Jestem Polakiem, pomagam Ukrainie

Polski konwój z darami przejechał przez Lwów, po czym udał się do Kijowa i na wschód Ukrainy. Organizatorzy konwoju uważają, że Unia Europejska mogłaby zrobić więcej niż oni, ale dają z siebie tyle, ile są w stanie.

W piątek, 12 września do Lwowa dotarł konwój z darami dla Ukrainy. Organizatorem wyprawy było Stowarzyszenie „Pokolenie”. Działacze z Katowic tak opisali swoją akcję na stronie internetowej: „Przygotowujemy transport na Ukrainę. Nie jesteśmy w stanie przebić Putina z jego 280 ciężarówkami – to mogłaby zrobić bez trudu Unia Europejska. Ale musimy postawić sobie konkretny cel. Załadujmy jedną ciężarówkę tym, co jest najpotrzebniejsze”. Tak uczynili. Zebrali pieniądze w ramach akcji „Jestem Polakiem, pomagam Ukrainie”. Do inicjatywy przyłączyli m. in. się Gazeta Polska i TV Republika.

Konwój dwunastu samochodów po problemach na granicy, wjechał na terytorium Ukrainy w czwartek. Ukraińscy pogranicznicy nie byli pewni, czy wiezione dary nie są przeznaczone na sprzedaż, ale w końcu przepuścili grupę aut udekorowanych polskimi i ukraińskimi flagami. Po przekroczeniu granicy pojawiły się kolejne kłopoty– usterka samochodu. Zmęczeni uczestnicy konwoju postanowili odpocząć w okolicach Zimnej Wody, gdzie spotkała się z nimi ekipa Kuriera Galicyjskiego. Po czym przekazali dary lwowskim Polakom i udali się w dalszą drogę do Kijowa. Do Kijowa dotarli w sobotę, gdzie zostali powitani przez Andrija Parubija, byłego szefa Rady Bezpieczeństwa i Obrony Ukrainy. Część darów została przekazana Gwardii Narodowej i ochotniczym batalionom. Po czym konwój udał się na wschód Ukrainy.

Akcja „Jestem Polakiem, pomagam Ukrainie” została zapoczątkowana dzięki staraniom katowickiego Stowarzyszenia „Pokolenie”. Do pomocy włączyły się także: Fundacja Strzelecka, telewizja Republika, „Gazeta Polska”, „Codzienna” oraz portal Niezależna.pl. W wyprawie wzięli udział też dziennikarze, m.in. Dawid Wildstein, Wojciech Mucha, Monika Andruszewska i bard Paweł Piekarczyk.

„Oni walczą nie tylko o siebie. Oni walczą też o nas!” mówił Przemysław Miśkiewicz, prezes stowarzyszenia „Pokolenie” w rozmowie z Wojciechem Jankowskim.

Jaki ładunek wieziecie na Ukrainę?
Co wieziemy w tych samochodach? To, co dowiedzieliśmy się, że należy przywieźć. Rzeczy które są najpotrzebniejsze: mamy rzeczy ratujące życie, czyli Celoxy, które na Ukrainie są już legendą. Mamy opaski uciskowe, koce termiczne. Mamy mundury, 500 dresów pełnych, 600 pałatek żołnierskich. Mamy pomoc dla obozów, dla uchodźców, To już dokładnie na zamówienie, rzeczy, które były najbardziej potrzebne: kaszki dla dzieci, pampersy, podpaski.Część samochodów zostaje w Kijowie, część samochodów zostanie wywieziona w okolice frontu. Poza tym jeden samochód już został rozładowany we Lwowie. Konkretnie w szkole polskiej: czterdzieści kilka tornistrów, kredki, zeszyty, pomoce szkolne, itp., itd. Ogólnie to jest konwój bardzo ekumeniczny. Z reguły konwoje jadą w jedno miejsce. My chcemy pomagać ludziom na zachodniej Ukrainie, centralnej, wschodniej. Czy nam się to uda? Mamy możliwości, jakie mamy – jesteśmy organizacją pozarządową. To wszystko było możliwe, bo był dużyodzew, bardzo dużo ludzi wpłaciło pieniądze. W ciągu dziesięciu dni wpłaciło pieniądze ponad pięćset osób. Tych pieniędzy było koło 120 tysięcy. Większość to były wpłaty: 100, 200, 300 złotych, ale były też wpłaty wzruszające po 5 zł na przykład. Były też sumy bardzo poważne. Tu pomogła nam Fundacja Niepodległości z Lublina, która się od dawna sprawami ukraińskimi zajmowała. I jedna wpłata od osoby, która chciała zachować anonimowość – kwota która była 1/3 całej sumy. Wydaje mi się osobiście, że my tej wojny z Putinem nie wygramy, ale jeżeli możemy ulżyć Ukraińcom w walce…Oni nie walczą tylko o siebie, walczą też o nas i chcemy się do tego przyczynić. I ta zbiórka jest nam, Polakom potrzebna.

Który już raz jedziecie? Który raz zbieracie dary?
My zbieramy dary non-stop od stycznia. Ile razy przyjeżdżaliśmy? Jesteśmy chyba 12 raz.

Stowarzyszenie Pokolenie zaczynało jeszcze w czasie Majdanu?
Tak w czasie Majdanu. Momentem przełomowym była chwila, gdy Janukowycz wprowadził te drakońskie ustawy. Ja jestem człowiekiem pokolenia stanu wojennego. Wtedy właściwie byłem już dojrzałym człowiekiem i za każdym razem kiedy widzę, że w krajach, które wyzwoliły się spod dyktatury komunistycznej, dochodzi do takiej sytuacji, że są łamane prawa obywatelskie, łamie się pewne standardy demokratyczne, wtedy trzeba pomagać! To poruszyło moich kolegów. My jesteśmy organizacją, która w większości wywodzi się z Niezależnego Zrzeszenia Studentów i dlatego nasze działania były automatyczne. To wynikło z potrzeby serca. Wsiąkłem w ten Majdan całkowicie. Jeździłem tu cały czas i myślę, że będę jeździł, że to się już nie zmieni. Mamy nadzieję, że w przyszłym roku po wygranej wojnie, po pokoju, będę mógł tu przyjeżdżać rekreacyjnie, jak przyjeżdżałem do tej pory, przed Majdanem, czego sobie i państwu życzę.

My też mamy nadzieję. Trzymamy kciuki. Ile kilometrów przed wami?
Aż strach powiedzieć: dzisiaj 500, jutro 800. A potem z powrotem. Damy radę!

Wojciech Jankowski
Tekst ukazał się w nr 16 (213) za 16-29 września 2014

{youtube}youtube/UUMdnS59cYIlRDh-n8PgJj6g{/youtube}

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X