Kaplica Jana III Sobieskiego na Kalenbergu symbolem chwały oręża polskiego

Kaplica Jana III Sobieskiego na Kalenbergu symbolem chwały oręża polskiego

W rocznicę Wiktorii Wiedeńskiej

W 1930 roku Jan Henryk Rosen, profesor Politechniki Lwowskiej, otrzymał zaszczytne i bardzo odpowiedzialne zaproszenie – poproszono go o ozdobienie dekoracją malarską kaplicy króla Jana III Sobieskiego w kościele św. Józefa na Kahlenbergu pod Wiedniem. Właśnie w tym kościele o godzinie czwartej nad ranem dnia 12 września 1683 roku uczestniczył król polski we mszy świętej, którą celebrował legat papieża Innocentego XI kapucyn Marco d’Aviano, „człowiek wielkiej świątobliwości, mądrości i roztropności”. Tu, u stóp wzgórza Kahlenbergu, w tym że dniu rozegrała się bitwa, zakończona zwycięstwem wojsk chrześcijańskich pod dowództwem naczelnym króla Jana III Sobieskiego nad potężną armią turecką wezyra Kara Mustafy.

Zbliżał się jubileusz – 250-lecie odsieczy wiedeńskiej. W 1930 roku ojcowie zmartwychwstańcy i Stowarzyszenie Kościoła Kahlenberskiego postanowili kontynuować prace zdobnicze historycznej kaplicy i doprowadzić jej wygląd do stanu godnego tego szczególnego miejsca.

Po śmierci w roku 1906 założyciela Stowarzyszenia Piusa Twardowskiego, na prezesa wybrano jego syna, ministra Juliusza Twardowskiego. J. Twardowski często odwiedzał Lwów, gdzie mieszkali jego krewni: rodzony brat – wybitny polski filozof, profesor Uniwersytetu Lwowskiego Kazimierz Twardowski i kuzyn – metropolita lwowski obrządku rzymskokatolickiego ks. abp Bolesław Twardowski. Dzieła J.H. Rosena w Katedrze Ormiańskiej i kaplicy Seminarium Duchownego Julian Twardowski miał możliwość oglądać osobiście, a wysoką ocenę tych prac znaleźć w prasie lwowskiej i ogólnopolskiej. Nie bez znaczenia było pochlebne zdanie ks. abp. B. Twardowskiego. Ojcowie zmartwychwstańcy też otrzymywali o Rosenie zaszczytne relacje ze swej placówki lwowskiej, która znajdowała się przy ul. Piekarskiej. Literat Stanisław Wasilewski wspominał, że ks. J. Kukliński C.R., który po I wojnie światowej był przeniesiony z Kahlenbergu do Wielkopolski, nadal starał się być pomocny w sprawie ozdobienia kaplicy Króla Jana III.

Opinie o J.H. Rosenie
W dalekim Poznaniu doszła do księdza Kuklińskiego wiadomość o lwowskich sukcesach Rosena. Otóż, St. Wasilewski pisał: „ks. superior Kukliński stylu swej pracy nie zmienił. Czuje się dalej – w wolnych chwilach od codziennej roboty duszpasterskiej – rektorem z Kahlenberga. Biega i zabiega. Niedawno zaszedł do mnie na Dębiec i opowiedział o wielkiej nowinie: „Mamy już Rosena!” Wiadomo, kto jest J.H. Rosen. Malarz. A z malarzami to jest tak, jak z kwiatem agawy. Zakwita ona raz na sto lat z wielkim hukiem. Otóż właśnie w Rosenie zakwitnął fenomenalny malarz kościelny. Z wielkim hukiem, od stu lat chyba nie było takiego. Do Katedry Ormiańskiej we Lwowie ciągną pielgrzymki istne, aby się nacieszyć dziełem Rosena. Krytykowano również wiele, bo żyjemy w Polsce. Ale Angliki okrutnie wychwalają pomysłowość i nowość Rosena”. Uczeń i współpracownik Rosena artysta malarz Kazimierz Smuczak po latach również wspominał, że to właśnie ksiądz J. Kukliński „zwrócił się z prośbą do J.H. Rosena o wykonanie projektu polichromii do wnętrza kaplicy Sobieskiego. Rosen zamówienie przyjął, zrobił projekt”. Nowy rektor kościoła św. Józefa, ks. Wojciech Niemier C.R. zgromadził niezbędne fundusze przy pomocy ambasady polskiej w Wiedniu i „szlachetnym ofiarodawcom, którzy docenili wartość historyczną tego cennego pomnika dla narodu polskiego, a którzy pragną pozostać nieznani”.

