Jak Polacy Charków budowali. Część XX

Jak Polacy Charków budowali. Część XX

Święta Bożego Narodzenia i czas karnawału w Charkowie

Święta Bożego Narodzenia są związane z wieloma zwyczajami i tradycjami, kultywowanymi w rodzinach i społeczeństwie. Są to w pierwszej kolejności święta rodzinne, a dla Polaków mają także szczególne znaczenie patriotyczne. W okresach rozbiorów na zesłaniach łączyły rozrzuconych rodaków, śpiew zaś kolęd dodawał nadziei na rychłe odzyskanie przez Ojczyznę niepodległości.

Rosja do 1918 roku posługiwała się kalendarzem juliańskim zarówno w codzienności, jak i w obchodach świąt religijnych. Polacy mieszkający w Charkowie posługiwali się, zgodnie z wielowiekową tradycją, kalendarzem gregoriańskim, więc obchody świąteczne przypadały kolejno: Wigilia Bożego Narodzenia – 12 grudnia, Boże Narodzenie – 13 grudnia, które były dniami pracy, i w mieście nic nie przypominało świąt. Dodatkowo „Prawosławny antykatolicki katechizm”, wydany w Charkowie w 1916 roku, całkowicie zabraniał jakichkolwiek kontaktów z wyznawcami katolicyzmu. We wszystkich sferach życia społecznego Polacy cieszyli się ogólnym uznaniem i szacunkiem, jednak w tym czasie mogli czuć się odrzuconymi i samotnymi, zwłaszcza w okresie sprzed budowy kościoła parafialnego w Charkowie. Polacy gromadzili się wtedy w domach prywatnych u zamożniejszych rodaków.

Kolejnym, dość ważnym elementem wpływającym na formę świętowania świąt Bożego Narodzenia, były warunki atmosferyczne, jakie panowały jesienią i wczesną wiosną w Charkowie. Chodzi mianowicie o słynne błota, które paraliżowały miasto na wiele miesięcy, nieraz nawet do Nowego Roku, kiedy wszystko zamarzało, a powszechny brud przykrywała gruba warstwa śniegu. Historyk uniwersytetu charkowskiego Ludwik Janowski tak pisał: „Każdy, kto wspomina Charków z dawnych czasów, przede wszystkim rozpisuje się o jego błocie, którego istnienie można było nazwać legendowym. Jeden z pamiętnikarzy nazywa je „znakomitem charkowskiem błotem”, w którem tonęli ludzie i zwierzęta; nie pomagały kalosze i wysokie buty, nawet przejazd końmi w czasie słoty był bardzo utrudniony. Spędzane od wielu lat na jarmarki trzody zostawiały gnojowiska, które, nie uprzątane, czyniły z miasta ogólną kloakę; muliste rzeczułki latem gniły – i z tych powodów klimat Charkowa był zabójczy”. Kroniki podają, że pod koniec 1802 roku w Charkowie było tak wielkie błoto, że „nie było możliwości wjechać do miasta, należało robić dodatkowe drogi”. Podobnie także w 1916 roku gazety pod koniec grudnia informowały, że „padające deszcze znacznie zniszczyły drogę. W wielu miejscach drogi, a nawet chodniki stały się niezdatne dla chodzenia. Uległy zniszczeniu także drogi wjazdowe do miasta”. W mieście w tym czasie brakowało nawet najbardziej potrzebnych rzeczy.

Charkowskie błoto

Mimo niewielkiej ilości katolików w mieście oraz trudności pogodowych i międzywyznaniowych, można wyszczególnić pewne tradycje, które panowały wśród Polaków w dawnym Charkowie.

Pierwsi polscy osadnicy miasta w przeddzień świąt Bożego Narodzenia przyozdabiali domostwa gałązkami jemioły lub suszonych kwiatów. Dopiero na początku XIX wieku, dzięki Niemcom, zaczęto stawiać choinkę ozdobioną owocami i innymi ozdobami. Ta tradycja została przeniesiona na płaszczyznę państwową. Przejęli ją także wyznawcy prawosławia. Choinki zaczęto umieszczać w świątyniach, placach i domach prywatnych. Tak o zwyczaju dekorowania choinek relacjonował E. Szwidczenko w 1898 roku: „W obecnych czasach zwyczaj zapalania na święta choinki dla dzieci coraz bardziej rozpowszechnia się po Rosji. Rzadko która szkoła na wsiach i rzadko który dom prywatny w miastach nie ustanawia choinki dla swoich dzieci. Wszyscy już tak się przyzwyczaili do tego, że bez choinki święta – nie święta, Boże Narodzenie – to nie święto. Tyle radości przynosi dzieciom, tyle zachwytu, tyle rozmów. Już samo przygotowanie do choinki zdolne zająć dzieci na kilka tygodni i zapewnić im ogrom zadowolenia”. Gazety pisały także o nielegalnej sprzedaży choinek, gdyż kupcy kupowali przywożone ze wsi choinki, a następnie na bazarach sprzedawali je po zawyżonych cenach. I chociaż prawosławni w czasie I wojny światowej podejmowali pewną walkę z niemiecką, a więc wrogą, tradycją stawiania choinek, niewiele to wpływało na życie społeczne.

