W całej Polsce znany jest z popularnego porzekadła. Jest obiektem drwin, wzorcowym okazem durnia, symbolem słusznie ukaranej chciwości. Nikt nie chciałby usłyszeć o sobie, że – wyszedł, jak Zabłocki na mydle. Zabłocki, razem ze swym mydłem, ma jeszcze w polskim języku potocznym towarzysza. Piekarskiego, który „plótł na mękach”.
Czy Zabłocki był osobą prawdziwą? Jeśli prawdziwą to, kim był? Kiedy żył? Gdzie mieszkał? Jak naprawdę było z tym mydłem? Na wszystkie te pytania postaram się za chwilę Państwu odpowiedzieć.
Zabłocki nie był kimś anonimowym. Był to pan Cyprian Franciszek Zabłocki herbu Łada, ziemianin z okolic Sochaczewa. Cyprian Zabłocki urodził się w roku 1792. W spadku po matce (z domu Łęczyńskiej) otrzymał majątek rodzinny, położony we wsi Rybno koło Sochaczewa. W grudniu 1829 wyjechał do Belgii, gdzie wziął ślub z Belgijką, Matyldą de Proft. Państwo młodzi powrócili do Rybna w roku 1830. Akurat kończono tutaj dla nich budowę nowego i okazałego dworu, w którym jednak nie dane im było żyć długo i szczęśliwie, bo wkrótce po ich przyjeździe do Rybna wybuchło w Polsce Powstanie Listopadowe. Stało się katastrofą narodową, a po jego przegraniu na Polskę spadły represje, mające złamać w Polakach najsłabszą nawet wolę oporu przeciwko Cesarstwu Rosyjskiemu.
Wszyscy pamiętamy tylko o nieszczęściach, jakie dotknęły uczestników i zwolenników powstania. Mało, kto wie, że wiele represji gospodarczych, jakie car wprowadził przeciwko Polsce, niosło ze sobą dużo więcej złego, niż prześladowanie poszczególnych osób, bo dotknęły one wszystkich Polaków. Po upadku powstania nie było w Polsce jednej osoby, która by nie poniosła dotkliwych i upokarzających następstw tej przegranej. Pisząc – w Polsce – mam na myśli całą Polskę, nie tylko podległe Rosji Królestwo Polskie.

Między ruskim młotem, a niemieckim kowadłem
Już w roku 1833, car odnowił z Prusami i Austrią tzw. Święte Przymierze, czyli umowę, pozwalającą koordynować Rosji, Austrii i Prusom wspólne działania antypolskie. Każdy z zaborców był bardzo zainteresowany spacyfikowaniem wszystkich Polaków, nie tylko tych, podlegających akurat tylko jemu. Wzięto się, więc za Polaków we wszystkich trzech zaborach.
Car wprowadził granicę celną pomiędzy Królestwem Polskim, a Cesarstwem Rosyjskim, co od razu zaczęło dusić wszelką gospodarczą działalność w Królestwie, nastawioną do tej pory jedynie na handel z Rosją. Wielu przedsiębiorców, by uniknąć szalonych opłat celnych, opuszczało Polskę, przenosząc się na tereny Rosji, a to powodowało w Polsce biedę i bezrobocie.
Dotychczasowa wymiana towarowa pomiędzy Królestwem i Cesarstwem, praktycznie wolna od opłat celnych, była rezultatem dawniejszej wojny celnej z Prusami. Chcąc doprowadzić do katastrofy gospodarczej Królestwa Polskiego, mającej świadczyć o tym, że Polska samodzielnie istnieć nie może, podniosły one cła za przewóz polskich towarów Wisłą do Gdańska o 40, a nawet 400 procent!
Polsce pomogła wtedy Rosja, likwidując cło pomiędzy oboma krajami i wyrażając zgodę na budowę Kanału Augustowskiego. Kanał Augustowski omijał pruski Gdańsk i uniezależniał Polskę od gdańskiego portu. Prusy wtedy wojnę celną przegrały, ale bynajmniej nie zapomniały o rewanżu. Teraz nadeszła chwila zemsty. Polacy znaleźli się więc pomiędzy ruskim młotem, a niemieckim kowadłem.
Dodatkowo, na Królestwo Polskie została nałożona kontrybucja w wysokości 22 milionów rubli, podczas, gdy cały roczny budżet Królestwa wynosił wtedy 10 milionów rubli. Zlikwidowano polski pieniądz i zamiast złotego wprowadzony został rubel. Zlikwidowano Bank Polski. Dla Polski wszystkie te represje stanowiły totalną katastrofę gospodarczą, przy której dodatkowa, represyjna zmiana polskiego kodeksu karnego na rosyjski i wprowadzenie rosyjskich jednostek miar i wag, była prawie niezauważalna.
Wobec takiej sytuacji gospodarczej, w jakiej znalazła się Polska, poddana carskim restrykcjom, nie powinny dziwić nerwowe zachowania polskich obywateli, którym przyłożono finansowy nóż do gardła. Cokolwiek chciało się wywieźć do Rosji, czy do Prus, obłożone było przerażającym podatkiem. W Polsce trudno było coś sprzedać z powodu braku pieniądza, który cały szedł na opłacanie kontrybucji i kar pieniężnych, jakie nakładane były na obywateli. Do tego uczestnicy powstania tracili majątki.