Pozakonkursowy wybór J.H. Rosena na dekoratora kaplicy króla Sobieskiego na pewno zaskoczył, a może nawet uraził Józefa Mehoffera, który miał nadzieję, że z czasem dojdzie do realizacji tego projektu. Kartony wykonawcze malowideł kahlenberskich artysta często eksponował na wystawach krajowych i międzynarodowych. W tychże wystawach brał udział J.H. Rosen, który dobrze znał zarówno projekt, jak i ambicje Mehoffera. Przykładem może służyć wystawa działu sztuki na Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu (1929), otwartej z okazji dziesięciolecia II Rzeczypospolitej. Na tej wystawie J. Mehoffer zorganizował ekspozycję personalną, obejmującą 60 dzieł sztuki, wśród których kartony polichromii kaplicy na Kahlenbergu, i został odznaczony wielkim złotym medalem. Na reprezentacyjnej wystawie „Polskiej sztuki religijnej” (Katowice, 1932) J. Mehoffer wystawił karton „Joannes vinces” obok rosenowskich kartonów polichromii Katedry Ormiańskiej we Lwowie.

Obraz nad ołtarzem kaplicy
Otóż, wiosną 1930 roku J.H. Rosen otrzymał oficjalne zaproszenie ówczesnego ks. rektora W. Nimiera C.R., poparte prośbą prezesa Stowarzyszenia Kahlenberskiego ministra J. Twardowskiego. Projekt dekoracji artysta opracował we Lwowie i w maju tegoż roku przybył do Wiednia razem ze swoim pomocnikiem Kazimierzem Smuczakiem. Swój projekt Rosen przedstawił na zatwierdzenie kompetentnych władz wiedeńskich w zakresie sztuki – komisji federalnej Bundesdenkmalamt. Po uzyskaniu aprobaty artysta bezzwłocznie przystąpił do pracy. K. Smuczak w jednym z wywiadów zaświadczył, że prace na Kahlenbergu mistrz rozpoczął w maju, a skończył w listopadzie. Ozdabianie kaplicy trwało przez pięć miesięcy. Prace zaczynali o ósmej rano, kończyli o czwartej po południu. W wyniku wytężonej pracy powstał zespół malarskiego ozdobienia kaplicy, który składał się z trzech różnych rozmiarów malowideł o treści religijno-historycznej, 106 herbów rycerstwa polskiego i dowódców wojsk niemieckich, kutych w miedzi barokowych ram do obrazów i takiegoż antepedium ołtarza.

Obraz nad ołtarzem przedstawiał papieża Innocentego XI „modlącego się o pomoc z nieba w tej ciężkiej potrzebie i kurczowo wyciągającego ręce do promieniejącego nad jego głową „Labarum” Konstantego Wielkiego nad którym widnieje napis: „In hoc signo”, którego dopełnienie „Joannes vinces” umieszczone jest nad głową króla na ścianie obok”. Ze wschodu nadciąga burza. Groźne, ciemne niebo i w oddali las minaretów, które złowrogo proroczą zwycięstwo islamu i jakby ilustrują zuchwałe słowa z listu sułtana Mohameda IV do cesarza Leopolda: „Rozkazujemy ci czekać na Nas w swojej rezydencji we Wiedniu, abyśmy mogli ściąć ci głowę. I ty, mały króliku polski, czekaj na Nas. Zniszczymy cię ze wszystkimi twoimi stronnikami i zetrzemy z oblicza ziemi wszelką istotę, która mieni się giaurem…”. „Labarum” Konstantego Wielkiego rozświetla jednak czarne chmury, a Chrystus na krzyżu wstrzymuje tę nawałę turecką. Nad głową Chrystusa widać wypogodzone niebo, jasny firmament pokryty błyszczącymi gwiazdami. Wizja Ukrzyżowanego rzucona jest „białą kreską konturu, specjalność Rosena, który we Lwowie tak wielkie wydobył wrażenie w słynnej scenie pogrzebu biskupa Odylona”. Obraz został ujęty łukiem opartym na kolumnach, które flankują klęczącą postać Ojca Świętego Innocentego XI, długi czerwony płaszcz, który jest głównym akcentem kolorowym całej kompozycji. W 1931 roku Władysław Postępski w reportażu z Kahlenbergu napisał: „Dziwnie swojo tu się czujemy. Ale też oko wchodzącego pada na księcia Odescalchi, późniejszego papieża Innocentego XI. W młodości w Polsce walczył przeciw Turkom mieczem, na obrazie klęczy i modli się gorąco. Całemu światu chrześcijańskiemu kazał modlić się za pomyślność jego oręża. Od wschodu nadciąga czarna groźna chmura… Nie posunie się dalej, bo Ojciec Św. czuwa i modli się, bo z góry wejrzał Chrystus z krzyża na swego Następcę na ziemi i dodaje otuchy. Na niebie ten znak, który krzepił cesarza Konstantyna Wielkiego. „W tym znaku zwyciężysz!”. Nader interesujący jest ołtarz kuty w miedzi w formie sarkofagu. Antepedium również z kutej miedzi, obramiony misternie wykonaną ramą, zdobią trzy herby: papieży Innocentego XI, Piusa X i Piusa XI”.

