Jak uratować żydowską spuściznę Galicji?

Jak uratować żydowską spuściznę Galicji?

Galicja przed II wojną światową miała największą ilość mieszkańców wyznania mojżeszowego w porównaniu z innymi regionami Europy Środkowo-Wschodniej.

 

Różnorodność kulturowa, narodowościowa i tolerancja religijna, liberalna polityka rządowa, panujące w państwie Habsburgów (w porównaniu z Romanowymi czy Hohenzollernami), sprzyjały powstaniu mitu galicyjskich Żydów, nadawały mu rozgłos po całym cywilizowanym świecie. Po I wojnie światowej ten mit otrzymała w spadku II Rzeczypospolita.

 

Świat galicyjskich Żydów był cząstką świata naszych przodków. Trzy główne narodowości – galicyjscy Rusini, galicyjscy Polacy i galicyjscy Żydzi stanowili duszę Galicji przed pierwszą i drugą wojną światową. Każda z tych wspólnot miała, naturalnie, swój świat – oddzielny ale przecież nie obcy. Dowolne próby wykreślenia któregoś z tych światów są równoznaczne z wykreśleniem trzeciej części własnej historii, kultury, a w wielu wypadkach – jednej trzeciej metafizycznej identyczności mieszkańców Galicji. Nie darmo, mówią, że największy twórca mitów ukraińskich, Mychajło Hruszewski, nazwał Galicjan „Ukraińskimi Żydami”.

Bez zrozumienia historii małych żydowskich sztetli i dzielnic w większych miastach Galicji, nie można wyjaśnić historii tworzenia i rozwoju architektury oraz stosunków społecznych w galicyjskich miastach i miasteczkach. Bez uświadomienia sobie wpływu Żydów na rozwój sztuki, muzyki, literatury i nauki nie uda się wytłumaczyć zawiłości stylów architektonicznych, nurtów literackich, szkół naukowych i kulturowej specyfiki Galicji jako całości.

Przedstawienie ważnych społeczno-politycznych, jak również religijnych procesów w życiu galicyjskich Ukraińców, będzie niepełne bez wzięcia pod uwagę „czynnika żydowskiego”. Biografie pisarza Iwana Franki, czy działacza religijnego i społecznego Andreja Szeptyckiego, a również wielu innych „wielkich” mieszkańców Galicji będą bezsensowne i niepełne bez ukazania pełni ich stosunków z żydowskim światem Galicji. Język galicyjski – specyficzne galicyjskie słowa i określenia, przypowieści i pojęcia, sposób wypowiedzi, wyobrażenia o świecie, żarty, zabobony, a również znaczna część folkloru – zaginie razem z pamięcią o świecie galicyjskich Żydów.

Jeżeli dzisiejsi galicyjscy Ukraińcy chcą zachować prawdziwą historię, kulturę i język, nie mogą dopuścić do zaniku śladów żydowskich. Tym bardziej, że pozostało ich już nie tak wiele. Ideologia hitlerowska w dużej mierze przyczyniła się do zniszczenia świata żydowskiej Galicji, a sowiecki komunizm – do barbarzyńskiego zaniedbania tego co pozostało. Doprowadziło to do prawdziwej katastrofy humanitarnej, która pochłonęła magię żydowskiego świata Galicji, a razem z tym i metafizykę galicyjskiego mikrokosmosu. Była to też tragedia wszystkich trzech składowych części galicyjskiego świata: galicyjskich Rusinów, galicyjskich Polaków i galicyjskich Żydów.

Przykro, że państwo ukraińskie w tej sprawie stoi na pozycji, jak w przysłowiu: „Nie daj Boże z chama pana” – gdy otrzymała w spadku coś, co przyjmuje jako cudze, nie ceni tego co cenne, zaniedbuje co już zaniedbane, marnuje to, czego nie można zmarnować.

Galicyjskie judaica poniewierają się w magazynach muzeów, czas zaciera imiona na żydowskich macewach, na zarastających zielskiem ocalałych cmentarzach. Natomiast te żydowskie imiona, które wpisano w annały światowej literatury, filozofii czy sztuki, nie mogą przebić się do świadomości młodego pokolenia przez barykady „ukraińskiego narodowego odrodzenia”.

Trudno oczekiwać zadbania historii galicyjskich Żydów ze strony „Małorosów” i „Południoworosów”, nie mówiąc już o pokoleniu „homo sovieticus”. Świat ten możemy uratować tylko my, współcześni patrioci Galicji, tzn. ci, którzy rozumieją, że zniszczenie żydowskiej spuścizny „woła o pomstę do nieba”. Jest ona zbyt cenną, przede wszystkim dla nas Galicjan, żeby przekładać tę sprawę na kogoś innego. A tacy ludzie by się znaleźli.

Trzeba powiedzieć prawdę, że gdybyśmy lepiej zadbali o freski Bruno Szulca, to przedstawiciele Instytutu Yad Vashem nie musieliby ich wywozić w „wątpliwych” okolicznościach. A „dobrze zadbać” – to oznacza nie tylko dobrze chronić, ale i efektywnie popularyzować. Chronić materialne świadectwa, popularyzować pamięć, intelektualne i duchowe zdobycze. Bo uświadomienie unikalnego doświadczenia Holokaustu odnosi się nie tylko do świata żydowskiego, ale jest też doświadczeniem naszych przodków, którzy byli świadkami tej tragedii – czasami współuczestnikami, czasami ratującymi –sprawiedliwymi.

Jest to zadanie nieproste, które Galicjanie będą mogli zrealizować tylko wtedy, gdy zrozumieją, że dbając o kulturę żydowską dbają również o swą godność – ku pamięci swoich przodków i z myślą o potomkach.

(Ukraińska wersja artykułu Wołodymyra Pawliwa ukazała się na portalu zaxid.net)

Wołodymyr Pawliw

X