{gallery}gallery/2018/charkow1{/gallery}

Moda na choinkę była do końca lat 20. XX wieku, gdy „temu burżuazyjnemu przeżytkowi” wypowiedziano wojnę. Tę wojnę tłumaczono także tym, że w choince upatrywano jeden z symboli religijnych.

W ramach walki ze świętami Bożego Narodzenia na ulicach rozwieszano slogany, które krytykowały urządzanie świąt w następujący sposób: „Tylko ten przyjaciel popów, który choinkę świętować gotów”, czy innym razem: „Rodzice! Nie zbijajcie nas z wyznaczonego kierunku, nie urządzajcie choinki”.

Napis na pocztówce: „Precz z burżuazyjną choinką. Nie wydawajcie bez sensu pieniędzy na bożonarodzeniową choinkę. Bliższe są nam łyżwy i narty”

Wiele antyświątecznej propagandy umieszczano w charkowskim wydaniu „Gawryło”, wydawanym w latach 1925-1926 w Charkowie, gdzie wyśmiewano zwyczaje i symbole religijne. Jednak mimo propagandy, w tekstach można dopatrzyć się świadomego lub nieświadomego przedstawienia pewnych miejscowych zwyczajów świątecznych, a treść czasopisma mogła zachęcać do religijnego przeżywania świąt. Możliwie z tej też przyczyny sowiecka cenzura postanowiła już w styczniu 1926 roku czasopismo zamknąć.

Zmiana nastąpiła dopiero w 1935 roku, gdy 31 grudnia w charkowskim Pałacu Pionierów została ustanowiona pierwsza na terenie Związku Radzieckiego choinka i dla dzieci zorganizowano obchody Nowego Roku. Od tego czasu na całym sowieckim terytorium obchody Nowego Roku zostały skomunizowane. Choinkę dekorowano komunistycznymi ozdobami. Spotykano Nowy Rok w kole rodziny, przy suto zastawionym stole, a od lat 50. charkowskim atrybutem Nowego Roku obok alkoholu był telewizor, skąd zebrani członkowie rodziny dowiadywali się o przyjściu Nowego Roku. Świętego Mikołaja zastąpił Dziadek Mróz wraz z wnuczką Śnieżką, który nie darował prezentów 6 grudnia, lecz 31 grudnia pod choinkę.

Warto tez zwrócić uwagę na niektóre tradycje, które były kultywowane przez charkowskich Polaków w okresie świątecznym. Najwięcej ich zebrał profesor charkowskiego uniwersytetu Aleksander Potebnia (1835-1891), Rosjanin i językoznawca. Był ściśle związany z Polską poprzez naukę w gimnazjum w Radomiu, a jego brat Andrzej Potebnia jako Rosjanin brał udział w powstaniu listopadowym po stronie polskiej. Aleksander Potebnia pochodził spod Połtawy, przez wiele lat pracował i mieszkał w Charkowie i był zachwycony polską kulturą, więc starał się także przekazać pewne zwyczaje polskie w drukowanych publikacjach.

Potebnia pisał, że Polacy przygotowania do świąt Bożego Narodzenia rozpoczynali od 4 grudnia, czyli od wspomnienia św. Barbary. Na wigilijnym stole po modlitwie najstarszy z członków rodziny zapalał gromnicę, którą po wieczerzy zanoszono do kościoła, gdzie znajdowała się do święta Matki Bożej Gromnicznej. Tą świecą następnie błogosławiono parę młodych przed ślubem, dawano do ręki umierającym, a także po zebraniu urodzaju wkładano do jednego z worków pszenicy, aby tym samym podziękować za urodzaj i prosić o ochronę ziarna przed szkodnikami.

Polacy zawsze pamiętali o dzieleniu się poświęconym opłatkiem, a na zakończenie wieczerzy częstowano się tradycyjną kutią, która w każdym domu była inaczej przygotowywana, zgodnie z recepturami regionów, skąd przybyli do Charkowa. Po podzieleniu się opłatkiem uroczyście krojono duży bochen chleba, który niekiedy nazywano słońcem, i uważano, że jest symbolem życia i śmierci.