Obraz „Janie, zwyciężysz”
Na ścianie wschodniej kaplicy znajduje się najbardziej znany z tego cyklu obraz: „Msza święta na Kahlenbergu przed bitwą wiedeńską”, który krótko nazywają również „Joannes vinces” (Janie, zwyciężysz). J.H. Rosen podzielił obraz na dwie części. W dolnej przedstawiono ołtarz odbudowany na rozkaz króla Jana III w zniszczonej przez Turków kapliczce. Przed ołtarzem odprawia mszę świętą legat papieski Marco d’Aviano, który wypowiada prorocze słowa „Joannes vinces” zamiast tradycyjnego „Ita missa est”. Wyprostowana, hieratyczna postać księdza pełna uroczystego pokoju i sakralnej dostojności. Występuje on nie tylko jako przedstawiciel, legat Ojca Świętego, lecz całego świata chrześcijańskiego. Postać Marco d’Aviano koresponduje z postaciami świętego króla Ludwika IX i jego rycerzy, przedstawionych w górnej części obrazu. Krucjatę św. Ludwika Rosen przedstawił na tle złoto-srebrnym, miejscami szarym, u góry brązowym. Ubrane w białe szaty figury rycerzy-krzyżowców cechuje podkreślony wertykalizm, hieratyczność. Wertykalizm kompozycji podkreślają również długie włócznie, sztandary królewskie i tarcze ze złotymi krzyżami. Artysta porównuje króla Jana i jego rycerzy do tych legendarnych bohaterów wypraw krzyżowych.

W 1270 roku cała Europa oczekiwała wieści z krucjaty Ludwika Świętego, w 1683 roku cały świat chrześcijański oczekiwał na „cud nad Dunajem”. I stlało się! Stało się za pomocą woli Bożej. Literat St. Wasylewski opisując malowidło Rosnowskie słusznie zauważył, że „najsilniejsze wrażenie robi ksiądz przy ołtarzu. Można go wskazać jako znakomitą ilustrację znanych słów Sienkiewicza: „Mijają wieki i systemy filozoficzne, a msza św. jak się odprawiała – tak się i odprawia”.

Sobieski, służący do tej mszy świętej jako ministrant, jest ubrany we wspaniały czerwony płaszcz, podbity bobrami i zbroję ze złotej łuski. Artysta przedstawił moment, kiedy król klęczy u stóp ołtarza, pochyliwszy głowę i złożywszy ręce, w gorącej modlitwie oddając siebie na służbę ku chwale Bożej. Za nim postacie Karola V księcia Lotaryńskiego bystro przed siebie patrzącego, w bogatym turkusowym płaszczu, podbitym gronostajami i elektora bawarskiego Maksymiliana Emanuela, odzianego w czarną zbroję i wielki fioletowy płaszcz oraz czarną, starannie ułożoną perukę. Laska księcia Lotaryńskiego stanowi wyraźny kontrast włóczniom i mieczom krzyżowców Ludwika Świętego. W postawie, w zachowaniu, w mentalności książąt niemieckich jest coś, co przypomina atmosferę rosenowskiego malowidła „Święty Idzi” w Katedrze Ormiańskiej we Lwowie. Na tle Niemców gubi się szczupła postać szesnastoletniego królewicza Jakuba, który skromnie stoi „z wyrazem twarzy o młodocianej prostocie”. Królewicz bardzo przeżywa, przecież po mszy świętej odbędzie się uroczyste pasowanie jego na rycerza i on po raz pierwszy weźmie udział w bitwie.

Książęta niemieccy
Rosen świadomie przedstawił książąt niemieckich w niewygodnym dla nich świetle, z rozmysłem podkreślił niezdolność dowódców austriackich własnymi siłami obronić Wiedeń i wyraźnie zaakcentował decydujące znaczenie oręża polskiego w odsieczy wiedeńskiej, w walce zbrojnej ze światem muzułmańskim. Zrozumiał to Stanisław Wasilewski, który napisał o wodzach sprzymierzonych wojsk austriackich i niemieckich: „W ogóle lalusie w koronkach i kędziorkach wyfiokowanych, ciągnący niechętnie na wojnę, jakże daleką od ówczesnych regres en dentelles”.

