Jan Paweł II a Norwid. Część 2 Cytat z wiersza Norwida na fasadzie Zakładu św. Kazimierza

Jan Paweł II a Norwid. Część 2

Jan Paweł II a Norwid. Część 2

W 20. rocznicę pielgrzymki Jana Pawła II do Lwowa

Rozmowa Anny Gordijewskiej z Mariuszem Olbromskim, literatem, muzealnikiem, animatorem działań kulturalnych.

W poprzedniej rozmowie wspominał Pan o tym, że Jan Paweł II wyjątkowo cenił twórczość Norwida, którą poznał w okresie gimnazjalnym i która go fascynowała aż do końca życia, co znalazło odzwierciedlenie zarówno w jego licznych wypowiedziach, homiliach jak i w wielu pismach duszpasterskich zarówno w okresie krakowskim, jak i później, gdy już sterował Nawą Piotrową. Zwrócił Pan również uwagę na różnorodne inspiracje norwidowskie w oryginalnej twórczości literackiej Karola. Ale tematu nie wyczerpaliśmy…

Oczywiście. Dla pełniejszej relacji wspomnieć należy również o refleksjach Jana Pawła II zawartych w „ Liście Ojca Świętego do moich braci i sióstr – ludzi w podeszłym wieku”, opublikowanym w Watykanie w październiku 1999 roku”, a przełożonym na kilkadziesiąt języków. Wśród wielu nawiązań do fragmentów tekstów z Biblii dotyczących starości znajdujemy w tym liście również słowa z wiersza Norwida, zaczynającego się incipitem „Nie tylko przyszłość”: Czytamy w nim, m. in.: „Kruchość ludzkiego istnienia, w sposób najbardziej wyrazisty ujawniająca się w starszym wieku, staje się w tej perspektywie przypomnieniem o wzajemnej zależności i nieodzownej solidarności między różnymi pokoleniami, jako że każdy człowiek potrzebuje innych i wzbogaca się dzięki darom i charyzmatom wszystkich. Głęboką wymowę zyskują w tym kontekście słowa jednego z moich ulubionych poetów, który tak pisze:

„Nie tylko przyszłość wieczną jest — nie tylko!.
I przeszłość, owszem, wieczności jest dobą:
Co stało się już, nie odstanie chwilką…
Wróci Ideą, nie powróci sobą”.

Ostatnią książką Jana Pawła II, opublikowaną już po Jego śmierci, jest „Pamięć i tożsamość”, w której po raz kolejny papież w jednym z jej fragmentów, rozważając pojęcie „ojczyzny”, przywołuje myśli Norwida.  Po raz pierwszy książka została wydana przez Społeczny Instytut Wydawniczy Znak w 2005 roku w Krakowie, ukazała się też we Włoszech oraz w licznych przekładach w ponad dwudziestu krajach. Muszę też przyznać, że kiedy myślę o Norwidzie, to ze zdumieniem spostrzegam, że jego twórczość jest w zupełnie niezwykły sposób związana aż z dwoma papieżami. Przede wszystkim z Janem Pawłem II, ale nie tylko.

Krypta Wieszczów na Wawelu, tablica ku czci Cypriana Kamila Norwida, Wikipedia

Jestem zdziwiona tym twierdzeniem, proszę je rozwinąć i uzasadnić.

