasowała tatarska zgraja,
Kościół był drewniany, spłonął i Dzwon Mikołaj został bez pracy,
Ale tylko do czasu budowy nowej świątyni, o którą modlili się moi Rodacy!

Ukrycie dzwonu przed zaborcą, to była sprawa wręcz doniosła,
Lecz trzeba było 50-ciu lat, aby Święta Anna z ruin komuny się podniosła,
I nie może, jak do tej pory, zrozumieć tego co się stało,
Że do kościoła może nie powróci to, co od wieków do niego należało!

Bądźmy dobrej myśli, wierzmy w to szczerze, że już w niedługim czasie,
Do kościoła powróci Dzwon Mikołaj, w dobrym stanie i pełnej swojej krasie,
Ciekawi będziemy jego kondycji i jakim rytmem będzie biło jego serce,
W czasie wielkanocnej rezurekcji, lipcowego odpustu i na wigilijnej pasterce!

Takie o to są skutki wojny, nowego po niej porządku i zmiany granic,
Wtedy nie liczono się z nikim i niczym, nie zważano na nic,
I nie z własnej to woli dużo ludzi rozjechało się po świecie,
Mieszkają teraz gdzie indziej, opuścili Sąsiadowice w samborskim powiecie!

I Ty Święta Anno, co tam na wzgórzu Łaskawym, od wieków Boga adorujesz,
Ty wiesz dobrze i najgoręcej czujesz,
Że lud Boży Sąsiadowic, chociaż tak rozproszony,
Na zew Dzwonu Mikołaja zawsze się stawi, aby oddać Ci pokłony!

Wspieraj Go mocno, obdarzaj łaskami,
Miej litość, cierpliwość, pomagaj czasami,
Bo lud to wierny i wszystko gotów przyjąć w pokorze,
Co od Ciebie pochodzić będzie, Panie Boże!

Ludwik Kańczuga
Wrocław, 21 XII 2007 r.

Andrzej Pietruszka
Tekst ukazał się w nr 16 (212) za 29 sierpnia – 15 września 2014

X