Taką była odpowiedź polskiego malarza szowinistom niemieckim, którzy od lat fałszowali historię bitwy pod Wiedniem i zmniejszali rolę w niej polskiego króla. Jak większość Polaków, J.H. Rosen uważał bitwę pod Wiedniem, „cud nad Dunajem”, niemal wyłącznie za triumf polski. Prawda historyczna polegała jednak na tym, że odsiecz Wiednia była wspólnym sukcesem wszystkich wojsk chrześcijańskich, dowodzonych przez Jana III. Przedstawieni na obrazie obaj wodzowie niemieccy, zwłaszcza Karol Lotaryński, byli doświadczonymi dowódcami. Żadnego z nich nie można było nazwać lalusiem. Obaj Niemcy byli dobrze znani w Polsce, skoligaceni ze znanymi polskimi rodami. Karol Lotaryński ubiegał się o tron polski w czasie dwóch elekcji, 1669 i 1674 roku, miał znaczne stronnictwo i przyjaciół w Polsce, był żonaty z wdową po królu Michale Korybucie Wiśniowieckim. Elektor bawarski Maksymilian Emanuel – to późniejszy zięć króla Jana, mąż córki królewskiej Teresy Kunegundy. Współczesny badacz dziejów Jana Sobieskiego Zbigniew Wójcik pisze, że „można by więc sądzić, że król polski zachował zdecydowaną urazę czy nawet wrogość do swego przeciwnika z pola elekcji. Tak jednakże nie było. Jan III zdawał sobie świetnie sprawę z tego, że powodzenie odsieczy wiedeńskiej zależy w ogromnym stopniu od harmonijnej współpracy między nim a dowódcą cesarskim (Karolem Lotaryńskim), znakomitym żołnierzem i wodzem. Karol zachował się wobec Jana III niezwykle lojalnie. Jego… raporty były bardzo częste, pełne szacunku i uznania dla króla”.

Bogactwo ubiorów i peruk Niemców, ich zarozumiała postawa na obrazie Rosena – to tylko legenda, lub zmyślenie, które ma charakter polityczny, patriotyczny, potrzebny dla pospolitego odbiorcy. Król Jan III w liście do małżonki pisał, że Karol Lotaryński „to abnegat i człowiek o usposobieniu melancholijnym, niczym się nie bawiący, ospowaty, stroi się tak jak najmizerniejszy człowiek, w podartej prostej sukni, kapelusz nie tylko bez pióra, ale i bez rubantu, wytarty i wytłuszczony”, ale równocześnie „człowiek dobry i rozum mający… Buty na nim żółte były przed dwiema miesiącami lub trzema… koń niezły, siedzenie stare; uzdy na koniu… proste rzemienne, złe arce i stare… I zda się być właśnie poczciwy człowiek; wojnę rozumie bardzo dobrze i do niej się aplikuje. Peruka płowa niecnotliwa. Owo zgoła jest człowiek, z którego się fantazją moja bardzo łacno zgodzi, i godzien większej daleko fortuny”.

Malowidło ujęto w szeroką barokową ramę z kutej miedzi. W dolnej części ramy tabliczka z napisem „Veni. Vidi. Deus Vicit.”

Herby dowódców
Pod obrazem „Msza Święta na Kahlenbergu przed bitwą wiedeńską” Rosen umieścił herby dowódców wojsk chrześcijańskich, opatrzywszy ich odpowiednimi napisami. W centrum znajduje się herb Sobieskiego wykonany według oryginalnej pieczęci z roku 1683, dostarczony artyście przez Staatsachiv austriacki. Na czerwonym tle tarczy herbowej Rosen umieścił Białego Orła Polskiego z herbem Sobieskich „Janina” na piersi. Tarcze podtrzymują dwie alegoryczne postacie kobiece z mieczami. Herb otacza kolisty szlak, nad nim korona królewska. Pod herbem napis: „Johannes III Rex Polonia”. Naokoło herbu Sobieskiego znajdują się herby pięciu wodzów niemieckich. W górnej części, po lewej stronie księcia Karola V Lotaryńskiego, po prawej – elektora saskiego Jana Jerzego III. W dolnej części – herby elektora bawarskiego Maksymiliana Emanuela; Jerzego Fryderyka księcia Waldeck i Hermana Ludwika, margrafa badeńskiego. Wszystkie herby książąt niemieckich są doskonale skomponowane, bardzo bogato ozdobione.