W 1842 roku Norwid wyjechał z udręczonej zaborami Polski, do której już nigdy nie miał wrócić. Podróżował po Europie, był między innymi w Wenecji i Florencji, a na początku 1845 roku przybył po raz pierwszy do Rzymu, gdzie wynajął mieszkanie i pracownię malarską. Powstały wówczas rysunki składające się na tak zwany „Albumik włoski”, arcyciekawa rozprawka „ O rzeźbach florenckich”. Rozpoczął też pisać większą pracę o sztuce u starożytnych. Uczestniczył w różnorodnym i bogatym życiu polskiej emigracji we Włoszech. W 1848 roku poznał w Wiecznym Mieście Adama Mickiewicza i Zygmunta Krasińskiego, z którym się bardzo zaprzyjaźnił. I tutaj właśnie chciałbym podjąć właściwy temat i odpowiedzieć na Pani pytanie. Otóż rok 1848 był czasem wrzenia rewolucyjnego w całej Europie, w Italii, w Rzymie. W pewnym okresie zagrożony był też przez wzburzane masy plebejskie papież Pius IX. Na wieść o tym, w czasie tych wydarzeń Cyprian Norwid wraz z Zygmuntem Krasińskim, dwaj młodzi wtedy poeci, w nocy 29 kwietnia 1848 roku, uzbrojeni w dubeltówki, pobiegli na Kwirynał, aby bronić przed tymi masami plebejskimi papieża Piusa IX. Można się zastanawiać jakie to miało znaczenie i co w razie uderzenia wzburzonego tłumu mogli zrobić. Pewno niewiele, ale bez wątpienia kierowali się szlachetnymi intencjami, wykazali się zdecydowaną postawą chrześcijan, przywiązaniem i wiernością Watykanowi. Ich postępowanie wynikało z wiary, przemyśleń ideowych, zrozumienia znaczenia, jakie ma dla świata sternik Nawy Piotrowej. Widocznie wieści o tym czynie dotarły do Watykanu, bo papież Pius IX przyjął Norwida na audiencji 7 maja 1848, a więc niedługo po tych wydarzeniach. Poeta otrzymał wówczas – oprócz błogosławieństwa – odpust zupełny na wypadek śmierci dla siebie i pięćdziesięciu przez siebie wybranych osób. Szacunek dla postaci Piusa IX, głębokie przeżycie wspomnianej audiencji, spowodowały, że poeta bardzo żywo interesował się losami tego papieża i w jakimś sensie żył na co dzień przez długie lata wiadomościami o wydarzeniach z Watykanu, które do niego docierały. Jeszcze przed wspomnianym spotkaniem w Watykanie pod koniec kwietnia tego roku napisał przejmujący wiersz „Do władcy Rzymu”. W 1867 roku powstała „Encyklika oblężonego”, w której Norwid pisze o Piusie IX jako o Polaku, choć nie z krwi, ale z serca. W wierszu czytamy: „Kto jest ten Polak, kto?….co zrodzon na obcej ziemi / I z obcą w żyłach krwią – dłońmi ku niebu drżącymi / Za Polską modły śle… i imię jej wymawia?….”. W 1875 roku powstał z kolei utwór „Co robić?”, a wreszcie w 1877 roku wiersz „Na smętne wieści z Watykanu”, napisany już w czasie pobytu poety w Zakładzie św. Kazimierza w Paryżu, kiedy Norwid stracił prawie zupełnie słuch, słabo widział. Wszystkie te niezwykłe utwory poświęcone zostały właśnie postaci sternika Nawy Piotrowej – Piusowi IX, niezwykle życzliwemu sprawie polskiej, zaliczonego później w poczet błogosławionych. Bardzo przedziwnym zrządzeniem losu brulion wiersza „Na smętne wieści z Watykanu” po wielu latach trafił do rąk Ojca Świętego Jana Pawła II. Pisze o tym interesująco prof. Józef Fert z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Świętego Jana Pawła II w swej godnej polecenia książce „Lektury i inspiracje”.

Widok na kaplicę z celi Norwida w Zakładzie św. Kazimierza w Paryżu

To rzeczywiście zupełnie niezwykłe. Jak to się stało?