Zabłocki i jego działalność
Teraz, kiedy Państwo już wiecie, w jakich czasach przyszło żyć panu Zabłockiemu, wróćmy się do opisywania jego osobistych zmagań z rzeczywistością, w jaką wmanewrowało go przegrane powstanie. Nie zachowały się dokumenty, mogące świadczyć o stanie finansowym majątku Zabłockich, ale działalność pana Zabłockiego wskazuje, że musiał wpaść w nie lada tarapaty.
Lekceważący stosunek do pana Zabłockiego, przypisujący mu namiętną chętkę do szybkiego i łatwego wzbogacenia się, brał się albo z niezrozumienia jego sytuacji finansowej, albo z niechęci do człowieka aktywnego, niechcącego się pogodzić z losem, gotowego raczej stosować środki uważane za nielicujące z godnością szlachcica, niż poddawszy się cudzoziemskiej przemocy, popłakiwać na kolanach przed obrazem, jak czyniła wtedy chyba większość Polaków. Nieprawda, że czego tylko tknął się pan Zabłocki, było działalnością głupio pomyślaną i jeszcze bardziej głupio wykonaną. Wiele jego przedsięwzięć pomyślnie rozwijało działalność i pozwalało na dalsze inwestycje na terenie Rybna. Początkiem uprzemysłowienia majątku stała się destylarnia wódek, likierów i araku. Wkrótce potem uruchomiono wytwórnię octu. Pan Zabłocki zadbał o to, by we wsi powstała szkoła początkowa, a nawet sąd gminny. W roku 1840 wybudowana została nowa plebania. Jestem przekonany o tym, że w owym czasie niewielu było w Polsce dziedziców w podobny sposób starających się o rozwój swojego otoczenia.

Skąd, więc wzięły się kpinki z pana Zabłockiego? – Wzięły się oczywiście z powodu tego nieszczęsnego mydła, a jak do tego doszło, za chwilę wyjaśnię. Pan Zabłocki wpadł na pomysł, by postawić w Rybnie fabrykę mydła. Miał widocznie do tego odpowiednie surowce i kogoś, kto umiał mydło wytwarzać. Sprawą najważniejszą w tym interesie, było znaleźć odbiorcę wyprodukowanego towaru. Na terenie Polski, jak wiadomo, mydło nawet dzisiaj nie sprzedaje się zbyt rewelacyjnie. Podejrzewam, że pan Zabłocki chciał eksportować swoje mydło do Belgii (belgijska żona), lub może Holandii, gdzie ceny były zapewne dużo lepsze niż w Polsce. Transport był właściwie tylko jeden. Z Rybna do Wisły (wcale nie tak daleko), Wisłą do Gdańska, a stamtąd już statkiem po morzu. Ba! Niby proste, ale ujście Wisły zagarnęli Prusacy i kazali sobie płacić bandyckie cło. Należało użyć podstępu.
Nieszczelne skrzynie – wypłukane mydło
Pan Zabłocki zamówił u stolarza kilka wielkich, drewnianych skrzyń tak skonstruowanych, by nie przepuszczały wody. Skrzynie można było za pośrednictwem specjalnego, niewidocznego z powierzchni wody systemu lin, podwiązać pod dnem wiślanej barki. Skrzynie, wypełnione kostkami mydła, początkowo odbywały podróż na barkach, ale przed podejściem do pruskiej komory celnej w Fordonie, skrzynie zostały opuszczone w dół i podwiązane do barek pod wodą. Tak spreparowane barki stawiły się do pruskiej kontroli celnej. Celnicy niczego nie odkryli i najgorsza kontrola na granicy celnej została przebyta pomyślnie.
Pozostał jeszcze do przebycia punkt celny w Tczewie, więc skrzynie pozostawiono ukryte pod wodą. Z Fordonu do Gdańska jest dobrze ponad sto kilometrów, a więc jakieś trzy dni drogi. W trakcie podróży stało się to, o czym każdy z Państwa wie już bardzo dobrze. Skrzynie okazały się nieszczelne! Stolarz spartolił robotę i po przybyciu barek do Gdańska, wydobyciu i otworzeniu skrzyń, pan Zabłocki zobaczył, że jego mydła już nie ma.
Nikt nie ma prawa oczekiwać od Polaków lojalności w stosunku do pruskich przepisów celnych. Pan Zabłocki stracił na tym interesie, ale nie była to, jakby chcieli ludzie lojalni i głupi, kara Boska, a zwyczajne partactwo stolarza, zaś radość z porażki bliźniego, jako że jest nieodrodną cechą niejednego naszego rodaka, zrobiła ze zwykłej sprawy aferę na skalę przysłowia. Przysłowia są podobno mądrością narodów. Jaką mądrość przekazuje to przysłowie? – Chyba tylko taką, że należy płacić Prusakom cło, bo inaczej Pan Bóg cię skarze. Zaiste! Wielka to mądrość.
Na cmentarzu w Rybnie zachował się grobowiec rodzinny Zabłockich, gdzie został pochowany Cyprian oraz jego żona Matylda. Na tym samym cmentarzu, przy studni, można oglądać ogromną żelazną kadź. To właśnie w niej warzono mydło, które później rozpuściło się w Wiśle i to ona stanowi wszystko, co pozostało z rybnieńskiej fabryki mydła. Po Zabłockich pozostał też wielki, piętrowy dwór i piękny park dworski ze stawem i alejami starych drzew.
Szymon Kazimierski
Tekst ukazał się w nr 15 (67), 18 sierpnia 2008 r.