Ówczesna znawczyni heraldyki, lwowski historyk dr Helena Polaczkówna przeprowadziła fachową analizę umiejętności przedstawienia niemieckich herbów i doszła do wniosku, że „złożone tarcze feudów, różnolite klejnoty, bujnie rozwinięte labry składają się na harmonijną całość; w kształtach tarcz, szyszaków brak jakiegokolwiek szablonu, mimo to całość jest dobrze utrzymana w stylu XVII wieku. Może komuś nie odpowiadać rozkwitła stylistyka heraldyczna XVII w., może nad nią przekładać harmonijne wzory renesansu lub surowszą prostotę średniowiecza, lecz kto dostarczał artyście wzorów herbów ks. niemieckich, czy było to wiedeńskie Staatsarchiv, czy Towarzystwo Heraldyczne Adler, czy wysoka Kunstkomission, byli to znawcy sztuki heraldycznej, a zarazem archeologowie umiejący uzgodnić styl z epoką”. Natomiast sposób przedstawienia herbu Sobieskiego dr H. Polaczkówna oceniła bardzo krytycznie, uważając podejście Rosena do tej sprawy wagi państwowej za mechaniczne kopiowanie nienajlepszych wzorców. W obszernym artykule pt. „Uwagi o dekoracji heraldycznej kaplicy na Kahlenbergu” pisała, że „niewłaściwy, zgoła niedopuszczalny, jest herb Jana III, który dla cudzoziemca miał obrazować Rzeczpospolitą. Nie wiem, w jakiej formie podsunął polski projektodawca artyście swój model herbowy, czy w rysunku, czy w gotowej polichromii, lecz w jaki bądź sposób to się stało, twierdzę niezbicie, że takie niewolnicze transponowanie pracy sztycharza na efekty malarskie jest ze względów estetycznych niedopuszczalne… Ktokolwiek zna nieco różne tłoki pieczęci Jana III, rozezna niezwłocznie, że z modelem jego herbu dla Kahlenbergu postąpiono wprost mechanicznie: z większej czy mniejszej pieczęci koronnej obcięto otok z tytulaturą królewską, wyliczeniem ziem podległych, prawdopodobnie także pierścień kła, na którym zamieszczono zwykle tarcze z herbami wszystkich lub tylko niektórych ziem polskich. Dowodzi tego niezbicie korona królewska, niezdarnie górująca, bez oparcia, nad wolnym polem pieczęci z tarczą i trzymaczami; dowodzi także kolisty szlak, odcinający kompozycję od tła ścian, który wówczas dopiero nabierze sensu, gdy sobie uprzytomnimy, że za jego rąbkiem winien się znaleźć pierścień z herbami i otok z tytulaturą; dowodzą wreszcie wąskie, ścieśnione alegoryczne postacie kobiet, jako trzymacze tarczy których szczupłość tłumaczy się niewielką przestrzenią pieczęci, w jak musiały być wtłoczone. Wystarczy porównać sąsiednią kompozycję malarską z herbami ks. Karola Lotaryńskiego, w której trzymaczami są orły, dobrze, swobodnie ustawione, aby zrozumieć całe ubóstwo herbu króla polskiego… Herb króla Jana jest taki kusy wobec wielokrotności feudalnych herbów ks. niemieckich…”.

Dziękczynienie za „Cud nad Dunajem”
Nad wejściem do kaplicy, naprzeciwko ołtarza, J.H. Rosen umieścił trzeci obraz, na którym polski rycerz w zbroi składa u stóp świętych Józefa, Leopolda i Jana Kapistrana zielony sztandar Mahometa, zdobyty na Turkach przez króla Jana III. Obraz obramowano szeroką kutą miedzianą ramą. Tło ceglaste od jasnego u dołu do intensywnego koloru miedzi u góry.

Trzy postacie świętych hieratyczne, surowe, pełne majestatycznej powagi i dostojności symbolizują zwycięstwo chrześcijaństwa, które osłoniło w zaciętej, śmiertelnej walce ludy europejskie od nawały muzułmańskiej. Odziany w białą tunikę św. Józef Oblubieniec Najświętszej Marii Panny, patron Kościoła Powszechnego i świątyni na Kahlenbergu, jest centralną postacią tego malowidła. Prawą ręką błogosławi dzielne rycerstwo chrześcijańskie, w lewej trzyma lilię, symbol czystości, symbol Kościoła. Po jego prawej stronie opiera się o miecz św. Leopold III Dobry (1073-1136) patron Austrii, z koroną na głowie, w srebrnej zbroi i w błękitnej haftowanej tunice w złote orły Babenbergów. Po lewej stronie – św. Jan Kapistran (1386-1456) w habicie franciszkańskim, z białym z czerwonym krzyżem sztandarem św. Jerzego w prawej ręce. Znakomity kaznodzieja, który kazania swoje wygłaszał we Włoszech i na Węgrzech, w Wiedniu i w Krakowie, wzywał do walki z nawałą turecką, bronił Białogrodu (Belgradu), w XV wieku był czołowym, ideowym organizatorem krucjaty antytureckiej. Obydwie ręce podniósł do góry, wyraz twarzy surowy, wręcz fanatyczny. Ascetyczna twarz świętego, gest jego rąk i wzrok gorejących oczy zwróconych ku niebiosom wyrażają dziękczynienie Bogu za zwycięstwo, za „Cud nad Dunajem”, za cud, na który chrześcijaństwo czekało kilka stuleci. Rycerz polski, który składa u stóp świętych zielony sztandar Proroka, to towarzysz lekkiej pancernej chorągwi polskiej, w łusce srebrnej, w złotym pasie z drogimi kamieniami, z długą szablą i w wysokich skórzanych butach.