W XX wieku najznakomitszym badaczem i popularyzatorem twórczości Cypriana Norwida – jak już wspominałem – był Juliusz Wiktor Gomulicki, wydawca „Dzieł zebranych” w XI tomach, jak dotychczas najpełniejszego wydania dzieł Norwida. Właśnie ten uczony – ofiarował Janowi Pawłowi II brulion tego utworu poświęconego Piusowi IX. Gomulicki był właścicielem brulionu tego wiersza, pozyskał go od rodziny francuskiej. Do tekstu Norwida badacz dołączył swój list do Ojca Świętego Jana Pawła II z dnia 11 maja 1984 roku pisząc w nim, między innymi: „(…) Zechciej przyjąć, Ojcze Święty, ten cudownie ocalały autograf wielkiego poety i wielkiego chrześcijanina, tym cenniejszy, że jest to jedyny brulion jego wiersza, którego tekst definitywny zachował się w druku. Zechciej zaś przyjąć go nie tylko jako wyraz hołdu, który pragnie złożyć Waszej Świątobliwości skromny rodak, ale przede wszystkim jako symboliczne urzeczywistnienie marzeń Norwida, którego „papieski” wiersz znajdzie się nareszcie w rękach Papieża-Polaka, i który – gdyby dziś żył – na pewno napisałby odę zatytułowaną „Na „radosne” wieści z Watykanu” (…) Z głębokim oddaniem Juliusz Wiktor Gomulicki”. Nie mogę nie zauważyć oraz chcę jeszcze raz to podkreślić, że wiersz ten przypuszczalnie powstał w grudniu 1877 roku, a więc właśnie już po przybyciu Norwida do Zakładu św. Kazimierza. Poeta był w złym stanie zdrowia, a niepomyślne wieści z Watykanu o możliwości szybkiego zgonu Piusa IX były jeszcze jedną z przyczyn jego wielkiego cierpienia. Brulion utworu „Na smętne wieści z Watykanu”, którego ostateczną wersję w okresie późniejszym, po przeprowadzeniu wnikliwej analizy, zaproponował wspomniany prof. Józef Fert – jest prawie nieczytelny, a jego tekst został napisany tępym ołówkiem, co wiele mówi o warunkach w jakich żył i tworzył poeta. Po latach właśnie wiersz o „papieżu Polaku” trafił do rąk rzeczywiście papieża Polaka – bo do Jana Pawła II. Dodać trzeba, że wcześniej młody Karol Wojtyła mógł poznać wiersze „papieskie” Norwida. Jakże nie zdziwić się tym całym bardzo przedziwnym splotem okoliczności. Na zakończenie tych refleksji o związkach biografii Norwida i Jana Pawła II, trzeba wspomnieć, że także prochy Norwida dotarły do Watykanu, do Jana Pawła II.

Figura Matki Boskiej w ogrodzie Zakładu św. Kazimierza w Paryżu

Kiedy to się stało i w jakich okolicznościach?

Wydarzyło się to w dniu 1 lipca 2001 roku. W czasie spotkania z przedstawicielami Instytutu Dziedzictwa Narodowego, badaczami i miłośnikami twórczości Norwida. Jan Paweł II pobłogosławił i poświęcił wówczas ziemię wydobytą ze zbiorowej mogiły na Cmentarzu Montmorency w Paryżu, w której znajdowały się prochy Norwida, a która miała trafić później na Wawel. W przemówieniu swym powiedział: „Zawsze uważałem, że miejscem, na którym powinien spocząć Cyprian Norwid, jest krypta wieszczów w katedrze na Wawelu. Okazało się to niewykonalne, ponieważ nie dało się odnaleźć i zidentyfikować szczątków poety. Szukałem wobec tego innych środków wyrazu, żeby niejako nadrobić to, co w stosunku do Norwida nie zostało spełnione, a co czujemy, że jest naszą zbiorową powinnością. Dobrze, że teraz przynajmniej urna z ziemią ze zbiorowej mogiły, w której poeta został pochowany, znajdzie na Wawelu należne mu miejsce w ojczyźnie, bo ojczyzna, pisał Norwid, „jest to miejsce, w którym najmilej spocząć i umrzeć”. Urna z prochami poety powędrowała następnie do Krakowa, na Wawel, do katedry i spoczęła w Krypcie Wieszczów, w której – jak wiadomo – spoczywają też doczesne szczątki Juliusza Słowackiego i Adama Mickiewicza.. Odbyło się to 24 września w 180. rocznicę urodzin Norwida, przy biciu dzwonu Zygmunta, a w uroczystości, która poruszyła cały kraj, uczestniczył, ówczesny premier rządu RP prof. Jerzy Buzek, luminarze kultury i nauki polskiej. W czasie uroczystości został odczytany wspaniały esej Jana Pawła II w całości poświęcony życiu i twórczości Norwida. Sam jego tytuł jakże wiele mówi – „Z poezji emanuje światło”. Czytamy w nim: „Chciałem rzetelnie spłacić mój osobisty dług wdzięczności dla poety, z którego dziełem łączy mnie bliska, duchowa zażyłość, datująca się od lat gimnazjalnych. Podczas okupacji niemieckiej myśli Norwida podtrzymywały naszą nadzieję pokładaną w Bogu, a w okresie niesprawiedliwości i pogardy, z jaką system komunistyczny traktował człowieka, pomagały nam trwać przy zadanej prawdzie i godnie żyć. Cyprian Norwid pozostawił dzieło, z którego emanuje światło pozwalające wejść głębiej w prawdę naszego bycia człowiekiem, chrześcijaninem, Europejczykiem i Polakiem”.