W miejscowościach pod Charkowem znany był także zwyczaj przynoszenia do domu słomy, a nawet pługa. Zachowały się także świadectwa urządzania jasełek, czy też chodzenia z kolędą od domu do domu.

Jednym z symboli świątecznych był zwyczaj wysyłania, czy też obdarowywania się kartkami świątecznymi z wypisanymi życzeniami. Zachowana ich spora ilość w muzeach może świadczyć o powszechnym tego typu zwyczaju.

Podobnie jak święta Bożego Narodzenia tak i Nowy Rok w Charkowie świętowano dwukrotnie, zgodnie z rozbieżnościami kalendarzowymi. Gazeta tak relacjonowała o obchodach przez Polaków Nowego 1910 Roku: „Pierwszymi go obchodzili miejscowi obcokrajowcy, nasi ludzie to podtrzymali, jednak są skargi na brak zimowej pogody: niema sań, bierzemy tramwaj!” Polska elita często Nowy Rok obchodziła w jednym z hoteli lub w specjalnie na tę okazję urządzonej sali. W teatrach urządzano bale karnawałowe, które trwały do Wielkiego Postu. Biedniejsi w Nowy Rok wraz z rodzinami pozostawali w domu. Tam też znany był zwyczaj przygotowywania dużej ilości pierogów, aby ten „szczodry wieczór” przyniósł dostatek na cały rok.

Nie brakło także w tym okresie i trudnych sytuacji. Ludność w trakcie przygotowań, obok trudności z błotami, musiała borykać się z drożyzną, jaka panowała na bazarach, gdyż zgodnie z informacjami zawartymi w gazetach ceny na niektóre produkty wzrastały kilkakrotnie.

Gazety również powiadamiały, że w czasie, gdy większość świętowała i setnie się bawiła, do Charkowa ściągały zgraje bandytów, którzy dokonywali wielu rabunków, a nawet dochodziło do głośnych zabójstw. W dniu Nowego 1917 Roku w Charkowie doszło do słynnego obrabowania jednego z banków. Według kroniki policyjnej rabusie, aby dostać się do banku, rozebrali przeszło półtorametrową ścianę oraz przebili pancerne drzwi. Niezauważeni przez nikogo pracowali przy grabieży banku 4 dni. Po zrabowaniu banku udali się do jednego ze sklepów w centrum miasta, gdzie został brutalnie zamordowany współwłaściciel sklepu. W 1905 roku w Merefie z powodu konfliktu małżeńskiego w Nowy Rok żona zastrzeliła swojego męża, a w 1908 roku została zatrzymana zorganizowana grupa przestępcza, która okradała domy.

Największy dramat w Charkowie miał miejsce pod koniec 1914 roku, gdy dokonano zamachu na córkę szanowanego w Charkowie polskiego architekta Wiktora Wieliczko. „Wczoraj nocą – pisały gazety – w centrum miasta rozegrał się tragiczny dramat. 27-letni Boroniec, który podawał się za stolarza, a w rzeczywistości okazał się detektywem, spotykał się z 17-letnią Polką B. Wieliczko. Mimo wszystkich starań Borońca rodzice kategorycznie odmówili wydania za mąż córki. B. Wieliczko przypadkowo dowiedziała się, że Boroniec nie jest stolarzem, a detektywem, więc zerwała z nim. Boroniec groził dziewczynie, że zabije ją i jej rodziców. 20 grudnia (według gregoriańskiego kalendarza 31 grudnia) o 11.00 wieczorem, Boroniec przyszedł pod mieszkanie Wieliczko i zapukał do okna. B. Wieliczko otworzyła drzwi. Boroniec wystrzelił jej prosto w twarz i następnie się zastrzelił. Gdy przybyło pogotowie, Boroniec był już martwy. B. Wieliczko w krytycznym stanie została odwieziona do szpitala”.

Mimo wielu tragicznych sytuacji, obchody świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku w większości odbywały się w wielkiej radości i pokoju w kole rodzinnym. Snuto opowiadania o wolnej Ojczyźnie i często planowano powrót w rodzinne strony. Ta radość była przedłużana w okresie karnawału, gdy urządzano wieczornice i bale, które łączyły i dodawały nadziei mieszkającym tu Polakom.

Marian Skowyra
Tekst ukazał się w nr 1 (293) 15-29 stycznia 2018

X