J.H. Rosen namalował na tym obrazie tylko cztery postacie – żadnych drugoplanowych postaci, żadnych historycznych reminiscencji, żadnych elementów architektury lub krajobrazu, tło neutralne, jednobarwne. Uwaga widza skupiona jest na twarzach i gestach trzech świętych. Niewątpliwie, pod względem ideowym obraz ten jest najważniejszy w całości artystycznego ozdobienia kaplicy. Właśnie ten obraz świadczy, że w bitwie pod Wiedniem „Deus vicit” – „Bóg zwyciężył”. Również treść tego obrazu jest całkowicie oryginalna, rosenowska, nie spotykana w projektach K. Fryza lub J. Mehoffera i oparta na szeroko znanym fakcie, że po zwycięstwie wiedeńskim król Jan III wysłał do Ojca Świętego Innocentego XI zielony sztandar Mahometa „wyrwany własnoręcznie przez Sobieskiego z rąk chorążego tureckiego, rozsiekanego przez polską husarię. Doręczenie chorągwi Mahometa odbyło się 29 września czyli w dzień św. Michała Archanioła, wśród strzelania z dział i bicia we wszystkie dzwony. Chorągiew wieźli ks. Kazimierz Denhoff, rezydent polski, późniejszy kardynał i hr. Talenti z Łuki, sekretarz Jego Królewskiej Mości, w otoczeniu szlachty rzymskiej i jazdy papieskiej. Sztandar Mahometa zniósł zakrystian papieski monsinior Cusani do bazyliki św. Piotra i wręczył go kardynałowi”.

Wysłanie do Watykanu zdobytej chorągwi i listów do Ojca Świętego Innocentego XI było ze strony króla Jana III wyznaniem faktu, że to właśnie Stolica Apostolska była głównym organizatorem zwycięstwa nad Turkami, ideowym kierownikiem „Ligi Świętej”. Ks. rektor kahlenberski J. Kukliński C.R. słusznie pisał, że „papież Innocenty XI, który od roku 1676 zasiadał na Stolicy Piotrowej, umożliwił odsiecz Wiednia przez wojsko chrześcijańskie pod dowództwem króla Sobieskiego, udzielając cesarzowi Leopoldowi I, królowi Sobieskiemu i niemieckim książętom znacznych subsydiów materialnych do zmobilizowania potrzebnego wojska”. Papieżowi Innocentemu XI król Jan III donosił o zwycięstwie parafrazując w duchu pokory chrześcijańskiej słynne słowa Cesara – „Venimus, Vidimus, et Deus vicit” (Przyszliśmy, zobaczyliśmy, a Bóg zwyciężył”). Dla J.H. Rosena, głęboko wierzącego katolika i patrioty, taka mentalność, takie postępowanie króla było zrozumiałe i zostało należycie ocenione.

Ozdobienie kaplicy uzupełniają 102 herby rycerzy polskich, którzy pod Wiedniem walczyli pod dowództwem króla Jana III i wsławili oręż polski. Herby umieszczono na ścianach i suficie po prawej stronie ołtarza. Herby zajmują również głęboką niszę okienną i przestrzeń nad oknem. Udekorować kaplicę w taki oryginalny sposób proponował jeszcze J. Mehoffer. Projekt jego z 1912 roku przewidywał, że „ściana naprzeciw głównego obrazu przedstawiającego Sobieskiego, wyłożona będzie płytkami majolikowymi z herbami tych rycerzy polskich, którzy brali udział w odsieczy Wiednia. Płytek herbowych będzie 100”.

Drobiazgową pracę przy polichromii herbowej J.H. Rosen powierzył swojemu pomocnikowi 24-letniemu lwowianinowi Kazimierzowi Smuczakowi. Ten zapomniany fakt stał się znany dopiero w latach 80. XX wieku, dzięki wywiadom K. Smuczaka dla mediów, poświęconym 300. rocznicy odsieczy wiedeńskiej. W rodzinie K. Smuczaka jest przechowywany również oryginalny dokument, tzw. „zaświadczenie”, które prof. J.H. Rosen napisał własnoręcznie 27 lipca 1935 roku we Lwowie. W tym dokumencie profesor zaświadczył, że „Pan Kazimierz Smuczak pracował przy mnie w Katedrze Ormiańskiej we Lwowie… W 1930 roku wykonał ornamentykę w kaplicy Seminarium Duchownego Łacińskiego we Lwowie, tegoż roku wyjechał ze mną do Wiednia, gdzie wykonał według własnego projektu dekorację herbową w kaplicy Jana Sobieskiego na Kahlenbergu…”.