To wszystko, o czym Pan mówi, jest rzeczywiście bardzo niezwykłe…

Tak, to co mówię to zaledwie zarys mego zdziwienia tymi niezwykłymi faktami w kulturze. To wszystko na ogół jest znane badaczom twórczości Norwida, ale dopiero kiedy się to odpowiednio skojarzy i przemyśli fakty – ogromnie zdumiewa! Jedynie krótko wspominając o tym niezwykłym ciągu tych odwołań Karola Wojtyły / Jana Pawła II – trzeba też zwrócić uwagę na będący w dalekim tle jeszcze jeden aspekt kresowy. Tematem naszych czterech poprzednich rozmów były rozważania na temat „Norwid, a Kresy”. Ale ostatnia rozmowa „Jan Paweł II i Norwid” i ta obecna ten temat dopełniają, zwieńczają wielkim akordem. Bo Jan Paweł II był przecież szczególnie związany z Kościołem lwowskim.

Proszę o tym opowiedzieć.

Dla Lwowian są to znane fakty, ale może nie dla wszystkich Czytelników „Nowego Kuriera Galicyjskiego”. Trzeba zatem wspomnieć o znamiennym fakcie, że to metropolita „lwowski wygnaniec” – wypędzony przez NKWD ze Lwowa w 1946 roku – arcybiskup Eugeniusz Baziak, dostrzegł charyzmat i wielką osobowość młodego księdza Karola Wojtyły. To właśnie arcybiskup Eugeniusz Baziak, który był wówczas zarówno zwierzchnikiem zarówno Kościoła lwowskiego jak i Metropolii Krakowskiej włożył sakrę biskupią na głowę ks. Karola Wojtyły w dniu 28 września 1958 roku w katedrze na Wawelu. Ks. bp Karol Wojtyła, później arcybiskup, kardynał, w moim rozumieniu nosił zatem w sobie sukcesję apostolską tych dwóch prastarych metropolii. Nie tylko Kraków, ale i powojenny Lubaczów – siedziba lwowskiego administratora apostolskiego były Mu szczególnie bliskie. Świadczą o tym Jego wizyty w tym mieście, począwszy od pierwszej, już w 21 września 1958 roku, biskupa nominata ks. Karola Wojtyły w prokatedrze lubaczowskiej z okazji jubileuszu 25-lecia sakry biskupiej ks. abpa Eugeniusza Baziaka, aż do historycznej pielgrzymki Jana Pawła II do Lubaczowa w czerwcu 1991 r. Warto wspomnieć, że sekretarzami Jana Pawła II byli: ks. Stanisław Dziwisz z archidiecezji krakowskiej, a także ks. Mieczysław Mokrzycki z archidiecezji lwowskiej ( z siedzibą po wojnie w Lubaczowie do 1991 roku), dzisiejszy metropolita lwowski – co nie było przecież przypadkowe. Od 1997 roku zwierzchnikiem Kościoła Lwowskiego z siedzibą w Lubaczowie był najbliższy przyjaciel i współpracownik Jana Pawła II – ks. prof. biskup Marian Jaworski, podniesiony w 1991 roku do godności arcybiskupa, a następnie kardynała w 2001. To ks. prof. Marian Jaworski, z urodzenia lwowianin, wyruszył z Lubaczowa i wrócił w 1991 roku do Lwowa, do wskrzeszonych edyktem Jana Pawła II struktur Kościoła Katolickiego, by podjąć się wielkiej pracy nad odbudową z ruin po okresie ateizmu Kościoła Katolickiego na terenie obecnej Ukrainy. To ks. prof. Marian Jaworski, metropolita lwowski, kardynał, przygotował historyczną wizytę Jana Pawła II na terenie Ukrainy, w tym we Lwowie w czerwcu 2001 roku. W latach 90. miałem zwyczaj, będąc we Lwowie, składać wyrazy uszanowania ks. arcybiskupowi Marianowi Jaworskiemu, który zawsze miał dla mnie czas. Proszę pozwolić, że też wrócę do swoich wspomnień. Pamiętam taki dzień, kiedy chodziliśmy po niewielkim ogrodzie przy siedzibie ks. Kardynała, w której później zresztą zatrzymał się Jan Paweł II w czasie swej historycznej pielgrzymki do Lwowa w 2001 r. Ks. Arcybiskup próbował mi w czasie tego spaceru szerzej objaśnić czym jest filozofia religii, której był u nas twórcą i najwybitniejszym przedstawicielem. Podeszła wówczas siostra mówiąc, że dzwoni Jan Paweł II. Telefon był nagłośniony, chciałem odejść, ale powstrzymał mnie ksiądz Arcybiskup. Ojciec Święty rozmawiał krótko, ale nadzwyczaj serdecznie. Na zakończenie powiedział, że codziennie modli się za Kościół lwowski i na całej Ukrainie.

Mariusz Olbromski w celi Norwida w Zakładzie św. Kazimierza w Paryżu

Norwid nie był za życia doceniany. Ale jak napisał w jednym ze swych wierszy „Współczesność minie niestateczna, lecz nie ominie przyszłość…”

Jakże w przedziwny sposób tak się stało w odniesieniu do jego biografii i twórczości! Na zakończenie tych refleksji trzeba też wspomnieć, że w dziejach naszej tysiącletniej kultury mieliśmy wiele polskich i międzynarodowych, cennych i najcenniejszych laurów dla poetów i pisarzy. Począwszy od nagród monarchów polskich, nagród papieży, Literackich Nagród Nobla, by wymienić choćby te najbardziej prestiżowe spośród dziesiątek innych – też ogromnie ważnych. Pierwszą z nich, była nagroda dla „prekursora literatury polskiej” zwanego też „ojcem literatury polskiej” renesansowego pisarza Mikołaja Reja, który przyszedł na świat w 1505 roku w Żurawnie nad Dniestrem w pobliżu Lwowa. To właśnie jemu król Polski Zygmunt I Stary podarował wieś Temerowka na Rusi jako laur poetycki i dowód wdzięczności za przekład prozą na język polski Psałterza. Przekład będący arcydziełem sztuki translatorskiej, klejnotem staropolszczyzny, dziś jest prawie zapomniany, a szkoda. Przyćmił urodę tego przekładu później geniusz Jana Kochanowskiego i jego przekład wierszem psalmów, gdzie myśli biblijne zostały przepięknie „ubrane” w rodzime realia – w „szaty staropolskie”. Z kolei Szymon Szymonowic, poeta renesansowy rodem ze Lwowa, syn rajcy tego grodu, twórca w naszej literaturze nowego gatunku – sielanki, w roku 1590 otrzymał nominację od króla na poetę „Sacrae Maiestatis Regiae”, a papież Klemens VIII przysłał mu wieniec poetycki w zamian za dedykowany mu poemat „Joel propheta czyli „Święty Józef”. Warto wspomnieć, że późniejszy, neołaciński pisarz, wybitny poeta epoki baroku Maciej Kazimierz Sarbiewski, nadworny kaznodzieja króla Władysława IV, nazywany Horatius Christianus czyli Horacjuszem Chrześcijańskim, jeden z czołowych intelektualistów europejskich, został przez papieża-poetę Urbana VIII ponoć uwieńczony „Złotym Laurem”. Pośród polskich laureatów Literackiej Nagrody Nobla, jakże nie wspomnieć Henryka Sienkiewicza, uhonorowanego tym wyróżnieniem w 1905 roku, o jego wspaniałej „Quo vadis” o dziejach wczesnego chrześcijaństwa w Rzymie. Jak również o „Trylogii” pisanej „ku pokrzepieniu serc” w okresie zaborów, a budującej legendę i mit Kresów w sposób genialny i trwały? Czy jednak nad wszystkie te najwyższe nagrody, wyrazy wyjątkowego uznania, nad wszystkie laury jakie zna kultura polska i światowa, to co się stało z twórczością Norwida nie było jeszcze bardziej niezwykłe i poruszające? Jeszcze piękniejsze i bardziej wspaniałe? Bo właśnie za naszych czasów – jakby wśród nas, uczestników papieskich pielgrzymek, słuchaczy relacji radiowych i telewizyjnych