Ustalanie listy uczestników bitwy
Bardzo trudną kwestią historycznego rozwiązania problemu herbów i zadaniem dostarczania rysunków w takiej formie i postaci, jaką miały w końcu XVIII wieku, zajęło się „Kolegium heraldyczne, którego prezesem był książę Zdzisław Lubomirski, a generalnym sekretarzem hr. Ludgard Grocholski. Niepomierne zasługi około tej mozolnej pacy położył prócz innych także baron Adam Gubrynowicz. K. Smuczak wspomniał, że „pomógł także Instytut Heraldyczny w Warszawie, którego dyrektorem był wówczas hr. Zamoyski. Otrzymaliśmy szkice herbów w ołówku i kredce na kalce”. Ks. rektor J. Kukliński wpadł na pomysł, „aby pomogli spadkobiercy mogący legitymować się herbem rodu, który brał udział w wyprawie wiedeńskiej. I tak każdy właściciel herbu upamiętnionego na ścianie we wnętrzu kaplicy fundował swoją część”. Już w latach1912-1913 podczas przygotowań do realizacji projektu J. Mehoffera zgłosiło się 69 rodzin potomków rycerzy króla Sobieskiego. Powstał trudny do rozwiązania problem, mianowicie, zgłaszały się rodziny gotowe płacić, lecz były wątpliwości, czy ich przodkowie naprawdę brali udział w odsieczy wiedeńskiej. Z drugiej strony, niektóre rody szlacheckie dawno wymarły i nie było komu potwierdzić uczestnictwa w bitwie zasłużonego dla Rzeczypospolitej wojownika. W takiej sytuacji miałyby to zrobić oficjalne instytucje państwowe, lecz nie zawsze okazały się one do tego fachowo przygotowane.

Lwowski historyk dr Helena Polaczkówna całkiem słusznie pisała: „nie będziemy wchodzili w ścisłość danych historycznych, które decydowały o przyjęciu na ścianę kaplicy tego lub owego herbu; przypuszczalnie, rodziny, zamieszczające to pro memoria na Kahlenberu, starały się w jakiś sposób swoje prawa ku temu wylegitymować. Znam wypadki, w których rodziny prowadziły długie i kosztowne poszukiwania archiwalne, ażeby się dowodnie przekonać, czy tradycja o udziale przodka w wyprawie wiedeńskiej jest sobie legendą literacką, czy też istotnym faktem historycznym. Jak bywa we wszystkich dziełach ludzkich, najzasłużeńsi nieraz, którzy rzetelnie zmagali się pod Wiedniem lub nawet położyli tam głowę, nie znaleźli się na liście, bo może zabrakło już rodzin, które mogłyby uczcić pamięć przodka, lub rodzinom zabrakło pieniędzy dla przekazania jego imienia tą drogą potomnym… Zalazły się zaś prawdopodobnie na Kahlenbergu godła osób, które z odsieczą wiedeńską nie miały nic wspólnego”.

Rosen i Smuczak nie mieli żadnego wpływu na ułożenie listy uczestników bitwy pod Wiedniem, lecz tylko przyjęli herby, rekomendowane przez Instytut Heraldyczny i księdza rektora. Jednak, artystyczne rozwiązanie dekoracji herbowej należało wyłącznie do nich. Z punktu widzenia heraldyki, kształt herbów miał odpowiadać stylistyce heraldycznej XVIII wieku. Projekt Rosena i Smuczaka nie otrzymał całkowitej aprobaty dr H. Polaczkówny, która uważała, że artyści poszli w swoim projekcie „w duchu naśladownictwa stylistyki heraldycznej XVIII wieku”, lecz pozostaje pytanie, czy „ta siedemnastowieczna stylizacja wychodzi z tego projektu zwycięsko?”.

Badaczka lwowska wyciągnęła wniosek, że „dla jedności kompozycji przyjęto szereg szablonowych tarcz, z nienajlepszych pochodzących wzorów, o kształtach raczej francuskiego gotyku, gdy właśnie może dla uniknięcia monotonii, jaką stwarza sama przez się dekoracja heraldyczna ze stereotypowo powtarzają się tarczą, lepszy byłby kształt kartuszy, tak ulubiony w XVII wieku, który otwierał pole różnolitości przez charakterystyczne swoje wygięcia. Sąsiadujące z herbami polskimi tarcze pięciu książąt niemieckich, zestawione niewątpliwie przez jakiegoś austriackiego znawcę, wytwarzają z nimi niemiły kontrast; szablony tarczy polskich uwydatnia się jeszcze silniej w porównaniu z godłami niemieckimi; różnolitość ich kartuszy stapia się w harmonijną całość dzięki ściśle utrzymanej stylistyce heraldycznej XVII w.”. Wniosek dr H. Polaczkówny brzmi następująco: „wolno nam wyrazić żal o naszych reprezentacjach zagranicznych, iż w tych rzeczach, które mają nas przedstawiać wobec cudzoziemców, zachowują się biernie, puszczając bez kontroli nasze rozmaite niedojrzałe eksperymenty na forum zagraniczne… Jest rzeczą konieczną, aby wszelkie poczynania artystyczne i naukowe, mające uzasadnić nasze stanowisko kulturalne w świecie międzynarodowym, opierały się o fachowe zdanie kwalifikowanych znawców w kraju. Heraldyce polskiej nie brak wybitnych kół erudycyjnych… i one to były w pierwszym rzędzie powołane do wydania fachowej opinii o dekoracji heraldycznej kaplicy na Kahlenbergu. Dziś jest już za późno – a szkoda!”.