z Watykanu, czytelników pism i dzieł Jana Pawła II – laur dla Norwida – zyskał szczególny blask głębokiego zrozumienia, miłości i błogosławieństwa papieskiego. Także błogosławieństwa dla Jego prochów wydobytych ze zbiorowej mogiły, w której też spoczął kresowy poeta August Gustaw Olizarowski, przyjaciel autora „Czarnych kwiatów”. Norwid, który był przyjęty na audiencji przez Piusa IX roku, pobłogosławiony, przecież powrócił pośmiertnie do Watykanu w swych symbolicznych prochach – na szczególny przecież moment błogosławieństwa przez Jana Pawła II. A później dołączył w krypcie wawelskiej do bliskich sobie i znanych dwóch wieszczy z Kresów, Adama Mickiewicza i Juliusza Słowackiego, tego który przepowiedział w swym profetycznym wierszu z 1848 roku zaczynającym się od słów: „Pośród niesnasków Pan Bóg uderza w ogromny dzwon” nadejście papieża Słowianina. Dziś wiemy, że cytaty z dzieł Norwida, rozważania o nich Jana Pawła II we wspomnianych wystąpieniach, homiliach, listach pasterskich, książce „Pamięć i tożsamość” stały się częścią światowej, współczesnej literatury i duchowości chrześcijańskiej. Dzięki wypowiedziom Świętego Papieża do setek milionów osób, chyba nawet miliardów, przekładom Jego listów i dzieł twórczość Norwida zyskała wymiar powszechny, światowy. Laur wyjątkowy jakiego nie było i nigdy już nie będzie w polskiej i światowej kulturze. Tego rodzaju fakt nie ma chyba żadnej analogii w dotychczasowych dziejach kultury świata. Laur nad laury, który kieruje też nasze myśli nie tylko do Watykanu, ale również na cichą uliczkę, do paryskiego przytułku. Do małej celi, pełnej modlitw głuchego i ślepego starca, geniusza tworzącego – wbrew wszystkim okolicznościom – do końca… Jakże niezbadane są wyroki Opatrzności!

Bardzo dziękuję za ten ciąg sześciu rozmów z okazji 20. rocznicy wizyty Jana Pawła II we Lwowie oraz 200. rocznicy urodzin Norwida.

Ja również bardzo dziękuję.

Rozmawiała Anna Gordijewska

Tekst ukazał się w nr 13 (377), 16–29 lipca 2021

Anna Gordijewska. Polka, urodzona we Lwowie. Absolwentka polskiej szkoły nr 10 im. św. Marii Magdaleny we Lwowie. Ukończyła wydział dziennikarstwa w Lwowskiej Akademii Drukarstwa. W latach 1995-1997 Podyplomowe Studium Komunikowania Społecznego i Dziennikarstwa na KUL. Prowadziła programy w polskim "Radiu Lwów". Nadawała korespondencje radiowe o tematyce lwowskiej i kresowej współpracując z rozgłośniami w Polsce i za granicą. Od 2013 roku redaktor - prasa, radio, TV - w Kurierze Galicyjskim, reżyser filmów dokumentalnych "Studio Lwów" Kuriera Galicyjskiego. Od września 2019 roku pracuje w programie dla TVP Polonia "Studio Lwów". Otrzymała nagrody: Odznaka "Zasłużony dla Kultury Polskiej", 2007 r ., Złoty Krzyż Zasługi, 2018 r.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X