Ciężka i wytężona praca
Przy ozdabianiu kaplicy na Kahlenbergu Rosen swoim zwyczajem nadał postaciom świętych rysy twarzy współczesnych jemu osób. Św. Jan Kapistran ma twarz K. Smuczaka, pomocnika Rosena. Również „Książę Bawarski w czarnej peruce” – wspominał K. Smuczak – „ma moją, postarzoną przez Rosena twarz, a księciu Lotaryńskiemu swojej twarzy użyczył ówczesny szef policji na Kahlenbergu”. Tenże K. Smuczak świadczył, że „Rosen nigdy na pamięć nic nie robił, zawsze ktoś mu portretował”. Ówczesnych odwiedzających kaplicę, jak również fachowców, dziwił zdumiewający koloryt malowideł Rosena. Minęło ponad 70 lat, lecz freski nie straciły świeżości barw. Kazimierz Smuczak uważał, że „tajemnicą tego jest wyprawa ścian, do której profesor Rosen kazał używać piasek z marmuru karraryjskiego zamiast piasku rzecznego. Całość polichromii wykonana w technice temperowej (jajko – olej – woda) na gruntach z bieli cynkowej. Profesor malował farbami temperowymi, lecz były one wykonane przez malarza technologa ze Szwajcarii. Farby rozpuszczały się wodą i malowały się jak akwarelą. Wszystkie obrazy były wykonane na gruntach tynkowych, podobnie jak moja polichromia herbowa…”.

Obaj artyści musieli ciężko pracować, skoro tak duże, skomplikowane i drobiazgowe dzieła wykonali w ciągu pięciu miesięcy. K. Smuczak wspominał, że zaczynał pracę o godzinie ósmej rano i pracował do czwartej po południu. Po południu zwiedzali Wiedeń, również w towarzystwie artystki austriackiej, która zaprojektowała miedziane ramy do obrazów Rosena. „Mistrz pracował dwa dni w tygodniu” – opowiadał Smuczak – „pozostały czas spędzając w eleganckim towarzystwie dyplomatycznym Wiednia, choć bywało, że wespół z pomocnikiem udawał się do opery lub na dalekobieżne spacery”.

Wspaniała pamiątka „cudu nad Dunajem”
Uroczystości poświęcenia odnowionej kaplicy zaplanowano na wiosnę 1931 roku. Ojcowie zmartwychwstańcy przez całą zimę czynili odpowiednie przygotowania, uporządkowali przyległe do kaplicy pomieszczenia, tzn. dawną zakrystię kamedulską, przedsionek kościoła, korytarze, odrestaurowali dom klasztorny. W tych pomieszczeniach wystawiono liczne pamiątki odsieczy wiedeńskiej, portrety uczestników bitwy i inne wartościowe eksponaty. Wszystko razem stanowiło prawdziwe muzeum. W przedsionku umieszczono stare druki i plany bitewne, również kopię obrazu Jana Matejki „Sobieski pod Wiedniem”. W zakrystii kamedulskiej ustawiono szafę ręcznej roboty mnichów kahlenberskich o wielkiej wartości artystycznej. W szafie za szkłem figura św. Romualda założyciela zakonu kamedułów. Obok znajduje się statua Matki Boskiej z Dzieciątkiem Jezus, ustawiona w roku 1679 z wdzięczności za ocalenie ojców kamedułów przed śmiercią podczas wielkiej epidemii dżumy. Obok szabla króla Jana III, broń turecka i oryginalna zbroja husarska. Na ścianach – portrety hetmanów Jana Zamoyskiego i Stefana Czarnieckiego. Po drugiej stronie zakrystii znajduje się kopia cudownego obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej z napisem: „Regina Poloniae ora pro nobis. Jesus. Maria” i portret króla Jana III. W gablocie umieszczono kopię pamiętnika królewicza Jakuba Sobieskiego, w którym16-letni syn królewski dokładnie opisał wszystkie wydarzenia wyprawy wiedeńskiej.

Nad wejściem do kapicy zmartwychwstańcy umieścili odlaną z brązu tablicę z napisem łacińskim: „Tę kaplicę, w której Marco d’Aviano, legat papieża Innocentego XI, dnia 12 września 1683 r. o świcie odprawił mszę św., do której służył król polski Jan III Sobieski i w czasie której przyjął komunię św., Zgromadzenie Zmartwychwstania P.N. J. Chrystusa, w roku Pańskim1930 odnowiło i pięknie przyozdobiło dzięki funduszom własnym i dobrodziejów, szczególnie dzięki ofiarom członków rodów polskich, których przodkowie wraz z innymi wojskami chrześcijańskimi walczyli tego dnia pod Wiedniem za wiarę, pod dowództwem króla Jana III odnieśli z pomocą Bożą świetne, nigdy niezapomniane zwycięstwo nad srogim nieprzyjacielem”.

Jurij Smirnow
Tekst ukazał się w nr 3 (45) 17 września 2007

X